70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Co Wyspiański myśli o

Po co Wyspiański Augustyniakowi? Co Wyspiański wnosi w sprawę? Wnosi, poza wszystkim, perspektywę śmierci. Martwy artysta więcej wie o umieraniu od nas, wciąż jeszcze żyjących, i celnie „miarkuje” zbijanie władzy na grobach.

Nie chcę nic, nic… nikogo, żadnych stronnictw, żadnych idei, żadnych ludzi. (…) Chcę, żeby w letni dzień, w upalny letni dzień przede mną zżęto żytni łan”.

Stanisław Wyspiański, Wyzwolenie


Piotr Augustyniak jest słynny ze swoich książek o Mistrzu Eckharcie, ale sławny jest z czego innego – z wywiadów post mortem, gdzie rozmawia z duchami o sprawach bieżących. Na przykład z Nietzschem, Józefem Tischnerem i teraz z Wyspiańskim. Burzenie polskiego kościoła, nowa książka Augustyniaka, jest odpytywaniem Wyzwolenia o to, co z tą Polską. Rozwija wątki, które Autor zaczął w dwu poprzednich książkach: Wyspiański. Zbudź się, Polaku!Homo polacus. Eseje o polskiej duszy.

Można Wyspiańskiego spytać, co myśli o „dobrej zmianie”, jeśli uznamy go za wieszcza. Wieszczy pośmiertnie, bo „widział” przedśmiertnie. „Przecież on nie wie jeszcze, kto tu zaraz przyjdzie. Czy że jako poeta wie?” (Paweł Demirski, Wszystko powiem Bogu!). Augustyniaka Studium o »Wyzwoleniu« jest w takim wypadku wykładnią proroctwa.

Wyspiański w tej książce okazuje się, po pierwsze, myślicielem, po drugie – niepartykularnym. Patrzącym na „polskie sprawy” z metaperspektywy, z lotu ducha. Książka jest symetrystyczna! Prościej mówiąc: PO też nie. Podchodzi do sprawy „wojny polsko-polskiej” na sposób kantowski, transcendentalny, badając jej warunki możliwości i niemożliwości, ale też psychologicznie: omawiając „fantazmaty” (pojęcie Lacana), rzeczywistość psychiczną tego niby-sporu.

Po co Wyspiański Augustyniakowi? Co Wyspiański wnosi w sprawę? Wnosi, poza wszystkim, perspektywę śmierci. Martwy artysta więcej wie o umieraniu od nas, wciąż jeszcze żyjących, i celnie „miarkuje” zbijanie władzy na grobach, polską „tanatopolitykę”, polski „popęd śmierci” (po jego pogrzebie padło w gazecie „ciszej nad tą trumną!”).

Tanatopolityka to pojęcie Agambena rozpropagowane w Polsce przez Agatę Bielik-Robson, które mocno „ciąży” nad tą książką w sensie pozytywnym. Ponadto autor dość często rozmawia z Marią Augustyniak, psychoanalityczką (prywatnie swoją żoną).

Książka Augustyniaka, choć nie miała tego w planach, dowodzi mimochodem, że Wyzwolenie jest kompletnie martwe w sensie teatralnym, jest kompletnym flatus vocis, żywe tylko ideowo. Łatwiej z niego zrobić esej filozofujący niż zwyczajny spektakl. Słowakowi wyszło Wyzwolenie, lecz Augustyniaka, a nie Rychcika. Ta książka nie jest o teatrze, ona jest teatrem. Jest nową, postdramatyczną inscenizacją Wyzwolenia.

Nie dziwię się Augustyniakowi, że z Wyzwolenia wyciąga głównie aspekt ideowy, bo tyle jest sensu w spektaklu Rychcika, ile jest w nim tekstu. Radosław Rychcik zrobił Wyzwolenie w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, gdzie Augustyniak odpowiada za myślenie, Rychcik tylko za robienie.

Augustyniak korzysta ze zwrotu performatywnego w humanistyce. Podchodzi do interesującego go zagadnienia, POLSKI, od strony performatywnej, czyli jednocześnie artystycznej, „aktywnej” (w sensie „aktów mowy”) i ambiwalentnej. Teatr jest dla niego, jak dla Wyspiańskiego, laboratorium, gdzie się sprawdza różne opcje, np. bycia Polakiem. Innymi słowy: bycie Polakiem to jest granie pewnej roli.

Książkę cechuje spekulatywność, zdarzają się w niej zdania: „Teatralny performans jest w stanie realnie stymulować dekonstrukcję fantazmatu” (s. 42) albo „Antypolityka historyczna nie jest polityką antyhistoryczną” (s. 45). Spis treści wygląda jak u Žižka, z eseistycznym kampem („Monstrualny penis Konrada”, „Dmowski, Brzozowski? Nie, dziękuję”, „Freudem i Nietzschem”).

Burzenie polskiego kościoła jest esejem site-specific, z „datowaniem”, jak mówi Derrida: nosi ślady miejsca, z którego powstało, i nie chodzi tylko o Kraków, ale szczególnie o Teatr Słowackiego, który obecnie ma dyrektora, kuratora i mózg. Augustyniak jest tym trzecim. Gdy ocenia Klątwę Frljicia lub Wesele Klaty, dwa najgłośniejsze wystawienia Wyspiańskiego ostatnimi czasy, jest bardzo stronniczy, walczy w swojej sprawie.

Odczytanie Wesela Klaty przez Piotra Augustyniaka jest idiosynkratyczne. Fakt, że spektakl odniósł sukces choćby frekwencyjny, tłumaczy snobizmem widzów, którym Klata robi dobrze na samoocenę. Głębia wglądu onieśmiela. Freud tę metodę heurystyczną nazywał „dziką psychoanalizą”. Jeśli widownia wali drzwiami i oknami, a na Rychcika jakoby nie pragnie, tym gorzej dla faktów, miliony się mogą mylić. Jakbym siebie czytał jako recenzenta! Mnie, błaznowi, wypada, ale panu profesorowi? Wesele ze Starego i Klątwa z Powszechnego może podniosły popularność Wyspiańskiego, ale z jakichś głębinowych filozoficznych powodów są dziełami niesłusznymi. Wesele Klaty „nie ma potencjału mogącego wywołać fantazmatyczny wstrząs”.

Kościół w tytule książki zapisano małą literą, bo nie chodzi ani o Kościół katolicki, ani inny Kościół, ani o kościół budynek. Chodzi o wspólnotę, którą jak kość trzeba złamać, by się zrosła („burzenie kościoła”). Tylko gdzie jest ta wspólnota? W zbiorowym Nieświadomym. Nieświadome, zdaniem Žižka, nie jest ukryte, ale wprost przeciwnie: świetnie je widać, lecz się tego nie wie i stąd „nieświadome”. Formułę „burzenia kościoła” jako dekonstrukcji pokazałbym na przykładzie słynnego witraża z Bogiem Ojcem. Niby służy dekoracji bazyliki franciszkańskiej, ale jest również dowcipem: przedstawia słynnego wtedy w Krakowie żebrzącego żołnierza Adama Rogowskiego, wujka Wyspiańskiego.

W puencie Burzenia czytamy o „toczącym Polskę raku polityczności”, którego diagnoza i chemioterapia jest właściwą stawką książki. „Polak rzuca się w wir politycznych namiętności. Jest to najlepszy sposób, aby zapełnić dotkliwą pustkę własnego nieistnienia” (s. 286). Bardzo heideggerowsko! Lek jest eckhartowsko-heideggerowsko-wyspiański: pewne „odpuszczenie”, zluzowanie fantazmatu drogą performansu… Wykształcenie „elity myślicieli-performerów” (s. 291).

Skoro autora inspiruje późny Freud (popęd śmierci), może wyciągnąć równie płodne wnioski z wczesnego Freuda i zauważyć, że Wyzwolenie (1903) powstało akurat trzy lata po Objaśnianiu marzeń sennych.

Stanisław Wyspiański miał szczęście być artystą, więc mógł być niespójny. Z jednej strony twierdzić poprzez usta bohatera, że ma dość wszystkiego i już tylko „żytni łan”, z drugiej – napisać Wesele oraz Studium o »Hamlecie«. Trochę jak Brzozowski, z którego można wyciągać wszelkie, i lewicowe, i prawicowe, i bezideowe wnioski.

_

Piotr Augustyniak

Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła. Studium o »Wyzwoleniu«

Wydawnictwo Znak, Kraków 2019, s. 300


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter