70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Jan Graczyński/East News

Pięć ćwiczeń z kształcenia słuchu

Czy poruszając się w tłumie z zatkanymi uszami, potrafisz poczuć się bezpiecznie? Jakie masz wrażenia, odtykając uszy po pięciu minutach, kwadransie, godzinie, pięciu godzinach? Do czego w ogóle potrzebne są nam uszy? Nawet nie-słuchając, możemy dowiedzieć się bardzo wiele o własnym słyszeniu.

Wszystkim osobom, które zetknęły się z polskim systemem szkolnictwa muzycznego, hasło „kształcenie słuchu” kojarzyć się musi z nauką solfeża oraz rozpoznawaniem na ucho akordów i interwałów. Reszta społeczeństwa, czyli przytłaczająca większość Polaków, na wzmiankę o nauce słyszenia odruchowo odpowiada: „Słoń mi na ucho nadepnął”. Nie o taką naukę, nie o takie dźwięki i nie o taki słuch tym razem chodzi. Gdy mówimy o kulturze w odniesieniu do dźwięku, w pierwszym momencie przychodzi nam na myśl muzyka, najczęściej ta klasyczna, zamknięta w sztywnych ramach systemu dur-moll i stroju równomiernie temperowanego. Od dzieciństwa tresują nas do tego przemysł fonograficzny, radio, telewizja, szkoła, filharmonie, domy kultury. Muzyka współczesna, która wykracza poza te wyuczone schematy, budzi z kolei – poniekąd zrozumiałą – niechęć, jest bowiem obca, „nienaturalna”, niezrozumiała. Stop. W tym miejscu sugeruję, abyśmy zrobili trzy kroki wstecz.

Kultura dźwięku nie ogranicza się bowiem w żadnym wypadku do muzyki (czymkolwiek ona jest) ani nawet do ścieżek dźwiękowych filmów, słuchowisk radiowych, archiwów, domowych nagrań etc., każdy dźwięk codzienności, choćby ten najmniej istotny czy też najbardziej intymny, wart jest uwagi.

Pisząc o „kształceniu słuchu”, mam więc na myśli każde działanie, które czyni nas bardziej świadomymi i uważnymi słuchaczami, inkluzywny trening w duchu ekologii akustycznej i współczesnych nauk o dźwięku (sound studies).

*

Zainteresowanie szeroko pojętym środowiskiem dźwiękowym – wszystkimi brzmieniami natury i cywilizacji, ich znaczeniem w życiu ludzi i organizmów żywych, rolą w kulturze i sztuce – z każdym rokiem wzrasta. Od paru lat pejzaż dźwiękowy (soundscape) stał się modnym przedmiotem badań naukowych, działań artystycznych, projektów edukacyjnych, a nawet sporów politycznych. W Polsce działają prężnie Pracownia Badań Pejzażu Dźwiękowego na Uniwersytecie Wrocławskim oraz rozwijana przez Marcina Barskiego i Marcina Dymitera „Emitera” – projekt pod nazwą Instytut Pejzażu Dźwiękowego IPD; ukazują się dziesiątki, jeśli nie setki, artykułów z tej dziedziny, a kilka periodyków (m.in. „Dwutygodnik”, „Muzyka” i „Glissando”) poświęciło słuchaniu oraz studiom nad dźwiękiem numery tematyczne. Spacery dźwiękowe (soundwalk), organizowane np. przez Muzykotekę Szkolną, stały się pożądaną praktyką edukacyjną; w środowisku muzycznym zawrotną karierę robią artyści opierający swój warsztat na przeprowadzaniu nagrań terenowych (field recording), kolekcjonowaniu wyjątkowych brzmień, odgłosów oraz rejestracji szczególnych środowisk dźwiękowych, które są następnie wykorzystywane w elektroakustycznych kompozycjach (soundscape composition), w trakcie improwizowanych koncertów, do tworzenia instalacji artystycznych, interaktywnych map dźwiękowych, a nawet w eksperymentalnych aplikacjach do smartfonów. Sędziwy ojciec założyciel klasycznej kanadyjskiej szkoły pejzażu dźwiękowego z lat 70. Raymond Murray Schafer doczekał się statusu jednego z najistotniejszych autorytetów w dziedzinie muzyki eksperymentalnej i sztuki dźwięku; wymieniany jest jednym tchem z tak wybitnymi postaciami XX-wiecznej awangardy jak John Cage czy Pierre Schaeffer.

*

Warto jednak zadać pytanie, jaki jest praktyczny, polityczny, pozainstytucjonalny i pozaartystyczny sens tych wszystkich działań. Oczywiście praca ta pozwala wielu osobom, które zetkną się z nową dla nich tematyką, „otworzyć uszy”, usłyszeć świat w zupełnie nowy, świeży sposób. Zdeklarowani ekolodzy akustyczni, w tym niżej podpisany, odpowiedzą chętnie, że ostatecznym celem tych wszystkich działań jest „nastrojenie” pejzażu dźwiękowego świata na nowo – stworzenie warunków, w których ludzie zaczęliby świadomie i twórczo kształtować środowisko dźwiękowe wokół siebie, respektując przy tym fakt, że współdzielimy je z innymi istotami żywymi, które też słuchają i potrzebują się nawzajem usłyszeć, co niejednokrotnie decyduje o stabilności biosystemów i przetrwaniu gatunków.

Uprawianie studiów nad dźwiękiem ma jednak także swój wymiar codzienny. Osoby zajmujące się tą tematyką w mniej lub bardziej świadomy sposób wykorzystują swoją wiedzę w wielu dziedzinach życia. Włączają rozmaite technologie w osobiste doświadczenie słuchania, eksperymentują z dźwiękiem i z własnym słyszeniem. Praktyki te nie wymagają żadnego specjalnego przygotowania, jedynie ciekawości, odrobiny wyobraźni, umiejętności przełamywania rutyny i czasem odwagi, by zdobyć się na małe dziwactwa. Tych parę praktycznych ćwiczeń z „kształcenia słuchu” może być wstępem do głębszego zainteresowania tematyką dźwięku, ale przede wszystkim może odrobinę ułatwić życie w świecie przepełnionym najrozmaitszymi odmianami hałasu, ciszy, sygnałów i szumów.

  1. Polub wreszcie swój głos na nagraniu

Warto zacząć od głosu, bo to jeden z najważniejszych składników naszej tożsamości. Głos jest naszą „dźwiękową twarzą”, bliscy rozpoznają nas po nim, zakodowane są w nim nasze emocje, czujemy, że odzwierciedla on naszą osobowość. Wyobraź sobie brzmienie własnego głosu. Większości osób nie sprawi to problemu, często „słyszymy” go w umyśle, gdy czytamy (np. teraz). Ten nasz wyobrażony głos nie różni się znacznie od tego, który słyszymy, mówiąc. Tymczasem słuchanie samego siebie na nagraniu jest przeważne torturą nie do opisania. Nasz głos brzmi obco, odrzuca nas. Winę za ten przykry efekt przypisujemy przeważnie niskiej jakości urządzenia nagrywającego. Aby się o tym przekonać, wystarczy nagrać rozmowę kilku osób, w której samemu bierze się udział. Dyktafon nosisz zawsze przy sobie – większość współczesnych telefonów jest wyposażona w opcję nagrywania dźwięku. Odsłuchaj nagranie, skup się jednak nie na brzmieniu własnego głosu, a na głosach pozostałych osób. Czy są one tak samo zniekształcone?

Cały problem zasadza się na tym, że mamy dwa głosy, nie jeden.

Inne osoby na nagraniu nie mogą brzmieć dla nas tak obco jak my sami. Wiadomo, że fale akustyczne inaczej rozchodzą się w powietrzu, inaczej w wodzie, a jeszcze inaczej w… kościach. Nasz głos dobiega do naszych uszu nie za pośrednictwem powietrza, tylko „od środka” przez kości. Drgania, które odbieramy, różnią się zatem od tych, które (za pośrednictwem powietrza) zarejestrowały mikrofony dyktafonu. Barwa naszego głosu, tego „drugiego”, który słyszą nasi rozmówcy, jest więc łudząco podobna do tej, którą usłyszeć możemy na przyzwoitej jakości nagraniu. Nagranie jest dźwiękowym odpowiednikiem lustra, możemy się w nim przejrzeć, usłyszeć siebie takimi, jakimi słyszą nas inni. Jeśli sobie to uświadomimy, możemy poczuć się o wiele pewniej w chwili, gdy przyjdzie nam zabrać głos. O wiele łatwiej zaakceptujemy to, jak brzmimy w radiu, przez Skype’a czy na filmiku, który opublikowaliśmy w sieci. Nie czyni to w żadnym wypadku mniej ważnym ani mniej „prawdziwym” tego naszego wewnętrznego głosu, który jest słyszalny tylko dla nas. Wręcz przeciwnie, czyni go to jeszcze bardziej wyjątkowym: ekstremalnie prywatnym, wręcz intymnym. Możemy zacząć mówić i myśleć w innym języku, ale ten „pierwszy” głos nadal będzie nam towarzyszył. Jest integralnym elementem naszej osobowości i może to dobrze, że jak dotąd nie wynaleziono urządzenia, które pozwalałoby go utrwalić.

  1. Posłuchaj raz jeszcze tego samego

Praca z własnym głosem uczy przede wszystkim, jak subiektywnym doświadczeniem jest słyszenie. Na to, co usłyszymy, wpływają warunki akustyczne, rodzaj środowiska dźwiękowego, ale też czynniki osobiste, takie jak koncentracja, poczucie komfortu, stan zdrowia, nastrój. Nasz sposób słuchania zmieniamy w zależności od okoliczności – inaczej słuchamy, kierując samochodem, inaczej prowadząc audycję radiową. Jak dotąd posłużyliśmy się nagrywaniem, żeby usłyszeć samych siebie, teraz spróbujmy za pomocą technologii dowiedzieć się trochę więcej o tym, jak słuchamy.

Świetnym przykładem może być dziennikarska praca nad wywiadem. Jeśli nagrana za pierwszym razem rozmowa była autentyczną dyskusją na określony temat, a nie jedynie próbką głosów rozmaitych osób, możemy skopiować ścieżkę dźwiękową na dysk komputera, odtworzyć ją kilkakrotnie i spisać poszczególne wypowiedzi w pliku tekstowym. Zapisując rozmowę, zdajemy sobie nagle sprawę z tego, jak wiele treści było w niej zawartych, jak wiele wątków nam pierwotnie umknęło, jak wiele zaszło w trakcie tej krótkiej wymiany zdań drobnych nieporozumień, powtórzeń, omyłek. Każde zająknięcie okazuje się nagle znaczące, a jego pominięcie na piśmie zmienia sens wypowiedzi. Słuchając danej sytuacji po raz drugi, nie skupiamy się na tym, co się wydarzy, lecz możemy przestawić się na bardziej analityczny sposób odbioru. Wielokrotnie odtwarzając te same dźwięki, pogłębiamy nasze zrozumienie nagranej sytuacji dźwiękowej. Już nie tylko słowa, ale też odgłosy tła zdają się tworzyć spójną historię. Warto w tym celu podłączyć do urządzenia przyzwoite słuchawki nauszne lub zewnętrzne głośniki – głośniczki wbudowane w telefony i laptopy są do tego stopnia zminiaturyzowane, że wielu rzeczy możemy na nich po prostu nie usłyszeć.

Dźwięki otoczenia możemy czytać tak jak słowa, przypisując im określone znaczenia, tworząc na ich podstawie spójny obraz określonej sytuacji. Nagraj tym razem nie mowę, ale krótką próbkę odpowiednio ciekawego środowiska dźwiękowego (dźwięków miasta, podwórka, miejsca pracy, domu, restauracji, targowiska). Odsłuchaj swoje nagranie kilkanaście razy. Możesz spisać występujące na nim dźwięki i ich umiejscowienie w czasie, wyszukać dźwięki ciągłe (jak szum wody, brum wentylatorów), skategoryzować brzmienia w zależności od ich źródła, głośności czy wysokości dźwięku, ocenić, które z nich są przyjemne, a które irytują. To proste ćwiczenie w duchu „czyszczenia uszu” (ear cleaning), opracowanej przez Schafera metody edukacyjnej, której celem jest wykształcenie u uczniów umiejętności uważnego słuchania. Przy wnikliwej analizie nawet z chaosu dźwięków miasta wyłania się pewien wyższy porządek – z hierarchią sygnałów ostrzegawczych, światłami dyrygującymi ruchem samochodowym, brzmieniami przypisanymi do określonych godzin, dni tygodnia i pór roku.

  1. Sfonografuj, zamiast fotografować

Skoro już trochę oswoiliśmy się z recorderem, choćby z tym w telefonie, możemy świadomie ustawić ostrość, wybrać cel i wykadrować kilka ciekawych ujęć. Nagrywanie ćwiczy słuch tak, jak fotografowanie uczy spostrzegawczości. Pozwala zarejestrować atmosferę miejsca w odmienny sposób niż zdjęcie czy film, inaczej postawione są akcenty, inne czynniki wyznaczają rytm, inaczej płynie czas, inna jest narracja. Nagrywanie jest też czynnością znacznie mniej agresywną społecznie od fotografowania czy filmowania, w wielu delikatnych sytuacjach, w których nie moglibyśmy sobie pozwolić na zrobienie zdjęcia, zupełnie swobodnie wolno nam zarejestrować dźwięk. Sama czynność nagrywania zmusza do analizy rozmaitych właściwości otaczającego nas pejzażu dźwiękowego. Musimy wyważyć proporcje pomiędzy sygnałem (brzmieniem, które nas interesuje) a szumem tła (wszystkimi dźwiękami, które w danym momencie są niepożądane), zlokalizować źródło dźwięku i umieścić mikrofon możliwie blisko niego. Decyzja o tym, kiedy rozpocząć i zakończyć nagranie, jest analogiczna do procesu kadrowania – świadomie wybieramy, co ma zostać zarejestrowane, a co pominięte. Nagranie nie jest więc nigdy obiektywnym dokumentem (nawet pomijając kwestię montażu), już poprzez samo rozmieszczenie mikrofonów w określonych miejscach i poprzez określenie ram czasowych wpływamy na to, co zostanie zarejestrowane i co wybijało się będzie na pierwszy plan.

Nie musisz dysponować wcale profesjonalnym sprzętem. Nie skupiaj się na stworzeniu sterylnie czystego dokumentu dźwiękowego. Zamiast gonić za jakością brzmienia, skoncentruj się na… własnych emocjach. Zastanów się, jaki odgłos naprawdę chcesz utrwalić, mieć go zawsze przy sobie – w pamięci telefonu, na dysku komputera. Spróbuj nagrać dźwięk, który jest dla ciebie ważny. Taki, który wiąże się z przedmiotem o sentymentalnej wartości, z dobrym wspomnieniem, z bliską osobą, z miejscem, w którym czujesz się bezpiecznie. Do wielu dźwięków, a tym samym także do ich nagrań, mamy często stosunek osobisty. Szczekanie psa, rozmowa przy obiedzie, skrzypienie drzwi, bicie dzwonu, dziecięce gaworzenie, czyjś śmiech nabierają dla nas diametralnie innego znaczenia, gdy są związane ze znajomym zwierzęciem, naszymi bliskimi, drzwiami własnego domu, biciem dzwonu w rodzinnej miejscowości itd. Nagrania tych dźwięków będą miały tę wartość tylko dla ciebie i dla kilku bliskich ci osób, u których wywołują one zbliżone emocje. Możesz zabrać je ze sobą w podróż, możesz stworzyć z nich własną kompozycję, możesz je wreszcie uchronić przed wyginięciem, gdyż wszystkie brzmienia z czasem ulegają modyfikacjom. W pejzażu dźwiękowym wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jedne dźwięki zastępują drugie, wiele brzmień, które znamy z dzieciństwa dziś zanikło, inne przetrwały w przekształconej formie lub zmieniła się ich funkcja. Spytaj kogoś starszego, jakie dźwięki pamięta z młodości. Takie osobiste archiwum dźwiękowe jest jak album ze zdjęciami, może z czasem stać się kolekcją odgłosów przeszłości o wielkiej wartości sentymentalnej. To nie muszą być doskonałe technicznie nagrania – ważne jest, aby umieć wybrać właściwy dźwięk i zdążyć go nagrać, zanim zostanie on zatarty przez czas.

Recorder może też z powodzeniem zastąpić aparat fotograficzny w podróży. Będąc w nowym dla siebie miejscu, wyszukaj ciekawe odgłosy przyrody, nagraj miejski hałas, muzyka ulicznego, gwar rozmów w obcym języku, usłysz i zarejestruj dźwięk związany z obrzędami religijnymi. Nie trzeba celowo polować na te dźwięki, wystarczy słuchać uważnie otaczającej audiosfery i sięgnąć po mikrofon w odpowiednim momencie. Warto posiłkować się technologią. Nie musisz czekać do powrotu z wakacji, aby podzielić się swoimi dźwiękami ze znajomymi – załóż bezpłatne konto na soundcloud.com i opublikuj tam swoje nagrania. W Internecie znajdziesz też proste programy do obróbki dźwięku (ściągnij za darmo Audacity lub testową wersję bardziej profesjonalnego programu takiego jak Reaper), możesz posłużyć się nimi, żeby skrócić nagrania, wyciąć niechciane fragmenty, w kilka minut zmontować prosty dźwiękowy kolaż. Bardzo dużo można się również nauczyć poprzez zabawę w jednym spośród programów do wizualizacji dźwięku. Ściągnij darmowy Sonic Visualiser i wygeneruj spektrogramu swojego ulubionego nagrania – trwa to 15 s, a „zobaczenie dźwięku” na ekranie komputera jest naprawdę niezwykłym przeżyciem. Jeśli nagrywanie wciągnie cię na poważnie, możesz pomyśleć o zakupie dobrych słuchawek i recordera z opcją nagrywania w stereo.

  1. Poszukaj cichych ścieżek

Jako cyfrowemu tubylcowi trudno mi rozdzielić słuchanie z użyciem technologii od słuchania „gołymi” uszami. Komputer i urządzenia nagrywające to jednak tylko narzędzia, które pomagają oswoić się z jak najbardziej rzeczywistym światem dźwięku. Są doskonałymi pomocami naukowymi w procesie „kształcenia słuchu”, ale warto czasem zdjąć słuchawki i wybrać się po prostu na spacer. Nagrywając dźwięk, przeważnie zastygamy w miejscu, opracowana przez Hildegard Westerkamp praktyka spacerów dźwiękowych pozwala usłyszeć całą sekwencję zdarzeń i miejsc, stworzyć w umyśle dźwiękową mapę określonego terytorium. Nie trzeba tego traktować bardzo poważnie. Chodzi o to, żeby poruszając się po jakiejś okolicy, zwrócić uwagę na towarzyszące nam brzmienia oraz na to, jak wpływa na nie akustyka danej przestrzeni.

Spacer dźwiękowy możemy zrealizować w dowolnym miejscu: od rezerwatu przyrody po hałaśliwe centrum handlowe.

To forma dźwiękowego flaneryzmu, przechadzania się w poszukiwaniu bodźców dźwiękowych. Można improwizować, podążając śladem interesujących brzmień, można też z góry opracować sobie trasę w oparciu o wybrane kryteria – możemy wybrać się na spacer industrialny, spacer w deszczu, spacer w dniu, w którym spadł pierwszy śnieg, spacer wśród dźwięków przyrody, miejski spacer dźwiękowy w środku nocy, o świcie, w godzinach szczytu… W zależności od tego, jakich brzmień będziemy poszukiwać, obierzemy różne szlaki i w różnych miejscach zaplanujemy przystanki. Dobry spacer dźwiękowy powinniśmy traktować jak kompozycję muzyczną, świadomie nadać mu formę, zaprojektować punkty kulminacyjne oraz momenty odprężenia, określić tempo marszu, metrum, czas trwania.

Spróbuj w codziennym życiu wprowadzić elementy tej praktyki. Odbądź spacer dźwiękowy wzdłuż trasy, którą przemierzasz na co dzień. Przeanalizuj towarzyszące ci wówczas brzmienia, spróbuj krytycznie ocenić, które miejsca brzmią przyjemnie, a gdzie najchętniej zatkałoby się uszy. Co o tym decyduje? Wsłuchaj się we własne kroki – są przestrzenie, w których słyszysz je doskonale, w innych ich brzmienie maskują rozmaite szumy. Spacerując z drugą osobą, możesz rozróżnić miejsca, w których prowadzi się pogawędkę spokojnym głosem, i inne, w których dosłownie krzyczy się do rozmówcy. Pomyśl o tym, jak ściany budynków tłumią uliczny hałas, w jaki sposób odbija się dźwięk, jak wpływa na brzmienie rodzaj nawierzchni, miejska zieleń, rzeźba terenu. Na podstawie swoich obserwacji opracuj alternatywne ścieżki, którymi możesz poruszać się po okolicy. Zmodyfikuj trasy swoich codziennych wędrówek tak, aby uniknąć uciążliwego hałasu – wyszukaj skróty przez ciche podwórka, parki, skwery, boczne uliczki. Jeśli jest w twojej okolicy źródło szczególnie przyjemnego brzmienia, spróbuj opracować trasy tak, aby przechodzić obok niego. Przemyślana dźwiękowa ingerencja w codzienną rutynę może naprawdę podnieść komfort życia, a choćby drobne zwycięstwo na tym polu uświadamia, że nie jesteśmy wcale skazani na „narzucony nam odgórnie” pejzaż dźwiękowy.

  1. Nie słuchaj!

Eksperymentowanie z własnym słuchem czasem prowadzi do paradoksalnych rozwiązań. Chcąc dowiedzieć się więcej o własnym słyszeniu, warto bowiem czasami zatkać uszy. W rozmaitych sytuacjach jest to po prostu zdrowe (nie polecam uczestnictwa w koncertach noisowych bez zatyczek), w innych wymagają tego wprost instrukcje bezpieczeństwa i higieny pracy, takie „wyłączenie” pomaga w skupieniu lub odpoczynku, pozwala też usłyszeć samego siebie „od środka”, wsłuchać się we własne myśli, oddech, bicie serca, stukanie stawów, przełykanie śliny. Jest wiele sposobów wygłuszania. Najczęściej, niestety, zagłuszamy otaczające nas dźwięki za pomocą słuchawek i głośnej muzyki, co często bardziej męczy i absorbuje, niż mogłoby się z pozoru wydawać. Poręcznym i wygodnym rozwiązaniem są stopery piankowe lub stopery woskowe. Dla kogoś zaś, kto chciałby jedynie odrobinę „przyciszyć” dźwięki otoczenia, godna polecenia jest najzwyklejsza wata. Nie powinniśmy też wstydzić się zatykania uszu palcami w momencie przejazdu wyjącej karetki pogotowia czy stojąc na peronie w trakcie wjazdu pociągu (naprawdę szkoda uszu). Mało kto zdaje sobie również sprawę z tego, jak tanie i łatwo dostępne są profesjonalne ochronne nauszniki przeciwhałasowe – świetnie sprawdzają się na dłuższych trasach w pociągu, autobusie czy w samolocie, a w połączeniu ze stoperami pozwalają niemal zupełnie odciąć się od świata. Są różne rodzaje ciszy, a w moim głębokim przekonaniu cisza wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, któremu towarzyszy dobry, spokojny oraz oswojony pejzaż dźwiękowy. Cisza, którą możesz osiągnąć poprzez zatkanie uszu, jest czymś zupełnie odmiennym, jest stanem niesłuchania, rodzajem medytacji. Poeksperymentuj z rozmaitymi formami wygłuszania. Wypróbuj różne rozwiązania techniczne, wyjdź na miasto w słuchawkach przeciwhałasowych, słuchaj i oswajaj się z odgłosami własnego ciała. Czy poruszając się w tłumie z zatkanymi uszami, potrafisz poczuć się bezpiecznie? Jakie masz wrażenia, odtykając uszy po pięciu minutach, kwadransie, godzinie, pięciu godzinach? Do czego w ogóle potrzebne są nam uszy? Nawet nie-słuchając, możemy dowiedzieć się bardzo wiele o własnym słyszeniu.

*

Wyobraź sobie świat bez dźwięku. Wielu ludzi żyje od urodzenia bez słuchu i nie jest on im do niczego potrzebny – Głusi nie potrzebują słyszeć, postrzeganie osoby Głuchej jako kogoś, kto coś „utracił”, jest przejawem audyzmu ( formą dyskryminacji Głuchych przez „słyszaków”). Spróbuj jednak policzyć, jak wiele informacji o świecie czerpiesz tu, teraz, w tym momencie za pomocą słuchu. Nie chodzi nawet o mowę. W każdej chwili słuchasz swojego mieszkania, miejsca pracy, miasta, gospodarstwa, samochodu. Dźwięki mówią ci o tym, co się dzieje wokół ciebie, a większości z tych rzeczy nie mógłbyś / nie mogłabyś wcale zobaczyć. Twój słuch dostarcza ci setek informacji na minutę, umysł je filtruje, gdyż nie wszystkie są warte uwagi, ale umiejętność słyszenia to właśnie umiejętność rozróżniania dźwięków istotnych od tych mniej ważnych i poprawnej ich interpretacji. Ucząc się słuchać, doskonalimy jeden z kilku dostępnych nam sposobów poznawania świata. Kształcenie słuchu naprawdę nie musi ograniczać się do klawiatury fortepianu.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata