70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pasierbowie

Splot okoliczności polityczno-historyczno-kulturowych sprawił, że nowoczesność nas ominęła. Przemiana myślenia, której doświadczyły inne – choć nie wszystkie – narody Europy, u nas się albo nie dokonała, albo zatrzymała w pół drogi. Emancypacja jednostki, przemiany społeczne i cywilizacyjne, wszystko to nie tyle nie dotarło nad Wisłę, ile po prostu zostało spontanicznie zignorowane.

Bajki pouczają, że pasierbowie nie mają lekko. Porzuceni lub odumarli przez rodziców, pozostają pod opieką macochy i ojczyma, którzy w baśniach zazwyczaj odgrywają nikczemniejsze role niż czarnoksiężnicy i rozbójnicy. Pasierbów nikt nie chce, nikt nie tuli, nikt im nie pomaga stać się dojrzałymi. Choć te same baśnie przynoszą pocieszenie: to pogardzany Kopciuszek zostanie ocalony przez księcia. W obrazie pasierba koncentruje się obraz niezawinionej krzywdy, która jest konsekwencją losu i napięć w świecie dorosłych. W tej roli obsadza Polaków przywoływany przez Piotra Augustyniaka Jan Józef Szczepański, który pisał: „nasza wierność Europie miała w sobie przejmujący rys gorliwości pasierbów”.

Jeszcze niedawno wydawać się mogło, że Eseje o polskiej duszy pojawiły się trochę za późno, jakby spóźnione na ostatnią falę dyskusji o polskości, która przeszła obok nas kilka lat temu. Jednak nie są one spóźnione, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, eseje te publikowane były od dekady na łamach „Przeglądu Politycznego”. Po drugie, koniec dyskusji o polskości okazał się przedwczesny. Wydarzenia ostatnich miesięcy, zwłaszcza napięcia w Unii Europejskiej i fala uchodźców, sprawiają, że problem tożsamości narodowej zostaje postawiony na nowo. Niewykluczone zresztą, że debata ta nigdy nie będzie miała końca, że losem polskości jest wciąż pytać o polskość. Dlatego nieoczywiste diagnozy Augustyniaka, jego wyczulone ucho, zdolne usłyszeć napięcia tam, gdzie inni przechodzą obojętnie, stają się zaczynem do nowych pytań. Gdyż Homo polacus to myślenie raczej stawiające odważne i trudne pytania niż zadowalające się odpowiedziami, choćby te wydawały się leżeć na wyciągnięcie ręki. A do tego rzecz jest znakomicie napisana, z intelektualną werwą, której można zazdrościć.

Rozmach Augustyniaka imponuje, ale może też niepokoić. Tropi on myślenie o polskości u autorów tak od siebie odległych, jak Sienkiewicz i Gombrowicz czy Piłsudski i Dmowski. Każdy z 18 esejów poświęcony jest innej postaci, innej problematyzacji polskości. I choć enumeracje bywają nudne, warto wymienić tu ich wszystkich. Poza przywołanymi już wyżej nazwiskami są to: Nietzsche, Witkacy, Bobkowski, J.J. Szczepański, Szczepanowski, Herbert, Brzozowski, Borowski, Conrad, Schulz, Miłosz, Tischner i Rymkiewicz. Niepokoić może pokusa łatwej syntezy, która mogłaby objawić się wrzuceniem wszystkich do jednego worka lub też pogrupowaniem ich w dwa walczące obozy. Bez wątpienia każdego z nich bardzo obchodziła polskość; tak bardzo, że przywoływane cytaty bez wyjątku pełne są pasji i namiętności – nawet, jeśli silą się na chłód i obojętność. Jednak omawianych autorów łączy coś jeszcze: gdzieś u podstaw refleksji każdego z nich tkwi niepokój, rodzaj bólu i głębokiego przekonania, że z Polakami jest coś nie tak, że jest jakaś nieusuwalna skaza w tym narodzie, coś, co nie pozwala trwale budować, zawalczyć o pierwszorzędność; choroba, która ściąga nas w dół i nie pozwala na realizację najwspanialszych nawet ideałów. Wszyscy wywołani przez Augustyniaka twórcy widzą kłopot z polskością. Diagnozy są różne, podobnie jak terapie.

Autor Esejów o duszy polskiej, daleki od łatwych uogólnień, próbuje wskazać na kłopot z nowoczesnością, jaki ma narodowa dusza. Splot okoliczności polityczno- -historyczno-kulturowych sprawił, że nowoczesność nas ominęła. Przemiana myślenia, której doświadczyły inne – choć nie wszystkie – narody Europy, u nas się albo nie dokonała, albo zatrzymała w pół drogi. Emancypacja jednostki, przemiany społeczne i cywilizacyjne, wszystko to nie tyle nie dotarło nad Wisłę, ile po prostu zostało spontanicznie zignorowane. Dzisiejsza Polska jest dla Augustyniaka żywym dowodem tego napięcia: mamy nowoczesne autostrady i dostęp do szybkiego Internetu, podczas gdy narodowa świadomość uwięziona jest w XIX-wiecznych sporach i dramatach.

Taka diagnoza może wydać się nietrafioną, gdyż zapewne większość potencjalnych czytelników książki Homo polacus zmodernizowała się już samodzielnie i nie odnajduje się w powyższym opisie. Niektórych może także niepokoić jednotorowa filozofia dziejów, która dowartościowuje kontestowaną od kilku dekad ideę postępu. Nie sądzę jednak, żeby ta idea stała u podstaw myślenia Augustyniaka. Nie jest on ani bezlitosnym krytykiem polskości, ani też bezkrytycznym piewcą postępu. Wielokrotnie pokazuje ponure konsekwencje przemian modernizacyjnych: wyemancypowana jednostka nowych czasów to najczęściej nie nietzscheański nadczłowiek, lecz samotny, zanurzony w przeciętności akwizytor, nietwórczy i godny politowania.

Jeśli dobrze rozumiem główną myśl autora, problem polega na niedopasowaniu. Niezmodernizowana dusza zanurzona w zmodernizowaną infrastrukturę staje się duszą drugiej kategorii i beneficjentką stylu życia wymyślonego przez kogoś innego gdzieś indziej. Dusza taka jest ciągle spóźniona, niegotowa na zrozumienie tego, przed czym staje. Zgłasza akces do świata, którego nie rozumie; chce żyć nowym życiem, odrzucając jednocześnie napięcia, w które to nowe życie się wikła. Dla takiej duszy współczesne spory stają się niezrozumiałe, wydają się doczepione do naszych czasów na siłę jako jakaś przypadkowa aberracja, podczas gdy są one naszych czasów dzieckiem i wynikają z tego wszystkiego, co się dzieje wokoło. W ten sposób dusza polska skazuje się na życie nieautentyczne, ciągle rozdarte między starym i nowym. Przy czym rozdarcie to nie polega na przywiązaniu do jednego i drugiego zarazem – jak czasem próbuje się oswoić „dialog tradycji z nowoczesnością” – lecz na bezsilnym miotaniu się między tym, czego już nie ma, a tym, czego jeszcze się nie pochwyciło.

W tym miejscu ujawnia się, jak sądzę, jedno z podstawowych pytań o polskość: czy wszystkie te kłopoty to przypadłości tylko polskiej duszy? Czy na owo niedopasowanie, drugorzędność i wszystkie inne zdiagnozowane przez Augustyniaka i przywoływanych przezeń myślicieli choroby nie cierpią też Francuzi, Anglicy, Niemcy, Czesi? Jeśli tak, to zapytywanie o polskość staje się zapytywaniem o człowieczość, o kondycję człowieka Zachodu, który przy okazji jedynie jest Polakiem. Dlaczego zatem tak ściśle u wszystkich łączy się z polskością? Być może owe choroby ujawniają się poprzez narodową duszę. W jednostkach drzemią ukryte, nie dają objawów. Lecz kiedy Polak przemówi w imieniu polskości, objawy nasilają się i można je badać. Może szczęście w nieszczęściu Polaka polega na tym, że u nas te choroby widać jaśniej, można je jednoznacznie wskazać i nazwać, podczas gdy u innych europejskich nacji rozmaite narracje przesłaniają je skutecznie, jak robi to leczenie objawowe. U nas gorączki nie da się niczym zbić. Takie tłumaczenie jest kuszące. Byłoby ono jednak przyczynkiem do nowej opowieści o wyjątkowości Polaków, a co za tym idzie, o ich szczególnej roli. Nawet diagnoza zatem nie pozwala się z polskości wydobyć, nawet krytyka polskości nie pomaga w przezwyciężeniu jej roszczeń do szczególnego znaczenia.

Augustyniak pisze z pasją, nie boi się radykalnych nieraz sformułowań. Niektórzy mogą uznać go za bezlitosnego w piętnowaniu wad narodowych. Dla mnie to doktor dążący do diagnozy: surowy, lecz mający świadomość, że najgorsze jest budowanie iluzji. Najgorszą zaś z iluzji jest wiara w proste rozwiązania, podczas gdy myślenie o polskości ciągle się zapętla. Prosty i obiecujący schemat, który podsuwa metafora: diagnoza – terapia, przestaje tu działać.

W zapytywaniu o polskość otwiera się otchłań. Są objawy, choroba nie jest znana.

Nie są też znane jej przyczyny, nie można wskazać, czy Polacy w nią popadli na skutek zewnętrznych okoliczności, jak pasierb niewinny swej sytuacji, czy też sami sobie umościli taki los, skłaniając się – choćby mimowolnie – ku czynnikom wywołującym chorobę.

Dlatego też lektura nie przynosi pocieszenia. Augustyniak rozdrapuje bolące miejsca. Zasiewa niepokój, gdyż dzieli się swoimi obawami. Dlaczego zatem pytamy o polskość, skoro boli? Dlaczego zadajemy ciągle te same, beznadziejne pytania? One przychodzą same, domagają się postawienia. Pasierb ciągle patrzy na lepiej urodzone rodzeństwo, na bardziej kochane dzieci i pyta, dlaczego na zawsze pozostanie pasierbem.

_

Piotr Augustyniak

Homo polacus. Eseje o polskiej duszy

Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s. 192

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter