70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Papież heretyk i ortodoksi

Teolog powinien unikać uciekania się do środków społecznego przekazu, wywierając bowiem nacisk na opinię publiczną, nie można przyczynić się do wyjaśnienia problemów doktrynalnych ani służyć prawdzie.

Czy papież Franciszek jest heretykiem? Wątpliwości zdają się nie mieć sygnatariusze listu otwartego, wzywającego biskupa Rzymu do porzucenia swych błędów. Petycji nadano formę „synowskiego upomnienia” (correctio filialis) udzielonego ojcu, który zszedł na manowce, przez dzieci, które przejęły odpowiedzialność za rodzinę (Kościół). Celem petycji – poza sprowadzeniem papieża na łono ortodoksji – ma być m.in. „ochrona współbraci w wierze”, a całej inicjatywie przyświeca „nadzieja na powstrzymanie dalszego szerzenia się doktryn, które z samej swej istoty prowadzą do znieważenia wszystkich [sic!] sakramentów i zakwestionowania Prawa Bożego”.

Powodem zgorszenia katolików, którzy ów list otwarty podpisali i upublicznili, jest ósmy rozdział adhortacji Amoris laetitia. Autorzy „upomnienia” dopatrują się w nim aż siedmiu herezji. Wszystkie obracają się wokół rozważanej przez Franciszka możliwości przyjmowana komunii św. przez niektóre osoby rozwiedzione, żyjące w związkach niesakramentalnych. Co więcej: papieskie przylgnięcie do wymienionych w petycji herezji nie jest – ich zdaniem – dziełem przypadku, stoi za nim bowiem „cały heretycki system” współtworzony przez odradzający się w Kościele modernizm i jego (tj. Kościoła) postępującą protestantyzację.

Nie miejsce tu na szczegółowe streszczanie „upomnienia” ani rzetelną z nim polemikę. Dość powiedzieć, że stanowi ono długi, 25-stronicowy elaborat, opatrzony obszernymi przypisami. Całość sprawia wrażenie poważnej rozprawy naukowej (autorzy – by uniknąć oskarżenia o manipulację – przytaczają niektóre cytaty w ich brzmieniu oryginalnym, zaś najważniejsza część dokumentu została napisana po łacinie). Trudno się więc dziwić, że w świat poszła informacja, iż mamy oto do czynienia z tekstem „katolickich uczonych”, w domyśle: teologów, i to wybitnych. W rzeczywistości najbardziej rozpoznawani sygnatariusze correctio filialis to: były szef Banku Watykańskiego Gotti Tedeschi (ekonomista), autor – uznawanych przez wielu za kontrowersyjne – książek o homoseksualizmie Van den Aardweg (psycholog), historyk Kościoła de Mattei oraz suspendowany bp  Fellay – przełożony tradycjonalistycznego Bractwa Św. Piusa X.

To ostatnie nazwisko wiele wyjaśnia i jest w tym kontekście całkowicie zrozumiałe. Bractwo bowiem od dawna nie rezygnuje z żadnej okazji, by udowadniać, że – jak głosi tytuł książki abp. Lefebvre’a – posoborowy „Kościół [jest] przesiąknięty modernizmem”. Dziwią jednak podpisy złożone przez wiele innych osób, w tym wykładowców uniwersytetów papieskich. Kto jak kto, ale oni akurat powinni wiedzieć, że publiczne oskarżanie papieża o herezję pozostaje w sprzeczności z – fundamentalną dla katolicyzmu – więzią zaufania, jaka winna łączyć ludzi wierzących z następcą św. Piotra.

Warto przy tym pamiętać, że istnieje w Kościele specjalna instytucja: Kongregacja Nauki Wiary – i to do jej kompetencji należy obrona doktryny katolickiej przed herezją i błędem. W 1990 r., a więc w czasach, gdy na jej czele stał bardzo szanowany przez tradycjonalistów kard. Ratzinger, dykasteria ta opublikowała specjalną instrukcję „o powołaniu teologa w Kościele” (Donum veritatis). W dokumencie tym przewidziano sytuację, w której teolog (po gruntownym rozważeniu badanego przezeń problemu) nie jest w stanie w swoim sumieniu zaakceptować jakiegoś fragmentu nauczania Kościoła. Po przedstawieniu kolejnych kroków, jakie powinien wówczas podjąć – „w duchu ewangelicznym i z pogłębionym pragnieniem rozwiązania trudności”! – autorzy instrukcji wyraźnie stwierdzają, iż „powinien [on] unikać uciekania się do środków społecznego przekazu (…), wywierając bowiem nacisk na opinię publiczną, nie można przyczynić się do wyjaśnienia problemów doktrynalnych ani służyć prawdzie”.

A jeśli ów uczony mimo wszystko uzna, że to on ma rację, bo tak mówi mu jego sumienie? Ratzinger przewidział i taki przypadek: „Dla człowieka lojalnego i ożywionego miłością Kościoła tego rodzaju sytuacja może być doświadczeniem trudnym, ale [może] także stać się wezwaniem do cierpienia w milczeniu na modlitwie, z ufnością, że jeśli rzeczywiście chodzi o prawdę, to ona w końcu zwycięży” (podkreślenia moje – J.P.).

Słowa te – rodzaj „braterskiego upomnienia” – chciałbym zadedykować sygnatariuszom listu do papieża Franciszka, tak bardzo przywiązanym do Tradycji katolickiej.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata