70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Michał Gąciarz

Pamięć, fakty i fikcja w czasach Internetu

Najważniejsze zadanie polega na tym, ażeby uczyć historii, a nie wyłącznie przekazywać pamięć danej społeczności. Pamięć uczy nas, że mamy się obrażać, a historia, że musimy pytać.

Dominika Kozłowska: Zacznijmy naszą rozmowę od pytań o historię skierowanych do prof. Snydera i prof. Daviesa. Skąd biorą się sprzeczne opowieści o przeszłości? Czy historia może w ogóle być obiektywna?

Timothy Snyder: Gdy patrzę na teraźniejszość, nie widzę, żebyśmy byli obiektywni. Zakładamy, że wiemy, co się teraz dzieje, ale to założenie jest absolutnie fałszywe. Za 50 lat historycy będą na nas patrzeć z litością.

Nie mamy szansy na obiektywizm bez jakiejś metody – ta metoda nazywa się właśnie historią. Dzięki niej jest czas, żeby się skupić nad źródłami i skonfrontować różne głosy, tak by ostatecznie powstała narracja, która jest prawdziwa i czytelna. W stosunku do teraźniejszości to niemożliwe, ale jeżeli się opisuje przeszłość, historyk, czytelnik i obywatel mogą dostrzec w niej jakieś regularności, intuicje, które pozwolą lepiej zrozumieć to, co się dzieje teraz.

Norman Davies: Trzeba zacząć od różnicy pomiędzy dziejami a historią. Dzieje to jest to, co się stało w przeszłości: ogrom niepoliczalny, wszystkie cywilizacje, miliardy ludzi, wszystkie kultury, narody, państwa itd. Historia zaś jest sztuką pisania o dziejach. To próba zbliżenia się do przeszłości, która od początku jest w pewnym sensie skazana na niepowodzenie. Historyk, mając ten ogrom za sobą, musi bowiem wybierać pewne fakty i omijać inne. Oczywiście każdy wybiera inaczej, stąd pochodzą sprzeczności.

 

Jacek Stawiski: Jak odróżnić prawdę od fikcji w poznawaniu przeszłości, dzięki nowoczesnym narzędziom, które każdy z nas dzisiaj posiada?

Natalia Hatalska: Zanim odpowiem, chciałabym odnieść się najpierw do innej kwestii. Prof. Snyder zasugerował, że obiektywizm jest nam bardzo potrzebny. Lecz tak naprawdę my dzisiaj oczekujemy subiektywizmu. Ze względu na zalew informacji, które do nas docierają, potrzebujemy drogowskazów, które nam pokażą drogę. Świat Internetu jest światem fałszywym. Oczywiście istnieje trend, zgodnie z którym chcemy poznawać prawdę, oglądać historie prawdziwych ludzi itd. Jednakże świat kreowany na Facebooku czy Instagramie nie jest prawdziwy. Jesteśmy w nim szczęśliwi, mamy fantastyczne wakacje, znakomitą pracę, świetne małżeństwa, wszystko nam się udaje. A równocześnie, gdy widzimy tak wykreowany świat, budzi się w nas pytanie, czemu nasze życie w rzeczywistości tak nie wygląda. W konsekwencji rodzą się poczucie izolacji społecznej i depresja, zwłaszcza wśród młodszych użytkowników.

Natomiast odnośnie pytania, czy możemy odróżnić fikcję od prawdy – odpowiem na razie krótko: nie sądzę. Istnieją narzędzia do analizy treści, nawet duże narzędzia potężnych graczy takich jak Google czy Facebook, ale nie bardzo potrafimy je wykorzystywać do dochodzenia do prawdy i rozpowszechniania jej. I to jest bardzo duże zagrożenie.

 

JS: Pytanie do Agnieszki Holland. Pani w swoich filmach opowiada o historii. Co dzisiaj znaczą takie pojęcia jak „prawdziwa opowieść”, „opowieść oparta na faktach”?

Agnieszka Holland: W ciągu mojego życia zaszła wielka zmiana. Fakt, że robię głównie filmy oparte na prawdziwych wydarzeniach czy opowiadające o życiu prawdziwych postaci, odczuwam jako ograniczenie, jako pewien niedostatek fantazji. Kiedy zaczynałam reżyserować w Polsce, opowiadanie filmowe oparte na faktach uchodziło za gorszy gatunek, natomiast prawdziwy zachwyt budziły filmy będące wytworami czystej, nieskrępowanej fantazji, jak dzieła Bergmana czy Felliniego. Podobnie w literaturze, czytało się wtedy głównie powieści. Natomiast kiedy przyjechałam do Stanów, prawie natychmiast spotkałam się z pytaniem; „Czy to jest prawdziwa historia?”. Wydawało mi się, że takie nastawienie niejako zabija amerykańskie kino, które jest dość płaskie i jednoznaczne, ograniczone w odbiorze świata. Widzimy jednak, że także do Polski dotarła ta moda, a największym powodzeniem cieszą się filmy i książki opowiadające o wydarzeniach, które naprawdę miały miejsce.

Prawdziwe historie to dla mnie tylko inspiracja i nie staram się szczególnie, aby pozostać zawsze wierna faktom. Jest prawda dziejów i prawda opowieści. Opowieść, która ma ambicje artystyczne, rządzi się swoimi prawami. Nigdy też nie wiemy, czy to, co się wydarzyło, dokonało się właśnie tak, a nie zostało dopiero a posteriori zinterpretowane w ten sposób ani czy najważniejsza część całej historii nie jest przed nami ukryta. W dobie Internetu trudno coś ukryć, ponieważ wszystko jest bezustannie nagrywane, kontrolowane, powielane, istnieje gdzieś w tej wielkiej cyfrowej chmurze. Lecz w historii, która opiera się na zapisanych świadectwach, tak naprawdę widzimy tylko wierzchołek góry lodowej. Możemy robić rekonstrukcje archeologiczne. Wczoraj rozmawiałam z córką i spytałam ją, kim by chciała być, gdyby nie była filmowcem. Odpowiedziała, że archeologiem, bo to podobny zawód – ze skorup, strzępów, z jakichś domniemań też układa się świat, który być może nigdy nie istniał, ale dzięki naszemu wysiłkowi nabiera realności. Tak naprawdę nie wierzę w możliwość obiektywnego oddania przeszłości.

TS: Choć używamy tych samych słów, nie zawsze mamy na myśli te same rzeczy. Tak jak kolega Davies wprowadził rozróżnienie między dziejami i historią, tak trzeba by się zastanowić, co mamy na myśli, gdy mówimy o informacji. Bo to jest jedno z wielu słów, którego znaczenie zmieniło się właśnie dzięki digitalizacji. Oznacza teraz przede wszystkim nie to, co rozumie dany człowiek, ale to, co jest dostępne maszynom. Podam prosty przykład. Ponoć samoloty należące do jednej linii lotniczej co roku zbierają od pasażerów tyle informacji, ile mieści Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych. Ale gdyby Państwo wiedzieli tyle, ile ten samolot, byliby Państwo idiotami. A gdyby Państwo wiedzieli to, co jest w Bibliotece Kongresu, byliby Państwo geniuszami. Jedna informacja nie jest równa drugiej.

Maszyna nie pomoże nam rozróżnić prawdy i fikcji, bo maszynom jest wszystko jedno. Zarówno dotarcie do prawdy, jak i stworzenie fikcji wymaga ludzkiego wysiłku. W świecie Internetu obecna jest jednakże jeszcze trzecia kategoria: to, w co chcemy wierzyć. Chcemy wierzyć, że jesteśmy fajni, że jesteśmy niewinni, że mamy rację, ale to zazwyczaj nie jest ani prawda, ani fikcja. Internet pomaga nam wierzyć w to, w co chcemy wierzyć.

NH: Choć maszyna nie pomoże nam odróżnić prawdy od fikcji, to może niekiedy zaoferować nam więcej informacji niż człowiek. Byłam dwa tygodnie temu w San Francisco na jednej z istotniejszych konferencji technologicznych na świecie. Rozpoczęła ją debata pomiędzy sztuczną inteligencją a profesorem z Oxfordu. Temat debaty został przekazany uczestnikom 15 min przed rozpoczęciem dyskusji, było nim subsydiowanie przedszkoli. Człowiek miał być przeciwko, a sztuczna inteligencja za. Widzowie na początku i na końcu mieli zagłosować za tym, które stanowisko popierają. Wygrał człowiek, czyli więcej osób zmieniło zdanie na korzyść profesora z Oksfordu, ale potem zadano drugie pytanie: kto z uczestników tej debaty ma większą wiedzę na ten temat? I zdecydowana większość widzów odpowiedziała, że sztuczna inteligencja. Robot, który w krótkim czasie analizuje wiele danych, jest w stanie w ciągu 10 min przedstawić dwa stanowiska i dzięki temu podejmiemy bardziej obiektywne decyzje. Maszyna w takich sytuacjach może nam pomóc, choć oczywiście może też postawić przed nami nowy problem.

ND: Mówiłem już, że dzieje to ogrom niemożliwy do poznania. Podobnie jest z Internetem. To ogrom informacji, których nie mamy szansy przeniknąć. Różnica polega na tym, że o ile nie możemy bezpośrednio reagować na przeszłość, ponieważ ona do nas nie mówi, o tyle maszyna czy Internet wchodzą z nami w interakcję. I próbujemy dać sobie jakoś dzięki temu radę. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter