70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Patrycja Podkościelny

Opowiedz

Od czego zacząć? Plączę się po ulicach. Tłum. Jedni chodzą w puchówkach, inni w podkoszul­kach. Uśmiechnął się jeden czarnoskóry na dworcu.

Dzień pierwszy, 15 lutego 2017 r.

Lot: Warszawa–Rzym.

Wylot: 12:20. Przylot: po 15.

Rzym, godz. 17:45

J.: Jest ciepło.

Sprawdzam. 16°C, a w Warszawie o 10 mniej.

J.: Od czego zacząć? Plączę się po ulicach. Tłum. Jedni chodzą w puchówkach, inni w podkoszul­kach. Uśmiechnął się jeden czarnoskóry na dworcu. Pamiętasz, jak wygląda zielony kolor?

A.: Pamiętam pinie, moje ukochane.

Godz. 21:30

J.: Piazza Venezia – pierwsze wzruszenie.

Przypomina mi się jedna z pierwszych scen z filmu Woody’ego Allena Zakochani w Rzymie. Policjant kierujący ruchem: „Stoję tu i widzę wszystko – mówi. – Wszystkich ludzi. Widzę życie. W tym mieście wszystko jest opowieścią”.

A.: Opowiesz?

Dzień drugi, 16 lutego 2017 r.

Rzym, godz. 12:01

J.: Siedzimy na słonecznej ławce. Ptaki szaleją. Gadamy o parach, które nas mijają. Jest mało turystów – powiedziała mi wczoraj donna. Ps. Idziemy do Galerii Borghese, dwa euro z legitymacją prasową!

A.: Na Apolla i Dafne Berniniego pogapmy się dłużej. Triumf baroku. 243 cm marmuru. Znasz ich historię? Apollo i Eros pokłócili się kto lepiej strzela z łuku. Eros się wkurzył. Wyjął ze swojego kołczanu dwie strzały: złotą – miłości i ołowianą – nienawiści zabijającą zdolność pokochania. Pierwszą trafił Apolla, drugą – Dafne, córkę Penejosa. Zakochany bóg nie dawał Dafne spokoju. Szukała ratunku u ojca. Ale tatuś pragnął wnuków i poparł Apolla. Dafne ucieka. Kiedy już słabła, a Apollo prawie dotknął jej ciała, nimfa zaczęła się modlić i prosić matkę Ziemię, by zamieniła ją w drzewko laurowe. Pisał o tym Owidiusz: „Ledwie skończonej prośby wysłuchała rzeka, Miękka kora pieszczoną pierś Dafne powleka. Widać włos w liściach, rękę niknącą w gałęzi, Nogę, dawniej tak lekką, ziemia w sobie więzi”. Za każdym razem, kiedy stoję przed rzeźbą, słyszę (to chyba egzaltacja, trudno), jak krzyczy z przerażenia, gdy czubki jej palców zamieniają się w gałązki, a nogi zaczyna osłaniać kora.

Godz. 13:11

J.: Plumknęło mi w telefonie w chwili, gdy do niej podeszłam. Wzruszenie.

Godz. 14:35

J.: Etrusków zostawiamy na następny raz. Teraz dziewczyny są głodne. Jemy panini z bakłażanem. Musimy się już oczywiście napić.

Godz. 17:25

J.: Oglądałyśmy gołych młodzieńców na mar­murowym stadionie. Przeszłyśmy całe Zatybrze.

A.: Jadłyśmy karczochy w żydowskiej restauracji? Kup, proszę, po drodze pistacje i Prosecco.

Godz. 17:26

J.: Ale bukinistów nad rzeką nie ma.

A.: Musimy iść ok. 200 m w stronę Zamku św. Anioła. Stoją niedaleko zdobionej karuzeli z drew­nianymi konikami (osłonięta zielonym płótnem).

Godz. 19:07

J.: Pozamykani, ale o zmierzchu weszłyśmy do Zamku. Za darmo.

Dzień trzeci, Rzym, godz. 9:30

(zdjęcie: pokój, J., w tle Matka Boska Bolesna)

J.: Jest i Maryjka!

A.: Są w każdym pokoju. Znam ten hotel.

Godz. 09:56

(zdjęcie z tarasu, widok na Watykan, na pierwszym planie las piniowy)

J.: Jemy śniadanie. Potem zbieramy manatki i idziemy na spacer. Zobaczymy fabrykę Peroni przerobioną na muzeum sztuki. Kończymy w wielkim stylu – kawa i sernik na Placu Republiki. Pod filarami. W słońcu.

Godz. 14:30

(zrzut ekranu strony z pogodą w Warszawie: deszcz, 3°C)

J.: Co to ma być?

Lot: Rzym–Warszawa.

Wylot: 15:30. Przylot: po 18. Samolot spóźniony.

To miała być nasza pierwsza wspólna podróż. Nie znamy się długo. J. pojechała sama. Mnie zwaliła z nóg choroba. A nasza opowieść, dla mnie jedna z ważniejszych o nie-podróżowaniu powstała w sms-ach. J. napisała kilka minut po przylocie do Warszawy: Polećmy do Rzymu za rok w lutym. Albo do Neapolu. Będziemy jak Tove i Tooti w Europie!

Polećmy.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter