fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Steve Bannon (z prawej) przysługuje się Donaldowi Trumpowi, 31 stycznia 2017 r. / fot. Getty Images

Okno Overtona i inne strategie alt-prawicy

Od lat 70. amerykańska prawica metodycznie przesuwała środek ciężkości politycznego dyskursu. W ramach tej strategii wspierała też swoich największych radykałów. Na ich tle siły skrajne zaczęły być postrzegane jako umiarkowane.

Grupa lewicowców ze środowiska okołoakademickiego spotyka się regularnie w domu na przedmieściach podczas wspólnych kolacji. W ich trakcie ubolewają nad sukcesami prawicy. Zauważają, że jej przedstawiciele są bezkompromisowi i amoralnie lojalni wobec własnych liderów. Tymczasem – przyznają przed samymi sobą – lewicowcy to „miękkie kluchy”, które upajają się moralną słusznością, bojkotami konsumenckimi i permanentnie kłócą się między sobą o najmniejsze transgresje. Wpadają więc na diaboliczny pomysł. Będą zapraszać na kolacje znanych w okolicy działaczy prawicowych, a jeśli w toku dyskusji goście nie zmienią zdania, to zostaną otruci.

Ten plan wdrażają z sukcesem. W ogródku rosną kopce ze zwłokami. Wreszcie nadarza się im prawdziwa gratka. Popularny ultraprawicowy komentator telewizyjny Norman Arbuthnot szuka miejsca, gdzie mógłby poczekać na opóźniony lot i coś przekąsić. Rozmowa przy stole przybiera jednak zupełnie niespodziewany obrót. Zapytany o chrześcijańską prawicę Arbuthnot oznajmia, że owszem jest ona istotną częścią polityki: „ale ma znikomą władzę. To znaczy robi najwięcej hałasu, ale to centryści wykonują najwięcej pracy. Skrajności w obu partiach przyciągają uwagę. Lecz decyzje podejmowane są przez umiarkowanych”.

Na pytanie o to, na jakim stanowisku sam stoi, odpowiada: „Słuchajcie. Ja sobie mogę pokrzykiwać i narzekać, ale jak inaczej będę usłyszany? Nie jestem wybranym przedstawicielem Republiki. Jestem tylko zatroskanym obywatelem, któremu nie podobają się pewne rzeczy, które chce zmienić. Dokładnie to jest najwspanialsze w tym kraju”.

Zagadnięty o swoje poglądy i to, jak prowokują ludzi do skrajności, wyjaśnia: „Nie mogę być odpowiedzialny za każdego wariata, który pomyśli sobie, że mam na myśli coś, czego wcale nie mam na myśli. To prawda, że są bardzo szkodliwi ludzie po obu stronach – skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Ale stawiam tezę, że im bardziej radykalne te przeciwieństwa są, tym bardziej umiarkowane staje się społeczeństwo. Kiedy uśrednisz te ekstrema, okazuje się, że społeczeństwo jest całkiem nieźle zakotwiczone pośrodku. Czyż to nie jest to, czego byśmy wszyscy chcieli? Społeczeństwo, w którym żyć może każdy”.

Na pytanie, czy zabiłby Hitlera, gdyby cofnął się w czasie do momentu, zanim objął on władzę, Arbuthnot, po chwili namysłu odpowiada: „Absolutnie nie. (…) To, co bym zrobił (…), to porozmawiał z tym człowiekiem. Najlepiej jak umiem, spróbowałbym pokazać błędy w jego myśleniu. Zakwestionował jego idee. Wymienił myśli. Sprowokował zmianę. Przez inteligentną debatę”.

Gospodarze są w szoku. Prawicowiec – i to taki, jakim serdecznie gardzili – okazał się lepszym nośnikiem lewicowych liberalnych wartości niż oni sami. Po krótkiej naradzie gospodarze postanawiają zachować go przy życiu. Zamiast przekonać kogoś, sami zostali przekonani. Tylko że Arbuthnot przejrzał ich plan. Najpewniej zdążył po kryjomu otruć ich wino. Potem – wbrew wcześniejszym deklaracjom, że jest wyłącznie głosem protestu – wykorzystując medialną sławę, kandyduje na prezydenta USA.

Taki jest zarys fabuły filmu Kolacja z arszenikiem (The Last Supper) z 1995 r. Ten kameralny film – z zaskakująco prominentną obsadą (na czele z Cameron Diaz, Ronem Perlmanem i Billem Paxtonem) – jest niemal całkowicie zapomniany i niedoceniany. A stanowi dzieło zdumiewająco prorocze, jeśli idzie o losy amerykańskiej demokracji. Mamy w nim rosnącą polaryzację amerykańskiej polityki (odnotowywaną przez badania od poł. lat 70.). Mamy frustrację lewicowców z powodu bezpardonowego marszu prawicy przez ośrodki władzy. Mamy prawicowych populistów – dziś zwanych alt-prawicą – którzy grają na nastrojach tłumu i swoje niepoprawne politycznie komentarze usprawiedliwiają liberalnymi ideałami wolności słowa. Mamy rozdarcie lewicy między jej własnymi ideałami tolerancji i kompromisu a bardziej stanowczymi strategiami walki politycznej. Wreszcie mit „zdrowo zbalansowanej” liberalnej demokracji, gdzie skrajności się zerują, tak że ostatecznie rządzi umiarkowane centrum. Efektem tego wszystkiego jest fakt, że lewica przegrywa – usidlona w dołkach, które sama wykopała.

W spolaryzowanym systemie tymczasem centrum zupełnie znika. Lewica delegitymizuje skrajności w swoim obrębie, podczas gdy prawica własnych radykałów wynosi do władzy.

Brzmi znajomo? To dlatego że już w latach 90. – jeszcze w dobie „końca historii”, kiedy nic nie zapowiadało kryzysu neoliberalnego paradygmatu – dało się zauważyć pewne zjawiska, które przywiodą kandydata alt-prawicy do prezydentury. Te rozwiązania – kopiowane i w Polsce od parunastu lat – okazują się mieć korzenie w strategii wyraźnie sformułowanej już w latach 70. XX w.

Nie tylko Steve Bannon

W popularnym dyskursie medialnym triumf alt-prawicy w 2016 r. przypisuje się przede wszystkim Steve’owi Bannonowi – doradcy politycznemu Trumpa, który aktualnie jeździ po Europie i koordynuje aktywności środowisk skrajnej prawicy. Istotną rolę przypisuje się też syndykatowi fakenewsowemu Breitbart i innym jemu podobnym. Wskazuje się też na aktywność Putinowskiej machiny wojny dezinformacyjnej: farm trolli i fake newsów w ramach szczególnie podatnego środowiska mediów społecznościowych. Ta ostatnia teoria nabrała znaczenia po ujawnieniu skandalu z firmą Cambridge Analytica, poprzez którą – korzystając z opcji badań naukowych, na jakie pozwala Facebook – wspomniany Bannon mógł zdobywać dane o milionach użytkowników i profilować dla nich manipulacyjny przekaz wyborczy. Wszystkie te teorie przeplatają się, tworząc wspólną narrację o alt-prawicy jako piątej kolumnie Putina, która w jego interesie, eksploatując zjawisko postprawdy, destabilizuje demokracje, skłóca społeczeństwa oraz rozbija NATO i Unię Europejską.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter