70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ogrody pamięci. Porównywano go do Żeromskiego

Roman Tomczyk miał „słuch” na otaczającą go rzeczywistość – i potrafił ją świetnie opisywać. Warto sięgnąć dziś po jego prozę. Twórczość ta jest bowiem zbyt dobra, żeby o niej zapomnieć.

Jest regułą, że wielkie osobowości, takie jak np. redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz, skupiają wokół siebie liczne grono osób: współpracowników, autorów, sympatyków i uczniów. Środowisko takie przypomina nieco układ planetarny z rozmaitymi ciałami niebieskimi krążącymi wokół centralnej gwiazdy. Niektórzy, niczym planety i księżyce, świecą jedynie światłem odbitym od centrum, inni sami bywają źródłem światła. W kręgu „Tygodnika” i „Znaku” było takich osób wiele.

Należał do nich Roman Tomczyk (1909–1979), pisarz niesłusznie dziś zapomniany, a przecież swego czasu porównywany przez krytyków do Żeromskiego. Działo się tak przede wszystkim ze względu na umiejętność opisywania „obok najbardziej szlachetnych objawów człowieczeństwa również najbardziej trywialnych, przykrych, obrzydliwych nawet stron ludzkich postaw, reakcji i zachowań”.

Życiorys Tomczyka to materiał na scenariusz filmowy: urodzony w Maszycach (w Małopolsce), student medycyny, przed wojną związany z wydawanym przez obóz narodowy tygodnikiem „Prosto z Mostu” (to właśnie tam w 1939 r. zaczęła ukazywać się w odcinkach jego niedokończona powieść Cudzy zagon), członek „Wici”. We wrześniu 1939 r. – ułan, w czasie wojny partyzant Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. Aresztowany przez Gestapo (zdołał uciec), a potem – w 1945 r. – przez UB; z komunistycznego więzienia wyciągnął go wysoki funkcjonariusz partyjny, ukrywany w czasie wojny przez rodzinę Tomczyka. Absolwent UW, niedoszły doktor historii (swej rozprawy nie dokończył z powodu nagłej śmierci promotora), nauczyciel znany z nonkonformizmu. Kiedy objęto go zakazem nauczania historii, w słynnym w Krakowie Nowodworku prowadził zajęcia z przysposobienia wojskowego. Zatrudniony w końcu przez Kościół, pracował m.in. w liceum pijarów i seminarium duchownym ojców bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Z „Tygodnikiem” Roman Tomczyk związał się po roku 1956 – po tym jak wygrał konkurs literacki ogłoszony przez redakcję tego pisma. I chyba właśnie wtedy – dzięki przyjaznemu i inspirującemu środowisku, w jakim się znalazł – już na stałe zajął się pisaniem i, namawiany przez przyjaciół, zaczął swoje teksty publikować. Jego pierwsza wydana drukiem książka, Droga jest wyboista, ukazała się na początku lat 60. ubiegłego wieku w Wydawnictwie Czytelnik. A potem były m.in.: Uczynki niemiłosierne (Wyd. Znak), Ryjoczkowego ciała opisanie (Wyd. Śląsk), Do góry nogami (Wyd. Literackie) i Życie jak kaktus (Wyd. Iskry). Już sam ten – bardzo przecież niepełny – przegląd tytułów pokazuje, że wydawcy szybko się na talencie autora poznali i chcieli jego dzieła publikować (w Wydawnictwie Literackim ukazały aż trzy jego książki). Co więcej, jeden z utworów Romana Tomczyka znalazł się w przygotowanej przez Niemców antologii najlepszych polskich opowiadań współczesnych.

Kto choćby tylko po części zna Tomczykową twórczość, wcale się temu nie dziwi. Autor ten miał bowiem „słuch” na otaczającą go rzeczywistość – i potrafił ją świetnie opisywać. Jak wspominał krytyk literacki i redaktor „TP” Jacek Susuł, „teksty Tomczyka powstawały w wyniku mnóstwa przygodnych kontaktów z ludźmi polskiej wsi czy tzw. polskiej prowincji, które nawiązywał w czasie licznych, con amore podejmowanych, wędrówek po całym kraju, zwłaszcza po ziemi rodzinnej. Jeździł – jak zwykł mawiać – »na ryby« albo »na grzyby«, albo »w lasy«. Przywoził [stamtąd] bezcenne tworzywo literackie, którego mogli mu pozazdrościć nawet najwybitniejsi współcześni pisarze polscy”.

Chyba najlepszą, a jednocześnie bardzo trudno dostępną książką Romana Tomczyka są Mali nadludzie (1967) – rzecz o „czasach pogardy” (w tym i o Zagładzie) i o „moralnej degrengoladzie różnych małych łajdaków”, przykładających swą rękę do zbrodni.

W 15. rocznicę śmierci Romana Tomczyka jego córka prof. Barbara Blicharska napisała w „Tygodniku”, że ojciec „umarł za wcześnie. (…) W czasie »Solidarności« czekałyby go zaszczyty, a tak wkrótce o nim zapomniano. Całe życie mijał się z dobrym losem”.

Może po lekturze tego tekstu któryś z czytelników „Znaku” sięgnie po prozę Tomczyka. Gwarantuję, że nie przeżyje zawodu.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter