70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Odpowiedź redaktor naczelnej „Znaku” na list Dariusza Piórkowskiego SJ

Obecnie najważniejsze dyskusje na temat teologii queer toczą się poza Kościołem katolickim. Wynika to po części z faktu, że te alternatywne koncepcje wyrastają z całkowicie innych założeń filozoficznych niż koncepcja prawa naturalnego.

Szanowny Ojcze,

Moja odpowiedź była dość lakoniczna, w zasadzie odnosiła się do jednego wątku, dotyczącego celowości podejmowania tego typu tematów w „Znaku”. Być może z tego powodu zrodziła kolejne pytania, na które spróbuję odpowiedzieć.

W drugiej części tej krótkiej wypowiedzi napisałam: „Wychodzimy bowiem z założenia, że nie możemy zamykać oczu na fakt, że takie osoby również poszukują swojej drogi do Boga, nawet jeżeli jest ona nieraz bardzo kręta. Z tego doświadczenia, jak sądzę zrodziła się idea duszpasterstw dla osób homoseksualnych. Wydaje mi się, że pokazujemy dość wyraźnie, jakie trudności się z tym wiążą, z punktu widzenia Kościoła”. Swój komentarz rozpoczął Ojciec od zacytowania jedynie pierwszego zdania przytoczonej powyżej wypowiedzi, w moim odczuciu mogło to wpłynąć na niezgodną z moimi intencjami interpretację tej myśli. Istotne jest bowiem to, co napisałam w zdaniach następnych, nawiązujących do faktu istnienia w Kościele katolickim duszpasterstw osób homoseksualnych. Zwracamy uwagę, że teologia queer jest bardzo kontekstualna, nie powinno się jej rozpatrywać w oderwaniu od życiowego doświadczenia osób nieheteroseksualnych, w którym społeczne odrzucenie miesza się z solidarnością, jaką okazują sobie „odmieńcy”. Trzeba przy tym pamiętać, że kilku teologów, którzy zapoczątkowali nurt queer było katolickimi duchownymi związanymi z ruchami gejowsko-lesbijskimi, prowadząc wśród tych osób właśnie działalność duszpasterską. Te doświadczenia w znacznym stopniu wpłynęły na kierunki myślowych poszukiwań teologów z nurtu queer. Musimy także pamiętać, że pierwsze tego typu duszpasterstwa powstawały w Stanach Zjednoczonych w latach 80. „Zrodziły się one z doświadczenia wiary i bliskości Boga w kontekście wrogiego, marginalizującego i chętnie skazującego na samotną śmierć społeczeństwa amerykańskiego tamtych czasów” – pisze Marzena Zdanowska w artykule „Bóg wyrzutków i odmieńców”, który został opublikowany w omawianym numerze „Znaku”. Dość wyraźnie pokazujemy więc kontekst społeczny, w jakim powstawał ten nurt teologii.

Kwestie, na które zwrócił Ojciec uwagę, wskazując na problem „promocji tego typu myślenia” a także „domagania się zmiany podejścia Kościoła do osób homoseksualnych”, związane są z coraz bardziej znaczącym problemem uprawnień. Teologię queer, podobnie zresztą jak niektóre nurty teologii feministycznej można interpretować jako szczegółowe rozwinięcie filozofii uprawnień.   Stanowisko to postuluje rozszerzanie praw człowieka na większe niż dawniej zakresy uprawnień. Wynika to z coraz lepszego zrozumienia, że spora część ograniczeń, którym poddawane były jednostki lub całe grupy społeczne, np. kobiety czy niewolnicy, miała podłoże społeczne i kulturowe. Dziś niezgoda na poddawanie się ograniczeniom wynikającym z tradycji, stosunków społecznych czy biologii jest jednym z punktów zapalnych wielu sporów, toczonych również w Kościele. Podejście takie z pewnością nie jest w pełni chrześcijańskie (chrześcijaństwo nie gwarantuje bowiem doczesnego wyzwolenia z wszelkich ograniczeń społecznych, kulturowych czy biologicznych), nie znaczy to jednak, że w niektórych sytuacjach domaganie się uprawnień nie jest zasadne również z punktu widzenia chrześcijaństwa. Dziś bowiem znacznie lepiej rozumiemy i mamy większą wrażliwość na kwestie takie jak godność każdej osoby ludzkiej czy prawa człowieka.

Obecnie najważniejsze dyskusje na temat teologii queer toczą się poza Kościołem katolickim. Wynika to po części z faktu, że te alternatywne koncepcje wyrastają z całkowicie innych założeń filozoficznych niż koncepcja prawa naturalnego. Ojciec Jacek Prusak ma rację mówiąc, że Jezus spotykał się z celnikami i prostytutkami nie dlatego, że popierał ich styl życia, tylko ponieważ traktował ich jako ludzi, którzy zawsze maja szansę na poprawę. Jeżeli więc współżycie homoseksualne jest grzechem (a to znów zakłada, że poddaje się ono woli i jego podjecie lub nie leży w zakresie ludzkiej wolności) – to teologia queer w tej mierze, w jakiej teologicznie sankcjonuje nie tyle tożsamość gejowska co jej aktywne spełniania – jest w błędzie. Samo bycie „odmieńcem” nie wystarczy, żeby kogoś uznać za dobrego pod każdym względem, „odmieniec” też bywa grzeszny. To są rzeczy, które w moim odczuciu pokazaliśmy dość jasno. W tym kontekście zadaliśmy właśnie pytanie, co dobrego może wnieść do dyskusji o Bogu uwzględnienie perspektywy, z jakiej Pismo Święte interpretują inni, również pobożni homoseksualiści. Wskazaliśmy m.in., że w centrum stawiają oni doświadczenie Bożego miłosierdzia, dając tym samym wyraz wiary w to, że miłosierdzie jest ponad sprawiedliwością.

Ważną sprawą, o której Ojciec również wspomina, jest problem pobożnego geja lub lesbijki. Otóż wydaje mi się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Kwestie związane z płcią, tożsamością płciową i zachowaniami seksualnymi stają się we współczesnej kulturze coraz ważniejsze. Kościelna debata na ich temat była – do czasu teologii ciała głoszonej przez JPII – w dużej mierze zaniedbana. Z pewnością w tej (i nie tylko w tej) dziedzinie ocena tego, co jest grzechem, a co nim nie jest, mocno ewoluowała w ostatnich dziesięcioleciach. W ocenie homoseksualizmu na pierwszy plan wysuwa się kwestia aktów seksualnych. Pobożny homoseksualista jest najczęściej definiowany jako osoba, która żyje w czystości, powstrzymując się od homoseksualnych aktów. A przecież bycie homoseksualistą to coś więcej, aniżeli tylko współżycie z osobą tej samej płci. Seksualność to tylko jedna z płaszczyzn, na których buduje się tożsamość człowieka. Równie istotne, o ile nie ważniejsze w kontekście współczesnej kultury, jest pytanie o tożsamość społeczną czy kulturową.  Bycie queer dziś to nie tylko współżycie z osobą tej samej płci. Często kultura queer (m.in. sztuka i poszukiwania intelektualne), czy społeczności queer są współtworzone przez osoby heteroseksualne. Mając na uwadze te przemiany należałoby podjąć głęboką refleksję nad kulturą queer, czy – patrząc na ten problem szerzej – kulturą współczesną w ogóle. Można niekiedy odnieść wrażenie, że eksponowanie przede wszystkim kwestii seksualnych przy okazji dyskusji o homoseksualistach może rodzić złudne poczucie, że tożsamość osoby homoseksualnej określa się tylko i wyłącznie w odniesieniu do problemu abstynencji seksualnej. Przesadne eksponowanie grzechów związanych z seksualnością może nieraz pogłębiać jedynie to poczucie, że bycie chrześcijaninem polega w gruncie rzeczy na dość formalistycznym spełnianiu moralnych nakazów i zakazów. Taki formalizm rodzi także porównania wagi grzechów, np. współżycia z osobą tej samej płci oraz współżycia pozamałżeńskiego. To może rodzić pytania, o których wspomniałam wcześniej: dlaczego obecność heteroseksualnych związków niesakramentalnych w Kościele nie budzi zgorszenia, zaś obecność związków homoseksualnych już tak.

Na wszystkie te pytania nie da się udzielić jednozdaniowych odpowiedzi. Rozumienie płci w Kościele katolickim wiąże się ściśle z doktryną prawa naturalnego i jej obowiązywaniem jako jednej z podstaw dla teologii. Jeśli uznajemy, że świat i człowiek są dziełem Boga, a człowiek został stworzony jako istota rozumna, pod względem ontycznym i poznawczym uzdolniona do tego, by w oparciu o rozum i jego przyrodzone światło rozumnie interpretować prawa natur, to musimy przyjąć, że zdolności te działają nie tylko w odniesieniu do kwestii fizykalnych, lecz także  wkraczają w dziedziny moralne. Jeżeli jednak doktryna prawa naturalnego ma przede wszystkim charakter filozoficzny, to znaczy, że poza ogólną ideą, że są jakieś zasady powiązane z naturą (człowieka), nasze pojmowanie tych zasad może się w czasie rozwijać i zmieniać.  Dlatego warto  wracać do tych kwestii, na które kiedyś udzieliliśmy już odpowiedzi i podejmować wciąż na nowo ich interpretację w świetle Pisma Świętego i niedogmatycznie traktowanej tradycji. Niektórzy filozofowie i moraliści chrześcijańscy, także katoliccy, uważają, że postęp w zakresie genetyki, neurologii i innych gałęzi biologicznej wiedzy o człowieku wpłynie być może na metafizyczne czy teologiczne przesłanki stosunku Kościoła do osób homoseksualnych. Skoro prawo naturalne nie posiada pełnej i ostatecznej wykładni, musimy uznać, że jego bogactwo odsłania się przed nami w miarę rozwoju zarówno myśli naukowej i filozoficznej, jak i coraz pełniejszego zgłębiania prawd objawionych.

Jest także kilka powodów ogólnych, dla których naszym zdaniem warto podejmować trudne tematy. Nieraz już drukowaliśmy w „Znaku” i nieraz zapewne będziemy drukować artykuły przedstawicieli innych denominacji chrześcijańskich czy nawet innych religii, ponieważ zakładamy, że niektóre ich ujęcia mogą rzucać nowe światło na pewne kwestie teologiczne i moralne, które rozpoznajemy w obrębie własnej tradycji. Jeśli jednak własnego rozpoznania nie traktujemy jako ostateczne, zamknięte i w pełni prawdziwe, to logiczne jest zaznajamianie się z innymi spojrzeniami i ich analiza w świetle rozumu, objawienia i wyrastającej z tradycji nauki Kościoła. Wyniki tych analiz nie muszą prowadzić do jednoznacznego wniosku a zwłaszcza do apologii czy potępień. Mogą nas wzbogacać – nawet jeśli uznamy je w części lub w całości za błędne czy nie do przyjęcia – i nieraz to czynią. Taką rolę jak sądzę powinny spełniać pozakościelne pisma czy organizacje, które odwołują się do chrześcijańskich wartości, zgodnie z założeniem, które przyjmował już Justyn Męczennik, że semina veritatis (nasiona prawdy) są rozsiane w różnych miejscach.

Warto poznawać doktryny czy rozumowania, które wychodząc z przesłanek podzielanych również przez nas. Wiemy przecież, że inne konfesje chrześcijańskie opierając się na wspólnym również i nam „materiale dowodowym” dochodzą do innych wniosków i na ich podstawie nieco inaczej definiują swój stosunek do osób homoseksualnych.

Nie znaczy to oczywiście, że ja czy inni redaktorzy zgadzamy się z propozycjami teologii queer. Tego typu myślenie rodzi wiele trudności, na które Ojciec również pośrednio zwraca uwagę. Są one związane chociażby z faktem, że nurt ten (przynajmniej w rozumieniu podanym przez Marka Woszczka) w zasadzie delegitymizuje inne nurty. Queer widzi w teologiach głównego nurtu jedynie narzędzie władzy i przemocy symbolicznej, stawiając się przez to w pozycji propozycji całkowicie antydialogicznej.

Tekst jest odpowiedzią na:  „List do redaktor naczelnej Znaku” opublikowany w portalu deon.pl.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata