70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

O literaturze, czyli o manifestacjach wolności

Julio Cortázar wykonuje pracę u podstaw czy też: pracę od wewnątrz, uświadamiając swoim rozmówcom i rozmówczyniom ograniczenia i ślepotę wynikające z ich specjalnej pozycji: tyle jest światów poza ramą centrum,  tyle do czytania, tyle do zrobienia.

„Przez słowa »literatura« i »życie« rozumiem zawsze to samo” – czytamy w Ścieżkach pisarza, pierwszym z ośmiu wykładów składających się na książkę pamiątkę po gościnnych występach Julio Cortázara na uniwersytecie w Berkeley w 1980 r. (dla porządku należy tu wspomnieć także o dwóch dodatkach: tekstach Współczesna literatura latynoamerykańska i Rzeczywistość i literatura. Z pewnymi niezbędnymi przewartościowaniami oraz o wstępie Carlesa Álvareza Garrigi). Wykłady przerodziły się w rozmowy ze studentami i studentkami, a publikacja stanowi ich zapis; można zatem mówić nie tyle o napisanej, ile zapisanej książce, o uchwyconym opowiadaniu. Opowiadanie – jako czynność i jako gatunek literacki – wydaje się kluczem do tej lektury. Pełne życia O literaturze jest jednocześnie próbą (zbiorem prób udanych wyjątkowo, trzeba podkreślić) rozumienia literackiej teorii i praktyki, a może raczej: praktyki i teorii (w tej kolejności). Cortázar pyta poważnie, czyli wystawiając się na niespodziewane reakcje młodych ludzi o jakże odmiennych doświadczeniach i (co w sytuacji akademickiej równie ważne) kompetencjach: czym jest literatura, czyli życie? Jak się je robi, z czego składa, czy można się nauczyć pisać / żyć?

Miej świadomość

Wykładowca – słynny pisarz, autor kultowej Gry w klasy – podejmuje wyzwanie utrzymania pozycji pytającego, który nie sięga po ochraniacze łatwych, ukrytych pod pazuchą odpowiedzi. Opowiadając o literaturze (zarówno tej przez siebie stworzonej, jak i tej przeczytanej), opowiada o swoim życiu, o dojrzewania do radykalnych etycznych przemian, które najlepiej oddaje historia przechodzenia od fazy estetycznej, przez metafizyczną, aż do historycznej, od eskapizmu, przez indywidualizm, aż do zaangażowania. Spotkanie z młodymi, uprzywilejowanymi (politycznie i ekonomicznie), a tak słabo wykształconymi i mało świadomymi słuchaczami i słuchaczkami stało się dla Cortázara wyzwaniem do zrewidowania oczywistości, podważenia nie tylko kodu językowego, ale i kulturowego. Zapis rozmów z amerykańskimi studentami, dzieciakami przecież jeszcze, można czytać jak świadectwo fascynującego eksperymentu. Nagle role odwracają się: już nie Cortázar jest obcym w tym zasłużonym dla rewolucji lat 60. uniwersytecie, ale to studenci zdają się obcymi dla tradycji najnowszej kultury i literatury; pisarz wygnaniec oprowadza swoich rozmówców i rozmówczynie po ich własnym domu, wskazując (z wyczuciem i wyrozumiałością), na jak wiele jeszcze muszą się otworzyć, jak wiele nauczyć się widzieć. Próbuje nawiązać porozumienie, przywołując pamięć o sobie i swoich przyjaciołach z czasów młodości, zapatrzonych we wzorce „wyrafinowanej doskonałości”, a przez to (niespodzianka!) wyrzucających się na margines życia, historii i polityki. Czytając zapis tych spotkań, świadkujemy zaskakującej przewrotce: owszem, Stany Zjednoczone wydają się najbardziej „liczącym się” krajem na świecie, ale i umyślnie ślepawym, nieetycznym, wspierającym zbrodnicze dyktatury i pozbawiającym się niewygodnej pamięci. Autor Książki dla Manuela nie ma złudzeń, że zeszyt z przygodami Fantomasa Kultura w płomieniach (Cortázara uczyniono jednym z bohaterów – obok Susan Sontag, Alberto Moravii i Italo Calvino) oddaje gorzką prawdę: tylko pożar w amerykańskiej (czyli tej w Stanach Zjednoczonych, w Waszyngtonie) bibliotece jest istotny. Cała reszta świata (czyli przytłaczająca większość) może płonąć bez przeszkód, bo tylko centrum skupia uwagę i doczeka się interwencji. Cortázar wykonuje pracę u podstaw czy też: pracę od wewnątrz, uświadamiając swoim rozmówcom i rozmówczyniom (w miarę ich możliwości, rzecz jasna) ograniczenia i ślepotę wynikające z ich specjalnej pozycji: tyle jest światów poza ramą centrum, tyle do czytania, tyle do zrobienia. Wychodzi z tej próby zwycięsko, a wydawać się mogło, że nie sposób nawiązać relacji między ludźmi używających tak odmiennych kodów kulturowych (pisarz wątpił przecież, że można porozumieć się z ludźmi, którzy nie wiedzą, kim był Earl Hines czy Charlie Parker). Misja zakończyła się powodzeniem dzięki sile opowieści, czyli życia – literatury. Obie strony dialogu, nauczyciel oraz uczniowie i uczennice, okazują się przede wszystkim czytelnikami i czytelniczkami.

Tylko ta wspólnota, czyli wspólnota czytających, daje nadzieję na porozumienie ponad podziałami języków i interesów narodowych oraz politycznych.

Czytający, w rozumieniu Cortázara, to ludzie aktywni – czytanie polega na rezygnacji z bierności, czytający ma być odpowiedzialnym uczestnikiem świata literackiego, czyli świata w ogóle.

Oderwij się, wychyl się, ale nie fałszuj

W wykładzie trzecim Cortázar mówi: „W literaturze posługujemy się tą wspaniałą grą w kolorowe klocki, jaką jest alfabet, to z niej wywodzi się wszystko”, po czym dodaje, że zasadą, która ową grą rządzi, jest zasada nieoznaczoności (uwaga o znaczeniu zasady nieoznaczoności Heisenberga dla literatury pojawia się Grze w klasy). Dzięki temu wyzwoleniu tekst literacki (już nie instrukcja obsługi, już nie podanie urzędowe, już nie sportowe sprawozdanie, już nawet nie sprytna operacja na elementach składowych) może zdziałać cuda, z których najważniejsze jest porozumienie. W wykładzie piątym dodaje jeszcze: „proza literacka – w tym wypadku widzę siebie jako piszącego prozę literacką – może stanowić czystą komunikację i za pomocą doskonałego stylu, ale także pewnej struktury, pewnej budowy składniowej, pewnego doboru słów, pewnej kadencji może wprowadzać coś, co wewnętrzne ucho czytelnika rozpozna w mniej lub bardzo jasny sposób jako elementy o charakterze muzycznym”. Kompozycja tekstu przestaje znaczyć wyłącznie strukturalnie – to, co między, ponad i poza elementami składowymi tekstu zdaje się najważniejsze. I owego tajemniczego „czegoś” nijak znaleźć na sklepowych półkach, w magazynowych zasobach nie można. „Melodia tekstu” przestaje być wytartym frazesem; zresztą frazesy, związki frazeologiczne powycierane jak wysłużone klamki u drzwi to zdaniem Cortázara nasi najwięksi wrogowie, których należy strzec się przy każdym zdaniu, słowie, nawet znaku interpunkcyjnym.

Żeby nie ześlizgnąć się po powierzchni, żeby nie zagrać fałszywie, trzeba każde ze słów oglądać jak po raz pierwszy, na nowo.

Droga na skróty prowadzi na manowce i przynosi potężnego kaca, właśnie dlatego że wydaje się taka znajoma i pewna, obiecuje dobre samopoczucie, gwarantuje bezpieczeństwo. Do zuchwalstwa namawia nas Cortázar, do awanturniczej wyprawy w nieznane. Wychylajcie się! Zwłaszcza tam gdzie widnieje znak zakazu.

Pochwała roztargnienia

Cortázar czytelnik nie przestaje być ani na chwilę nauczycielem, i to nauczycielem wybornym. W pozornie lekkim tonie (humor zwykle skrywa powagę i „tragiczny obraz rzeczy”) precyzyjnie wskazuje na kluczowe miejsca, problemy. Z czytania bierze się pisanie, z czytania bierze się porozumienie między czytelnikami, z czytania wynika także rozumienie świata, chęć i możliwość zmiany. Ale skąd bierze się to, co czytamy i czym jest owa tytułowa literatura? Już wiemy o zasadzie nieoznaczoności, ale jak uruchomić proces, w wyniku którego „porusza się ziemia”? W wykładzie drugim Cortázar stawia sprawę jasno: nie ma przepisu na literaturę, nie ma wzoru, który zagwarantuje sukces (jakżeż to bolesne dla wszystkich wierzących w kursy kreatywnego pisania!). Ci, którzy wierzą w przepisy, wykonują ruchy pozbawione znaczenia – jak tamci młodzi porteños, do których sam kiedyś należał, „ze wzrokiem utkwionym albo w wybitne wzorce, albo w ideał stylistycznej, z gruntu wyrafinowanej doskonałości”. Niby wszystko jest tak, jak trzeba, a jednak całkiem do niczego. Cortázar ratunku upatruje w tym, co wydaje się błędem w sztuce; jego zdaniem nie ma twórczości bez roztargnienia; mówi: „poprzez te stany roztargnienia wkracza ów inny element, odmienna przestrzeń lub czas”. To, co najważniejsze, znajduje się poza kadrem; żeby wyłamać się z wyuczonego porządku, trzeba pozwolić sobie na nieposłuszeństwo wobec zasad albo – jeszcze lepiej – dać się ponieść, wybić z obowiązującego rytmu czy nawet przebić się do tego „drugiego” świata wolności, nieprzewidywalności i fantazji.

Po pierwsze: nie dzielić

Właśnie – fantazji. Napięcie między tzw. realizmem a tzw. fantazją czy też fantastyką to jeden z problemów poruszanych przez Cortázara. W wykładzie trzecim twierdzi on, że między rzeczywistością a fikcją nie ma żadnej różnicy; ustalanie granicy między nimi służy podziałom i ograniczeniom – książka „zbyt” fantastyczna uważana jest za niewystarczająco poważną i literacką, a nawet nienadającą się do czytania (jakże to aktualne zarzuty). „Nie potrafię zbyt wyraźnie odróżnić fantazji i rzeczywistości; oczywiście do momentu kiedy wykraczam poza literaturę” – wyznaje Cortázar, twórca „posądzany” o nadmierne skłonności do oddawania się fantazji, co skutkować miało tworzeniem literackich światów trudnych, mało- albo i wcale nieczytelnych. To jeden z głównych zarzutów wysuwanych wobec Gry w klasy; Cortázar uznaje tę sprawę za co najmniej dziwną, bo Grę… postrzega jako książkę prostą, czytelną i niestawiającą oporów (sam podrzuca klucze do tej powieści). „Kiedy podejmuję twórczość pisarską, fantazja odzyskuje swoje prawa i zdaje mi się, że nigdy nie napisałem takiego opowiadania czy powieści, które można by uznać za wyłącznie i całkowicie realistyczne”. Cortázar lubi mówić o realizmie symbolicznym, gdy wyciąga rękę do zadających pytania studentów i studentek, nie lękając się przy tym zdawać raportu z wątpliwości (kto wie, czym naprawdę jest realizm).

Koniec niewinności

Mierząc się z rolą nauczyciela, pisarz obrazowo przedstawia swoje rozumienie tendencji, taktyk i strategii literackich. Gdy zachodzi taka potrzeba, pokazuje różnice między powieścią a opowiadaniem (w wykładzie drugim, gdzie wykazuje podobieństwa między powieścią a filmem, a opowiadanie porównuje do dobrej fotografii, na której uchwycono cień stopy znajdującej się poza kadrem, i to właśnie – rzecz jasna – ów cień jest najważniejszy), a kiedy indziej zaznacza swoje miejsce na literackiej – przestrzennej i relacyjnej – mapie. By ominąć mielizny, Cortázar odwoływał się do znanych swoim słuchaczom i słuchaczkom korpusów tekstów (zarazem jak czytelnik z czytelnikami, ale też jak nauczyciel z uczniami): gdy mówi o pisaniu „przeciw Tomaszowi Mannowi”, deklaruje zwrot ku żywemu i żywotnemu czytelnikowi, którego wzywa do odpowiedzi, nie zapycha mu ust gotowcami. Dla Cortázara uchodźcy politycznego lektura to manifestacja wolności: zarówno jako czynność, jak i sama książka. W eseju Współczesna literatura latynoamerykańska, czyli w pierwszym z dwóch dołączonych do zbioru dodatków, pisze: „literatura stanowi integralną część naszej obecnej, najgłębszej rzeczywistości i (…) w swoich najlepszych przejawach jest czynną i waleczną odpowiedzią na negatywne siły, które chciałyby ją zmiażdżyć poprzez wygnanie albo zmienić w czczą rozrywkę, fałszującą lub skrywającą to, co dzieje się w tak wielu krajach Ameryki”. Już nie tylko na swobodę piszącej i czytającej jednostki zwraca uwagę Julio Cortázar, ale i na obowiązki i odpowiedzialność wynikające z opanowania tej niezwykłej sztuki „gry w alfabet”. Czas niewinności dobiegł końca – o ile kiedykolwiek mieliśmy do tej niewinności prawo; kto czyta (czyli czuje, myśli, żyje), wywoływany jest do odpowiedzi. W drugim z dodatków, Rzeczywistość i literatura. Z pewnymi niezbędnymi przewartościowaniami, który kończy ten zbiór, stanowiąc rodzaj testamentu (Cortázar zmarł w Paryżu w 1984 r.), pisarz nie zostawia swoim czytelnikom i czytelniczkom złudzeń: „Nasze książki są butelkami rzuconymi w morze, wiadomościami ciśniętymi w bezmiar ignorancji i nędzy”. Można, rzecz jasna, udawać niezrozumienie, można odmawiać udziału, można tłumaczyć się brakiem warunków, możliwości działania – ale czy to jeszcze wyraz wolności osobistej czy już tylko wygodnictwa? Literatura działa, o ile tylko czytelnicy i czytelniczki będą do podjęcia tego działania gotowi.

Julio Cortázar

O literaturze. Wykłady w Berkeley, 1980

tłum. Iwona Krupecka

Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2016, s. 299

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata