70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Janusz Mazur/PAP

De te fabula narratur. O literackości filozofii i sytuacji filozofii w Polsce

Zamiast mówić o filozofii analitycznej i kontynentalnej, odróżnijmy filozofię jawnie literacką od technicznej, „gorącą” od „zimnej”. Ta pierwsza uznaje swoje pokrewieństwo z literaturą – a za jej pośrednictwem ze sztuką, retoryką i polityką, tam gdzie się one spotykają i krzyżują, a mianowicie w faktycznym uczestnictwie w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym.

Podział na filozofię „kontynentalną” i „analityczną” (pokrywający się z podziałem na „czytelników Heideggera” i „czytelników Wittgensteina”, wedle formuły Marka J. Siemka ze słynnego tekstu Myśl drugiej połowy XX wieku) od dawna wydaje się anachroniczny, niekompletny i wątpliwy co do zasady. Już Siemek napisał w swoim eseju, że zbiory czytelników Heideggera i Wittgensteina – przez długi czas wzajemnie nieprzenikliwe  –  w II poł. XX w. przestały być rozłączne. W obliczu faktycznego pluralizmu treści, autorytetów i metod stosowanych w filozofii pierwszych dekad XXI w. dychotomia ta niemal zupełnie straciła sens.

Dzisiejsze filozofki – zajrzyjmy choćby do prac chętnie ostatnio komentowanej i tłumaczonej na polski Catherine Malabou – potrafią równocześnie powoływać się na Hegla, Heideggera, Derridę, Spinozę, Freuda i António Damásio, gwiazdę współczesnej neuronauki.

Co ważne, neuronauka nie służy w pismach Malabou do dezawuowania języków dialektyki, dekonstrukcji i psychoanalizy, tylko raczej wyznacza ich nowy punkt odniesienia: nie wygasza ich, lecz nieodwołalnie zmienia ich kontekst. Wszystkie te filozoficzne perspektywy Malabou wzbogaca uwagami o Franzu Kafce, Tomaszu Mannie i Marguerite Duras. Odwołania do literatury nie są w jej pisarstwie filozoficznym tylko erudycyjnymi ozdobnikami, literatura to dla niej równoprawny z naukowym sposób wyrażania prawd, z którymi filozofia musi się zmagać. Z punktu widzenia tego rodzaju filozofii podział na filozofię kontynentalną i analityczną z I poł. XX w. okazuje się mieć znaczenie jedynie lokalne i historyczne.

Literackość filozofii

To nie znaczy jednak, że pole filozofii stało się jednorodne. przeciwnie, odmowa rozumienia języka, jakim mówi się za filozoficzną miedzą, filozoficzne doktrynerstwo, skłonne odbierać miano filozofii wszystkiemu, co wykracza poza taki czy inny żargon, uznany za standardowy i obowiązujący, ma się dziś może lepiej niż kiedykolwiek.

Rzecz w tym, że granice między żargonami nie pokrywają się z zeszłowiecznym rozróżnieniem na filozofię kontynentalną i analityczną. Zaproponować chciałbym na jego miejsce inne, lepiej chwytające to, co moim zdaniem uznać trzeba za najważniejsze cięcie przebiegające przez współczesną filozofię. Otóż istnieje filozofia świadoma tego, że posiada aspekt literacki, i filozofia, która odrzuca literackość w imię takiej czy innej techniczności. Może to być techniczność logiczna albo kognitywistyczna, albo, w starym stylu, fenomenologiczna, strukturalistyczna, psychoanalityczna, marksistowska, tomistyczna itd. – grunt, że definiuje ona, określa i ogranicza tym samym właściwy modus filozofowania.

Na tym więc polega moja propozycja: odróżnijmy filozofię jawnie literacką od filozofii technicznej, filozofię „gorącą” od „zimnej”. Ta pierwsza uznaje swoje pokrewieństwo z literaturą – a za jej pośrednictwem nie tylko z naukami humanistycznymi: filologią, historią, antropologią, krytyką literacką, psychologią, socjologią – ale przede wszystkim ze sztuką, retoryką i polityką, tam gdzie się one spotykają i krzyżują, a mianowicie w faktycznym uczestnictwie w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym. Oznacza to w praktyce przekreślenie podziału pracy intelektualnej (albo przyjęcie, że za każdym razem dokonuje się on od nowa), przyznanie, że tam gdzie chodzi o sztukę słowa – o twórcze posługiwanie się słowami – wszelki podział pracy na jakimś poziomie przestaje działać i mamy do czynienia po prostu z uczestnictwem w życiu społecznym, a więc ludzkim, jako pewnym całokształcie, przenikanym przez język i wciąż od nowa definiowanym. Uznawać i podejmować własną literackość znaczy w takim ujęciu: brać aktywny udział w wytwarzaniu (i niszczeniu, jeśli trzeba) różnych form życia społecznego: instytucji, narzędzi pojęciowych, teorii, zwyczajów – za pośrednictwem form literackich (wszystko jedno – mówionych czy pisanych).

Co nie wyklucza uznania dla aspektu naukowego i technicznego filozofii również w ramach filozofii „gorącej”. Z jej perspektywy – z perspektywy literackiej – wszelka techniczność ma jednak charakter doraźny i lokalny, jest tylko jedną z części składowych większej całości, wciąż podatnej na zmiany. Czym jest zaś perspektywa „literacka”? Tu chciałbym uniknąć konfuzji. „Litera” stanowi tradycyjnie ważny temat filozofii – jej wieloznaczność wydobył Derrida, ale wcześniej żyła nią cała tradycja hermeneutyki, wywodząca się ostatecznie z egzegezy Pisma – i myśli genialnego heretyka tej egzegetycznej tradycji, „filologa”, który zarazem chciał być „fizjologiem”, Nietzschego. Gdy piszę o „literackości” filozofii, nie chodzi mi jednak tylko o pewien temat, ale przede wszystkim o praktykę, o działanie w wymiarze literackim. O istnienie na sposób literatury w sferze artystycznej, społecznej, politycznej. Czynnik literacki wzbogaca techniczny, naukowy, „zimny” charakter filozofii o aspekt nieprzewidywalności, wiążący się zawsze z twórczością (narzucającą odbiorcom nowe pojęcia, tematy, metafory, opowieści), a zarazem – i tym samym – z realną walką o władzę i wpływy. To zawsze również walka o to, czym władza i wpływy są w swej istocie; walka o sens walki. Jej przedmiotem jest nie tylko władza, ale i sens władzy, nie tylko polityka, ale i polityczność. Literackość filozofii to społeczne poiesis – wytwarzanie polityczności w ramach rzeczywiście istniejących społeczeństw.

Z tego, co wyżej powiedziane, widać, że podział na filozofię literacką i techniczną („gorącą” i „zimną”) nie jest prostym przeciwstawieniem: filozofia świadoma swej literackości może stać u genezy filozofii bardziej technicznej; filozofia, która chciałaby być tylko techniczna, może kryć w sobie wielki ładunek literacki (przykładem myśl wczesnego Wittgensteina). Techniczność może być płodna literacko, ale literackość też łatwo zamienia się w pewnego rodzaju technikę. Dialektyka ta nie zmierza jednak do pojednania, lecz ciągle znajduje się w stanie oscylacji między „gorącym” i „zimnym”, literackim i technicznym biegunem filozofowania.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter