70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Ullstein Bild/Getty

„Nowe” perspektywy dla Europy

Przez to, że w Unii Europejskiej dyskusja na tematy polityczne toczy się wyłącznie w obrębie granic państwowych, w różnych krajach zakorzeniły się sprzeczne narracje na temat kryzysu. Uniemożliwia to przyjęcie wspólnej perspektywy, bez której nie da się osiągnąć zrozumienia innego i dla innego.

Zaproszono mnie, abym mówił o nowych perspektywach dla Europy. Przyznam, że te nowe perspektywy mnie rozczarowują, a degrengolada związana z rządami Donalda Trumpa, oddziałująca nawet na sam rdzeń Europy, sprawia, że muszę zakwestionować swój dawny punkt widzenia. Z pewnością zagrożenia wynikające ze znaczących zmian, które zaszły w świecie, dotarły do publicznej świadomości i zmieniły perspektywy dla Europy. Skierowały także uwagę większej liczby osób na kontekst globalny, w którym kraje europejskie dotychczas, mniej bądź bardziej bezkrytycznie, czuły się u siebie. Wśród opinii publicznej narodów europejskich narasta przekonanie, że nowe wyzwania dotyczą wszystkich krajów w ten sam sposób i dlatego najlepiej wspólnie stawić im czoła. To rzeczywiście wzmacnia niezbyt konkretne pragnienie politycznie skutecznej Europy.|

A zatem – jak głośniej niż dotychczas obwieszczają liberalne elity polityczne – postęp we współpracy europejskiej powinien się dokonywać w trzech kluczowych obszarach: pod hasłem europejskiej polityki zagranicznej i obronnej żądają one wzmocnienia militarnej samodzielności która pozwoliłaby Europie „wyjść z cienia USA”; pod hasłem wspólnej europejskiej polityki azylowej domagają się silnej ochrony zewnętrznych granic Europy i utworzenia budzących kontrowersje obozów dla uchodźców w Afryce Północnej; i, pod sloganem „wolnego handlu”, chcą prowadzić wspólną europejską politykę handlową zarówno w negocjacjach związanych z Brexitem, jak i tych z Trumpem. Czas pokaże, czy Komisja Europejska, prowadząca owe negocjacje, odniesie sukces – a jeśli nie, to czy wspólna podstawa rządów europejskich się wówczas po prostu rozpadnie. To jedna, bardziej krzepiąca strona równania. Druga jest taka, że egoizm państw narodowych ma się dobrze, a może nawet wzmocnił się jeszcze w wyniku prowadzących na manowce rozważań nowej Międzynarodówki tworzonej przez rosnący w siłę prawicowy populizm.

 

Nacjonalistyczna krótkoterminowość
Ospały postęp rozmów na temat wspólnej polityki obronnej i azylowej, które ciągle załamują się z powodu kwestii kwotowego systemu przydzielania uchodźców, pokazuje, że rządy dają pierwszeństwo swoim krótkoterminowym interesom narodowym, i to tym bardziej, im bardziej doświadczają u siebie przypływu prawicowego populizmu.

W niektórych krajach nie ma już nawet żadnego napięcia pomiędzy pustymi proeuropejskimi deklaracjami jednej strony a krótkowzrocznym, nieskłonnym do współpracy zachowaniem drugiej. Na Węgrzech, w Polsce i w Czechach to napięcie już wyparowało, zastąpione przez otwarcie eurofobiczny nacjonalizm, obecnie ma to miejsce we Włoszech, a prawdopodobnie niedługo dokona się w Austrii.

To rodzi dwa pytania: jak to się stało, że w ciągu ostatniej dekady spór pomiędzy szczątkowymi gołosłownymi deklaracjami poparcia dla Europy a faktyczną blokadą koniecznej współpracy osiągnął punkt krytyczny? I jak to możliwe, iż strefa euro nadal się trzyma, mimo że we wszystkich krajach rośnie prawicowa populistyczna opozycja wobec „Brukseli” – a w sercu Europy, tzn. w jednym z sześciu krajów założycielskich Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, doszło nawet do sojuszu populistów z prawej i z lewej strony opartego na wspólnym antyeuropejskim programie [chodzi o koalicję Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd we Włoszech – przyp. red.]?

W Niemczech bliźniacze kwestie imigracji i polityki azylowej od września 2015 r. zdominowały media i zaprzątały opinię publiczną z wielką szkodą dla wszystkich innych spraw. Ten fakt sugeruje szybką odpowiedź na pytanie o decydującą przyczynę wzbierającej fali eurosceptycyzmu, a sugestia ta może być poparta dowodami z kraju, który nadal cierpi z powodu psychologicznych i politycznych podziałów zjednoczonego na nierównych prawach narodu. Ale jeśli spojrzeć na Europę jako na całość, a w szczególności na strefę euro w całości, rosnąca imigracja nie może być głównym wytłumaczeniem nagłego wzrostu prawicowego populizmu. W innych krajach zwrot opinii publicznej rozpoczął się o wiele wcześniej i tak naprawdę był następstwem kontrowersyjnej polityki radzenia sobie z kryzysem długu państwowego spowodowanym załamaniem się sektora bankowego. Jak wiemy, Alternatywa dla Niemiec (AfD) została założona przez grupę ekonomistów i przedsiębiorców skupionych wokół Bernda Luckego, profesora ekonomii, czyli przez osoby obawiające się schwytania bogatego i ważnego eksportera w okowy „unii zadłużeniowej”. Zapoczątkowali oni szeroko zakrojoną i skuteczną polemiczną kampanię skierowaną przeciwko zagrożeniu uwspólnienia długu. Miniona w zeszłym tygodniu 10. rocznica ogłoszenia upadłości Lehmann Brothers przypomniała spory na temat przyczyn kryzysu – czy była to porażka rynkowa, czy też zawiodły rządy – i polityki narzuconej dewaluacji wewnętrznej. W innych krajach strefy euro ta debata miała znaczący wpływ na opinię publiczną, podczas gdy w Niemczech jej znaczenie było minimalizowane zarówno przez rząd, jak i przez prasę.

 

Samotne Niemcy
W międzynarodowej debacie ekonomicznej przeważały głosy – należące do anglosaskiego mainstreamu – krytyczne wobec prowadzonej przez Angelę Merkel i Wolfganga Schäublego polityki oszczędnościowej.  Przeszły one jednak niemal niezauważone przez działy ekonomiczne wiodących niemieckich mediów, podobnie jak koszty społeczne i ludzkie wynikające z owej polityki – bynajmniej nie tylko w krajach takich jak Grecja czy Portugalia – które zostały mniej lub bardziej zignorowane przez ich działy polityczne. W niektórych rejonach Europy stopa bezrobocia wynosi nieco poniżej 20%, podczas gdy wskaźnik ten wśród młodych ludzi jest niemal dwukrotnie wyższy. Jeśli dziś martwi nas stabilność demokracji w naszym własnym kraju, powinniśmy także pamiętać o losie tzw. krajów pakietów ratunkowych. To skandal, że w niedokończonym gmachu Unii Europejskiej drakońska polityka, która naruszyła głęboko sieć bezpieczeństwa socjalnego innych narodów, nie miała nawet podstawowej legitymizacji – przynajmniej zgodnie z naszymi zwykłymi demokratycznymi standardami. I ciągle stoi ona ością w gardle narodom Europy. Przez to, że w UE dyskusja publiczna na tematy polityczne toczy się wyłącznie w obrębie granic państwowych, a te różne sfery publiczne jeszcze nie przenikają się nawzajem, w ciągu minionej dekady w różnych krajach strefy euro zakorzeniły się sprzeczne narracje na temat kryzysu. Zatruły one głęboko klimat polityczny, ponieważ każda z nich koncentruje uwagę na losie własnego kraju i uniemożliwia przyjęcie wspólnej perspektywy, bez której nie da się osiągnąć zrozumienia innego i dla innego – nie wspominając już o wrażliwości na wspólne zagrożenia, które dotyczą nas wszystkich, i – przede wszystkim – na możliwość aktywnej polityki zajmującej się wspólnymi sprawami, która może to czynić jedynie, będąc otwartą na współpracę. W Niemczech ten typ egocentryzmu znajduje odzwierciedlenie w wybiórczej wiedzy na temat przyczyn braku ducha kooperacji w Europie. Jestem zdumiony hucpą niemieckiego rządu, który wierzy, że może przekonać partnerów, gdy chodzi o obszary polityki istotne dla nas – uchodźcy, obrona, handel zagraniczny – a jednocześnie unika odpowiedzi na główne pytanie o polityczne dopełnienie Unii Gospodarczej i Walutowej (EMU).

W obrębie UE kraje należące do wewnętrznego kręgu państw członkowskich EMU są tak silnie zależne od siebie nawzajem, że jej rdzeń już się ukształtował, choćby tylko z powodów ekonomicznych. Dlatego kraje strefy euro mogłyby, jeśli wolno tak powiedzieć, w naturalny sposób zaoferować, że będą przewodzić w procesie dalszej integracji.

Jednocześnie jednak ta sama grupa państw ma problem, który grozi zniszczeniem całego projektu europejskiego – my, szczególnie ci z przeżywających wzrost gospodarczy Niemiec, ukrywamy prosty fakt, że euro zostało wprowadzone w nadziei i z polityczną obietnicą, że poziomy życia we wszystkich krajach członkowskich upodobnią się – podczas gdy stało się coś dokładnie przeciwnego.

Ukrywamy prawdziwy powód braku ducha kooperacji, który jest dziś potrzebny bardziej niż kiedykolwiek – a mianowicie to, że żadna unia monetarna nie jest w stanie w dłuższej perspektywie przetrwać w obliczu coraz większych różnic w wydajności gospodarek różnych krajów, a przez to w poziomie życia populacji w różnych krajach członkowskich. Pomijając to, że dziś w następstwie przyspieszonej kapitalistycznej modernizacji musimy się zmagać także z niepokojami wywołanymi głębokimi zmianami społecznymi, nie postrzegam antyeuropejskich postaw rozpowszechnianych zarówno przez lewicowe, jak i prawicowe ruchy populistyczne jako fenomenu, który odzwierciedla tylko współczesną postać ksenofobicznego nacjonalizmu. Te eurosceptyczne odczucia i postawy mają różne korzenie, tkwiące w porażce samego procesu integracji europejskiej, a pojawiły się niezależnie od późniejszego populistycznego zaognienia się reakcji ksenofobicznych w wyniku imigracji. Na przykład we Włoszech eurosceptycyzm jest jedynym punktem stycznym lewicowego i prawicowego populizmu, tzn. ideologicznych obozów, które dzieli przepaść w kwestii „tożsamości narodowej”. Zupełnie niezależnie od problemu imigracji eurosceptycyzm odwołuje się do realistycznej konstatacji, że unia walutowa już nie jest sytuacją „win-win” dla wszystkich jej członków. Południe Europy zwraca się przeciwko Północy i vice versa: podczas gdy „przegrani” czują się traktowani źle i niesprawiedliwie, „zwycięzcy” odpierają budzące lęk żądania przeciwnej strony.

 

Plan Macrona
Jak się okazuje, oparty na surowych zasadach system narzucony krajom członkowskim strefy euro, bez stworzenia kompetencji wyrównawczych i przestrzeni dla elastycznego wspólnego działania, to rozwiązanie działające na korzyść ekonomicznie silniejszych członków. Dlatego moim zdaniem prawdziwe pytanie nie wypływa z nieokreślonego „za” lub „przeciw” Europie. Pod tą prymitywną polaryzacją, za którą nie idzie żadne dalsze różnicowanie, leży ciche pytanie domniemanych zwolenników Europy, którym dotychczas nikt się nie zajął, choć wyznacza ono kluczową linię rozłamu. A mianowicie: czy unia walutowa w warunkach gorszych od optymalnych powinna być jedynie odporna na ryzyko dalszych spekulacji, czy też należy także obstawać przy niedotrzymanej obietnicy rozwijania spójności gospodarczej w strefie euro i dlatego przekształcać unię monetarną w aktywną i efektywną europejską unię polityczną? Ta obietnica była niegdyś politycznie związana z wprowadzeniem EMU. W reformach proponowanych przez Emmanuela Macrona oba cele mają równą wartość: jeden to postęp w kierunku zabezpieczenia euro za pomocą dobrze znanych propozycji unii bankowej, odpowiednich przepisów dotyczących upadłości, wspólnej gwarancji depozytów dla oszczędności i stworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego demokratycznie kontrolowanego z poziomu UE. Mimo rozpowszechnianych na ten temat informacji dobrze wiadomo, że rząd niemiecki blokował wszelkie dalsze kroki w tym kierunku – i nadal sprzeciwia się tym ideom. Jednocześnie Macron proponuje także ustanowienie budżetu strefy euro i – pod przewodnictwem „europejskiego ministra finansów” – stworzenie demokratycznie kontrolowanych środków politycznego działania na tym samym poziomie. Albowiem Unia Europejska może uzyskać polityczną sprawność i nowe poparcie ze strony społeczeństwa, jedynie stwarzając środki do działania i budżet dla wprowadzenia demokratycznie usankcjonowanych programów przeciwdziałających dalszemu gospodarczemu i społecznemu rozziewowi między krajami członkowskimi.

Co ciekawe, ta radykalna alternatywa pomiędzy stabilnością waluty z jednej strony a bardziej dalekosiężnym celem, jakim jest działanie w kierunku powstrzymania rozwoju ekonomicznych nierówności i zmniejszania ich z drugiej, nie została jeszcze poddana pod szerszą polityczną dyskusję. Nie istnieje proeuropejska lewica, która opowiadałaby się za budową Unii strefy euro zdolnej do odgrywania roli na poziomie globalnym i w związku z tym miałaby na uwadze długoterminowe cele takie jak skuteczne przeciwdziałanie oszustwom podatkowym i o wiele surowsze regulacje rynków finansowych. W ten sposób europejscy socjaldemokraci przede wszystkim odcięliby się od skomplikowanych liberalnych i neoliberalnych celów nieokreślonego „centrum”.

Przyczyną kryzysu partii socjaldemokratycznych jest brak wyraźnego profilu. Nikt już nie wie, po co one właściwie istnieją, bo socjaldemokraci nie mają odwagi wziąć w swoje ręce systematycznego ujarzmiania kapitalizmu właśnie na tym poziomie, na którym zderegulowane rynki wymykają się spod kontroli.

Dostrzegając ten związek, nie jestem szczególnie zatroskany losem określonej rodziny partii – choć mówiąc o tym, powinniśmy zawsze mieć w pamięci, że losy demokracji w Niemczech są historycznie bardziej związane z SPD niż z jakąkolwiek inną partią. Zajmuje mnie głównie to niewyjaśnione zjawisko, że partie europejskie o długiej tradycji nie umieją lub nie chcą stworzyć płaszczyzn, na których stanowiska i opcje kluczowe dla przyszłości Europy byłyby wystarczająco od siebie odróżnione. Nadchodzące wybory europejskie będą służyć w tym względzie jako układ doświadczalny.

Z jednej strony jest Emmanuel Macron, którego ruch dotychczas nie ma reprezentacji w Parlamencie Europejskim i który próbuje rozbić istniejące partyjne grupy, by stworzyć łatwo rozpoznawalną frakcję proeuropejską. Z przeciwnej strony mamy wszystkie te grupy obecnie reprezentowane w Parlamencie – z oczywistym wyjątkiem antyeuropejskich skrajnie prawicowych frakcji – które nie odzwierciedlają rzeczywistych podziałów, jakie w ich obrębie funkcjonują. Nie wszystkie mogą sobie pozwolić na tak dalece idącą ekwilibrystykę jak Europejska Partia Ludowa (EPL), która wciąż upiera się przy członkostwie Viktora Orbána. Postawa i zachowanie członka CSU Manfreda Webera, który bardzo chce zostać przewodniczącym Komisji Europejskiej, są typowym przykładem nijakości powiązanej z kompletnie niejednoznacznym stanowiskiem.

 

W pułapce
Gdyby mnie Państwo na koniec zapytali, nie jako obywatela, ale jako akademickiego obserwatora, o moją ogólną ocenę, musiałbym przyznać, że nie jestem w stanie dostrzec obecnie żadnych dających nadzieję trendów. Naturalnie, interesy ekonomiczne są jednoznaczne i, mimo Brexitu, tak silne jak zawsze, więc upadek strefy euro nie jest prawdopodobny. Z tego wynika odpowiedź na moje drugie pytanie: czemu strefa euro nadal się trzyma? Nawet dla zwolenników pozostawienia euro tylko na Północy ryzyko związane z oddzieleniem się od Południa pozostaje niemożliwe do oszacowania. A jeśli chodzi o analogiczny przypadek wyjścia z Unii kraju Południa, widzieliśmy sprawdzian w postaci obecnego rządu Włoch, który, mimo wyraźnych deklaracji podczas kampanii wyborczej, natychmiast się z nich wycofał, ponieważ jedną z oczywistych konsekwencji wyjścia byłoby ogromne zadłużenie. Jednocześnie ta ocena również nie jest zbyt pocieszająca. Spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli rzeczywiście istnieje domniemany związek między pogłębiającymi się różnicami ekonomicznymi wśród krajów strefy euro z jednej strony a umacnianiem się prawicowego populizmu z drugiej, tkwimy w pułapce, w której konieczne społeczne i kulturowe warunki wstępne żywotnej i bezpiecznej demokracji są narażone na dalsze szkody. Ten pesymistyczny scenariusz oczywiście jest jedynie prognozą. Jednak sam zdrowy rozsądek mówi nam, że proces integracji europejskiej znajduje się na niebezpiecznym wirażu. Punkt, z którego nie ma odwrotu, rozpoznaje się, gdy jest już za późno. Możemy tylko mieć nadzieję, że odrzucenie reform Macrona przez niemiecki rząd nie było zmarnowaniem ostatniej szansy.

_

Tłumaczyła Elżbieta Kot

Tekst jest skróconą wersją przemówienia wygłoszonego na konferencji „Nowe perspektywy dla Europy”, którą w Bad Homburg zorganizował frankfurcki Uniwersytet Goethego (21 września 2018 r.). Pierwotnie został opublikowany na portalu Social Europe.

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter