70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Nikt nie chce być w sferze nieistnienia”. Lesbijki, wieś i Kościół

Z jednej strony poczucie izolacji i wyobcowania, wykluczenie, poszukiwanie własnego miejsca we wspólnocie, a z drugiej, przywiązanie do tego, co lokalne – taki obraz wyłania się z opowieści lesbijek żyjących poza dużymi miastami.

Społeczność LGBT w Polsce to nie tylko osoby żyjące w dużych miastach, chodzące do klubów i dumnie machające tęczową flagą na paradach równości, jak wskazywałoby popu­larne wyobrażenie na temat tej grupy. Część z nich żyje na wsi i w miasteczkach, często nie ujawniając swojej orientacji seksualnej, bez kontaktu z innymi gejami i lesbijkami oraz organizacjami działającymi na ich rzecz. Dla wielu z nich religijność stanowi istotny wymiar własnej toż­samości i funkcjonowania społecznego.

W latach 2011–2015 Fundacja Przestrzeń Kobiet przeprowadziła badania sytuacji nieheteroseksualnych kobiet żyjących na wsi i w małych miastach w Polsce. Wcześniejsze działania podejmowane przez Fundację traktowały te dwa zagadnienia – a więc kobiety na wsi oraz sytuację les­bijek i kobiet biseksualnych – oddzielnie. Inspiracją do ich połączenia była świadomość miejskocentrycznego charakteru działań zarówno orga­nizacji LGBT, jak i kobiecych oraz analiza dostępnych danych na temat sytuacji osób LGBT poza dużymi miastami. Okazało się, że badania spo­łeczne rzadko uwzględniają gejów i lesbijki z małych miejscowości, nato­miast w analizach zajmujących się wsią kategoria orientacji seksualnej nie pojawia się wcale.

Aby dotrzeć do lesbijek żyjących na wsi, w zaproszeniu do badania posługiwałyśmy się nie tyle kryterium tożsamości (czyli nie trzeba było się określać jako lesbijka), ile kryterium doświadczenia – do udziału zaprosiłyśmy kobiety, które były zakochane w innych kobietach.

Chodziło o celową rezygnację z języka, który – choć dla wielu jest oczy­wisty – nie oddaje różnorodności sposobów myślenia o sobie i swoich rela­cjach. Uczestniczki badań rekrutowane były na różne sposoby: ogłoszenia pojawiły się w Internecie, zostały również wysłane do wiejskich liderek bio­rących udział we wcześniejszych projektach Fundacji. Choć napotkałyśmy wiele wyraźnych barier w dotarciu do potencjalnych rozmówczyń, otrzymałyśmy od mieszkanek wsi mnóstwo sygnałów o wadze prowadzonych badań i potrzebie podejmowania dalszych działań.

Pierwsza część raportu, zatytułowana Niewidoczne (dla) społeczności, w której wzięło udział niemal 300 nieheteroseksualnych kobiet mieszka­jących poza dużymi miastami, ujawniła ogromną izolację geograficzną i społeczną, w jakiej pozostawały nasze rozmówczynie, brak nie tylko sys­temowego, ale także społecznościowego wsparcia. W drugiej części, realizo­wanej pod nazwą Spoza centrum widać więcej, w gronie samych zainteresowanych oraz przedstawicielek organizacji LGBT i animatorek społeczności lokalnych poszukiwałyśmy sposobów na poprawę sytuacji. Świadectwa i wypowiedzi na temat relacji z Kościołem pojawiały się często, mimo że nie pytałyśmy bezpośrednio o religijność, ale o funkcjonowanie w lokalnej społeczności. Świadczy to niewątpliwie o ważnej pozycji Kościoła w wiej­skich i małomiejskich społecznościach i jego istotności dla osób LGBT. W opowieściach uczestniczek badań to Kościół był miejscem, w którym pojawiał się bezpośrednio temat homoseksualności. Można było usłyszeć o nim podczas kazania wygłaszanego z ambony lub w trakcie lekcji religii w miejscowej szkole. Inne instytucje ważne dla mieszkańców pojawiały się często w kontekście strukturalnych problemów wsi i niekoniecznie ich przy­wołanie odnosiło się do doświadczonej homofobii.

Bacznym okiem

Skrzyżowanie pewnej grupy wyobrażeń na temat religijności i wsi jest częstą kalką używaną do opisu tego, co w Polsce „prowincjonalne”, „zacofane” i „nietolerancyjne”. Taki obraz własnych miejsc zamieszkania pojawiał się także stosunkowo często w wypowiedziach samych kobiet nieheteroseksualnych mieszkających w małych miejscowościach. Jednak w tym przypadku opinie te były osadzone i ugruntowane w konkretnych doświadczeniach i biografiach naszych rozmówczyń. One same, opisując swoje społeczności, pod­kreślały nierzadko wpływ lokal­nego Kościoła na całokształt życia społecznego w danej miej­scowości. Lokalna parafia zyski­wała w ich oczach główną rolę kulturo- i wspólnototwórczą.

„»Wsi spokojna, wsi wesoła« – chciałoby się powtórzyć za sło­wami Kochanowskiego. Idylliczne wsie w dzisiejszych czasach można odnaleźć tylko w powieściach. Uro­dziłam się i wychowałam w małej, choć postępowej wsi nieopodal Krakowa. Tak jak w każdej tego typu miejscowości, centralnym punktem, sercem wiejskiej społecz­ności był kościół. Oczywiście ja też, wierząc w piekło, niebo, Boga Ojca, Syna, Ducha i w całą litanię świę­tych, rzuciłam się w wir kościelnej działalności”[1].

Religijność wiejskiej społecz­ności była domyślnie łączona przez uczestniczki badań z przywiąza­niem do tradycji, konserwa­tywną obyczajowością i niechęcią do wszelkiej odmienności od obo­wiązującego na wsi stylu życia. Wskazywana była też jako istotne narzędzie sprawowania społecznej kontroli wobec mieszkańców małej miejscowości.

„Ludzie tutaj są tradycjona­listami i jest ciężko. Wszyscy co tydzień chodzą do kościoła. Kiedy powiedziałam, że nie będę cho­dzić, to cała wieś na mnie krzywo patrzyła. Przed znajomymi ukrywam, że jestem niehetero, bo by nie zrozumieli. Nikt o tym nie wie. Rówieśnicy, przyjaciele, rodzina. Staram się udawać, że jestem hetero, i póki co mi się to udaje”.

Jednocześnie, zdaniem naszych rozmówczyń, to właśnie ksiądz jako często najbardziej znaczący autorytet w wiejskiej społeczności mógłby wpłynąć na zmianę postrzegania osób LGBT: „Nie wiem, czy jest coś takiego, co zmieniłoby tok myślenia ludzi. U nas jest tak, że wszyscy do kościoła w niedzielę, tylko kościół, Może gdybyśmy trafili na jakiegoś księdza, który by powiedział, że to nie choroba, że są tacy ludzie, że to jest w porządku, myślę, że ludzie by w to uwierzyli, nie byłoby z tym takiego problemu. Albo byłaby afera z dru­giej strony, że co to za ksiądz, chociaż myślę, że każdy u nas jakoś w ten kościół wierzy, każdy jest zapatrzony, może jakoś by to wpłynęło, ale nie wiem, czy to jest wykonalne…”

Kościół był więc ważnym punktem odniesienia dla wielu lesbijek mieszkających na wsiach, nawet jeśli nie czuły się osobami religijnymi lub też nie uczestniczyły w praktykach religijnych. Przypisywano mu jednak zdecydowanie ambiwalentną rolę.

Z jednej strony, pojawiał się jako miejsce społecznościowe, podtrzymujące i utrwalające więzi między mieszkańcami i mieszkankami wsi, umożliwiające spotkania i wspólne działania. W tych rozważaniach ważny był szerszy kontekst wielu opisywanych miejscowości, które przedstawiane były jako miejsca „niezbyt wielu możliwości”, oferujące jedynie „pewien bardzo ustalony model życia (…) obowiązujący dla mło­dych kobiet”, jako „zadupie totalne”, gdzie „nic się nie dzieje”.

Wsie były więc opisywane przez pryzmat wielu barier i wyzwań, z jakimi muszą radzić sobie mieszkańcy i mieszkanki. Na tle strukturalnych problemów wsi kościoły były więc czasem jedyną przestrzenią życia wspól­notowego. Mogły również stanowić ważne źródło wsparcia dla kobiet niehe­teroseksualnych, jeśli te nie decydowały się na otwarte wyznanie dotyczące swojej orientacji seksualnej. Dla jednej z uczestniczek badania Kościół był miejscem, gdzie poznała swoją pierwszą miłość – zakochała się w kobiecie. Jej kolejną miłością była zakonnica z pobliskiego klasztoru.

„Ludzie obserwowali mnie bacznym okiem, ale myślę, że przez swoją świętoszkowatość nie dopuszczali do siebie myśli, że kobieta może kochać kobietę, a co dopiero zakonnicę. Parę razy zapytano mnie, czy chcę wstąpić do zakonu”.

Z drugiej strony, lokalny kościół, a także – szerzej – Kościół katolicki w Polsce był często obarczany winą za homofobiczną, „duszną” atmosferę w wielu społecznościach. Objawiało się to np. w doświadczeniach dyskry­minacji i przemocy, przywoływanych podczas rozmów przez uczestniczki badań. Wśród przyczyn problemów doświadczanych przez lesbijki i kobiety biseksualne z małych miejscowości uczestniczki badań wymieniały duży wpływ Kościoła katolickiego na postawy nietolerancji Polaków i Polek oraz na dyskurs publiczny. Wiejski proboszcz często występował w roli przekaź­nika nienawistnych poglądów, osoby kształtującej perspektywę dominującą w całej społeczności.

„Kiedy się chodzi do kościoła w takiej małej miejscowości, to się słyszy, że Sodoma i Gomora i że homoseksualiści to pedofile, i że pójdą do piekła”.

Pogarda, niewiedza i milczenie

W rozmowach z uczestniczkami badań uderza z jednej strony częsta niechęć, otwarcie wyrażana przez reprezentantki i reprezentantów hierarchii Kościoła katolickiego wobec osób o orientacji nieheteroseksu­alnej; wykluczająca postawa, zawierająca mieszankę pogardy i lęku, ugrun­towana – jak wynika z relacji rozmówczyń – w uprzedzeniach i braku wiedzy, czym właściwie orientacja seksualna jest, a czym nie jest. Mówią o tym wszystkie te relacje, które odnoszą się do głoszenia z ambony czy zza nauczycielskiego biurka przez księży lub siostry zakonne niezgodnych z naj­nowszą wiedzą naukową tez o homoseksualności jako chorobie psychicznej, zaburzeniu umysłowym, szaleństwie itp.

Z drugiej strony, szczególnie uderzające jest milczenie i brak działania przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego w sytuacjach, gdy odpo­wiedź lokalnej społeczności lub konkretnej rodziny na coming out jej człon­kini jest szczególnie dramatyczna lub nawet wroga. W żadnej ze stosun­kowo licznych relacji dotyczących burzliwych reakcji rodziny na akt ujaw­nienia się nie pojawia się opowieść o księdzu czy zakonnicy reagujących na przemoc, wyrzucenie z domu, odcięcie się rodziny. Ten brak interwencji, ta nieobecność w wypowiedziach jest szczególnie wymowna. Wydawa­łoby się, że nie jest ona zaskakująca wobec negatywnej retoryki hierarchów polskiego Kościoła i popularnych katolickich mediów w stosunku do osób homoseksualnych. Zważywszy jednak na wspólnotowy wymiar społecz­ności religijnych, szczególnie tych wiejskich czy małomiejskich, a także biorąc pod uwagę kontekst przykazania miłości bliźniego, ten rodzaj ciszy, brak publicznego sprzeciwu, brak zajęcia jasnego stanowiska wobec prze­mocy czy wyrzucenia z domu w związku z ujawnieniem orientacji niehe­teroseksualnej musi być traktowany jako zajęcie stanowiska – bezradności, zaniechania, przyzwolenia.

Otrzymanie wsparcia od osób związanych z Kościołem jest jednak możliwe. Warunkiem jest niemówienie o swojej homoseksualności otwarcie. Osoby LGBT żyjące w małych miejscowościach czasem funkcjonują w Kościele w sposób satysfakcjonujący i otrzymują to, czego ludzie zazwyczaj poszukują we wspólnotach: poczucie więzi i przynależności.

„W rożnych wspólnotach kościelnych znajdowałam ciepło, zrozumienie i bliskość. Nie musiałam się bać krytyki. Znaj­dowałam wsparcie, czy to w roz­mowie z księżmi, czy zakonnicami w czasie wyjazdu na rekolekcje. Poznałam też fajnych ludzi, którzy dawali mi pozytywnego »kopa«. (…) Nie mogę powiedzieć, że zostałam jakoś skrzywdzona przez ludzi związanych z Kościołem, wprost przeciwnie, doświadczyłam od nich dużej pomocy w trudnych momentach mego życia. Dlatego Kościół postrzegałam pozytywnie”.

Sytuacja jednak komplikuje się, kiedy osoba LGBT decyduje się na coming out i nie chce dłużej mil­czeć na temat ważnej części swojej tożsamości. Proces ujawniania się zazwyczaj związany jest z osobistą zmianą, która nieuchronnie pro­wadzi do niezgody na brak akcep­tacji ze strony znaczących osób i instytucji.

„Zaczęłam zwracać baczną uwagę na wypowiedzi hierarchów kościelnych i brak w tych wypo­wiedziach zrozumienia, ciepła, troski, życzliwości, postawę pełną pogardy, kpiny i drwin. To wszystko sprawiło, że poszłam inną ścieżką w życiu. Jak mogę identyfikować się z ludźmi, którzy nie chcą mnie szanować taką, jaka jestem?”. To moment, w którym wiele religijnych osób LGBT odchodzi z Kościoła.

„Wiem, że noszę w sobie potrzebę obcowania z absolutem, bo mimo wszystko wierzę w Boga. Ten Bóg zmienił się tak jak i ja. Jego oblicze z groźnego i suro­wego stało się ciepłe i przyjazne. Już wiem, że kiedy będę na uboczu Kościoła, świat się nie skończy, że nie dotknie mnie żadna kara, plaga, nieszczęście”.

Uczestniczki badań zwracały często uwagę na przemilczanie tematu związków jednopłciowych w obrębie wspólnot religijnych. Przemilczanie spychało je i ich uczucie do „sfery nieistnienia”. To z kolei miało wpływ na ich podej­ście wobec ujawniania swojej orientacji czy związku z kobietą. Mieszkanki małych miejscowości podkreślały, że coming out jako pewnego rodzaju narzędzie eman­cypacji niekoniecznie pasuje do kontekstu, w którym funkcjonują. Wolą one na różne inne sposoby okazywać przywiązanie do swojej partnerki, niekoniecznie nazy­wając je wprost.

Niektóre badane wspominały również, że ich religijność i uczest­niczenie w praktykach kościelnych było dla nich swoistą ochroną przed podejrzeniami ze strony spo­łeczności, związanymi z byciem singielką (czy też niebyciem żoną) – praktykująca katoliczka nie mogła być przecież lesbijką. „Zastana­wiam się, czy na mój temat były jakieś plotki. Kościół stanowi przykrywkę dla faktu, że jestem lesbijką”.

 

Lekcje religii

Przestrzenią, w której w kon­tekście badania uwidoczniły się negatywne wpływy Kościoła, była szkoła. Większość uczestniczek badania stanowiły osoby młode, dla których wspomnienia ze szkoły i lekcji religii wciąż pozostawały żywe i ważne. Jedna z badanych, która sama siebie określa mianem „wiej­skiej dziwaczki” ze względu na różny od innych kobiet styl życia, w odpo­wiedzi na pytanie o doświadczenie nierównego traktowania przywołała izo­lację i wykluczenie, jakiego doznała przez nieuczęszczanie na lekcje religii.

„Głównie to dzieciaki wkurzały mnie w podstawówce tym, że nie chodzę na religię. To była taka chyba największa dyskryminacja, jaka mnie kiedykolwiek spotkała. Problem jest taki, że ludzie wiedzą, że oddam. (…) Zakonnica nakręcała te dzieciaki, że jestem dziwna, bo nie chodzę na religię. Nie poszłam do komunii, bo rodzice mnie chcieli bardzo wysłać i ja im powiedziałam, że w to nie wierzę, nie będę żadnych przykazań zdawać przed żadną siostrą, która mi nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie”.

Uczestnicząc w lekcjach religii, można było natomiast dowiedzieć się, co przedstawiciele Kościoła myślą o osobach LGBT. Uczennica tech­nikum mieszczącego się w kilkunastotysięcznej miejscowości, do którego dojeżdżała ze swojej wsi, opowiadała, w jaki sposób ksiądz „edukował” mło­dzież na temat homoseksualności: „Ostatnio na lekcji religii dowiedziałam się, że jestem osobą chorą umysłowo, powinnam się leczyć w zakładzie zamkniętym, odosobniona od ludzi. Była to lekcja o osobach homoseksual­nych, więc stricte o mnie. Było strasznie. Przedstawiałam księdzu argumenty, iż jest udowodnione naukowo, że homoseksualizmu nie można nazwać chorobą! Moje zdanie podzielało 3/4 klasy. Na co ksiądz podawał wersy z Biblii i mówił: »Życzę wam, żeby wasze dzieci były gejami lub lesbijkami – wtedy przejrzycie na oczy«. Wstałam i wyszłam, a za mną cała klasa. To nie­prawdopodobne, jak człowiek duchowny może być nietolerancyjny. Myślę o tym, aby przepisać się na etykę. Jednak wierzę w Boga i chodzę w nie­dzielę do kościoła. Konsekwencją przepisania się na etykę jest wysłanie listu powiadamiającego do naszego proboszcza. Nie chcę mieć problemów”.

W tej sytuacji zwraca uwagę wsparcie rówieśnicze, którego udzieliła dziewczynie klasa. Widać też, że w sytuacji wrogości ze strony przedsta­wiciela Kościoła homoseksualna osoba nie kontestuje swojej religijności, wyraża jedynie rozczarowanie postawą duchownego. Inną sprawą jest konieczność pewnego konformizmu, aby „nie mieć problemów” we własnej społeczności. Otwarty sprzeciw wobec poglądów księdza jest więc możliwy poza terytorium wpływu „swojego” proboszcza.

W sytuacji poszukiwania przez osoby LGBT psychologicznego wsparcia w miejscu zamieszkania silna pozycja Kościoła na wsi budzi lęk.

Dostęp do usług psychologicznych i psychoterapeutycznych jest w małych miejscowościach skandalicznie niski. Czasem jedyną szansą na otrzy­manie wsparcia jest kontakt z osobą związaną z Kościołem. W takiej sytua-cji osoby LGBT spodziewają się, że usługa psychologiczna będzie realizo­wana zgodnie ze stanowiskiem Kościoła wobec homoseksualności, a nie standardami obowiązującymi w Polskim Towarzystwie Psychologicznym.

„Funkcjonuje coś takiego w mojej miejscowości jak spotkania z psycho­logiem czy raczej z psycholożką, ale to jest pani związana bardzo mocno z Kościołem, więc myślę, że to byłoby ciężkie”. Kościół jest więc często jedyną instytucją we wsi, oferującą mieszkańcom i mieszkankom róż­nego rodzaju pomoc czy usługi społeczne. Ze względu na pozycję Kościoła w lokalnych społecznościach wzrasta również jego rola w szkole, gdzie rzadko podważa się autorytet księdza czy katechetki.

Role kobiet na wsi

Inne uczestniczki zwracały uwagę na promowanie przez kościół tylko jednej ścieżki życiowej dla kobiet: zamążpójścia i bycia matką. Warto podkreślić, że ponieważ wiejskie kościoły są tak ważne dla społeczności, modele te odbierane były jako ważne życiowe drogowskazy dla wszystkich, niezależnie od religijności danej osoby. Z takiej narracji one jako lesbijki i kobiety biseksualne czuły się automatycznie wykluczone, mimo że religia pełniła dla nich de facto bardzo zróżnicowane funkcje i zajmowała różne miejsca w ich życiu. Te, które nazywały siebie katoliczkami i wspominały o przywiązaniu do Kościoła, opowiadały o swoim doświadczeniu w katego­riach „rozdarcia” i ciągłego poszukiwania spójności. Pomocne dla niektórych z rozmówczyń okazywały się spotkania grupy Wiara i Tęcza odbywające się zazwyczaj w pobliskich dużych miastach. Często jednak spotkania te pozostawały niedostępne dla uczestniczek badania ze względu na odległość.

„Musiałam się jakoś z tym uporać, że Kościół jedno, a ja jedno. Wymy­śliłam sobie swoją wersję”.

Inna rozmówczyni, pochodząca z Podhala, podkreślała silne oddziały­wanie lokalnej tradycji nasyconej akcentami religijnymi na wybory życiowe żyjących na wsi kobiet i rodzinną, sąsiedzką czy – szerzej – społeczno­ściową presję społeczną, aby wybory te podporządkowane były tradycyjnym wzorcom:

„Kiedy rozmawiałam z dziadkiem, jak jeszcze żył, to zawsze pojawiały się pytania, czy mam jakiegoś chłopaka. Czuć było taką presję dużą, jeżeli chodzi o właśnie te tradycje podhalańskie, wiadomo, że trzeba było wyjść za mąż, to jest podstawa, i jakoś się realizować w tej społeczności lokalnej, mocno religijnej zresztą. Przynajmniej na pokaz”.

O ile więc życie w dużym mieście pozwala czasem na dystansowanie się od tych oczekiwań, choćby poprzez odnajdywanie własnych wspólnot i budowanie w ich obrębie relacji według własnych scenariuszy, o tyle presja społeczna na wsi i brak alternatyw sprawia, że niektóre z rozmówczyń biorą pod uwagę migrację do dużego miasta. Takie rozwiązanie nie zawsze jest możliwe ze względu na obowiązek sprawowania opieki nad chorymi człon­kami rodziny, który przeważnie spada na kobiety, lub też przez wzgląd na inne życiowe, zawodowe i rodzinne okoliczności. Niektóre kobiety niehete­roseksualne wprost wspominały o niechęci wobec migracji i woli pozostania w miejscu zamieszkania.

Podwójne standardy

Jedna z rozmówczyń, wobec braku poczucia bezpieczeństwa w swojej społeczności i trudnych warunków ekonomicznych, które nie pozwalały jej ryzykować swojej pozycji społecznej i materialnej, podjęła decyzję o nieujawnianiu swojej orientacji homoseksualnej. W relacji na temat społeczności wiejskiej intensywnie odnosiła się do poczucia zagrożenia, wyty­kania jej palcami jako „dziwaczki” – samotnie żyjącej kobiety – opieku­jącej się obłożnie chorym ojcem, w domu bez bieżącej wody i kana­lizacji. Ujawnienie orientacji w jej przekonaniu spowodowa­łoby jeszcze większe utrudnienia życiowe. Problemem definio­wanym przez nią jako najbardziej dojmujący były niezwykle trudne warunki materialne, a dopiero następnie poczucie zagrożenia, samotność i izolacja od innych, podobnych jej kobiet, lesbijek.

Jednocześnie ta sama uczest­niczka badań poddawała refleksji dwie twarze swojej społeczności, związane z prezentowaniem przy­wiązania do wartości religijnych oraz codzienną praktyką życia w społeczności, która od tych war­tości odbiega. Ze wsi, gdzie miesz­kała, wywodzi się jeden z naj­ważniejszych katolickich inte­lektualistów w Polsce, akademik, autor, duchowny i publicysta. Jego pamięć jest w tej miejscowości szczególnie pielęgnowana, a jej mieszkańcy z dumą podkreślają przywiązanie do wartości przez niego reprezentowanych w swoich relacjach na zewnątrz społecz­ności. Nasza rozmówczyni w bada­niach ujawniła jednak frustrację i rozczarowanie wynikające z rozmijania się tego kreowanego na zewnątrz wizerunku otwartej, soli­darnej i wspierającej społeczności z realiami życia w niej na co dzień. Opowiadała nam o duchocie intelektualnej, ciasnych horyzon­tach, niskiej tolerancji dla różnic społecznych i stylów życia odbie­gających od tych najbardziej trady­cyjnych. Miała poczucie tak silnej stygmatyzacji z powodu swojego odstawania od tego, co było uzna­wane za domyślną ścieżkę prze­znaczoną dla kobiet w swojej małej społeczności, że była jedyną osobą spośród wszystkich uczestniczek naszego badania, która zgadzając się na rozmowę z nami, nie zgo­dziła się na jej nagranie. W związku z tym jej opowieść o funkcjo­nowaniu wątków dotyczących Kościoła i religijności w kontekście jej orientacji możemy odtworzyć jedynie w formie zapośredniczonej przez notatki i naszą pamięć. Nie­które elementy jej narracji zostały także na jej prośbę zmienione, tak aby uniknąć ryzyka ujawnienia.

 

„Ten temat jest dla mnie niewygodny”

Nie tylko rozmówczynie, które powierzyły nam swoje opowieści w ramach badań Niewidoczne (dla) społeczności, ale także te nie­liczne nieheteroseksualne kobiety, których wizerunki dostępne są w mediach, spotykają się z milczeniem ze strony osób reprezentują­cych wspólnotę religijną w małej miejscowości. Sołtyska podpoznań­skiego Grzebieniska Marzena Frąckowiak żyje w swojej wsi z córką i part­nerką Dorotą. W artykule prasowym opowiada o dobrym przyjęciu ich relacji przez społeczność sąsiedzką, o swojej pracy na rzecz społecz­ności, o publicznej akceptacji, której doświadcza ich rodzina ze strony mieszkańców wsi. Z jednym wyjątkiem: „W sierpniu ksiądz organizował z Marzeną gminne dożynki. Wprowadził chleb na ołtarz, ludzie dzielili się plonami. Marzena: – To jedyny raz w roku, gdy można mnie spotkać w kościele. – Ten temat jest dla mnie niewygodny. Powiem tylko tyle, że Marzena jest bardzo zaangażowana – ucina ksiądz”[2].

Obowiązująca w polskim Kościele narracja na temat homoseksual­ności nie pozwala na wypowiedzenie komunikatu jednoznacznie docenia­jącego jej działalność i nieoceniającego jej jako osoby. Sama społeczność wyprzedza w rozwoju świadomości i otwartości instytucje religijne.

Kościół pozostaje ważnym punktem odniesienia dla osób LGBT mieszkających w małych miejscowościach. Niezależnie od tego, czy reali­zują swoje potrzeby religijne w ramach kościelnej wspólnoty czy też poza nią, Kościół ma ogromny wpływ na społeczność, w której żyją. Jednym z najważniejszych postulatów wypracowanych podczas warsztatów z les­bijkami z małych miejscowości, animatorkami społeczności lokalnych i aktywistkami LGBT było zapewnienie uczniom i uczennicom wszyst­kich szkół, także tych wiejskich, rzetelnej, wrażliwej na różnice i otwartej na różnorodność edukacji, w której mogliby oni czuć się bezpiecznie nie­zależnie od tego, kim są. Ważne jest także dbanie o lokalne wspólnoty – obok oczywistych potrzeb dotyczących przełamywania barier struktural­nych i ekonomicznych utrudniających codzienne funkcjonowanie miesz­kankom wsi pojawiała się także konieczność przeciwdziałania wyklu­czeniu lesbijek z miejscowych wspólnot, w tym rodzinnych i kościelnych. Lęk przed odrzuceniem, przemilczeniem i brakiem akceptacji ze strony bliskich i „znaczących innych” jest bowiem o wiele silniejszy w przypadku osób LGBT żyjących na wsiach i w małych miastach niż u gejów i lesbijek zamieszkujących metropolie i mających kontakt z bardziej otwartymi gło­sami Kościoła.

 

Raporty z badań:

  • Niewidoczne (dla) społeczności. Sytuacja lesbijek i kobiet biseksualnych mieszkających na terenach wiejskich i w małych miastach w Polsce. Raport z badań, red. J. Struzik, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2012.
  • Spoza centrum widać więcej. Przeciwdziałanie dyskryminacji krzyżowej ze względu na płeć, orientację seksualną i miejsce zamieszkania. Raport z badań, red. J. Struzik, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2015.
  • O wsi bez uprzedzeń. Raport z badań, red. J. Struzik, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2016.

Wersje elektroniczne raportów są dostępne na stronie Fundacji Przestrzeń Kobiet: http://www.przestrzenkobiet.pl

[1] Wypowiedzi cytowane w tekście pochodzą z wywiadów z uczestniczkami badań Fundacji Przestrzeń Kobiet Niewidoczne (dla) społeczności i Spoza centrum widać więcej z lat 2011–2015 oraz rozmowy przeprowadzonej na potrzeby niniejszego artykułu w czerwcu 2017.

[2] T. Nyczka, Lesbijka sołtyską? W Polsce? Tak, w Grzebienisku, http://wyborcza.pl/1,75398,19573241,lesbijka-soltyska-w-polsce-tak-w-grzebienisku.html (dostęp: 16 lutego 2016)

 

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter