70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nieskończoność

Przez 20 lat fotografka Zofia Rydet odwiedziła 20 województw. Do cyklu Zarys socjologiczny zrobiła 30 tys. zdjęć. Wiele można zobaczyć na stronie: zofiarydet.com. Istnieje ryzyko, że spędzi się na niej kilka godzin.

Lubię wieczorami wracać do tego filmu. Nie tylko tytuł jest piękny: Nieskończoność dalekich dróg. Gapię się długo w monitor. Zatrzymuję od czasu do czasu kadr. I widzę starszą, przygarbioną kobietę z aparatem (nie wiem, czy to Exakta, pierwszą kupiła w 1956 r.), fleszem i notesem w ręku.

Andrzej Różycki, autor filmu, zarejestrował, jak pracowała.

Pukała i od razu naciskała klamkę. Nie czekała na zaproszenie. „Dzień dobry, my tu do pani idziemy fotografować. Jak tu pięknie!” Stawała na środku izby, podawała rękę. „Zrobię panu zdjęcie, o, tutaj niech pan siądzie!”

Brudno, ja nieubrany…

Nie szkodzi, tak jest bardzo dobrze!

Ale po co te zdjęcia?

Pojadą do Ojca Świętego.

„Do Ojca Świętego”  niewiele miało wspólnego z prawdą. Ale działało.

 

Przez 20 lat fotografka Zofia Rydet odwiedziła 20 województw. Na początku archiwum było uporządkowane: każde województwo miało swoją teczkę, a nazwiska i wiek fotografowanych Rydet zapisywała w notesach. Po roku 1988 takich już nie ma.

Różyckiemu powiedziała: „Widziałam cztery śmierci fotografików. Wszystko się po nich wyrzuca. Możecie to sprzedać, ale nie wyrzucajcie”.

Pomysł na cykl był prosty. „Przedstawić człowieka poprzez przedmioty”. „Myślałam, że człowiek nie będzie taki ważny – opowiadała. – Ale okazało się, że jest najistotniejszy, musi siedzieć w środku. I musi patrzeć prosto w obiektyw. Jeśli patrzy w bok, psuje mi całą koncepcję”.

I dodawała: „Tylko ja jedna im przedłużam życie”.

Do cyklu Zarys socjologiczny zrobiła 30 tys. zdjęć. Wiele można zobaczyć na stronie: zofiarydet.com. Istnieje ryzyko, że spędzi się na niej kilka godzin.

Zofia Rydet: „To było okrutne, czas jest nieubłagany. Umierają nie tylko ludzie, ale wraz z człowiekiem umiera dom. To jest moja nieustająca walka ze śmiercią i przemijaniem”.

Ja się nie boję tej śmierci – powie później. – Ja tylko bym chciała, żeby ona jeszcze odeszła, tyle rzeczy mam do zrobienia”.

I o starości powie. Że „nie jest ani spokojna, ani dostojna. Jest ciężka, brzydka, samotna, bezradna. Fotografia jest jedyną bronią, która może coś zatrzymać”.

Mały człowiek, Czas przemijania – to inne jej prace.

 

Mam wrażenie, że chciała sfotografować wszystko. Każdą stodołę, kapliczkę. Drogowskazy. Stoły i to, co na nich leży. Okienka piwniczne, chodniki. Horyzonty, uliczki na fotografiach Zofii Rydet giną w oddali, zapadają się w ciemność. Czasem stawała wewnątrz sklepów i fotografowała z ukrycia oglądających wystawy. Kiedy robiła portrety, kazała ludziom składać ręce na piersiach. „Ich twarze nabierają wtedy zupełnie innego wyrazu” – mówiła.

 

Nie uśmiechać mi się, broń Boże, i patrzeć prosto w obiektyw – pouczała. – To jest naprawdę doniosła chwila. Musisz sobie zdawać z tego sprawę, że ci robię to zdjęcie, które jest nie byle jakim zdjęciem, że zatrzymuję twoją jaźń po prostu”.

 

Miała specjalną szufladę na sztućce. Zamiast łyżek, widelców i noży trzymała w przegródkach wycięte ze zdjęć oczy, dzieci, ręce, torsy. Wszystko gotowe do fotomontażu. Powstanie z nich album Świat wyobraźni Zofii Rydet.

Wtedy nie wychodziła już z domu, pracowała na tym, co sfotografowała przez lata. Wtykała w zdjęcia sztuczne kwiatki, malowała na odbitkach. Fotografowała siebie. Potem te autoportrety kolorowała.

Dużo czasu spędzała w ciemni. Klitka. 1,5 m na 3 m bez bieżącej wody. „Bez fotografii nie mogę już żyć. Kiedy jestem ciężko chora i źle się czuję, to idę do ciemni i wszystko przechodzi”.

I tak w nieskończoność.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter