SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579
Konkurs na esej
Księga gości
Fundacja
|
To tylko 18 kilometrów od Rzeszowa, a tak daleko od Polski. Dolina Strugu zapraszała do siebie polityków, żeby przyjrzeli się, co i jak można samemu dla siebie zrobić, ale nikogo to nie zainteresowało.
Dolina Strugu - cztery gminy nad skromną rzeczką w uroczym podgórskim pejzażu, z jednym miłym, ale zabiedzonym (kiedyś) dwutysięcznym miasteczkiem Tyczynem - zaczęła wchodzenie w gospodarkę rynkową od... własnej telefonii. Wrócił był ze Stanów Zjednoczonych przywódca Solidarności Rolników Indywidualnych, niezapomniany Józef Ślisz, który nigdy niczego sobie w życiu publicznym nie załatwiał. Farmerzy ze Środkowego Zachodu USA zaprosili go do siebie i tam zetknął się z lokalnymi spółkami, towarzystwami i spółdzielniami telefonicznymi. Wielkiej korporacji ATT wypadało za drogo ciągnąć tyle kabla do tak niewielu abonentów - wobec tego tamtejsi farmerzy stelefonizowali się sami. Józek tę ideę przywiózł do Polski - z tego narodziły się dwie spółdzielnie telefoniczne: w jego rodzinnej Łące i w Chmielniku Rzeszowskim, czyli w Dolinie Strugu.
Nie do pokonania była biurokracja polskiej telefonii, ale w jej władzach rzeszowskich znalazł się mądry człowiek, który na przekór monopolowi umożliwił formalne założenie tych dwóch spółdzielni. Farmerzy amerykańscy załatwili i poręczyli kredyt w imieniu najlepszego w świecie producenta sprzętu telefonicznego Northern Telecom i dzięki temu ruszyła spółdzielnia telefoniczna w Chmielniku Rzeszowskim. Była to rewolucja w polskiej telefonii. Rewolucja, która nie poruszyła ani innych społeczności lokalnych, ani naszych liberałów, którzy - idąc tym tropem - powinni byli zdemonopolizować telefonię, przekazując lokalne sieci operatorom lokalnym (w Finlandii na przykład sieć ogólnokrajowa powstała z porozumienia lokalnych operatorów telefonicznych). Dolina Strugu stelefonizowała się sama i błyskawicznie. Co więcej, dziś za rozmowy lokalne nie płaci się tam nic poza abonamentem, wpływy zaś z niego starczyły nie tylko na spłatę kredytu od Northern Telecom i na bieżące utrzymanie sieci kilku tysięcy telefonów, ale i na zafundowanie abonentom mającym kłopoty kardiologiczne końcówek do EKG umożliwiających wykonanie badania w Rzeszowie! Dolina Strugu pokazała, jak nas wszystkich okrada monopol Telefonii Polskiej S.A.
Dziś w Tyczynie, w ładnie odrestaurowanych budynkach, działa... szkoła wyższa; Dolina Strugu zaś sama dba o miejsca pracy dla tych wszystkich, którzy stracili zatrudnienie w Rzeszowie. Punkt wyjścia do rozwoju różnych własnych inicjatyw był prosty: pytanie, co i gdzie da się sprzedać z tego, co może zaoferować Dolina Strugu. Rynek był pod ręką i oczywisty: duże miasto, Rzeszów. Zaczęła więc Dolina Strugu od przedsiębiorstwa eksploatacji miejscowych wód mineralnych. Najpierw jedna ciężarówka powiozła do Rzeszowa butelki wody "Alfred", by dostarczać ją mieszkańcom miasta do domów. Teraz woda "Alfred" jeździ do Rzeszowa, do stałych odbiorców, kilkunastoma samochodami. Tak samo jest z innymi produktami. Dolina Strugu inwestuje we własną suszarnię owoców, we własną zamrażalnię, w elewator. Ludzie uczą się gospodarować na swoich dość nędznych gruntach z myślą o realnej sprzedaży tego, co wyprodukują, poczynając od czystego mleka. A wody mineralne posłużą, być może, w przyszłości do uruchomienia kąpieliska i lecznictwa.
Doliny Strugu nie hamuje samozachwyt. Owszem, ludzie tam kłócą się, niektórzy wręcz nie lubią się nawzajem, ale szefowie czterech gmin współpracują i zgodnie obmyślają dalszą ekspansję. Tej ekspansji posłuży i napływ turystów - przede wszystkim wycieczkowiczów z pobliskiego Rzeszowa, którym w tej pełnej wdzięku okolicy zapewniono prześliczne ścieżki rowerowe.
Na koniec pewien drobny, ale istotny szczegół: proboszczowie tych kilku parafii Doliny Strugu uczą swoich wiernych także wiary w przyszłość i wiary w siebie, a każdy spisał historię swojej parafii i swojej miejscowości.
Najtrudniejszym problemem Doliny Strugu są ci, którzy straciwszy pracę w Rzeszowie, stracili też wiarę w przyszłość; ci, których trudno przekonać, że "warto" i że "da się". To blisko dziesięć procent mieszkańców Doliny - bezrobotnych i pozostających pod opieką społeczną reszty mieszkańców. Rozwój nowych przedsiębiorstw właśnie dla nich oznacza przyszłość.
STEFAN BRATKOWSKI, ur. 1934, dziennikarz, publicysta, pisarz. B. prezes SDP. Autor wielu książek, m.in.: Księga wróżb prawdziwych (1969), Oddalający się kontynent (1978), Nowy Marsyliusz czyli społeczeństwo inteligentne (1981), Najkrótsza historia Polski (1999), Pod wspólnym niebem (2001).
W tym miesiącu polecamy uwadze Państwa następujące inicjatywy:
MAŁY WIEJSKI INKUBATOR PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W PŁUŻNICY
Towarzystwo Rozwoju Gminy Płużnica, 87-214 Płużnica
tel., fax (+56) 687-39-09
e-mail: TRGP@MGA.com.pl
Okazuje się, że przedsiębiorczość można wspierać wszędzie - także w Płużnicy, 5-tysięcznej gminie położonej w województwie kujawsko-pomorskim i dotkniętej 24-procentowym bezrobociem. W tym celu właśnie powołano w 1998 roku Towarzystwo Rozwoju Gminy Płużnica i rozpoczęto realizację programu "Mały Wiejski Inkubator Przedsiębiorczości".
W ramach tej inicjatywy uzyskuje się informacje o zapotrzebowaniu na konkretny rodzaj usług w obrębie gminy i w okolicach. Wyszukane w ten sposób oferty pracy są kierowane do firm działających w łonie "Inkubatora". W 2001 r. było ich 19, dawały one stałe zatrudnienie 77 osobom (np. przy prowadzeniu stołówek, sprzątaniu itp.). Firmami tymi opiekuje się zespół fachowców, udzielający pomocy prawno-organizacyjnej, zajmujący się również doradztwem finansowym i promocją. Gmina udostępniła "Inkubatorowi" bezpłatnie pomieszczenia i pokrywa koszty zużycia energii elektrycznej oraz ogrzewania.
Towarzystwo Rozwoju Gminy, dążąc do zwiększenia skuteczności programu "Inkubator", prowadzi także szkolenia i kursy doskonalenia zawodowego - utworzono m.in. wieczorowe Liceum Ogólnokształcące dla Dorosłych (naukę podjęło tu 98 osób). Powstał też Fundusz Poręczeń Kredytowych, wydawana jest gminna gazeta "Informator Płużnicki". Funkcjonują Kluby Pracy - miejsca wynajdywania i przekazywania ofert pracy, samoorganizowania się tych, którzy szukają zatrudnienia. W wyniku tych wszystkich działań, w latach 1999-2000, pracę stałą lub dorywczą znalazło około 400 osób.
Zamiast czekać i narzekać - mówią ludzie zaangażowani w działalność "Małego Wiejskiego Inkubatora Przedsiębiorczości" - warto spróbować pomóc sobie samemu!
RUCH "GAUDIUM VITAE"
Telefon zaufania (czynny całą dobę): (+22) 66 444 66
Adres do korespondencji: Andrzej Urmański
ul. Grójecka 45 m. 12
02-031 Warszawa
Ruch "Gaudium Vitae" powstał w drugiej połowie lat 70. w odpowiedzi na apel kard. Karola Wojtyły, aby katolicy i ludzie dobrej woli stworzyli wspólny front obrony życia nie narodzonych.
Członkowie Ruchu od 20 przeszło lat bronią prawa do życia, udzielając pomocy psychologicznej i materialnej matkom, którym trudno jest zaakceptować swoje poczęte dziecko, a także prowadząc szeroką działalność oświatowo-wychowawczą (m.in. prelekcje w kościołach i w szkołach). Prawie od samego początku istnienia Ruchu "Gaudium Vitae" działa telefon zaufania.
BRACTWO WIĘZIENNE
Centrum Stowarzyszenia Bractwo Więzienne
ul. Deotymy 41
01-441 Warszawa
tel. (+22) 836 04 33
(jednocześnie jest to prywatny adres i telefon
współzałożyciela Bractwa i członka jego zarządu ks. Jana Sikorskiego)
Bractwo Więzienne to wspólnota osób głoszących Ewangelię w zakładach karnych. Założono je po roku 1989 z inicjatywy ks. Jana Sikorskiego i Niny Szweycer-Grupińskiej (1914-1994), działaczki antyhitlerowskiego podziemia (zajmowała się ratowaniem Żydów oraz wykupywaniem więźniów z obozów koncentracyjnych), więźnia politycznego w czasach komunistycznych. Po wyjściu na wolność - opowiadają jej przyjaciele - "nadal pomagała ludziom, miała niespotykany dar znajdowania wyjścia z sytuacji po ludzku beznadziejnych i wyszukiwania pieniędzy dla potrzebujących".
Członkowie Bractwa odwiedzają zakłady karne, organizują i prowadzą biblioteki, przeprowadzają indywidualne rozmowy z więźniami, przygotowują chętnych do przyjęcia sakramentów, wysyłają paczki, pomagają osadzonym w rozwiązywaniu konfliktów rodzinnych. W miarę możliwości udzielają oni swoim podopiecznym pomocy także po ich wyjściu na wolność: szukają dla nich mieszkań i pracy, utrzymują z nimi kontakt.
Od 1993 roku Stowarzyszenie Bractwo Więzienne należy do międzynarodowej organizacji Prison Fellowship International. Centrum Stowarzyszenia mieści się w Warszawie, a jego oddziały mają swoje siedziby w kilkunastu miastach całej Polski.
|