70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nasza wieczna sprawa z Kołakowskim?

Tokarski chce rozpoznać w pracach Kołakowskiego trwały rdzeń, nerw, temat obecny w całej filozoficznej drodze. Okazuje się nim tytułowa „obecność zła”. Od zaangażowania w komunistyczny reżim, żywiący się prometejską nadzieją na wyplenienie ziemskiego zła, po uznanie religijnej nauki o grzechu pierworodnym i diable.

Wielu z nas, myśląc o Leszku Kołakowskim, ma przed oczami pomarszczoną twarz mędrca, z niewielkimi okularami, z przenikliwym spojrzeniem. Albo lekko przygarbioną postać w kapeluszu z charakterystyczną szklaną laską. Jednak nawet Leszek Kołakowski był kiedyś młody. A przynajmniej był w wieku średnim. Potwierdza to zdjęcie zrobione w Montrealu pod koniec lat 60. – te same lekko podkrążone oczy, lecz twarz bez zmarszczek. W szczupłej, długopalczastej dłoni papieros – symbol czasów oraz niezawodne narzędzie służące koncentracji podczas pisania i podczas publicznej dyskusji. Oto 40-letni intelektualista, po napisaniu Obecności mitu, a przed Głównymi nurtami marksizmu, w pełni sił witalnych i poznawczych.

 

*

Nie przez przypadek, jak sądzę, zdjęcie to znalazło się na okładce książki Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego autorstwa historyka idei, redaktora „Przeglądu Politycznego” i „Kronosa”, Jana Tokarskiego. Chciałby on podarować swojemu bohaterowi powtórną młodość; ukazać żywotność jego myślenia. Tokarski zaczyna więc książkę od prowokacyjnych stwierdzeń: teksty Leszka Kołakowskiego nie są dziś ani czytane, ani dyskutowane. Przywołuje świadectwa z uniwersytetu – o autorze Głównych nurtów marksizmu nie opowiada się na studiach filozoficznych jako o jednym z wybitnych myślicieli XX w.; studenci nie piszą o nim prac, a wykładowcy rzadko wprowadzają jego teksty do sylabusów. W kawiarniach i bibliotekach częściej czytani są dziś inni autorzy.

Dlaczego tak się stało? Tokarski rozważa trzy odpowiedzi. Oto pierwsza: tematy Kołakowskiego to tematy minionego świata. Problemy komunizmu czy determinizmu historycznego w niewielkim stopniu odpowiadają współczesnym dylematom. Myśleniu politycznemu skupionemu wyłącznie na – owszem, słusznych – ostrzeżeniach przed totalitaryzmem grożą nuda i paraliż. Podobnie jak antytotalitarne prace George’a Orwella, Arthura Koestlera czy Karla Poppera, dzieło Kołakowskiego straciło już dawny status biblii intelektualistów; może budzić co najwyżej zainteresowanie historyków dziejów intelektualnych XX w. Druga odpowiedź brzmi: Kołakowski źle się zestarzał. Drobnym pracom pisanym po 1989 r. brakuje dawnej intelektualnej energii; stały się nużącym powtarzaniem, że o niczym nic wiedzieć nie można. Tokarski zaczepnie nazywa serie Mini-wykłady o maxi-sprawach i O co nas pytają wielcy filozofowie „popularnymi czytadełkami”; w innym miejscu wspomina o „sielskiej atmosferze rozmów z mistrzem” późnego wywiadu rzeki, w którym zabrakło „dociśnięcia” poważnymi pytaniami. Można odnieść wrażenie, że dawny filozoficzny błazen przyjął stanowisko dyżurnego autorytetu.

Czy te wyjaśnienia są prawdziwe? Tokarski stwierdza: niewykluczone. Dodaje jednak trzecią odpowiedź, która usprawiedliwia pracę nad rekonstrukcją filozoficznych poglądów Kołakowskiego. Rozległe dzieło myśliciela piszącego o Spinozie i holenderskich mistykach, o marksizmie i o fenomenologii, o Kościele katolickim i o nowoczesnej cywilizacji istniało dotąd w rozproszeniu. Brakowało interpretacji pokazującej jedność tego pisarstwa. W myśl popularnego powiedzenia Isaiaha Berlina wyróżnić można wszak dwa typy filozofów: biegającego tu i tam lisa świadomego istnienia różnych interesujących zakamarków oraz powolnego jeża, który zna rzecz jedną, ale ważną.

Kołakowski wydaje się typowym filozoficznym lisem; Tokarski jednak chce odkryć ukrytego w nim jeża. Rozpoznać w jego pracach trwały rdzeń, nerw, temat obecny w całej filozoficznej drodze. Okazuje się nim tytułowa „obecność zła”.

Od zaangażowania w komunistyczny reżim, żywiący się prometejską nadzieją na wyplenienie ziemskiego zła, po uznanie religijnej nauki o grzechu pierworodnym i diable, słowem – o nieusuwalności zła z naszych doczesnych przedsięwzięć. Dzięki tej ciągłości dopatrzyć się można w pracach Kołakowskiego, jak pisze elegancko autor, „owej ekstrawagancji, jaką jest ponadczasowość”. Temat zła staje się osią książki, która ma z jednej strony pełnić funkcję „przewodnika po myśli autora Głównych nurtów marksizmu”, a z drugiej – prezentować „osobisty dialog z dziełem Leszka Kołakowskiego” (s. 13–14).

 

*

Książka Tokarskiego nie jest przewodnikiem w rozumieniu akademickiej monografii. Owszem, warszawskiemu historykowi idei udało się w systematyczny i sensowny sposób oprowadzić czytelnika po całym dziele Kołakowskiego – od rysu biograficznego przez cztery rozdziały poświęcone kolejno: 1) historii, marksizmowi i totalitaryzmowi, 2) rozumowi, mitowi i religii, 3) etyce oraz 4) krytyce współczesności. Odnosi się on, choćby poprzez krótki cytat i komentarz, do każdej z ponad 20 książek twórcy Głównych nurtów marksizmu. Od wielu innych autorów piszących o Kołakowskim odróżnia go też brak charakterystycznego tonu osobisto-anegdotycznego (czasem skądinąd sympatycznego); Tokarski (rocznik 1981) jako młody badacz mierzy się z sumiennie przeczytanymi tekstami, a nie z własnymi wspomnieniami o „drogim Leszku”.

Brakuje jednak – przynajmniej zachłannemu akademickiemu czytelnikowi, domagającemu się od „przewodnika po Kołakowskim” więcej szczegółów – z jednej strony poszerzenia kontekstu historyczno-filozoficznego, a z drugiej, pożytecznej konfrontacji z literaturą przedmiotu. Tokarski nie próbuje dokładniej opisać intelektualnych inspiracji filozofa, polemik, w które wchodził, ani głównych wątków recepcji w Polsce i za granicą (intrygujące byłoby choćby prześledzenie reakcji na zwrot Kołakowskiego – od marksizmu do jego gruntownej krytyki – w obrębie zachodnioeuropejskiej lewicy). Brakuje również nawiązań do ważnych opracowań innych autorów. Sproblematyzowania wymagałaby np. argumentacja o konieczności uznania istnienia absolutnego Umysłu dla posługiwania się pojęciem prawdy zawarta w pracy Jeśli Boga nie ma… Sprowokowała ona ostrą polemikę Heleny Eilstein i do dzisiaj jest źródłem uzasadnionej irytacji spadkobierców szkoły lwowsko-warszawskiej (jeden z nich w niedawnym wywiadzie z goryczą nazwał Kołakowskiego „renegatem tradycji racjonalistycznej”). Jeśli mamy do czynienia z przewodnikiem, to jest to przewodnik eseistyczny nasycony wrażliwością i lekturami jego twórcy. Trzeba przyznać, że Tokarskiemu udaje się zarówno z wielką klarownością zaprezentować większość istotnych zagadnień filozoficznych, jak i kilkakrotnie błysnąć celnym, oryginalnym komentarzem.

Wyróżniłbym dwie iluminacje, które zawdzięczam Obecności zła. Pierwsza to rozważania o akcesie młodego Kołakowskiego do komunizmu (s. 33–41). To szkicowa, ale przekonująca analiza różnych rodzajów totalitarnej pokusy. Obok zniewolenia umysłów wierzących w dziejową konieczność oraz kierowania się strachem i pobudkami materialnymi autor kreśli obraz innej jeszcze motywacji dla ideologicznego zaangażowania. Określa je filozoficznym mianem nihilizmu. Wojenne doświadczenie miało według niego skutkować nienawiścią do zastanego świata będącego źródłem bezsensownego cierpienia. Jednocześnie owo doświadczenie w paradoksalny sposób oswajało, a wręcz legitymizowało przemoc; wbrew naiwnym stawała się ona konieczna do przemiany istniejącego porządku. Tokarski opisuje zaangażowanie w komunizm nie jako wyraz pogodnej wiary w idee rozumu i braterstwa czy wynik braku wiedzy o zbrodniach w ZSRR. W minispekulacji z zakresu psychologii społecznej stwierdza, iż młodzi wyznawcy komunizmu byli często w pełni świadomi jego demonicznej natury. Chodziło o „doświadczenie zaangażowania w ideologię, które przyjmuje się nie pomimo jej radykalizmu, okrucieństwa czy bezwzględności, ale właśnie ze względu na nie”. Z tego powodu Kołakowski na przełomie lat 40. i 50. – co potwierdzają ówczesne świadectwa – „był bardziej stalinistą niż marksistą” (s. 40). Tokarskiemu dzięki czujności wobec tytułowego tematu zła udało się – jak sądzę, celnie – zarysować powojenny klimat duchowy.

Druga, frapująca intuicja, którą chciałbym wskazać w Obecności zła, to proste odkrycie: u Kołakowskiego nie ma Greków. W odróżnieniu od wielu XX-wiecznych myślicieli polski filozof ani nie zajmował się studiami nad starożytnymi, ani nie poszukiwał w antyku wzoru dla współczesności. Jakie płyną stąd filozoficzne konsekwencje? Tokarski kontrastuje rozważania o sacrum Kołakowskiego z perspektywą włoskiego intelektualisty Nicoli Chiaromontego, dla którego antyczna Grecja pozostawała prawdziwą duchową ojczyzną (s. 188–197). Chiaromonte usilnie obstaje za tezą, iż Grecy – lepiej niż chrześcijanie wierzący w eschatologiczny happy end – rozpoznali trwałą naturę zła. Jednocześnie wypracowali oni pociągający wzór osobowości, która choć skazana na swoją przygodność, dzielnie mierzy się z siłami rządzącymi światem i próbuje zachować w nim właściwą miarę. Rozwijając intuicję Tokarskiego, można zasugerować, że brak perspektywy greckiej u autora Obecności mitu skutkuje zbyt pesymistycznym opisem konsekwencji procesu sekularyzacji. Pamięć o Grecji w dziejach nowoczesnej Europy zawsze dawała nadzieję na dobre życie poza chrześcijańskim imaginarium. Warto rozważyć hipotezę, że uproszczona alternatywa „albo Bóg, albo nihilizm” pojawiająca się u późnego Kołakowskiego wynika z nieobecności na jego filozoficznym horyzoncie greckiego obrazu człowieka i świata.

 

*

Są też powody, by się z tokarskim nieco pospierać. Widać, że z łatwością porusza się on po tematach krytyki kultury, kłopotów demokracji liberalnej czy pytań o współczesną religijność; wśród lektur, do których nawiązuje, dominują myśliciele konserwatywni i liberalni. Mniej pogłębione są chyba rozważania o losach lewicy.

Autor nie podjął się trudnej próby krytycznej oceny III tomu Głównych nurtów marksizmu, przedstawiającego niekiedy w karykaturalny sposób XX-wieczną lewicę m.in. myślicieli szkoły frankfurckiej. Ciekawe mogłoby być również spojrzenie na dzisiejszą koniunkturę marksizmu (w dobie rosnących nierówności ekonomicznych) przez pryzmat Głównych nurtów… głoszących rozkład tej tradycji myślowej. Drażnią niekiedy konserwatywne tropy przesadnej krytyki kultury w rozdziale o współczesności – trudno powiedzieć, czy pochodzące bardziej od Kołakowskiego czy od samego Tokarskiego. Nie ma w nich miejsca na dostrzeżenie nowoczesnych dążeń emancypacyjnych, a dwuzdaniowa diagnoza ruchów antyglobalistycznych sprowadza się do oskarżeń o „nihilistyczną radość zniszczenia” i robienie „zadym” (s. 296). Społeczeństwa liberalnego nie cechuje zaś ani kultywowanie indywidualnych wolności, ani niespotykana wcześniej troska o prawa grup wykluczonych, lecz wyłącznie kreatywność w uciekaniu od przykrości życia. Autor bliski jest konserwatywnemu cliché, gdy konkluduje swoje rozważania: „Oto sama istota liberalno-demokratycznego dis-society: społeczeństwa zatomizowanych, wykorzenionych, ale za to przecież oświeconych i wyemancypowanych jednostek” (s. 309).

Pewne wątpliwości budzą również rozważania Tokarskiego o chrześcijaństwie. Trafnie – jak sądzę – krytykuje on uproszczone wyobrażenie o późnym Kołakowskim jako myślicielu zachęcającym do wymazania gumką oświeceniowo-pozytywistycznej fali i wzywającym do prostego zwrotu ku religii. Filozof, nie podzielając religijnej wiary, diagnozuje zarówno kulturową konieczność mitu, jak i niemożność zaufania mu z dawną naiwnością. Inne uwagi zachęcają jednak do polemiki. Tokarski twierdzi, że Kołakowski to nie sympatyk pocieszającego ludzi „Kościoła otwartego”, lecz antyutopijny apokaliptyk – świadomy możliwej katastrofy i kruchości otaczającej nas rzeczywistości. Istotny miałby by być dlań symbol Chrystusa na krzyżu – Boga, który wydaje się na śmierć, cierpi i nie jest pewien własnego zwycięstwa. Bóg, jeśli istnieje, nie może być ani obojętnym strażnikiem ładu, ani wielkim pocieszycielem usprawiedliwiającym w dziejowej teodycei wszelkie zaistniałe zło. Tokarski podsumowuje rozważania, pisząc: „Bóg Kołakowskiego nie jest więc Bogiem triumfu czy kosmicznego sukcesu – jest raczej Bogiem porażki. Bogiem, który co rusz przegrywa, ponieważ doznaje klęski za każdym razem, gdy dzieje się zło” (s. 201). Oraz: „Z punktu widzenia Kołakowskiego nic nie może być bardziej obce samej istocie sacrum niż teodycea” (s. 345).

Ta wizja pesymistyczno-egzystencjalnego chrześcijaństwa, choć bliska jest np. apokaliptycznym rozważaniom zawartym w Jezusie ośmieszonym, przeocza co najmniej dwa istotne motywy refleksji Kołakowskiego o chrześcijaństwie. Pierwszy to motyw etyczny. Polski filozof wielokrotnie, również po konserwatywnym zwrocie w latach 80., mówił o swoim przywiązaniu do interpretacji Nowego Testamentu w duchu Erazma z Rotterdamu (m.in. w rozmowie z Jerzym Turowiczem z 1989 r.). Chrześcijaństwo było więc dlań także, a może przede wszystkim, zestawem nauk moralnych nakazujących miłość bliźniego i oferujących wzór osobowego życia w postaci Jezusa. Drugi motyw to obecne m.in. w Jeśli Boga nie ma… przekonanie, że metafizyczny Absolut jest gwarantem ładu epistemologicznego i moralnego; choć ludzi trapi poczucie nieusuwalnego zła, to religijnym lekarstwem nań jest wyłącznie zaufanie boskim zrządzeniom. W rozważaniach z tej późnej pracy wcale nie odrzuca się teodycei ani nie izoluje figury cierpiącego Boga od całej opowieści o zmartwychwstaniu i odkupieniu. W rozmowie z Krzysztofem Michalskim Po co Nietzsche? z 1998 r. Kołakowski stwierdza: „nie wiem, jaki sens ma mówienie o religii, jeśli (…) nie zawiera [ona] wiary w pewien ład świata, który nas wyprzedza, który zastajemy gotowi, a który nie przez nas został przyrządzony. Jeżeli nie ma takiego ładu, to nie wiem, w jakim sensie można mówić o religii”. Tokarski, podobnie jak w przypadku przypisywania twórcy Obecności mitu bliskości wobec Nietzschego i Heideggera, wydaje się w uwagach o religii za bardzo ufać interpretacjom i manierze Krzysztofa Michalskiego. Kołakowski jednak – inaczej niż Michalski w swoich późnych esejach – nie jest chrześcijańskim egzystencjalistą. Łączy on raczej sceptyczny pesymizm z erazmiańskim humanizmem oraz z pragnieniem wiary w istnienie (nigdy w pełni niepoznawalnego) przedustawnego ładu.

 

*

Jan Tokarski napisał książkę ciekawą, miejscami efektowną – filozoficznie i stylistycznie, czasem budzącą chęć polemiki. To zarówno dobre wprowadzenie do dzieła Leszka Kołakowskiego, jak i książka dla jego oddanych czytelników, którzy znajdą w niej uwagi odkrywcze.

Na pytanie, dlaczego autor Głównych nurtów marksizmu nie jest dziś w centrum akademickiej debaty, jest możliwa jeszcze jedna odpowiedź, której dotąd nie rozważaliśmy. Mimo wysiłku interpretatorów Kołakowskiemu nie sposób w pełni przypisać gruntowności owych filozoficznych jeży rozwijających przez całe życie jedną myśl i zmagających się z jednym problemem. Nie stworzył on wszak własnej, rozbudowanej teorii zła (podobnie jak teorii religii), którą można opatrzeć jego nazwiskiem i studiować na uniwersytecie. Nie udało się to też w interpretacji Tokarskiego. Powtarzana teza, iż współczesna kultura podszyta jest nadzieją na wymazanie ze swojego horyzontu substancjalnego zła, wydaje się dość wątpliwa. O czymś wręcz przeciwnym świadczy diagnozowany przez Kołakowskiego kryzys myślenia utopijnego. W świecie bez utopii brak też nadziei na wyzbycie się zła. Jego wszędobylskości dowodzi zresztą wizyta na dowolnym festiwalu filmowym, konfrontującym nas z paraliżującym obrazem cudzego cierpienia – w konfliktach wojennych, w polityce i w życiu rodzinnym.

Trudno jednocześnie uwierzyć w to, że Kołakowski przestanie być czytany. Lisia natura twórcy Obecności mitu stanowi zarówno o jego słabości, jak i o sile. Nawet jeżeli część podejmowanych przez niego dylematów filozoficzno-politycznych zdaje się dziś, przynajmniej chwilowo, nieaktualna, żywe pozostają wciąż jego znakomite prace historyczne i religijno-metafizyczne. Być może skończyła się już epoka, w której większość polskiej inteligencji określała samą siebie poprzez duchowy klimat kołakowszczyzny. Jestem jednak przekonany, że droga myślowa Leszka Kołakowskiego będzie wciąż budzić wzruszenie i niepokój kolejnych pokoleń autorów. Obecność zła Jana Tokarskiego jest na to dowodem. Myślę, że w niedługim czasie pojawią się kolejne.

_

Jan Tokarski

Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego

Wydawnictwo Universitas, Warszawa 2016, s. 364

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter