fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. wikicommons

Krótka historia Polsk i Polaków

Skończyłem liceum, zacząłem studia. Tak zwane dziewięćdziesiąte osiągały pełnię. Wtedy to, powodowany ciekawością i nudą, sięgnąłem po treści prawicowe. Okazało się, że to, co brałem za życie, nie było życiem. Umysłowe lenistwo i naiwna wiara w oficjalne przekazy z liberalno-postkomunistycznych mediów uczyniły ze mnie łatwy cel. Niewykluczone też, że Kiszczak z Mazowieckim dodawali czegoś do wody.

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zagrałem w grę komputerową – i jaka to była gra (River Raid) – z kim pocałowałem się pierwszy raz w życiu, od kogo dostałem kasetę Violator, dzięki czemu dokonała się moja przemiana w fanatycznego depesza, komu wyznałem miłość, a komu pożyczyłem Conana z Cymerii, by już nigdy więcej nie ujrzeć tej książki na oczy. Pamiętam kolonie w Tuszyn-Lesie, seans w prawdziwym, ogromnym kinie – trzask drewnianych foteli, smuga z projektora – przegrane solo na boisku szkolnym i czerwony rączy universal, na którym objechałem pół Chojen. Te wszystkie inicjacje mam zgrane w głowie w jakości HD. Ale za nic nie pamiętam, kiedy dowiedziałem się, że urodziłem się i mieszkam w Polsce. Jak i momentu – ognik rozchybotany w mroku przeszłości – gdy pojąłem, co to właściwie oznacza. Powiem szczerze… wolałbym nie pamiętać swojej pierwszej nokii, aniżeli nie móc odtworzyć dzisiaj emocji, które wypełniły mnie tamtego bardzo odległego popołudnia czy ranka Po Olśnieniu.

*

Na początku wszystko było proste. Była Polska, to znaczy PRL alias Polska Ludowa. Od czasu do czasu w rozmowach dorosłych zawarczał groźny, tajemniczy Demolud albo ktoś wiekowy z rozrzewnieniem i żalem w głosie wspominał mityczną Przedwojnę, kraj idealny rządzony przez Aleksandra Żabczyńskiego i paru wojskowych. Zasadniczo jednak każdy wiedział, gdzie jest i co go otacza.

Niestety, potem nastał rok 1989 i rozpoczął się brutalny, podskórny chaos, przez który rozumiem rozbiór Polski, okupację Polski, wojnę domową w Polsce. Oczywiście na początku nic o tym nie wiedziałem, bo jako nastolatka w fazie hormonalno-poznawczej zajmowały mnie inne zgoła emocje i odkrycia. Żyłem. Skończyłem liceum, zacząłem studia na łódzkiej polonistyce. Tak zwane dziewięćdziesiąte osiągały pełnię. Wtedy to, powodowany ciekawością i nudą, sięgnąłem po treści prawicowe.

Okazało się, że to, co brałem za życie, nie było życiem, jeśli życiem jest świadome funkcjonowanie pośród ludzi i wydarzeń politycznych. Można wręcz powiedzieć, iż do tej pory lunatykowałem. Żaden tam rozumny, czujny obywatel. Zombie! Automat! Umysłowe lenistwo i naiwna wiara w oficjalne przekazy z liberalno-postkomunistycznych mediów uczyniły ze mnie łatwy cel. Niewykluczone też, że Kiszczak z Mazowieckim dodawali czegoś do wody.

Za sprawą „Najwyższego Czasu!”, wywiadów rzek z Łysiakiem, Nocnej zmiany uświadomiłem sobie, że cała ta zainaugurowana 29 grudnia 1989 r. RP była jedną wielką ściemą. Choć dla większego splendoru przydawano jej rzymskich cyfr – III RP jakoby miała być kontynuacją potężnej I RP i eleganckiej II – w istocie niezbyt wiele odróżniało ją od PRL-u. No proszę, nie oszukujmy się – był to PRL-bis. Starzy, cyniczni komuniści udawali nowo narodzonych, dziewiczych lewicowców, liberałowie udawali, że nie są już starymi, cynicznymi komunistami – albo dziećmi starych, cynicznych komunistów – a obie te szajki miały sztamę od pamiętnej biesiady w Magdalence i razem przejmowały branże, wpływy, umysły Polaków. Ci zaś, Polacy, w swej łatwowiernej masie, uważali się za mieszkańców nareszcie wolnego, modernizującego się państwa. Tymczasem rezydowali w postkomunistycznej Republice Okrągłostołowej zwanej również Kiszczakolandem tudzież Polską Magdalenkową. Nie wyrwali się na swobodę, lecz spętano ich delikatniejszą siecią.

*

Choć ostatecznie moja prawicowość tak jak nagle się pojawiła, tak raptem kompletnie zanikła – w czym przypominała grypę żołądkową; intensywną, dewastującą, ale na szczęście ulotną – to jednak nie zaznałem już spokoju. Nie mam tu na myśli skołatanych nerwów czy koszmarów sennych z udziałem Korwin-Mikkego, ale stan narodowej nieważkości, poczucie oderwania od ojczystej gleby, zerwania z korzenia. Zarazem imigrant i rodak, intruz i lokator. Równocześnie byłem w Polsce i byłem nieobecny w Polsce. Nie odnajdowałem się w oferowanych mi formach państwowości, również i w tych, do których zostałem wpisany bez mojej wiedzy i zgody. Jeszcze inne formy nie chciały kogoś takiego jak ja w swoich spisach ludności.

Od Rywinlandu odstręczał mnie smrodek afer i ustawek, lepkie uśmieszki Kanclerza Leszka i macki „grupy trzymającej władzę”. Z UBekistanem nie chciałem mieć nic wspólnego, gdyż serdecznie gardziłem TW i tymi, których konserwatywni moraliści nazywali z absmakiem i finezją „delatorami”. Choć pozostawałem głuchy na różnych prawicowych wariatuńciów i radykałów z forów internetowych, perswadujących z wulkaniczną pasją, iż III RP nie jest niczym ponad projektem (byłych) tajnych służb – politycznym, medialnym, społecznym, wszelakim – to przecież nie dałbym sobie uciąć ręki, że oficjalne i te ekskluzywne struktury nowej Polski składają się wyłącznie z osób krystalicznych, zweryfikowanych i wyegzorcyzmowanych z demona komunizmu. Rywinland i UBekistan uzupełniały się wzajemnie i przenikały, tworząc razem Chaotyczne Antypaństwo, które było czymś w rodzaju bezpieczniacko-korupcyjnego Cthulhu o powierzchni 312 696 km².— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter