70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nagi portret

W lipcu zmarł Lucian Freud, wnuk Zygmunta, jeden z największych malarzy naszych czasów. Ludzką tożsamość odnajdywał nie w duszy, lecz w ciele.

W 1993 r. siedemdziesięcioletni Lucian Freud namalował siebie przy pracy. Stanął przed lustrem nago, w rozczłapanych trzewikach bez sznurówek. Mistrzowsko i bezlitośnie ukazał swoje niemłode już ciało – przygarbione plecy, pozbawione jędrności mięśnie, wysuszoną skórę. Chociaż obnażył kruchą cielesność, zachował dumę. Pędzel i paleta to jego tarcza i miecz, magiczna laska Prospera.

Urodził się w Berlinie w 1922 r. jako najmłodszy z trzech synów architekta Ernsta Ludwiga Freuda i wnuk słynnego Zygmunta. Po dojściu do władzy Hitlera wraz z rodziną wyemigrował do Anglii. Ledwie radził sobie z nowym językiem, był samotnym, krnąbrnym chłopcem. Wyleciał ze szkoły po tym, jak dla popisu na ulicy zdjął spodnie.

Mimo to, dzięki figurze konia z piaskowca (zresztą jedynej rzeźbie w swojej karierze) dostał się na artystyczne studia. Miał 17 lat, kiedy jego rysunki opublikował awangardowy magazyn „Horizon”. W 1954 r., obok Bena Nicholsona oraz Francisa Bacona (z którym połączy go podszyta podziwem i rywalizacją przyjaźń), reprezentuje Wielką Brytanię na weneckim Biennale.

Przez kolejne dziesięciolecia sztuka Freuda rozwijała się na marginesie awangardy. W zaniedbanych pracowniach malował przede wszystkim ludzi. Jeśli wyglądał na zewnątrz, to nie dalej niż na zarośnięte londyńskie podwórko. Prawie nie podróżował i utrzymywał surową dyscyplinę pracy.

W wytartym fotelu, na rozbebeszonym łóżku, cierpliwie pozowali mu bliscy – rodzina i przyjaciele, ponieważ uważał, że tylko ich może pokazać wnikliwie. Nie przejmując się krytyką, uparcie podkreślał przywiązanie do dawnych mistrzów. Malował według Watteau, Chardina i Cézanne’a, a jego szerokie impasty przywodziły na myśl Rembrandta czy Halsa. W 1987 r. Robert Hughes nazwał go „największym realistą naszych czasów”.

Chociaż Freud pilnie strzegł swojej prywatności, po Londynie krążyły plotki o jego romansach, dzieciach, nocnych eskapadach i pasji hazardzisty. Niektórych oburzało, że malował nago swoje dorosłe córki. Niechętnie udzielał wywiadów, ale często pokazywał się w autoportretach. Rozmazana twarz, uchwycona jakby przypadkiem, w ręcznym lusterku. Odbicie w lustrze, przesłonięte liśćmi draceny. W klasycznych ujęciach z profilu i en face, z wąwozami zmarszczek, grą światła i cienia na policzkach. Autoportret z 2005 r. uderza pychą i autoironią. Przygarbiony, ubrany artysta stoi przed sztalugami, a za kolana obejmuje go „naga wielbicielka”.

Masa różowej skóry

W ostatniej dekadzie życia Freud jest u szczytu sławy, a jego prace osiągają niebotyczne ceny. U progu nowego stulecia pozuje mu sama królowa brytyjska. Cyzelowany przez półtora roku portrecik w atmosferze skandalu trafia na pierwsze strony gazet. Freud nie nadaje się na nadwornego pochlebcę. Twarz Elżbiety II jest jakby spuchnięta i obolała, nie licuje z majestatem korony.

Nazwisko Freuda kojarzy się dziś z masą różowej skóry, kończynami rozrzuconymi bezładnie na naturalnej wielkości płótnach. Określenie „nagi portret” powraca w tytułach jego obrazów od lat 70. Jakby podkreślał, że nie o akt tu chodzi – ciało zmienione w sztukę, przybrane w formę. Ale nie jest to także tradycyjny portret, który umieszcza modela w jego społecznej roli.

Jak przyznawał Freud, głowę zostawiał na koniec i traktował na równi zresztą ciała. Stąd pojawiające się niekiedy oskarżenia o „urzeczowienie” modeli. Zwykle leżą lub siedzą w pozycji intymnej, półświadomej. Rozłożeni na łóżku, na chwilę przed zaśnięciem, sami ze swoim ciałem, zmartwieni, a może w półsennym rozleniwieniu po miłości. Często eksponują swoje genitalia, ale nie dla erotycznego wzbudzenia, lecz tak, jakby się zapomnieli.

Według krytyków obrazy Freuda budzą nieraz zażenowanie, uczucie wtargnięcia w czyjąś prywatność. Kompozycja jest jednak często nachalnie sztuczna, upozowana. Leigh Bowery, performer, gej i znana postać londyńskiej cyganerii, spoczywa na kupie szmat, a nogę opiera na pasiastym materacu. Młody mężczyzna (asystent malarza, David Dawson), leży z zasłoniętymi oczami, a z lewej nogi zsuwa mu się skarpetka.

Najdziwniejsze i najbardziej niepokojące są jednak wnętrza, w których pojawia się więcej niż jedna postać. Nawet kiedy leżą obok siebie, ludzie wydają się sobie obcy, jakby tylko ich ciała przypadkiem znalazły się w krępującej bliskości. Wydaje się, że u Freuda proste, czułe związki możliwe są jedynie z psem. W Wieczorze w pracowni z 1993 r. otyła Sue Tilley (jedna z jego ulubionych modelek) leży rozwalona na dywanie, jakby w wyniku nieszczęśliwego wypadku, podczas gdy na drugim planie młodsza kobieta spokojnie pogrąża się w lekturze. Trudno zrozumieć, co tu się stało, podobnie jak w obrazie Niedzielny poranek – Osiem nóg, gdzie na łóżku leży mężczyzna z psem, a spod opadającego prześcieradła wysuwa się jeszcze jedna para męskich kończyn. Jak wiadomo skądinąd, cztery nogi należą do Dawsona, a pomysł dodatkowych kolan pojawił się w trakcie pracy, jako chwyt kompozycyjny.
Artysta najwyraźniej lubił dwuznaczne sytuacje, jak choćby w Dużym Wnętrzu w Notting Hill, gdzie starszy pan czyta książkę na sofie, pies śpi u jego stóp, podczas gdy młodszy nagi mężczyzna tuli przy piersi niemowlę. Freud chętnie wprowadzał nutę surrealizmu, który dominował w jego młodzieńczych pracach.

Wspólna przestrzeń

Jak wspominali modele (m.in. w filmie Jake’a Auerbacha z 2004 r.), pozowanie Freudowi stanowiło poważny obowiązek. Nad płótnem pracował miesiącami, w regularnych, wielogodzinnych sesjach. Zwykle polecał przyjąć swobodną pozycję, którą jednak korygował (np. rozkazując, aby kobieta uczyniła swój brzuch bardziej interesującym).Trudy pozowania kompensował wykwintnym posiłkiem – często serwował dziczyznę i szampana.

Nawet jeśli model nie zdejmował ubrania, nawiązywała się intymna, klaustrofobiczna relacja. Niektórych uderzało jednak „rzeczowe” spojrzenie Freuda, który przy pracy patrzył na człowieka jak na martwą naturę. Interesowała go powierzchnia rzeczy – fałdy tłuszczu, mocna łydka, prześwitujące żyły. Skóra jest blada, pozbawiona słońca. Jakby modele wyrośli na mrocznym, obskurnym poddaszu, w prześcieradłach, na których namalował ich Freud. Są zatopieni we własnej osobowości, ale istnieją także jako formy z ciała, kawały fizycznej materii.

Freud chętnie podkreślał sztuczność sztuki – poprzez rekwizyt, jak choćby malarskie utensylia, szmaty albo dwa smażone jajka, które ni stąd, ni zowąd pojawiają się obok nagiej kobiety. Czasami wybierał szczegół, który narzucał niejasne, podejrzane konotacje, jak czarny szczur z długim ogonem, którego czule trzyma nagi mężczyzna.

Z upodobaniem sięgał jednak również po tradycyjne malarskie motywy. Zwalistego Leigha Bowery’ego ustawił na podeście, w pozie, która przywodzi na myśl Herkulesa Farnese, a innym razem skupił się na jego rozłożystych plecach, jakby proponując alternatywny model męskiej piękności. Jego masywna, koścista Irlandka na łóżku jest nowoczesnym wcieleniem Wenus, Olimpią u progu XXI w.

Jedną z najważniejszych modelek Freuda była matka. Jej zastygłą twarz naszkicował jeszcze w dniu jej śmierci. W pamięci zapisuje się niepokojące płótno, gdzie stara kobieta siedzi w fotelu, nieobecna niczym w stuporze. Za nią w łóżku leży dziewczyna z odsłoniętym biustem i tępo gapi się w sufit. Nie ma między nimi komunikacji, łączy je tylko wspólna przestrzeń. W rzeczywistości partnerka i matka artysty nie pozowały razem. Ich wspólnota jest arbitralna, jak ustawiony obok fotela matki dziwny rekwizyt – moździerz z tłuczkiem.

W swoich najlepszych płótnach Freud zdołał przyłapać nagich ludzi – obnażone ciała i twarze. Do jego dzieła należałoby chyba dopisać fotografię, którą w 2005 r. zrobił mu David Dawson. Stary malarz pracuje w nocy, rozebrany do pasa, z zatkniętą za pazuchę zaplamioną farbami szmatą. W jednej ręce trzyma paletę, drugą sięga po jeden z nastroszonych pędzli. W tle widać zasłonięty białym pokrowcem obraz i pokrytą grubymi łuskami farby ścianę – zapis wielu nocy i lat malarskiej pracy.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata