70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Real Academia de Bellas Artes de San Fernando

Mózg – fabryka snów

Po co nam marzenia senne? Jak je badamy? O czym śnią niewidomi? Czy można kontrolować swoje sny?

Nie ma chyba nikogo, kto nie zetknął się z sennikiem, wielu słyszało też o interpretacjach Sigmunda Freuda, ale mniej znane jest naukowe podejście do snów. W jaki sposób bada się je dziś na uczelniach i w laboratoriach?

Metod jest wiele. Te najprostsze to ankiety i kwestionariusze, w których badani udzielają odpowiedzi na zadane pytania, np., co śniło im się wczoraj, o czym śnią zazwyczaj, jak często pamiętają swoje sny, czy są one przyjemne czy nie.

Zbierze się w ten sposób dane ilościowe.

Tak, to metody, które pozwalają dość szybko przebadać dużą próbę z populacji. Metodą bardziej wymagającą są dzienniki marzeń sennych. O ile kwestionariusz jest jednorazowy, o tyle dziennik prowadzi się najczęściej przez dwa tygodnie lub dłużej. Wymaga on dużej mobilizacji badanych i ich systematyczności. Polega na codziennym porannym spisywaniu snów: albo całej zapamiętanej treści marzeń sennych, albo tylko informacji, czy miało się sen czy nie; czasem też w dziennikach zaznacza się na skali np. to, czy sen był przyjemny czy nie, czy był kolorowy lub czarno-biały, realistyczny bądź dziwaczny itd. Uzyskuje się dzięki temu dane z pewnego okresu.

Dowiadujemy się w ten sposób sporo o treści marzeń sennych.

O treść snów można też zapytać podczas badań laboratoryjnych, gdy wybudza się ich uczestników i pyta, o czym śnili, zapisując wszystko, co badany zapamiętał.

Czy w laboratoriach badani są podpięci do jakiejś aparatury?

Zależy, czego chcemy się dowiedzieć. Badani mogą robić w laboratorium różne rzeczy, np. wypełniać kwestionariusze,  udzielać wywiadu albo brać udział w jakichś procedurach eksperymentalnych. Ale jeśli przychodzą do laboratorium spać, to zawsze są podłączeni do aparatury – polisomnografu. Stanowi on właściwie rozbudowaną wersję elektroencefalografu, rejestrujemy więc fale mózgowe (tzw. badanie EEG). Dodatkowo konieczne jest również zbadanie napięcia mięśniowego i ruchu gałek ocznych, by ocenić stadia snu. W przypadku badań treści marzeń sennych zastosowanie tej aparatury służy przede wszystkim temu, by precyzyjnie wyznaczyć moment pobudki.

Od 1953 r., kiedy to Nathaniel Kleitman i jego doktorant Eugene Aserinsky odkryli sen REM, wiemy, że najlepiej wybudzać badanych właśnie w tym stadium snu. Pojawia się wówczas najwięcej marzeń sennych i najlepiej się je pamięta.

A czy do badania snów wykorzystuje się też rezonans magnetyczny?

Miał Pan kiedyś rezonans?

Miałem.

Przyzna Pan, że dość niewygodnie się w nim śpi?

Ale dzięki niemu można dużo zobaczyć.

Owszem, do tej pory we wszelkich badaniach nad marzeniami sennymi bazowało się na relacji osób śniących, rezonans daje pewną nadzieję, by „zajrzeć bezpośrednio do głowy badanego”. Na razie jednak są to próby mało zaawansowane. Polegały na tym, że w stanie czuwania, znajdując się w rezonansie, badany oglądał pewne obrazki, a potem na podstawie zarejestrowanej czynności jego mózgu opracowano trójwymiarową mapę mózgu i algorytm, który precyzyjnie łączył poszczególne aktywizujące się woksele (przestrzenne odpowiedniki pikseli), czyli bardzo małe obszary kory mózgowej, z określonymi elementami obrazu.

Dany obszar aktywował się, gdy badany widział np. kwadrat?

Nawet nie kwadrat, raczej, dajmy na to, prawą krawędź kwadratu. Następnie, gdy badany oglądał inne obrazki, sprawdzano, czy da się przy pomocy tego algorytmu przeprowadzić to w drugą stronę – odtworzyć na podstawie wyników badania rezonansem obraz, na który patrzył badany. Okazało się, że z dość dużą dokładnością jest to możliwe. W kolejnym etapie to samo usiłowano zrobić już nie ze statycznymi obrazami, ale z krótkimi filmami. Chodziło o to, by odwzorować proces bardziej podobny do naturalnego widzenia – i jednocześnie do śnienia – które nie przypomina wpatrywania się w proste geometryczne obrazki, lecz raczej oglądanie filmu. To też się powiodło, tzn. udało się z pewnym przybliżeniem zrekonstruować oglądane filmy: kształty były nieostre, ale ruch został dość precyzyjnie odtworzony.

Na podstawie tych badań zyskiwalibyśmy bezpośredni dostęp do treści marzenia sennego?

Nie, jeszcze nie. Obecnie potrafimy odtworzyć jedynie to, na co badany wcześniej patrzył. Badania te zostały zainicjowane z myślą o osobach, z którymi nie ma kontaktu, bo np. są w śpiączce. Udało się osiągnąć częściowy sukces, który wzbudził zainteresowanie badaczy snu. Problem ze snami jest jednak taki, że w ich przypadku nie mamy wzorca, na podstawie którego można by stworzyć podobny algorytm. Gdy testujemy tę metodę na osobach, które coś oglądają, to wiemy, na co patrzą, natomiast gdy badani śpią, to nie wiemy, co oni widzą i nie mamy takiego wzorca odniesienia… Czeka nas więc jeszcze sporo pracy, a nie pomaga w tym to, że badania rezonansem są dość drogie ani że w rezonansie bardzo trudno spać (głównie z powodu hałasu), a na sen REM trzeba czekać ok. 90 min od zaśnięcia. W praktyce budzi się więc badanych po 2–3 min snu, czyli jeszcze w płytkim śnie, kiedy pojawiają się tylko tzw. wyobrażenia hipnagogiczne (to np. charakterystyczne uczucie spadania, dźwięki czy błyski albo pojedyncze obrazy występujące często w fazie zasypiania).

Do czego można wykorzystać zdobytą w różny sposób wiedzę o marzeniach sennych?

Przykładowo: można sprawdzać, jaki jest związek między snami a osobowością lub skłonnościami do zaburzeń; można badać różnice indywidualne albo zależności między treścią czy nastrojem snów a doświadczeniami z jawy, a tę wiedzę można potem wykorzystać np. w terapii. Nie chodzi tu jednak o freudowskie interpretacje, bo teorii Freuda nie udało się potwierdzić w badaniach. Wiemy natomiast, że istnieje pewna ciągłość między naszym funkcjonowaniem poznawczym i emocjonalnym na jawie i we śnie. Dzięki temu możemy się dowiedzieć czegoś o pacjencie także na podstawie jego marzeń sennych.

Pani badała z kolei nie tyle treść snów, ile postawy, jakie wobec nich przyjmujemy. Na czym to polegało?

Skonstruowałam skalę postaw wobec marzeń sennych, która pozwala zmierzyć stosunek do snów (czy ktoś lubi, jak mu się coś śni, czy raczej odczuwa lęk, czy też jest mu to całkowicie obojętne), prywatne teorie snów (to, co ktoś myśli na temat snów, czy uważa, że są to jakieś komunikaty lub „proroctwa”, czy też uważa, że nie mają one żadnego znaczenia), a także ich wpływ na zachowanie (czy ktoś je opowiada, czy próbuje je interpretować, jak w związku z nimi postępuje – są np. osoby, które z powodu snu dzwonią do bliskich, żeby spytać, czy wszystko w porządku – czy też w żaden sposób nie zajmuje się snami).

Jakie były wyniki?

Okazało się, że rozkład tak zdefiniowanej postawy wobec snów jest normalny, a więc zgodny z krzywą Gaussa – przynajmniej w mojej grupie badanych. Najwięcej było osób o średnich wynikach, ale były też takie o wynikach bardzo niskich lub wysokich – na końcach kontinuum znalazły się  więc z jednej strony te osoby, które się snami w ogóle nie zajmują, a z drugiej strony osoby, które traktują je bardzo poważnie, przejmują się nimi i na różne sposoby je interpretują.

Czy zaobserwowała Pani przy tym jakieś ciekawe korelacje?

Badałam m.in., jakie są związki postaw wobec snów z osobowością. Okazało się, że osoby, które są bardziej neurotyczne, czyli upraszczając, wrażliwe i emocjonalne, częściej są zaangażowane: opowiadają swoje sny, dzielą się tym, co przeżyły w marzeniu sennym (a sny wywołują w nich silne emocje), przywiązują do nich wagę, mają na ich temat swoje koncepcje – sny są dla nich ważne. Druga zależność dotyczyła otwartości na doświadczenie: zainteresowanie snami i zaangażowanie w tę sferę pojawiało się u osób, które są otwarte na nowe doznania, ciekawe różnych przeżyć – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Ale co interesujące, ta pierwsza zależność ujawniła się przede wszystkim u kobiet, a druga u mężczyzn. Wygląda więc na to, że kobiety i mężczyźni zajmują się snami z różnych powodów: kobiety bardziej ze względu na emocje, mężczyźni z poznawczej ciekawości, chęci doświadczania nowych rzeczy.

Można by rzec, że rezultat wypadł dość stereotypowo…

Badania były prowadzone w Polsce, więc wynik na pewno jest uwarunkowany kulturowo. Istnieją kultury, w których marzenia senne są tak istotne, że gdy ktoś nie pamięta swoich snów, to musi zamieszkać poza wioską i dopóki sny nie wrócą, nie ma do niej wstępu. Był to znak, że daną osobę opuściły bóstwa, bo wierzono, że sny to ich komunikaty. U Aszantów (Ghana) mężczyzna, który śni o stosunku z żoną innego mężczyzny, musi zostać ukarany za cudzołóstwo. W naszej kulturze przywiązujemy do snów mniejszą wagę, a postawy wobec nich są bardziej zróżnicowane.

A czy wiadomo, dlaczego jedni często miewają sny, a inni rzadko lub prawie wcale?

Wiemy – a w każdym razie przypuszczamy tak na podstawie wyników badań – że śnią wszyscy, ale nie zawsze pamiętają, co im się przyśniło. Wiele zależy od tego, kiedy się przebudzimy. W fazie snu płytkiego, gdy łatwo jeszcze nas obudzić, a także w śnie głębokim, z którego obudzić się trudniej, a po wybudzeniu często występuje wręcz chwilowa dezorientacja, pojawiają się marzenia senne przypominające raczej myślenie lub pojedyncze sceny i statyczne obrazy – nie jest to nic emocjonującego i być może z tego powodu tych snów nie zapamiętujemy lub rzadziej je zapamiętujemy. To przynajmniej jedna z teorii.

Zupełnie inaczej jest w stadium REM. Zarówno zapisy EEG, jak i obrazy z tomografu pokazują, że aktywność mózgu jest wtedy bardzo zbliżona do tej ze stanu czuwania – zupełnie inaczej niż we śnie płytkim i głębokim, kiedy ta aktywność jest na relatywnie niskim poziomie. W stadium REM mózg jest bardzo aktywny, mimo braku stymulacji z zewnątrz. Po pierwsze – choć jest to kwestia interpretacji – wyjaśniać to może dziwaczność marzeń sennych: wiele śladów pamięciowych jest dość przypadkowo zaktywizowanych, a nasz system poznawczy, który nie znosi chaosu, próbuje je uporządkować, wytwarzając pewną fabułę. Po drugie, aktywność ta tłumaczy oczywiście większą łatwość zapamiętywania. Co ciekawe, w stadium REM występuje też fizjologiczny paraliż mięśni, dzięki czemu, mimo że śnimy o bardzo różnych – nieraz strasznych – rzeczach, nie możemy zrobić sobie krzywdy.

Czy z wiedzy o poszczególnych stadiach snu można wyprowadzić funkcje snu i śnienia? Generalna intuicja jest taka, że sen jest po to, by odpocząć.

I jest to prawdą. Sen jest nam potrzebny do właściwego funkcjonowania. Istnieje wiele badań, które dowodzą, że jego brak ma fatalne skutki: spada odporność (okazuje się też, że występowanie bardzo wielu chorób jest skorelowane z długością snu), rośnie poziom kortyzolu, więc człowiek niedospany funkcjonuje tak, jakby był w ciągłym stresie. Maleją też oczywiście zdolność do uczenia się i poziom koncentracji – badania pokazują, że po ok. 17–19 godz. bez snu funkcje poznawcze osłabiają się tak, jakbyśmy mieli ok. 1 promila alkoholu we krwi.

Ale odpoczynek to tylko jedna z funkcji, która realizuje się w śnie głębokim. Mózg wówczas faktycznie odpoczywa – oczywiście on się nie wyłącza, bo to niemożliwe, ale jego aktywność spada. Inną funkcję przypisuje się fazie REM – uważa się (bo danych jest jeszcze niewiele i różnie można je interpretować), że sen ten odgrywa ważną rolę dla procesów poznawczych, przede wszystkim dla pamięci i uczenia, a także dla bardziej jeszcze skomplikowanych operacji jak rozwiązywanie problemów albo twórczość. Okazuje się, że jeśli badanym da się do zapamiętania listę słów albo każe nauczyć się prostej umiejętności typu rozpoznawanie bodźców lub wystukiwanie na klawiaturze określonej sekwencji, albo też poprosi się o rozwiązanie jakiegoś problemu, po czym część osób kładzie się spać, a pozostałe robią coś innego, np. oglądają film albo też odpoczywają, ale nie śpią, to badani, którzy spali, dużo lepiej radzą sobie z tymi zadaniami. Obecnie w naszym laboratorium prowadzimy podobne badania, dotyczące wpływu snu na rozwiązywanie złożonych, tzw. dywergencyjnych, problemów. W naszym przypadku uczestnicy grali w grę komputerową z wielowątkową historią kryminalną. Grali przez godzinę, a potem połowa z nich szła spać na 1,5 godz., a reszta w tym czasie czuwała. Następnie mieli dokończyć grę i rozwiązać test złożony z różnych pytań dotyczących tego, co tam właściwie zaszło. Historia z gry była niejednoznaczna, nawet gdy doszło się do jej końca – chodziło nam o dobranie problemu jak najbardziej zbliżonego do tych, jakie spotykamy w życiu, gdy mamy niepełne dane i nie wiemy, czy rozwiązanie, które wybraliśmy, jest właśnie tym najlepszym, a często w ogóle nie ma jakiegoś jednego określonego rozwiązania. Osoby, które spały, lepiej sobie z tym radziły, ich rozwiązania były bardziej sensowne, potrafiły lepiej wykorzystać zdobyte w trakcie gry informacje. Badani, którzy czuwali, też mieli różne pomysły, jak odpowiedzieć na zadane pytania, ale one nie były tak spójne… Okazało się też, że osoby, które miały więcej snu głębokiego i snu REM, lepiej poradziły sobie z tym zadaniem niż te, które spały tylko płytkim snem.

Rodzice zawsze powtarzają, żeby przed egzaminami nie uczyć się do późna, tylko porządnie się wyspać. Intencja jest taka, by iść na egzamin wypoczętym, ale rozumiem teraz, że nie tylko o to chodzi?

Tak, mózg aktywnie przepracowuje wówczas dane. W przypadku ćwiczenia pamięci i uczenia się do egzaminów, a także uczenia proceduralnego, a więc dotyczącego nabywania umiejętności, wiemy jednoznacznie, że sen pomaga. Fenomen ten polega nie tylko na tym, że jesteśmy wyspani i dzięki temu lepiej zapamiętujemy.

Potrzebujemy snu przede wszystkim po uczeniu się lub po treningu, aby skonsolidowały się nam ślady pamięciowe. Rzeczywiście więc najlepiej, by po nauce, a przed egzaminem student się trochę przespał.

Wówczas nie tylko lepiej będzie wszystko pamiętać, ale też lepiej będzie umiał z tej wiedzy skorzystać, operować nią, lepiej będzie ją rozumieć. Efekt wykracza tu poza dane, które przyswajaliśmy – nie tylko je lepiej pamiętamy, ale też sprawniej wyciągamy z nich wnioski.

Mamy odpoczynek i sprzyjanie procesom poznawczym. Czy w trakcie snu mózg nie dokonuje też pewnego rodzaju oczyszczenia ze zbędnych treści?

Są takie hipotezy. Zgodnie z nimi mózg usuwałby to, co zbędne, i właśnie dzięki temu potrafilibyśmy lepiej pamiętać i wykorzystać dane. Zostawałoby w nim tylko to, co najbardziej potrzebne.

Istnieje teoria wyjaśniająca powstawanie marzenia sennego, wspominałam już o niej. Zakłada, że chroni nas ono przed chaosem, który w czasie snu powstaje w mózgu. Przypuszcza się, że próbujemy nadać znaczenie przypadkowo zachodzącym w nim aktywacjom, by uchronić się przed efektem, jaki powstaje np. w psychozie, gdy mamy za dużo bodźców, których nie umiemy zinterpretować.

Czy spanie i sen odgrywają istotną rolę wobec emocji?

Alfred Adler miał teorię, że sny służą rozwiązywaniu problemów emocjonalnych. Uważał, że jeśli ktoś dobrze radzi sobie z problemami na jawie, to w ogóle nie śni, bo mu to niepotrzebne, a jeśli nie idzie mu to tak dobrze, to musi mieć sny. To przekonanie, że funkcją marzeń sennych jest regulacja nastroju czy radzenie sobie z emocjami, jest nadal dość popularne, choć wyniki badań są niejednoznaczne.

A co z funkcją, jaką marzeniu sennemu przypisywał Freud – możliwości fantazjowania o czymś, czego nie można zrealizować na jawie?

Nawet nie tyle możliwości fantazjowania, ile zastępczego zaspokajania pragnień, których na jawie nie można spełnić. To według niego podstawowa funkcja, która utrwaliła się także w języku codziennym – mówimy, że coś jest „wyśnione”. Być może są marzenia senne, które pełnią taką funkcję, ale z pewnością nie wszystkie, jak chciał Freud. Fenomen ten zresztą można wyjaśnić, odwołując się do teorii poznawczych: jeśli zakładamy ciągłość między snem i jawą, to pragnienia również mogą się w snach pojawić. Ale to tylko jedna z możliwości.

Powiedziała Pani wcześniej, że marzenie senne nas chroni. Czy to oznacza, że istotna jest sama treść snu?

Z tego punktu widzenia jest istotna, bo dzięki niej nadajemy sens temu, co podczas snu dzieje się w naszej głowie. Gdy się budzimy, to treść snu oceniamy często jako mało sensowną, ale jakieś znaczenie jesteśmy jej jednak w stanie przypisać. I to wystarcza.

Dopytuję o to, bo odnoszę wrażenie, że we współczesnych badaniach nieco bagatelizuje się treść marzenia sennego, podczas gdy dawniej, czego świadectwem choćby Biblia, ale także psychoanaliza, przywiązywano największą wagę właśnie do jego znaczenia.

Odpowiedź zależy od tego, jakiego rodzaju badania się prowadzi, a także jaki nurt w psychologii się reprezentuje. Mnie, rzeczywiście, znaczenie marzeń sennych nie interesuje tak bardzo jak procesy, które zachodzą w tle czy dookoła niego. Natomiast cały czas bardzo prężnie działają psychoanalitycy, jak również terapeuci innych nurtów, np. poznawczo-behawioralnego. Znaczenie jest dla nich ważne, bo jeśli założymy, że mamy ciągłość między tym, co się dzieje na jawie, i tym, co we śnie, to w terapii można to wykorzystać. Pacjenci zresztą nierzadko dużo chętniej mówią o tym, co im się śniło, niż o tym, co myśleli lub czuli – łatwiej im się do tego przyznać, bo uważają, że to niezależne od nich. Łatwiej powiedzieć: „przyśniło mi się”, niż: „myślałem o tym” lub „chciałem tego”. Bywają też pacjenci, którzy mają niewielki wgląd w siebie, nie wiedzą, skąd biorą się ich emocje, nie umieją terapeucie powiedzieć „przeżywam to i to”. Potrafią za to opowiedzieć marzenie senne i to może być jakiś punkt wyjścia, można na tym pracować.

Sny odgrywają tu rolę wentyla bezpieczeństwa.

Tak, opowiada się je łatwiej, trochę jak: „a mojemu koledze przytrafiło się…”. Nie czuje się za nie aż takiej odpowiedzialności jak za myśli czy zachowania.

Niemniej obrazy, które pojawiają się w naszych głowach, nie biorą się znikąd. Co wiemy o mechanizmie, który je wywołuje i łączy ze sobą?

Wiemy jeszcze niewiele, ale badania prowadzone w oparciu o teorie poznawcze już od dość dawna i na bardzo dużych grupach pokazują, że na ogół śnimy o tym, co nas zajmuje na jawie. Jest więc wielce prawdopodobne, że sportowcy śnić będą o zawodach, studenci o egzaminach, a księgowi o kolumnach cyfr.

John Allan Hobson, amerykański badacz snów, twierdzi jednak w swoim popularnym Dreaming. A Very Short Introduction, że nigdy nie śnił o pisaniu recenzji ani artykułów naukowych, mimo że na to poświęca najwięcej czasu.

Widocznie mało się tym akurat emocjonuje, a emocje mają przy tym wielkie znaczenie. Trzymając się podanych przykładów: zawody to dla sportowców adrenalina, a egzaminy dla studentów czy roczne sprawozdania dla księgowych to ogromny stres. Przy czym trzeba zaznaczyć, że mimo iż ogólnie emocje z jawy przenoszą się do marzeń sennych, to, po pierwsze, nie ma prostego determinizmu: to, że się martwię, nie oznacza, że będę mieć koszmary. To tak nie działa, choć istnieją pewne  korelacje. A po drugie, w snach częststo pojawia się nieadekwatność: można mieć marzenia senne, które obiektywnie uznałoby się za przerażające, a badany ocenia, że były one zabawne, albo odwrotnie: śnimy po prostu, że idziemy ulicą, a nastrój jest taki, że budzimy się z przerażenia.

To tłumaczy pojawianie się w snach przeżyć indywidualnych. A co z symbolami czy kulturowymi archetypami?

Znane są na ten temat teorie rozwinięte przez psychoanalityków ze szkoły Carla Gustava Junga. To jednak dość kontrowersyjny temat… Z pewnością inna jest symbolika snów w naszej kulturze, a inna np. w kulturach plemiennych. Symbole mają więc znaczenie, ale, znowu, da się to wytłumaczyć w kategoriach teorii poznawczych: wychowaliśmy się przecież w określonym miejscu, poznaliśmy pewien kod kulturowy, który określa również nasze myślenie i wyobraźnię. I skoro używamy symboli czy metafor na jawie, to mogą one także pojawić się we śnie. Niekoniecznie musi być więc tak, że to w nieświadomości tkwią jakieś archetypy, to kwestia interpretacji.

Czy sny różnicują się w zależności od wieku?

Zdecydowanie tak.

Kiedy pojawiają się więc pierwsze? Czy śnimy już w życiu płodowym?

Badania pokazują, że w życiu płodowym większość czasu snu to stadium REM – zgodnie z danymi z literatury to nawet 60%, podczas gdy u dorosłego człowieka to ok. 20–25%. Wydaje się, że dysproporcja ta wynika przede wszystkim ze znaczenia tego snu dla rozwoju nowych połączeń neuronowych. Niemniej skoro występuje sen REM, to prawdopodobne jest też śnienie. Nie mamy jednak sposobu, by się o tym przekonać.

Nie można zapytać…

To samo dotyczy noworodków i niemowląt (o zwierzętach z tych samych względów nie wspominam, choć sen REM obserwujemy u wszystkich ssaków). Istotny próg to wiek ok. trzech–czterech lat, kiedy dziecko opanuje język i osiągnie określony poziom rozwoju poznawczego. Trzeba jednak pamiętać, że dzieci w tym wieku nie zawsze odróżniają sen od rzeczywistości, często mieszają go z bajką, którą oglądały, albo z czymś, o czym sobie myślały. Mamy więc w takich badaniach problem metodologiczny. Po przeprowadzeniu w latach 70. i 80. XX w. dużych badań laboratoryjnych David Foulkes stwierdził, że dzieci poniżej tego wieku nie ma sensu pytać o marzenia senne. Z jego relacji wiemy też, że na wczesnym etapie życia sny są dość statyczne i niewiele się w nich dzieje – dziecko opowiada, że coś jadło albo gdzieś spało. Pojawia się w nich też sporo zwierząt – być może ze względu na bajki, które dzieciom opowiadamy lub pokazujemy. Potem między piątym a siódmym rokiem życia w snach pojawiają się pierwsze proste działania, ruch, interakcje i nadal występuje w nich sporo zwierząt. Później stopniowo historie stają się coraz bardziej złożone, ale dopiero ok. dziewiątego roku życia pojawiają się marzenia senne podobne do tych, które mają osoby dorosłe, a więc z wieloma postaciami i interakcjami, nagromadzeniem emocji i wątków. Interpretacja tego jest taka, że śnienie jest takim samym osiągnięciem poznawczym jak każde inne. Zachodzi tu równoległość: tak jak rozwija się język i umiejętność tworzenia opowieści, tak też rozwija się śnienie.

Zapytać o sny można z kolei osoby niewidome. Czy śnią one w zupełnie odmienny sposób?

Osoby niewidome mają oczywiście marzenia senne, ale różnią się one znacznie od snów osób widzących. Są też różnice między snami osób niewidomych od urodzenia a tymi, które wzrok utraciły.

Rozumiem, że te, które straciły wzrok, śnić mogą w sposób typowy, a te, które są niewidome od urodzenia, doświadczają czegoś innego?

U osób niewidomych od urodzenia marzenia senne są dostosowane do tego, jak postrzegają one świat – nie ma w nich wrażeń wzrokowych, pojawia się za to dużo wrażeń dotykowych, słuchowych i węchowych, które występują też w snach osób widzących, ale jest ich znacznie mniej; sny u tych ostatnich są bowiem zdominowane przez doznania wzrokowe.

U osób, które straciły wzrok, obserwuje się przewidywalną w tym kontekście zależność: im wcześniej się to stało i im więcej czasu upłynęło od wypadku lub choroby, tym mniej wrażeń wzrokowych w marzeniach sennych. Wyniki badań snów u osób niewidomych zdecydowanie potwierdzają wspomniane hipotezy poznawcze o ciągłości między czuwaniem i snem.

To logiczne. Czymś, co nie mieści mi się w głowie, jest inne zagadnienie – tzw. świadome śnienie. Polega ono na tym, że śpiący zdaje sobie sprawę z tego, że śni, albo więcej: kontroluje to, co mu się śni. Jak to możliwe?

Niektórzy mają tę umiejętność wrodzoną i po prostu to potrafią, ale jest też wiele metod treningowych. Badania pokazują, że można to wyćwiczyć, a nawet,  że nie jest to znów takie trudne do opanowania. Jedną z technik jest robienie tzw. testów rzeczywistości – w czasie czuwania powinno się wielokrotnie sprawdzać, czy to, co się dzieje, śni się nam czy nie. Weryfikacją może być próba przejścia przez ścianę albo coś znacznie prostszego: dwukrotne spoglądanie na zegar. Gdy godzina jest ta sama, to dowód, że nie śnimy. We śnie – nie do końca wiadomo dlaczego – mamy bowiem problemy z percepcją pisma i cyfr. Potem, gdy wyrobimy sobie nawyk weryfikacji rzeczywistości na jawie, to we śnie też zaczynamy robić podobnie i w którymś momencie dochodzimy do wniosku, że śnimy, bo np. możemy przez tę ścianę przejść albo potrafimy fruwać.

A czy wówczas możemy coś do treści marzeń sennych dodawać?

Są osoby, które to potrafią – mogą postanowić, że chcą, żeby teraz śniło im się to lub tamto, albo decydują, by sen się skończył, i to się udaje.

To fantastyczne! W pewnym sensie możemy doświadczać tego, czego chcemy. To świetna metoda relaksacyjna!

Umiejętność tę często wykorzystuje się właśnie w tym celu. Albo stosuje się ją jako metodę leczenia koszmarów. Są osoby, które mają tak intensywne koszmary, że nie mogą w ogóle spać, bo boją się zasypiać, albo ciągle się budzą. Podejmuje się więc próby, by nauczyć ich świadomego śnienia, by mogły np. zmienić zakończenie takiego przerażającego snu. To bywa skuteczne.

Ale czy to jednak nie jest coś dziwnego? Czy nie traktuje się świadomego śnienia jako pewnej formy zaburzenia?

Nie, raczej uważa się, że umiejętność świadomego śnienia to  cecha indywidualna – są osoby, które potrafią kontrolować sen, podobnie jak są też takie, które pamiętają sny lepiej od innych.

Czy podczas takiego śnienia nie odpoczywamy mniej? Jesteśmy w nich bardziej zaangażowani, kontrolujemy fabułę.

Nie stwierdzono takiego efektu.

Muszę się tego nauczyć!  

 

Laboratorium Psychologii Snu działa w Instytucie Psychologii UJ; w Laboratorium wykonuje się badania nad psychologicznymi aspektami snu i śnienia, są to zarówno badania polisomnograficzne, jak i prowadzone z użyciem metod psychologicznych. Zobacz więcej TUTAJ

 

Małgorzata Hołda 

Dr psychologii, adiunkt w Pracowni Psychologii Snu Instytutu Psychologii UJ, opiekun Laboratorium Psychologii Snu.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter