70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Paulina Pidzik

Moi, Mistrzowie: Agata Jabłońska

W debiutanckim tomie wierszy Agaty Jabłońskiej Raport wojenny (2017) najbardziej frapująca jest tonacja. Nie same umiejętności językowe (które doceniono, obsypując tom nagrodami), nie eksperymenty formalne (świadczące o tym, że jest to debiut autorki literacko bardzo świadomej), ale właśnie tonacja – szczególne połączenie niepokoju, złości i poczucia bezradności z postawą afirmatywną, odważną i zbuntowaną zarazem.

Wszystkie te elementy dochodzą do głosu naraz, choć oczywiście z rożną intensywnością w różnych utworach. To głos buntu, który jest wiarygodny, który staje w obronie czegoś naprawdę cenionego, czyli nie tylko rozpoznanego jako wartość, ale też przeżytego i przyswojonego. To głos buntu, który zrodził się nie z będących w obiegu idei i haseł, lecz z więzi i zobowiązań.

Do omówienia wybieram wiersz stosunkowo ściszony, może najmniej „wojenny” w całym tomie – właśnie po to, żeby pokazać tę bardziej afirmatywną stronę Raportu…. Sińce to opowieść o małych i dużych stratach. Te straty mogłyby być symbolami życiowych niepowodzeń, nieuchronności przemijania czy doświadczenia tymczasowości, którym tyle wierszy już poświęcono. Takie tony zresztą bez trudu można tu usłyszeć; w końcu z czym, jak nie z tym, skojarzyć gromadzący się kurz, „puste miejsca”, „resztki”, „niedokończone wiersze”, „adresy, które nie przyjmą listów”, czy „gliniane skorupki”? Można wręcz odnieść wrażenie, że autorka celowo przedłuża to wyliczenie, dodając doń coraz to nowe elementy. W dodatku wiele z nich to symbole wielokrotnie już w literaturze użyte. Oto świat niestały, w którym wszystko obraca się w niwecz; a przy tym opowiadany nam w sposób znany i sprawdzony, nie powodujący nieporozumień.

Wzmocnieniu tej melancholijnej nuty służy wiele prostych chwytów. Jak choćby ten, że każda ze strof zaczyna się podobnie – imiesłowem, który podkreśla nietrwałość rzeczy i naszych z nimi związków. „Pożyczone…”, „Porzucone…”, „Poniszczone…” brzmi przy tym trochę jak echo biblijnego: „Policzono, zważono, rozproszono”. Zresztą takich trójkowych układów jest tu więcej, ot, choćby w otwierającym trzecią strofę wyliczeniu („Poniszczone próbki, niedokończone wiersze, mapy naszych wypraw”), po którym następuje również trzyczłonowy opis sekretnego miejsca, gdzie spoczną kiedyś wszystkie wymienione rupiecie („pod stertą kamieni, za żelazną bramą, pod ostatnim / drzewem”). A finałowy wers utworu to swoiste podsumowanie tych trójkowych zabaw: dwa symetryczne ciągi, z których każdy składa się z trzech słów.

Jednak gdyby poetka na tym poprzestała, wiersz nie byłby tak interesujący. Kołysałyby nas znane obrazy i znane melodie. Ale w Sińcach dzieje się o wiele więcej – zarówno w obrębie formy, jak i w obrębie treści. Co do formy, to zwróciłbym uwagę na dwa momenty. Po pierwsze, każda kolejna strofa jest o jeden wers dłuższa od poprzedniej. Niby niewiele, ale w lekturze daje to efekt spotęgowania: to, co zaintonowane w pierwszej strofie, wybrzmiewa w pełni w trzeciej. I jest jeszcze inny godzien uwagi chwyt: każda strofa zawiera swoisty „błąd”: parę powtórzonych słów. W pierwszej to „resztki resztki”, w drugiej „kartki kartki”, w trzeciej – rozdzielone przełamaniem „ściany / ściany”. To takie małe dysonanse, które nie pozwalają czytać tego utworu wyłącznie
„muzycznie”, lecz zmuszają do tego, by zastanowić się nad przepływającymi znaczeniami.

Ale wiersz ma też swój refren i to on, jak sądzę, najmocniej określa jego charakter. Każda strofa kończy się sekwencją trzech imion, za każdym razem inną, ale mającą tę samą wartość rytmiczną, bo imiona są zawsze dwusylabowe. Jak można się domyślać, są to imiona znajomych i przyjaciół bohaterki. Czy traconych – tak jak rzeczy – wraz z upływem czasu i zmianami miejsc zamieszkania? Tego nie wiemy. Tak sugerowałaby melancholijna tonacja wiersza i jego tytuł. Ale zakończenie skłania do innej interpretacji. Przyjrzyjmy się uważnie dwóm wspomnianym ciągom. Najpierw:„ściany, dachy, misy”, potem: „Gośka, Ola, Aśka”. Zauważmy, że wszystkie trzy imiona są podane w formie spieszczonej, sugerującej przyjaźń lub przynajmniej zażyłość. Zauważmy też, że ciąg pierwszy wyłamuje się z wcześniejszej litanii rzeczy nietrwałych, takich, które łatwo zniszczyć; „ściany, dachy, misy” to raczej symbole trwałości, solidności, zadomowienia. Ciekawe są zwłaszcza „misy”, najmniej oczywiste w tym zestawieniu, a jednocześnie budzące cały szereg kolejnych skojarzeń (sytość, obfitość, kobiecość, duchowość). Zauważmy wreszcie, że czytając ostatni wers, przechodzimy od tego, co ogólne i symboliczne, do tego, co spersonalizowane i konkretne. Od martwych przedmiotów, które symbolizują ogólne treści, do żywych ludzi, którzy są – lub przynajmniej byli – blisko.

W tym zabiegu widzę zasadniczy klucz do interpretacji Sińców. Tak wyraźne – trzykrotne, refreniczne – wyeksponowanie imion sprawia, że cały wiersz nabiera charakteru bardzo osobistego, w podwójnym tego słowa sensie: wszystko, co najważniejsze, rozgrywa się tu jednocześnie w osobie i między osobami. Nic nie jest samo dla siebie, ale zawsze od kogoś (jak pożyczone książki) i dla kogoś (jak pozostawione ślady) – i to kogoś konkretnego, a nie jakiejś uogólnionej, szeleszczącej papierem figury. Być może wiersz Agaty Jabłońskiej mówi przede wszystkim o stratach, ale nawet jeśli, to w ostateczności staje się paradoksalnie (powtórzę to słowo raz jeszcze) afirmacją: afirmacją przyjaźni, afirmacją życia, które nie boi się bliskości. Życia wśród imion, a nie wyłącznie przedmiotów, idei czy znaków.

 

Agata Jabłońska
Sińce

Pożyczone książki, puste miejsca na półkach, które biorę
ze sobą, kiedy zmieniam domy. Nawarstwiam je w logicznym porządku,
żeby zbierały kurz, resztki resztki różnic; Wiki, Piotra, Grześka.

Porzucone kasety, puste miejsca w szkatułkach (dwie przegródki i dwa
przedsionki, brak klucza), wsunięte między kartki kartki z imionami
państw i miast i ludzi; partytury spotkań, rządki liter, które bieleją
jak moje włosy. Basia, Jacek, Magda.

Poniszczone próbki, niedokończone wiersze, mapy naszych wypraw,
które złożę pod stertą kamieni, za żelazną bramą, pod ostatnim
drzewem, albo które zostaną i będziesz je składać. Adresy, które
nie przyjmą listów, gliniane skorupki, uszka potłuczone o ściany
ściany, dachy, misy. Gośka, Ola, Aśka.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter