70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Krzysztof Wojciechowski/Forum

Znamy tylko małą cząstkę wieczności

Nauka, która pozbawia świat tajemniczości, to nauka XIX-wieczna, gdy wydawało się, że wszystko da się wyjaśnić za pomocą korbek, śrubek, pasów transmisyjnych i kół zębatych. A tak nie jest. Współczesna nauka wprowadza człowieka w świat tajemnic.

Michał Jędrzejek: Po otrzymaniu w 2008 r. Nagrody Templetona, przyznawanej za przerzucanie mostów między nauką a religią, Ksiądz Profesor udzielił dziesiątków wywiadów na temat relacji nauka– wiara. Trochę się obawiałem, czy zgodzi się Ksiądz rozmawiać o tym raz jeszcze. 

Ks. Michał Heller: Teraz udzielam wywiadów rzadziej. Często odmawiam. Ale „Znakowi”, z którym łączą mnie dawne i nowe przyjaźnie, odmawiać nie chciałem.

W „Znaku” debiutował Ksiądz Profesor nieco ponad 50 lat temu (Matematyka i sztuczne myślenie, marzec 1968 r.), a potem często pisał o związkach nauk przyrodniczych i teologii. Jak przez pół wieku zmienił się kontekst dla badania tych zagadnień?

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to upadek marksizmu w Polsce. W systemie komunistycznym „wiodącą rolę ideologiczną” odgrywał marksistowski materializm i polemika z nim dominowała wszystkie dyskusje o relacjach nauki i religii. Marksizm prezentował się jako filozofia naukowa, a religię traktował jak zabobon. Był w tym dość skuteczny – młodzi ludzie często pytali o to, czy można pogodzić chrześcijaństwo ze współczesną nauką. Stąd rodziła się konieczność dyskusji z marksizmem: bezpośredniej bądź pośredniej, np. poprzez pokazywanie historycznych związków między religią i nauką. Wraz z upadkiem komunizmu diametralnie zmieniła się atmosfera, w jakiej stawia się te pytania. Być może stawia się je też dziś rzadziej.

Kryzys marksizmu nie zaczął się jednak w 1989 r., lecz wcześniej. Czy ta powolna erozja ideologii wpływała na relację religii i nauki?

Tak, choć zmiana początkowo dotyczyła raczej elit komunistycznych (które dość szybko zmieniły swoje ideologiczne preferencje) niż szerszych grup społecznych. Ale jeszcze znacznie wcześniej marksiści zmienili strategię działania. O ile do końca lat 50. propaganda była ukierunkowana na nauki ścisłe, na przekonywanie, że np. fizyka dowodzi prawdziwości materializmu, o tyle od lat 60. opierano się w większym stopniu na naukach humanistycznych. Dotychczasowe metody okazywały się bowiem nieskuteczne, a z badań wynikało, że na wydziałach fizyki był wyjątkowo niski procent ateistów.

Przez pół wieku w całej Europie zmienił się klimat filozoficzny.

To prawda, i nie chodzi tylko o kryzys marksizmu, który przecież na Zachodzie w latach 60. był niesłychanie modny wśród studentów i profesorów, a i dziś zachowuje tam pewną żywotność. Istotną zmianą był też schyłek – krytycznego wobec religii – pozytywizmu w latach 60. i 70. Choć silne tendencje empirystyczne wkrótce powróciły, to jednak w obrębie tradycji analitycznej, po okresie koncentracji na drobiazgowych studiach nad językiem, od kilkunastu lat widać ponowne zainteresowanie tematyką metafizyczną i religijną. Oczywiście nie znaczy to, że filozofowie analityczni są z reguły ludźmi wierzącymi; większość to zapewne sceptycy, którzy jednak dostrzegają w tych tematach ciekawe pole badawcze. W ostatnich latach pojawiło się też zjawisko zwane teologią analityczną, polegające na tym, że narzędzia wypracowane w tradycji analitycznej stosuje się do zagadnień teologicznych. Widać w tej metodzie pewien aspekt ekumeniczny, bo badane problemy są na ogół wspólne protestantom i katolikom.

Ciekawe jest dla mnie, że demontaż pozytywizmu zbiegł się w czasie z II Soborem Watykańskim. Jednakże w soborowej reformie Kościoła nie było śladów tej zmiany. Wynikało to z faktu, że wielcy teologowie, którzy tworzyli myśl Vaticanum II (np. Yves Congar, Karl Rahner, Jean Danielou) byli wychowani nie w tradycji filozofii analitycznej, lecz kontynentalnej. Ta myśl (filozofia egzystencji, hermeneutyka, fenomenologia itp.) została wszczepiona w Kościół, zastępując niejako dawną scholastykę. Filozofia kontynentalna, która jest bliska humanistyce, nie jest jednak dobrym środowiskiem dla nauk przyrodniczych i stąd wynikają pewne kłopoty dla sprawy nauki i wiary.

O jakie kłopoty chodzi?

Choćby o rzeczy zupełnie praktyczne. Nie jest łatwo dziś zainteresować teologów nauką. Dlatego że mają oni najczęściej przygotowanie humanistyczne i nie czują nauk przyrodniczych, może trochę się też ich obawiają. Wielu z nich uważa, że sprawa nauki i religii została już metodologicznie wyjaśniona – że to dwie różne płaszczyzny, a spory wynikają jedynie z nieporozumień. To jednak często zbyt proste wytłumaczenie.

Mam więc kłopot: szukam swoich następców i trudno mi ich znaleźć!

Podkreśla się niekiedy, że Kościół wykonał w tym okresie pracę na rzecz zmiany stosunku do nauki. Symboliczne było ponowne zbadanie sprawy Galileusza i rehabilitacja uczonego przez Jana Pawła II.

Rzeczywiście, papież wykonał pewne kroki w stronę zbliżenia Kościoła i nauki. Powiedziałbym, że były one dość nieśmiałe, ale nowatorskie. Rehabilitacja Galileusza to był jego pomysł; podobnie jak cykl konferencji o nauce i religii, które odbywały się pod auspicjami Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego pod koniec lat 80. i w latach 90. i które zostały życzliwie przyjęte w świecie akademickim. Pozostaję jednak dość sceptyczny. Nie widzę, by te zmiany przełożyły się na życie Kościoła i miały jakiś szerszy oddźwięk. Nie jest to także problem, który by się znajdował w polu zainteresowania obecnego papieża.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter