70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Mężczyzna na wojnie

Theweleit z pewnością nie jest intelektualnym konformistą. W publikacjach naukowych oraz wypowiedziach medialnych odważnie i bezkompromisowo mówi o niemieckiej winie.

Rok po publikacji w języku polskim monumentalnego dzieła pt. Męskie fantazje ukazuje się najnowsza praca Klausa Theweleita Śmiech morderców. Obydwie książki dzieli blisko 40 lat, nie sposób jednak nie odnotować licznych podobieństw między nimi. Śmiech morderców nie może być czytany w oderwaniu od Męskich fantazji (znajdziemy w nim sporo tez wyłożonych wcześniej w refleksji nad prozą Freikorpsów).

Podobnie jak Męskie fantazje, również Śmiech morderców trudno zakwalifikować jako dzieło stricte naukowe. Theweleit bowiem miesza poetykę wypowiedzi publicystycznej, literackiej ze stylistyką właściwą wywodowi naukowemu. Powstaje nowa jakość, której nie da się przyporządkować w całości żadnej z wymienionych konwencji. Odnosi się wrażenie, że Theweleit nie ufa linearnej strukturze dyskursu naukowego. Być może kryje się za tym przeświadczenie, iż refleksja o psychopatologii zła wymaga innej, wyjątkowej formy. Ta proponowana przez Theweleita jest atrakcyjna dla współczesnego czytelnika. Decyduje o tym m.in. jej eklektyzm językowy, ale i nagromadzenie materiałów pochodzących z różnych źródeł (teksty literackie, prasowe, wspomnienia). Obok tradycyjnych mediów (prasy) niemiecki badacz sięga też po źródła internetowe. Atrakcyjny jest również sam temat – przemoc.

Sporo uwagi w Śmiechu morderców poświęca Theweleit kwestii kluczowej dla współczesnej cywilizacji – związkowi przemocy i mediów. W gronie niemieckich intelektualistów bodaj najwybitniejszą postacią sięgającą po tę tematykę jest Peter Sloterdijk. W Kryształowym pałacu na początku XXI w. pisał on, iż milczenie jest jedynym środkiem gwarantującym sukces mediów w ich walce z terroryzmem. Wybitny filozof miał jednak na myśli przede wszystkim radio i telewizję. Theweleit zaś słusznie koncentruje się na nowych mediach, zwłaszcza Internecie. Upubliczniając – poprzez portale społecznościowe, serwis YouTube – wypowiedzi nawołujące do nienawiści, nadawca nie tylko przesyła treść, ale może również liczyć na bezpośredni odzew (np. w postaci tzw. lajków). Pozostając wciąż poza kontrolą, sieć stanowi dziś podstawowe wyzwanie dla państw walczących z terroryzmem, ale jest też ważnym narzędziem w rękach zwolenników radykalnego islamu. Jednostka w „społeczeństwie konsumpcji” czuje się zagubiona, wydrążona wewnętrznie. Człowiek Zachodu tęskni za wyrazistym przekazem, mocnymi punktami odniesienia. Dotyczy to również przedstawicieli tzw. trzeciego pokolenia, czyli dzieci emigrantów zasymilowanych z kulturą europejską. Tu docieramy do sedna problemu.

Theweleit przekonuje, że jednym z czynników sprzyjających ujawnianiu się postaw ekstremalnych wśród trzeciego pokolenia jest nieprzeprowadzony do końca projekt asymilacji.

Potomkowie przybyszy z północnej Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej wciąż są traktowaniu przez rdzennych Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców jako ci niebędący w pełni Brytyjczykami, Francuzami czy Niemcami. Rodzą się jednak dwa pytania. Pierwsze: czy asymilacja w postaci idealnej (w której nie spotkamy żadnych powodów konfliktu) jest możliwa do urzeczywistnienia? Drugie: czy pęknięcia i niedomogi europejskiego projektu asymilacyjnego faktycznie tłumaczą tę formę i siłę odwetu na asymilatorach, którą ostatnio realizują muzułmańskie organizacje terrorystyczne?

 

*

Czym jest „śmiech morderców” w interpretacji Theweleita? Jeśli będziemy widzieć w nim tylko przebłysk nie-ludzkiego świata, argument za demonicznością oprawcy, niewiele z niego zrozumiemy. Podobnie jeśli będziemy umieszczać tego typu zachowania w obszarze zjawisk patologicznych. Analizując rechot kata – jako odpowiedź na śmierć lub cierpienie ofiary – Theweleit sięga do wydarzeń sprzed 70 lat. Ponownie wykorzystuje materiały i obserwacje poczynione przy powstawaniu Męskich fantazji. Hitlerowiec śmiejący się z zabijanych Żydów ma odpowiednik w młodzieńcu z plemienia Hutu, reagującym analogicznie na obraz gwałconych i mordowanych kobiet Tutsi. Jeden i drugi dokonali wcześniej odpodmiotowienia ofiary, siebie ustawiając w roli tych, którzy reprezentują duchową czystość, szlachetność. Młody chłopak z Hutu, Breivik i żołnierze Państwa Islamskiego – każdy z nich występuje w podwójnej roli: kata i ofiary. Bestialstwo dzisiejszych wcieleń hitlerowskiego esesmana bierze się z przekonania, iż bliski im system wartości jest zagrożony. Aby świat wrócił na swoje tory, obrońcy dawnych praw (i prawd) muszą usunąć tych, którzy stają im na przeszkodzie. Uśmiech zadowolenia jest więc środkiem i znakiem homeostazy, gdy rzeczywistość wraca do znanych (pożądanych) kształtów. Jak stwierdza Theweleit, „praca kata niesie ze sobą dwa zjawiska: zniszczenie torturowanego i ożywienie torturującego” (s. 44). Śmiech nie jest powszechną reakcją na mord (nie był też powszechny nawet wśród tak przeszkolonych zabójców jak esesmani). Poza tym, czy reagujący salwą śmiechu zawsze jest godnym większego potępienia od tego, który wykonuje pracę kata w milczeniu? Śmiech przecież stanowi niekiedy szczególny rodzaj zachowań obronnych. Bywa przejawem utwierdzania się członków grupy w słuszności podjętych działań, dokonanych wyborów. Sformułujmy przy tej okazji jeszcze jedną uwagę. Wedle Theweleita skłonność do przemocy w zbrodni ma cechować tych, którzy w dzieciństwie i młodości sami byli poniżani, bici i poddawani nieludzkiemu drylowi. Nawet jeśli da się taką prawidłowość zaobserwować, to nie jest ona regułą. Nie każdy, kto fizycznie i psychicznie znęca się nad ofiarą, potrafi zabić. Podobne wątpliwości można sformułować wobec niektórych uwag Theweleita o męskości. Pisze niemiecki teoretyk kultury: „»Mężczyzna-żołnierz« (dosadniej: »faszysta«) nie jest przypadkiem klinicznym, obojętnie za jak »chorego« »schizofrenicznego«, »narcystycznego« lub po prostu »głupiego« uważają go aroganccy terapeuci. Jest ucieleśnieniem »prawdziwego mężczyzny«” (s. 99). Nie każdy wszakże „prawdziwy mężczyzna” – doskonale mieszczący się w patriarchalnym schemacie myślenia i wartościowania świata – będzie gwałcił i mordował. W tym znaczeniu faszysta zdolny do popełniania zbrodni jest jednak przypadkiem „klinicznym”.

Jakkolwiek pokaźny obszar przemocy tłumaczyłaby koncepcja Theweleita, oparta na idei męskiej dominacji, połączenia seksualności i zbrodni, nie da jej się użyć jako klucza wyjaśniającego wszelkie przejawy skrajnego okrucieństwa. Są to wady, które można przypisać każdej metodologii abstrahującej od innych konkurencyjnych koncepcji. Sięgnijmy po znaczący dla Theweleita przykład. Analizując mord w Rwandzie, autor bagatelizuje kontekst historyczny. Tymczasem – jak przekonuje chociażby Lech Nijakowski w Rozkoszy zemsty – dla zrozumienia skali bestialstwa Hutu wobec dzieci, kobiet i mężczyzn z plemienia Tutsi ważna jest pamięć o mordach, jakich w latach 70. dopuścili się Tutsi na Hutu. Zemsta to czynnik tłumaczący nie tylko genezę masowych zbrodni, ale i towarzyszące im natężenie okrucieństwa.

 

*

Theweleit z pewnością nie jest intelektualnym konformistą. w publikacjach naukowych i wypowiedziach medialnych odważnie i bezkompromisowo mówi o niemieckiej winie. Do kwestii tej powraca również w Śmiechu morderców, gdy przywołuje często dyskutowany problem zaangażowania Wehrmachtu w zbrodnie na ludności cywilnej na Wschodzie. (Czyni to przy okazji polemiki z ważną książką Sönke Neitzela i Haralda Welzera Żołnierze. Theweleit zarzuca badaczom intelektualną frywolność i dezynwolturę prowadzącą do wybielania udziału Wehrmachtu w zbrodniach hitlerowskich). Autor Męskich fantazji śledzi też oraz piętnuje wszelkie zjawiska cywilizacyjne i społeczne mogące prowadzić do narodzin lub rozwoju postaw rasistowskich, nietolerancyjnych, ksenofobicznych. Niełatwo więc posądzać go o intelektualne wygodnictwo. Pamiętając o tym, chcę jednak odnotować zastanawiającą nieobecność w Śmiechu morderców aktów okrucieństwa na wyznawcach chrześcijaństwa. A jest ono współcześnie religią najbardziej prześladowaną. Wiele – być może większość – tych aktów przemocy to dzieło islamskich fanatyków. Theweleit jednak o tym milczy. Dlaczego? Czyżby z obawy przed konstatacją, że starcie cywilizacji islamu i Zachodu może mieć charakter wojny religijnej?

_

Klaus Theweleit

Śmiech morderców. Breivik i inni. Psychogram przyjemności zabijania

tłum. Piotr Stroncwilk, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2016, s. 250

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter