70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Prawica i Żydzi

Rządząca partia i sprzyjający jej publicyści piszą o polsko-żydowskiej historii na dwa sposoby. Albo wspominają wyłącznie o jej dobrych stronach (dokonaniach Sprawiedliwych i wielowiekowej pokojowej koegzystencji), albo koncentrują się na krytyce żydowskiej pamięci. Niewiele miejsca zostaje na mądre i krytyczne spojrzenie w przeszłość.

Gdy analizowałam w mojej pracy doktorskiej typy upamiętniania społeczności żydowskich w mniejszych miejscowościach we współczesnej Polsce, wyróżniłam trzy najważniejsze sposoby obrazowania Żydów i Zagłady. Kryterium klasyfikacyjne, które przyjęłam, to miejsce, jakie zajmuje w tych narracjach pamięć żydowska. Polskie dyskursy nazwałam kolejno: krytycznym, afirmacyjnym i etnonacjonalistycznym. Dyskurs krytyczny cechuje to, że jego użytkownicy uznają pamięć żydowską za równorzędną własnej i umożliwiają swobodne jej wyrażanie. W dyskursie afirmacyjnym następuje przefiltrowanie perspektywy żydowskiej przez pamięć grupy własnej i odrzucenie wszystkich tych elementów, które podważają pozytywny wizerunek swojskiej zbiorowości, pozostawiając je ukrytymi i przemilczanymi. Etnonacjonalistyczne obrazowanie natomiast przerysowuje odrębność pamięci żydowskiej, przedstawiając ją jako wchodzącą w ciągły konflikt i zagrażającą pamięci grupy własnej. Obserwując w ostatniej dekadzie coraz więcej inicjatyw upamiętniających społeczności żydowskie w Polsce, należy stwierdzić, że to dyskurs afirmacyjny stał się dominującym sposobem obrazowania tego mniejszościowego dziedzictwa. Dzięki temu historia i kultura polskich Żydów zaczęły być coraz powszechniej postrzegane jako część przeszłego, wielokulturowego dziedzictwa Polski. Stało się to jednak na określonych warunkach: utrzymania pozytywnego wizerunku grupy większościowej, przy jednoczesnym podkreśleniu odmienności tego, co żydowskie. W efekcie pamięć mniejszości podporządkowana została mechanizmowi potwierdzania poczucia dumy z przynależności do grupy większościowej. Twierdzę, że warunki te tworzą coś, co można nazwać wspólną płaszczyzną między obrazowaniem afirmacyjnym i etnonacjonalistycznym dziedzictwa żydowskiego i Zagłady.

W czasie wzmożonej aktywności polityki historycznej wokół definiowania tożsamości grupy większościowej często „to, co całkiem różne od nas”, może łatwo przeobrazić się w „to, co nam wrogie”, „to, co przeciwko nam”.

Dobrą ilustracją przejścia od narracji afirmacyjnej do etnonacjonalistycznej są moim zdaniem wypowiedzi i działania polityków obozu rządzącego i sprzyjających mu mediów po przyjęciu w tym roku nowelizacji ustawy o IPN. Nie na tym jednak momencie mam zamiar się tu skoncentrować. Prawicowy dyskurs o Żydach i Zagładzie wyodrębnił się wcześniej, czerpiąc z narracji afirmacyjnej i etnonacjonalistycznej (prawie nigdy z narracji krytycznej), posługując się kilkoma powtarzającymi się motywami, takimi jak: rywalizacja w cierpieniu, instrumentalizacja Holokaustu i stereotyp „żydokomuny”. Zaznaczę, że zawężam tu rozumienie prawicy do obecnie rządzącego Prawa i Sprawiedliwości oraz do przedstawicieli mediów sprzyjających rządzącej partii. Czynię to m.in. ze względu na takie samookreślenie się tego środowiska oraz rozpowszechniony wizerunek tej partii jako będącej w całkowitej opozycji do Platformy Obywatelskiej, również partii prawicowej. Główne wątki interesującej mnie narracji scharakteryzowałam na podstawie trzech książek. Wszystkie publikacje powstały przed nowelizacją ustawy o IPN i jako nienaukowe zostały pomyślane tak, by były dostępne dla szerokiego grona odbiorców. Są to: Krew na naszych rękach? Pawła Lisickiego (2016), Klincz? Debata polsko-żydowska Gabriela Kayzera (2017) oraz Winni. Holokaust i fałszowanie historii Dariusza Walusiaka (2016) – autorzy to publicyści i dziennikarze, którzy kształtują bądź przywołują popularne w środowisku polskiej prawicy motywy obrazowania dziedzictwa żydowskiego i Zagłady. Część z tych wątków można było odnaleźć w wypowiedziach polityków rządzącej partii po przyjęciu nowelizacji. Zaznaczę, że choć interesują mnie przede wszystkim tropy dominujące w prawicowej polityce pamięci, to postaram się przywołać tu również odrębne stanowiska, zarysowując różnorodność istniejącą w obrębie tego dyskursu.

Instrumentalizacja Holokaustu

Szczególną rolę przypisuję książce Pawła Lisickiego. Wprowadziła ona mianowicie do prawicowego języka takie określenia jak „religia Holokaustu” czy „ideologia holocaustianizmu”. Autor czerpie garściami z narracji etnonacjonalistycznej, m.in. poprzez zaakcentowanie ideologicznej walki o pamięć. Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” wyróżnia w omawianej książce dogmaty „holocaustiańskiej wiary”. Ma się nimi kierować w swoich opiniach przeważająca część zachodnich elit intelektualnych. Wśród reguł wymienia m.in. tezę o nieporównywalności, wyjątkowości zbrodni Holokaustu, potrzebę rozliczenia się każdego narodu z postaw wobec ofiar Zagłady oraz przekonanie o ciągłości między „nauczaniem pogardy” Kościoła katolickiego wobec wyznawców judaizmu a rozpowszechnieniem antysemityzmu eliminacyjnego w nazistowskich Niemczech. Trzeba przyznać, że każda z tych tez jest obecna i istotna w dyskursie o Zagładzie. Stanowi jednak jedną z interpretacji głównych problemów badawczych w studiach nad Holokaustem, m.in. o naturze zbrodni, o związkach między antyjudaizmem a antysemityzmem czy w ogóle kwestii, na ile nienawiść wobec Żydów uznać należy za decydujący czynnik przeprowadzenia masowej zagłady ich społeczności.

Paweł Lisicki nie rozpoznaje bądź celowo pomija różnorodność zajmowanych stanowisk. Wydaje się, że zachodnia pamięć o Zagładzie interesuje go jedynie, gdy potwierdza tezę o konflikcie, po pierwsze, z pamięcią zbiorową Polaków, w jaki ma wchodzić jako narracja obca, niedotycząca polskich współobywateli i narzucona z zewnątrz, oraz, po drugie, gdy rzekomo zagraża tradycji chrześcijańskiej. Trzeba tu raczej mówić o wyobrażonej przez Lisickiego zachodniej narracji o Zagładzie.

Na antagonizującą funkcję tego ujęcia wskazuje dokonane przez publicystę rozpoznanie starcia, w którym polska i chrześcijańska opowieść o cierpieniu przegrywa z żydowskim dyskursem. Zacytuję obszerne fragmenty wywodu redaktora naczelnego „Do Rzeczy”, by zobrazować specyficzny język dyskursu etnonacjonalistycznego (choć widać w nim także indywidualny, niezwykle emocjonalny styl autora). Lisicki pisze więc o nieobecności w świecie polskiej martyrologii oraz zapominaniu o unikalnym statusie Polaków jako ofiar dwóch totalitaryzmów – nazizmu i komunizmu. Publicysta przestrzega: „Nagle okazuje się, że przestaje się liczyć pamięć o polskim oporze, o moich bliskich, całe to doświadczenie zapisane w niezliczonej liczbie cmentarnych krzyży, którymi oznaczono mogiły zabitych w wojnie Polaków; nagle powleka ich złowieszcza i ponura cisza, wypierana najpierw przez szum, potem zgiełk głosów różnych znawców, pseudoznawców i pospolitych hucpiarzy, którzy systematycznie, rok po roku tworzą nowy obraz dziejów i próbują go wszystkim narzucić. Żadną miarą nie wolno temu ulegać” (s. 568). Niemożność rozliczenia i zadośćuczynienia zbrodni komunistycznych to skutek zglobalizowanej pamięci o Zagładzie. W dużej mierze odpowiada za to sukces wizerunku Żyda jako ofiary największej zbrodni w historii. Lisicki twierdzi: „quasi-religia Holocaustu zapewnia też swoiste alibi moralne” (s. 24), bo „[n]ic ich nie może splamić. Nawet Żydów komunistów, nawet tych, którzy dokonywali mordów i organizowali masowe zbrodnie – w ostateczności są oni przecież potencjalnymi ofiarami Holocaustu. (…) Przynależność do potomstwa Abla zmywa każdą winę” (s. 23). Rzutuje to także na sposób prezentacji historii relacji żydowsko-chrześcijańskich, gdzie role ofiar i sprawców zostały już dawno ustalone przez ideologów holocaustianizmu. Zrównanie przedsoborowego dziedzictwa Kościoła katolickiego z dziejami nienawiści wobec Żydów, czego nieuchronną konsekwencją miał być rasistowski antysemityzm Hitlera, jest dla autora najpoważniejszym skutkiem globalnego sukcesu żydowskiej narracji. To dlatego Lisicki większą część omawianej książki poświęca na odzyskiwanie zapomnianej historii, gdzie to wyznawcy judaizmu są czarnymi charakterami, walczącymi z chrześcijaństwem. Publicysta sięga po legendę o mordzie rytualnym i oskarżenia o profanację Hostii oraz szuka wyjaśnienia tych zjawisk w kontekście prowokacyjnych, jak je określa, antychrześcijańskich rytuałów pewnej części wyznawców judaizmu (s. 528). To one w dużej mierze miały ściągać prześladowania na żydowskie społeczności ze strony chrześcijan. Uznanie tych oskarżeń przez współczesną humanistykę za nieprawdziwe i za przejaw antysemityzmu autor traktuje jako dowód na oddziaływanie „religii Holokaustu”, która cenzuruje badania nad żydowskimi sprawcami. Te wątki, choć niezbędne, by zilustrować stan umysłu redaktora naczelnego „Do Rzeczy”, rzadko pojawiają się jednak w prawicowym dyskursie.

Przywołałam je tutaj, ponieważ są przykładem częstego twierdzenia w narracji etnonacjonalistycznej, że przemoc wobec Żydów, jeśli sprawcami nie są naziści, jest formą samoobrony, podjęciem walki z zagrażającym grupie własnej przeciwnikiem. Wracając do głównych tez autora na temat „religii Holocaustu”, warto zwrócić uwagę na zarzuty, które stawia nie-Żydom, przede wszystkim ludziom z wewnątrz Kościoła. Przekonuje, że biorą oni udział w potwierdzaniu żydowskiej narracji i ulegają jej moralnemu szantażowi. Lisicki pisze: „(…) oczom nie wierzę, z jaką potulnością, tchórzostwem i brakiem woli oporu hierarchowie Kościoła poddają się procesowi reedukacji. Nieznośne jest to nieustanne bicie się w piersi, sypanie głów popiołem, tchórzliwe merdanie ogonem i żałosna chęć przypodobania się silniejszym (…). Większość chrześcijańskich teologów nie ma wątpliwości, że Holocaust (…) musi zmienić chrześcijaństwo” (s. 31). Gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego Polaków w zasadzie ominęło oddziaływanie „ideologii holocaustianizmu”, Lisicki wyjaśnia: „Ta moralna siła, którą czerpiemy z przeszłości, z grobów, gdzie spoczywają spaleni, rozstrzelani, uduszeni, zagłodzeni lub zamordowani w inny sposób przez niemieckich nazistów i Sowietów Polacy, wciąż pozwala się opierać ekspansji holocaustianizmu. Wciąż daje odwagę, by nie ulec propagandzie mówiącej o tym, że wszyscy mamy krew na rękach” (s. 103). O środowiskach intelektualistów w Polsce, które przeszczepiać mają „wiarę Holocaustu” na grunt Polski, i stojących za tym motywach będę jeszcze pisać.

Można podsumować, że Lisicki wydaje się upatrywać sukces żydowskiej narracji w fakcie, że formuła „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”, naznaczająca naród żydowski zbrodnią bogobójstwa, dziś przywodzi na myśl odpowiedzialność za Zagładę, która spoczywa na europejskiej tradycji chrześcijańskiej (Krew na naszych rękach?). Publicysta zauważa: „(…) motywem kierującym działaniem niektórych środowisk żydowskich jest swoista chęć odegrania się, może wręcz zemsty na chrześcijaństwie” (s. 79). W takim wyobrażeniu zachodniej pamięci o Zagładzie społeczności żydowskie zakulisowo pociągać mają za sznurki i stopniowo przeobrażać cywilizację europejską zbudowaną na chrześcijaństwie, pozbawiając ją fundamentu. Głównym narzędziem owej kulturowej rewolucji ma być zglobalizowana pamięć o zagładzie 6 mln europejskich Żydów. Przypomina to obrazowanie Żydów w ideologii antysemityzmu nowoczesnego, opierającego się na przekonaniu o zbyt dużym wpływie Żydów na sferę polityki, gospodarki, mediów i kultury; zręcznie posługiwał się nim w swoich pismach Roman Dmowski. Myślę, że Lisicki spodziewa się zarzutu o kształtowanie antyżydowskiej narracji. Odrzuci go zapewne jako jeszcze jeden przejaw „holocaustianizmu”, który blokuje wszelką krytykę czy postawienie w złym świetle członków społeczności żydowskich. Przedstawię inne argumenty. Po pierwsze, można znaleźć przykłady na to, że pamięć o Zagładzie współistnieje z pamięcią o innych ludobójstwach, czystkach etnicznych i dyskryminacji rasowej, a nawet przyczynia się do ich nagłośnienia (zwrócił na ten fakt uwagę Michael Rothberg, pisząc o pamięci wielokierunkowej). Przykładem pierwszym z brzegu jest działalność takich instytucji jak Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy Fundacja Shoah na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Organizacje te dokumentują nieżydowskie ludobójstwa oraz dzielą się wiedzą, jak pracować ze świadkami traumatycznych wydarzeń. W Muzeum Holokaustu na wystawie głównej prezentowane są np. informacje i zdjęcia z masowych rozstrzeliwań członków polskich elit w 1939 r., których dokonali Niemcy na Pomorzu. Po drugie, trudno utrzymać tezę o nietykalności Żydów. Wystarczy przywołać częstą w zachodniej prasie krytykę państwa Izraela czy wskazać szereg procesów, które toczyły się w Izraelu przeciwko członkom policji żydowskiej i Judenratów czy też obozowym kapo (najsłynniejszym, często wymienianym jako jeden z przełomowych w kształtowaniu się pamięci o Zagładzie w Izraelu, był proces Rudolfa Kastnera, który miał miejsce w latach 1954–1957). O tragiczności postaw Żydów w trakcie Shoah nikt nie napisał mądrzej niż Zygmunt Bauman w Nowoczesności i Zagładzie. Niestety, książka ta nie pojawia się w bibliografii omawianej pozycji.

Instrumentalizacja antysemityzmu

Kolejna książka pt. Klincz? Debata polsko-żydowska jest typem pozycji rzadko spotykanej w debacie o Zagładzie i relacjach polsko-żydowskich ze względu na wielość prezentowanych w niej poglądów. Gabriel Kayzer przeprowadził 24 rozmowy z tak różnymi aktorami debaty o międzygrupowych relacjach, jak Bogdan Białek, Matthew Tyrmand, Aleksander Kwaśniewski czy Uri Huppert. Co więcej, część z nich reprezentuje krytyczny dyskurs o Żydach i o Zagładzie. Zastanawiam się natomiast, według jakiego klucza autor dobierał swoich rozmówców, kogo pominął i z jakiego powodu oraz kto i dlaczego odmówił rozmowy (nieobecne pozostają np. osoby związane z Centrum Badań nad Zagładą Żydów). Ze względu na zainteresowanie prawicowym dyskursem analizie poddałam, po pierwsze, pytania i komentarze prowadzącego wywiady Gabriela Kayzera, po drugie, wypowiedzi tych rozmówców, z którymi autor książki ma wspólny światopogląd. Widać to w sposobie, w jaki formułuje pytania i prowadzi wywiad, co postaram się pokazać, cytując charakterystyczne przykłady. Moim zdaniem do tych rozmówców należą, m.in. Maciej Pawlicki, Dawid Wildstein, Jan Żaryn czy Piotr Gontarczyk – osoby identyfikujące się i kojarzone z prawicą.

W tych wywiadach można dostrzec kontynuację wątków, które pojawiły się w książce Pawła Lisickiego. Przy czym uwaga koncentruje się w nich na polskiej pamięci o Żydach i Zagładzie. Rozwinięta zostaje problematyka antysemityzmu, a raczej „tzw. polskiego antysemityzmu”, używając języka jednego z rozmówców. Chodzi zatem o niesprawiedliwe posądzenie Polaków o antyżydowskie postawy. W opinii wypowiadających się mężczyzn (Stella Zylbersztajn i Dana Rothschild są jedynymi rozmówczyniami dziennikarza w całej książce) głównymi przeciwnikami pozostają nie tyle Żydzi, ile polscy intelektualiści, którzy przyjęli perspektywę żydowską. Gabriel Kayzer – podobnie jak redaktor naczelny „Do Rzeczy” – analizuje dyskurs wokół II wojny światowej w kontekście współczesnej wojny cywilizacyjnej. W rozmowie z Maciejem Pawlickim formułuje pytanie: „Niektórzy uważają, że zarzut antysemityzmu stał się dla misjonarzy lewicowo-liberalnych ideologii pałką, służącą im do okładania Polaków, aby w ten sposób skompromitować, stłamsić i w rezultacie tego stłamszenia przekształcić – opartą na chrześcijańskich wartościach – polską tożsamość narodową. Tożsamość ta chroni nas bowiem przed zapędami – skażonych wirusem neomarksizmu – utopijnych demiurgów tak skutecznie, jak chroniła kapitana Amerykę jego tarcza. (…) można postawić tezę, że stosowana w stosunku do Polaków na polu historii i kultury pedagogika wstydu jest częścią jakiejś większej wojny cywilizacyjnej?” (s. 365). Ta pedagogika wstydu ma swoich propagatorów wewnątrz polskiego społeczeństwa – m.in. badaczy związanych z Centrum Badań nad Zagładą Żydów – twierdzi część prawicowych publicystów. Można powiedzieć, że w związku z nowelizacją ustawy o IPN problematyka postaw Polaków wobec Żydów nabrała w tym dyskursie nowych znaczeń. Po pierwsze, zostaje wskazana jako kolejna oś konfliktu politycznego, który toczy się obecnie w Polsce. Przykładowo, Konrad Kołodziejski w tekście Następcy Grossa („Sieci”, 9–15 kwietnia 2018) instrumentalizowanie oskarżenia Polaków o antysemityzm postrzega jako nową formę walki z rządem: „Dziś przypisywanie Polakom winy za Holokaust ma dodatkowy walor. Wspomaga bowiem starania sporej części antypisowskiej opozycji, która próbuje udowodnić całemu światu, że rządy prawicy nie tylko są emanacją antysemickich nastrojów w społeczeństwie, lecz i cynicznie te nastroje pobudzają, wykorzystując je do utrzymania wysokich notowań” – pisze Kołodziejski. Po drugie, ma być kolejną ilustracją konfliktu społecznego na linii „elity III RP” kontra „Polacy”. Rafał Ziemkiewicz w artykule pt. Antysemityzm. Problem praktyczny („Do Rzeczy”, 12–18 marca 2018) pisze: „Dla kompradorskiej elity III RP to nie do przyjęcia: chłostanie Polaków oskarżonych o antysemityzm, zawstydzanie i upokarzanie ich przed światem jest zbyt istotnym elementem jej tożsamości – w czym, mówiąc nawiasem, odżywa »pańska« pogarda zbratanego z Żydami dworku dla wrogich im »chamów«”. Można zatem stwierdzić, że pojęcie antysemityzmu w jego pierwotnej definicji znikło ze słownika części prawicowych publicystów jako nieodpowiadające rzeczywistości bądź zmieniło swoje znaczenie. I tak, Maciej Pawlicki „antysemicką” określa sztukę Tadeusza Słobodzianka pt. Nasza klasa, która nawiązuje do Sąsiadów Jana Tomasza Grossa (postaci mitycznej w prawicowym dyskursie). Jeśli dobrze zrozumiałam wywód dziennikarza, to głoszenie historycznej nieprawdy o Polakach ma stwarzać ową niechęć do Żydów. Antysemityzm trzeba rozpatrywać zatem jako przejaw samoobrony w obliczu niechęci i wrogości Żydów do Polaków. Pawlicki tłumaczy to dość zawile: „Mamy (…) wielu przyjaciół w Izraelu i w innych państwach, którzy rozumieją, że wzniecanie antysemityzmu wśród Polaków jest niegodne i sprzeczne z prawdą, a po drugie kompletnie nie jest w interesie państwa Izrael, które powinno teraz poszukiwać sojuszników, a ma ich w Polsce wiele” (s. 365). Co ciekawe, w tym fragmencie dziennikarz stawia warunki sojuszu Polski z Izraelem. Ma być nim powstrzymywanie się od wysuwania antysemickich sądów przez Żydów w stosunku do Polaków, a mówiąc poważnie: zaakceptowanie polskiej polityki historycznej.

Polak-katolik-Sprawiedliwy

Wizję polityki pamięci zarysowuje w rozmowie z Kayzerem Jan Żaryn: „Jest taki zestaw zdań, które mogłyby być przez stronę polską promowane jako zdania zwięzłe, a jednocześnie prawdziwe: »Celem państwa polskiego w czasie drugiej wojny światowej od 1942 roku oprócz odzyskania przez Polskę niepodległości było ratowanie narodu żydowskiego przed zagładą. Każdemu Polakowi groziła za to kara śmierci z rąk okupanta niemieckiego. Co najmniej kilkaset Polaków zostało zamordowanych za ratowanie Żydów, kolejne setki trafiały do obozów koncentracyjnych«” (s. 258). Żaryn zapomniał, że skuteczna polityka historyczna musi być wiarygodna. Myślę, że w prawicowym dyskursie o Żydach i Zagładzie najważniejszy pozostaje autowizerunek Polaków. Potwierdza to też trzecia analizowana przeze mnie książka autorstwa Dariusza Walusiaka, pt.: Winni. Holokaust i fałszowanie historii. Dziennikarz podzielił ją na cztery główne części, zatytułowane kolejno: „Ofiary”, „Sprawcy”, „Sprawiedliwi, czyli miłosierni” oraz „Winni”, z których pierwsze trzy mają określać główne pozycje charakteryzujące konkretne narody w relacji do Zagłady. Są nimi odpowiednio: Żydzi, Niemcy i Polacy. Zwrócę uwagę, że w stosunku do sławnej triady typowych postaw wobec zagłady Żydów, zaproponowanej przez Raula Hilberga w książce Sprawcy, ofiary, świadkowie, znika kategoria świadka, w ramach której zwykle umiejscawiani są Polacy. Miejsce to zajmują Sprawiedliwi. Dziennikarz wyjaśnia: „po to też zmierzyłem się z tematem dotyczącym Polaków i Żydów, dwóch nacji skazanych przez Niemców na zagładę. Zależało mi na dostarczeniu czytelnikowi argumentów potwierdzających niewinność Polaków, a zarazem przytoczeniu dowodów świadczących o mocnym zaangażowaniu w niesienie pomocy prześladowanym” (s. 430). Zrównanie postaw Polaków wobec Żydów z niesieniem pomocy pozostaje jednym z ważnych motywów prawicowego dyskursu. W kształtowanej pamięci o Sprawiedliwych akcentowane są dwie najważniejsze składowe autowizerunku narodu polskiego: cierpienie i bohaterstwo. Kluczowe jest też definiowanie polskości przez tożsamość katolicką. Co ciekawe, nawet w obrębie pamięci o Sprawiedliwych, która zwykle służy zaakcentowaniu tego, co wspólne w historii Żydów i Polaków, można dostrzec oddziaływanie dyskursu etnonacjonalistycznego.

Jan Żaryn w rozmowie z Kayzerem podkreśla: „Często osoby ratujące Żydów czuły się także w pewien sposób pod swoistą okupacją swojego gościa, którego się boją, a któremu nie potrafią odmówić. Strona polska przyjmuje, bo jest wychowana w katolickich wartościach i polskiej gościnności i nie umie powiedzieć: »nie«. Osoba przyjmowana jest zaś tak »uparta, żeby żyć«, że nie chce wyjść. Były więc także przymusy ratowania, gdzie strona polska była słabszą stroną i nawet jeśli nie chciała dalej pomagać, gdyż na przykład nie miała pieniędzy nawet dla własnej rodziny, to nic nie mogła z tym zrobić” (s. 268).

Trzeba zaznaczyć, że w obrębie prawicowej narracji można znaleźć inne stanowiska, których przykładem są felietony Roberta Mazurka. Przed uciekaniem w „autoapologię” przestrzega Bronisław Wildstein, członek powołanego przez premiera Mateusza Morawieckiego zespołu ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem, odnosząc się m.in. do tez cytowanego powyżej Jana Żaryna (Zaniedbaliśmy obronę wizerunku Polski, „Sieci”, 12–18 marca 2018). Co ważne, możliwość powrotu do normalnych stosunków z Izraelem i amerykańskimi Żydami dziennikarz widzi m.in. w polityce historycznej wokół obchodów Marca ’68 i rocznicy powstania w getcie warszawskim. Proponuje odwołać się do obrazowania tego, co wspólne (charakterystycznego dla narracji afirmacyjnej): „Warto np. przypominać, że Żydowski Związek Wojskowy walczył pod dwiema flagami – polską i żydowską” – pisze. Po czym zaraz dodaje: „(…) odbudowa głębszych relacji, naszego wizerunku zajmie lata. Żadnych złudzeń, że będzie łatwo. Bo to jest część czegoś większego: tej wojny o Polskę, o której tyle mówimy”. Pamięć o Żydach i o Zagładzie ma służyć kształtowaniu dobrego wizerunku polskiego narodu. To uzależnienie włączenia historii i kultury Żydów od podporządkowania ich interesom polskiego dziedzictwa narodowego widać też w przemówieniu prezydenta Andrzeja Dudy podczas obchodów 75. rocznicy powstania w getcie warszawskim. Czytamy w nim m.in.: „(…) jestem przekonany, że tak jak Polakom, tak samo Żydom – obywatelom polskim – ogromnie zależy na tym, by prawda historyczna była jedna. Prawda o ich bohaterstwie, niezłomności, odwadze, ale także o postawie wszystkich, którzy wówczas byli wokół. I dlatego jestem przekonany, że gdy ktoś mówi o współodpowiedzialności polskiego państwa za Holokaust, to rani to nie tylko Polaków, ale także Żydów – polskich obywateli – a także pamięć tych, którzy polegli pod polską i żydowską flagą”. Trudne dziedzictwo Zagłady dla polskiej tożsamości narodowej, które ujawniło się tak wyraźnie w dyskursie publicznym po nowelizacji ustawy o IPN, nie po raz pierwszy zostaje przy przykryte motywem wyimaginowanej wspólnoty doświadczeń oraz braterstwa Polaków i Żydów w trakcie II wojny światowej. Szanse na silną tożsamość narodową, która nie przemilcza tego, co trudne w przeszłości grupy własnej, ponownie się oddaliły.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter