70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Prawica i Żydzi

Rządząca partia i sprzyjający jej publicyści piszą o polsko-żydowskiej historii na dwa sposoby. Albo wspominają wyłącznie o jej dobrych stronach (dokonaniach Sprawiedliwych i wielowiekowej pokojowej koegzystencji), albo koncentrują się na krytyce żydowskiej pamięci. Niewiele miejsca zostaje na mądre i krytyczne spojrzenie w przeszłość.

Gdy analizowałam w mojej pracy doktorskiej typy upamiętniania społeczności żydowskich w mniejszych miejscowościach we współczesnej Polsce, wyróżniłam trzy najważniejsze sposoby obrazowania Żydów i Zagłady. Kryterium klasyfikacyjne, które przyjęłam, to miejsce, jakie zajmuje w tych narracjach pamięć żydowska. Polskie dyskursy nazwałam kolejno: krytycznym, afirmacyjnym i etnonacjonalistycznym. Dyskurs krytyczny cechuje to, że jego użytkownicy uznają pamięć żydowską za równorzędną własnej i umożliwiają swobodne jej wyrażanie. W dyskursie afirmacyjnym następuje przefiltrowanie perspektywy żydowskiej przez pamięć grupy własnej i odrzucenie wszystkich tych elementów, które podważają pozytywny wizerunek swojskiej zbiorowości, pozostawiając je ukrytymi i przemilczanymi. Etnonacjonalistyczne obrazowanie natomiast przerysowuje odrębność pamięci żydowskiej, przedstawiając ją jako wchodzącą w ciągły konflikt i zagrażającą pamięci grupy własnej. Obserwując w ostatniej dekadzie coraz więcej inicjatyw upamiętniających społeczności żydowskie w Polsce, należy stwierdzić, że to dyskurs afirmacyjny stał się dominującym sposobem obrazowania tego mniejszościowego dziedzictwa. Dzięki temu historia i kultura polskich Żydów zaczęły być coraz powszechniej postrzegane jako część przeszłego, wielokulturowego dziedzictwa Polski. Stało się to jednak na określonych warunkach: utrzymania pozytywnego wizerunku grupy większościowej, przy jednoczesnym podkreśleniu odmienności tego, co żydowskie. W efekcie pamięć mniejszości podporządkowana została mechanizmowi potwierdzania poczucia dumy z przynależności do grupy większościowej. Twierdzę, że warunki te tworzą coś, co można nazwać wspólną płaszczyzną między obrazowaniem afirmacyjnym i etnonacjonalistycznym dziedzictwa żydowskiego i Zagłady.

W czasie wzmożonej aktywności polityki historycznej wokół definiowania tożsamości grupy większościowej często „to, co całkiem różne od nas”, może łatwo przeobrazić się w „to, co nam wrogie”, „to, co przeciwko nam”.

Dobrą ilustracją przejścia od narracji afirmacyjnej do etnonacjonalistycznej są moim zdaniem wypowiedzi i działania polityków obozu rządzącego i sprzyjających mu mediów po przyjęciu w tym roku nowelizacji ustawy o IPN. Nie na tym jednak momencie mam zamiar się tu skoncentrować. Prawicowy dyskurs o Żydach i Zagładzie wyodrębnił się wcześniej, czerpiąc z narracji afirmacyjnej i etnonacjonalistycznej (prawie nigdy z narracji krytycznej), posługując się kilkoma powtarzającymi się motywami, takimi jak: rywalizacja w cierpieniu, instrumentalizacja Holokaustu i stereotyp „żydokomuny”. Zaznaczę, że zawężam tu rozumienie prawicy do obecnie rządzącego Prawa i Sprawiedliwości oraz do przedstawicieli mediów sprzyjających rządzącej partii. Czynię to m.in. ze względu na takie samookreślenie się tego środowiska oraz rozpowszechniony wizerunek tej partii jako będącej w całkowitej opozycji do Platformy Obywatelskiej, również partii prawicowej. Główne wątki interesującej mnie narracji scharakteryzowałam na podstawie trzech książek. Wszystkie publikacje powstały przed nowelizacją ustawy o IPN i jako nienaukowe zostały pomyślane tak, by były dostępne dla szerokiego grona odbiorców. Są to: Krew na naszych rękach? Pawła Lisickiego (2016), Klincz? Debata polsko-żydowska Gabriela Kayzera (2017) oraz Winni. Holokaust i fałszowanie historii Dariusza Walusiaka (2016) – autorzy to publicyści i dziennikarze, którzy kształtują bądź przywołują popularne w środowisku polskiej prawicy motywy obrazowania dziedzictwa żydowskiego i Zagłady. Część z tych wątków można było odnaleźć w wypowiedziach polityków rządzącej partii po przyjęciu nowelizacji. Zaznaczę, że choć interesują mnie przede wszystkim tropy dominujące w prawicowej polityce pamięci, to postaram się przywołać tu również odrębne stanowiska, zarysowując różnorodność istniejącą w obrębie tego dyskursu.

Instrumentalizacja Holokaustu

Szczególną rolę przypisuję książce Pawła Lisickiego. Wprowadziła ona mianowicie do prawicowego języka takie określenia jak „religia Holokaustu” czy „ideologia holocaustianizmu”. Autor czerpie garściami z narracji etnonacjonalistycznej, m.in. poprzez zaakcentowanie ideologicznej walki o pamięć. Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” wyróżnia w omawianej książce dogmaty „holocaustiańskiej wiary”. Ma się nimi kierować w swoich opiniach przeważająca część zachodnich elit intelektualnych. Wśród reguł wymienia m.in. tezę o nieporównywalności, wyjątkowości zbrodni Holokaustu, potrzebę rozliczenia się każdego narodu z postaw wobec ofiar Zagłady oraz przekonanie o ciągłości między „nauczaniem pogardy” Kościoła katolickiego wobec wyznawców judaizmu a rozpowszechnieniem antysemityzmu eliminacyjnego w nazistowskich Niemczech. Trzeba przyznać, że każda z tych tez jest obecna i istotna w dyskursie o Zagładzie. Stanowi jednak jedną z interpretacji głównych problemów badawczych w studiach nad Holokaustem, m.in. o naturze zbrodni, o związkach między antyjudaizmem a antysemityzmem czy w ogóle kwestii, na ile nienawiść wobec Żydów uznać należy za decydujący czynnik przeprowadzenia masowej zagłady ich społeczności.

Paweł Lisicki nie rozpoznaje bądź celowo pomija różnorodność zajmowanych stanowisk. Wydaje się, że zachodnia pamięć o Zagładzie interesuje go jedynie, gdy potwierdza tezę o konflikcie, po pierwsze, z pamięcią zbiorową Polaków, w jaki ma wchodzić jako narracja obca, niedotycząca polskich współobywateli i narzucona z zewnątrz, oraz, po drugie, gdy rzekomo zagraża tradycji chrześcijańskiej. Trzeba tu raczej mówić o wyobrażonej przez Lisickiego zachodniej narracji o Zagładzie.

Na antagonizującą funkcję tego ujęcia wskazuje dokonane przez publicystę rozpoznanie starcia, w którym polska i chrześcijańska opowieść o cierpieniu przegrywa z żydowskim dyskursem. Zacytuję obszerne fragmenty wywodu redaktora naczelnego „Do Rzeczy”, by zobrazować specyficzny język dyskursu etnonacjonalistycznego (choć widać w nim także indywidualny, niezwykle emocjonalny styl autora). Lisicki pisze więc o nieobecności w świecie polskiej martyrologii oraz zapominaniu o unikalnym statusie Polaków jako ofiar dwóch totalitaryzmów – nazizmu i komunizmu. Publicysta przestrzega: „Nagle okazuje się, że przestaje się liczyć pamięć o polskim oporze, o moich bliskich, całe to doświadczenie zapisane w niezliczonej liczbie cmentarnych krzyży, którymi oznaczono mogiły zabitych w wojnie Polaków; nagle powleka ich złowieszcza i ponura cisza, wypierana najpierw przez szum, potem zgiełk głosów różnych znawców, pseudoznawców i pospolitych hucpiarzy, którzy systematycznie, rok po roku tworzą nowy obraz dziejów i próbują go wszystkim narzucić. Żadną miarą nie wolno temu ulegać” (s. 568). Niemożność rozliczenia i zadośćuczynienia zbrodni komunistycznych to skutek zglobalizowanej pamięci o Zagładzie. W dużej mierze odpowiada za to sukces wizerunku Żyda jako ofiary największej zbrodni w historii. Lisicki twierdzi: „quasi-religia Holocaustu zapewnia też swoiste alibi moralne” (s. 24), bo „[n]ic ich nie może splamić. Nawet Żydów komunistów, nawet tych, którzy dokonywali mordów i organizowali masowe zbrodnie – w ostateczności są oni przecież potencjalnymi ofiarami Holocaustu. (…) Przynależność do potomstwa Abla zmywa każdą winę” (s. 23). Rzutuje to także na sposób prezentacji historii relacji żydowsko-chrześcijańskich, gdzie role ofiar i sprawców zostały już dawno ustalone przez ideologów holocaustianizmu. Zrównanie przedsoborowego dziedzictwa Kościoła katolickiego z dziejami nienawiści wobec Żydów, czego nieuchronną konsekwencją miał być rasistowski antysemityzm Hitlera, jest dla autora najpoważniejszym skutkiem globalnego sukcesu żydowskiej narracji. To dlatego Lisicki większą część omawianej książki poświęca na odzyskiwanie zapomnianej historii, gdzie to wyznawcy judaizmu są czarnymi charakterami, walczącymi z chrześcijaństwem. Publicysta sięga po legendę o mordzie rytualnym i oskarżenia o profanację Hostii oraz szuka wyjaśnienia tych zjawisk w kontekście prowokacyjnych, jak je określa, antychrześcijańskich rytuałów pewnej części wyznawców judaizmu (s. 528). To one w dużej mierze miały ściągać prześladowania na żydowskie społeczności ze strony chrześcijan. Uznanie tych oskarżeń przez współczesną humanistykę za nieprawdziwe i za przejaw antysemityzmu autor traktuje jako dowód na oddziaływanie „religii Holokaustu”, która cenzuruje badania nad żydowskimi sprawcami. Te wątki, choć niezbędne, by zilustrować stan umysłu redaktora naczelnego „Do Rzeczy”, rzadko pojawiają się jednak w prawicowym dyskursie. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter