70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Walentin Sprinczak/TASS/Getty

Wojna aż do znudzenia

Źle się dzieje, kiedy niewygaszona wojna przenosi się do literatury i kultury popularnej. To pokazuje, że wszyscy już do niej przywykli, że spowszedniała, jest i będzie, bo nikt nie ma pomysłu (a może nawet ochoty), by ją skończyć. Taka wojna toczy się na wschodzie Ukrainy.

O ukraińskiej wojnie powieść napisał Serhij Żadan, jeden z najwybitniejszych twórców średniego pokolenia ukraińskich pisarzy. W Internacie w mistrzowski sposób i nie po raz pierwszy oddał złożoność – kulturową, społeczną, polityczną – wschodniej Ukrainy, z której sam pochodzi. Wojna u Żadana, nagle, z dnia na dzień, angażuje i zmienia „zwykłego obywatela” – Pasza, z zawodu nauczyciel, otrzymuje od ojca polecenie: ma odnaleźć swojego siostrzeńca. Na początku mężczyzna się buntuje, myśli sobie: „Niech ojciec sam idzie”, ale ostatecznie przystaje. Okazuje się, że świat, w którym dotychczas żył Pasza i który tak dobrze znał, już nie istnieje, zawładnęła nim wojna. I niby proste zadanie staje się trudne do wykonania: na ziemi, na której od lat żył Pasza, wyrosły punkty kontrolne, nie wiadomo, kto jest swój, a kto obcy. Wojna jest okrutna i bezwzględna. Toczy się z woli wschodniego sąsiada, przy czynnym udziale miejscowej ludności bądź przy jej cichym przyzwoleniu.

Z bronią w ręku w imię wielkiej Rosji
Opisując sytuację na wschodniej Ukrainie, można spierać się o pojęcia. Wojna? Czy może okupacja? Jeśli chce się być poprawnym i używać określeń pojawiających się w tekstach analitycznych, powie się: „linia rozgraniczenia” (czyli linia oddzielająca separatystyczne republiki od Ukrainy), ale można też użyć określenia „linia frontu”, bo co prawda po podpisaniu porozumień mińskich w 2015 r. ta wojna przycichła, ale nie wygasła i każdego miesiąca na wschodzie kraju giną ludzie. Można powiedzieć: „separatyści z Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej”, ale należy pamiętać, że oprócz separatystów pojawiają się tam regularne jednostki rosyjskiej armii. Można powiedzieć: „straty”, ale można też wymienić imiona i nazwiska poległych i zaginionych. I lista będzie bardzo długa, bo na tej wojnie poległo już ok. 13 tys. osób.

Od strony „ludzkiej” wojna zawsze wygląda inaczej, niż opisują ją politycy, analitycy czy przedstawiciele międzynarodowych organizacji. Na terenach ogarniętych konfliktem trwa codzienna walka o życie (żeby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po relacje reporterów czy międzynarodowych organizacji niosących pomoc humanitarną).

W wielu miejscowościach na wschodniej Ukrainie wojna oznacza egzystencję w częściowo zburzonych domach, zbombardowanych blokach, grożących w każdej chwili zawaleniem, bez prądu, gazu, wody czy pomocy medycznej.

Ludzie, którzy nie byli w stanie uciec (bo za starzy, bo nie potrafili zostawić domu, bo nie było za co), stracili wszystko: bliskich, sąsiadów, pracę. W pobliżu miejsca ich wegetacji (bo trudno powiedzieć „życia”) brakuje sklepów, ośrodków zdrowia. Bywa, że głodują, są wycieńczeni, żyją dzięki pomocy wolontariuszy. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter