70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Ihvan Radoykov / Anadolu / Getty

Europa po bułgarsku

Jesień 2018 r. upłynęła w Bułgarii pod znakiem protestów, ale ich efekty to kosmetyka, a nie nowa jakość w polityce. Zaczęło się podobnie jak we Francji – od strajków po zapowiedzianych podwyżkach cen paliw. Nie wyłoniły one jednak liderów, z którymi władza mogłaby negocjować.

Oglądam film Baj Ganjo wyrusza do Europy. Na sofijski dworzec kolejowy wjeżdża parowóz – rzecz dzieje się pod koniec XIX w., chwilę po odzyskaniu przez Bułgarię niepodległości po prawie pięciu wiekach dominacji osmańskiej. – Do Europy jedziecie? – pyta Baj Ganjo.

– A gdzie indziej? – odpowiada konduktor. Ganjo, ubrany jak wieśniak, jest bezczelny i wygadany. Chce siedzieć w pierwszej klasie, bo europejska, ale po tym jak zostaje z niej wygoniony, pije wino z krajanami, wyśmiewając europejskiego szampana.

Ganjo, ubrany jak wieśniak, jest bezczelny i wygadany. Chce siedzieć w pierwszej klasie, bo europejska, ale po tym jak zostaje z niej wygoniony, pije wino z krajanami, wyśmiewając europejskiego szampana.

Dychotomia europejski–orientalny była wtedy obsesją Bułgarów. Może dlatego, że europejskość tego kraju przez wieki stała pod znakiem zapytania?

Nagrodzony literackim Noblem Elias Canetti w autobiograficznej książce Ocalony język. Historia pewnej młodości tak sytuował Bułgarię na mapie wyobrażonej: „Reszta świata nazywała się tam Europą. Europa zaczynała się tam, gdzie niegdyś kończyło się państwo tureckie”. Canetti mieszkał w naddunajskim Ruszczuku (dzisiejsze Ruse). Europa miała zaczynać się za Dunajem.

Prawie pięć wieków jarzma osmańskiego, paradoksalnie, wzmocniło mentalną przynależność Bułgarów do Europy. Bułgarzy po oswobodzeniu burzyli meczety, Orient znikał, jakby był tylko chwilową dekoracją – jakby tych pięć wieków było okupacją, a nie integracją z państwem sułtana. Ale ślad pozostał – w języku pełnym turcyzmów, w kuchni, nawet w gestach czy w poczuciu humoru. Jednym z takich wspólnych słów jest majtap, czyli wkręcanie kogoś, robienie hecy. Innym laf muhabet – przyjacielska, miła rozmowa.

Homo balcanicus

Baj Ganjo to najpopularniejszy bohater literacki w Bułgarii. Aleko Konstantinow po raz pierwszy nakreślił jego portret w powieści w odcinkach Niewiarygodne historie o współczesnym Bułgarze. Baj (wujaszek; tak Bułgarzy zwracają się do starszych mężczyzn), bułgarski Szwejk i Nikodem Dyzma w jednym, wyrusza do Europy promować olejek różany. Z jednej strony jest odważny i postępowy, a z drugiej – chciwy i prymitywny. W kolejnych odcinkach opisane zostaje to, jak robi z siebie w Europie błazna. Po powrocie do Bułgarii zostaje politykiem – skorumpowanym i bez skrupułów.

Krytycy widzą w Baj Ganjo prototyp homo balcanicus – parweniusza, który próbując naśladować zachodni styl życia, stał się pośmiewiskiem. W filmie na bohatera często woła się „bałkański”.

Dziennikarz czasopisma „Sega” zapytał anonimowego dyplomatę, czy premier Bojko Borisow jest bałkańskim liderem. Otrzymał odpowiedź: „Można o nim powiedzieć, że jest bałkański”. Wydawało się, że premier Bojko Borisow był zdecydowanie lepszą wersją Baj Ganjo – przynajmniej jeśli chodzi o PR. Lubiany na europejskim salonach i wśród rodaków, lansował się od czasów bułgarskiej prezydencji na lidera Bałkanów, a dokładniej: na promotora Bałkanów Zachodnich w Unii Europejskiej.

Borisowa, który dzierży tekę premiera – z krótkimi przerwami – od dziesięciu lat, nazywa się „szeryfem”, podkreślając jego zasługi w walce z mafią, choć niektórzy bułgarscy dziennikarze twierdzą, że sam w latach 90. miał z nią konszachty. Kim on nie był – trenerem reprezentacji w karate, sędzią tego sportu, szefem bułgarskiej policji, członkiem ochrony b. szefa partii komunistycznej Żiwkowa i cara Sakskoburrgotskiego, burmistrzem Sofii. Wiele lat trzymał się blisko rządzących, poznał ich sekrety i ciemne strony. To pozwoliło mu zakotwiczyć się na dłużej, bo mimo kilku dymisji zawsze powraca do władzy. Komentatorzy opisują jego toporność, władczość, bezpośredniość, ale w jednym Borisow jest wyrafinowany – w rozgrywaniu przeciwników politycznych. Ma tę populistyczną smykałkę, która pozwala być jednocześnie u władzy i przeciwko niej. W 2011 r. został wybrany najlepszym… bułgarskim piłkarzem, zdobywając w internetowym plebiscycie 44% głosów. Premier Bułgarii gra w trzecioligowej drużynie Witosza Bistrica. W rankingu wyprzedził takie gwiazdy jak ówczesnego napastnika Manchesteru United Dimitra Berbatowa. Fotografia z ceremonii wręczenia nagród z wielkim pucharem i piłkarską koszulką krążyła po sieci, robiąc „szeryfowi” dobry marketing. Choć, jak przyznał Borisow, mógł to być raczej protest przeciwko słabym wynikom reprezentacji. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter