Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
 Rocznik 2001
 Rocznik 2002
 Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579

 Konkurs na esej

 Księga gości
 Fundacja


Znak, nr 1/2003 (572)
  Kogo kochali Ateńczycy

Małgorzata Łukasiewicz



   "Powiadają niektórzy, że filozofia narodziła się u ludów barbarzyńskich". Tak Diogenes Laertios zaczyna Żywoty i poglądy słynnych filozofów. Świetne zdanie, bo od razu wprowadza nas w klimat i sedno sprawy. Po pierwsze, jest prowokacją, niemożliwe bowiem, by ktoś na podobne twierdzenie gotów był przystać. Toteż autor śpiesznie przywraca porządek: "Ludzie, którzy tak twierdzą, nie zdają sobie sprawy z tego, że przypisują barbarzyńcom osiągnięcia będące w rzeczywistości osiągnięciami Greków i że od Greków zaczyna się nie tylko filozofia, ale w ogóle rodzaj ludzki". Po drugie, zdaniem tym od razu zwraca nam się uwagę na to, co dla filozofii, czyli umiłowania mądrości, jest ważne. Ważne jest, że ludzie wypowiadają różne poglądy i w ogóle mówią różne rzeczy, niektórzy powiadają tak, inni inaczej. Nie żeby od razu wszystko, co mówią, było prawdziwe. Skąd, przecież właśnie przed chwilą z całą mocą odparliśmy pewne niesłuszne twierdzenie. Ale sam ten zgiełk, ta wrzawa krzyżujących się i ścierających głosów stwarza najwidoczniej warunki sprzyjające szukaniu i kochaniu mądrości. Żywy głos, mowa, ma nieskończoną przewagę nad pismami. W Żywotach przytoczona jest anegdota, jak to Diogenes z Synopy, proszony przez Hegezjasza, by pożyczył mu któreś ze swych pism, powiedział: "Głupi jesteś, Hegezjaszu! Wszakże fig nie bierzesz malowanych, lecz wolisz prawdziwe, natomiast mogąc obcować z żywą filozofią, wolisz mieć spisaną".
   Diogenes Laertios żył w III w. n. e. i od czasów, kiedy Antystenes zapraszał Platona, żeby mu przeczytać coś ze swoich pism, a Arystyp Cyrenajczyk wymieniał złośliwości z Diogenesem z Synopy, dzieliły go stulecia i przepastne cezury historyczne. Korzystał ze starszych przekazów, ale te potem zaginęły, i w rezultacie właśnie Żywoty są głównym źródłem wiedzy o filozofii greckiej. Diogenes Laertios podaje informacje biograficzne, chętnie opisuje wygląd filozofa, tryb życia, dietę. Uwzględnia warianty ("według innych źródeł...", "inni powiadają, że..."), wplata rozbrajające szczegóły, z którymi nie bardzo wiadomo, co począć ("syn Pittakosa Tyrrajos został toporem zabity przez jakiegoś miedziorytnika u fryzjera w Kyme"). Referuje poglądy. Sporządzając spis dzieł, nie poprzestaje na wymienieniu tytułów, lecz podlicza linijki. Cytuje poświęcone filozofom wiersze, również własne, przytacza zachowane listy (często o urodzie epigramatów), a także testamenty (testament Teofrasta zaczyna się od słów "Będzie dobrze. Ale na wypadek, gdyby coś zaszło, oto moja wola", podobnie testament Arystotelesa). Na koniec wymienia jeszcze zazwyczaj inne postaci tegoż imienia, aby nas uchronić od możliwej pomyłki. Nie przeszkadza mu, że musi upchnąć obok siebie bardzo różne wyobrażenia o świecie i poglądy wzajemnie sprzeczne. Opisuje w sumie ponad osiemdziesięciu filozofów, wzmiankowanych w jego dziele jest jeszcze więcej. O istnieniu niektórych wiemy tylko od niego. Stara się o usystematyzowanie materiału według chronologii, geografii i podziału na szkoły. A nade wszystko raczy nas anegdotami.
   Nie wszystkie nas bawią. Czasem na przeszkodzie stoi gra słów, nie do oddania w przekładzie, czasem aluzja, już nieczytelna. Ich trzonem jest zazwyczaj czyjeś powiedzonko, sentencja, błyskotliwa replika. (W tytule niektórych wydań uwzględnia się zresztą nie tylko "żywoty" i "poglądy", ale także "apoftegmaty"). Część z nich jest znana, aż nadto dobrze, bo dawno oderwała się od kontekstu i przeniosła do kategorii skrzydlatych słów. U Diogenesa osadzone są w konkrecie: apoftegmat bywa reakcją na kąśliwą zaczepkę, odpowiedzią na pytanie, okolicznościowym dowcipem. Tracą może wskutek tego na wymowie uniwersalnej, za to uwydatniają coś innego: natchnienie chwili, błysk inwencji pobudzonej przez okoliczności, umiejętność wykorzystania sytuacji i - udział innych, tych, którzy zaczepili, sprowokowali, zadali pytanie oraz stanowili wdzięczną publiczność. Dokumentują żywioł dialogu, w którym - jak pisze Marek J. Siemek - "żywi, konkretni ludzie wciąż od nowa zaspokajają własną dociekliwość". Diogenes Laertios nie był przy tym, spisuje ze źródeł, naraża się na zarzut bezkrytyczności, ale z tym wszystkim, bezkrytycznie i naiwnie kolekcjonując historyjki o mędrcach, "pozwala nam choć trochę zobaczyć ich twarze" - pisze Zygmunt Kubiak. Pozwala nam dosłyszeć też coś ze straszliwego zgiełku agory. Nietzsche, który zarzucał Diogenesowi Laertiosowi bezmyślne kompilatorstwo, przyznawał, że żyje w nim duch dawnych filozofów i że trzeba go czytać, aby uwolnić filozofię od przekleństwa nudy. Co wyprawiałby Nietzsche na rynku ateńskim, niepodobna sobie wyobrazić.
    Solon, gdy ustanowiono karę śmierci dla wszystkich, którzy by zachęcali do wojny, "udając obłąkanego, z wieńcem na głowie wpadł na rynek i zgromadzonym tam (...) odczytał swoją elegię o Salaminie, i tak ich swą poezją porwał, że znowu podjęli wojnę, w której dzięki niemu odnieśli zwycięstwo". Zagrał wariata i wygrał. W niektórych anegdotach oprócz słów biorą udział gesty i rekwizyty. Tak w historyjce o Stilponie, któremu Krates "dał do rozwiązania pewien problem, ofiarowując mu jednocześnie figę za rozwiązanie. Stilpon wziął figę i zjadł. ŤNa Heraklesa - wykrzyknął Krates - straciłem figęť. ŤNie tylko figę - odparł Stilpon - ale i problem, którego gwarancją była ta figať". Gdy Simos, "skończony łajdak", oprowadzał Arystypa po swoich wspaniałych komnatach, ten w pewnej chwili "chrząknął i z całej siły napluł mu w twarz", po czym wyjaśnił: "Niestety, nie znalazłem tu miejsca bardziej odpowiedniego". Gdy Platon zdefiniował człowieka jako "istotę żywą, dwunożną i nieopierzoną", Diogenes przyniósł na jego wykład oskubanego koguta, mówiąc: "Oto jest człowiek Platona". Nie widziano nigdy - zaznacza autor - by Pitagoras "publicznie się wypróżniał lub oddawał rozkoszom zmysłowym czy pijaństwu". Innych widywano. "Raz w czasie uczty współbiesiadnicy rzucili Diogenesowi kości jak psu, on zaś jak pies oblał ich moczem".
   Sytuacje nie tylko się wykorzystuje, ale i przemyślnie aranżuje, aby stworzyć sobie okazję do efektownego wystąpienia. Gdy Diogenes z Synopy zaczyna chodzić z latarnią, wywołuje to siłą rzeczy pytania, a miażdżąca odpowiedź jest już gotowa. Niektórzy próbowali zaaranżować własną śmierć. Heraklides "gdy przeczuwał zbliżającą się śmierć, polecił jednemu ze służących, by ukrył jego ciało, jak gdyby nie umarł, lecz wzniósł się do bogów, a na łóżku położył węża". Więcej w tej sprawie zrobił Empedokles, skacząc do krateru Etny - "czynem tym chciał sprawić, ażeby rozeszła się i utrwaliła wieść, że stał się bogiem".
   Perseusz "nakłonił dwóch braci bliźniaków, ażeby jeden dał Aristonowi depozyt, a drugi go odebrał. Ariston nie zorientował się, że oddał depozyt nie temu, kto mu go powierzył, i w ten sposób Perseusz obalił jego uroszczenie, że nigdy się nie myli".
   Królami dowcipu słownego byli, rzecz jasna, sofiści, eksperci od paralogizmu, sofizmatu i innych sofistycznych sztuczek. Zarzucano im, że racje podporządkowują doraźnej potrzebie i otwierają szeroko bramy relatywizmowi. Szkoła cynicka specjalizowała się w happeningach i performances z udziałem rekwizytów, także z udziałem, a nawet z narażeniem własnego ciała. Demonstrowali światopogląd stylem życia, strojem, obyczajową prowokacją. Jeszcze Hegel oburzał się na Kratesa i Hipparchię, którzy odprawiali swoje wesele na rynku.
   W Żywotach czytamy wyraźnie: "Ateńczycy kochali Diogenesa" (z Synopy). W tradycji natomiast, jak wiadomo, cynicy i sofiści wypadli kiepsko. Wygrał dyskurs przeciwko ulicznemu teatrowi filozoficznemu. I bardzo dobrze, bo inaczej utonęlibyśmy w anegdotkach. Przetrwały natomiast rozmaite tęsknoty, których dyskurs nie zaspokaja: tęsknota do bezpośredniej ekspresji, do sprawdzenia się w najbardziej powszednich okolicznościach, no i do natychmiastowego publicznego efektu.
   Prawda, że w tej "żywej filozofii" słowo mądrości traci swój uniwersalny walor i staje się jednym z elementów sytuacji. Błyszczy tylko w konkretnej chwili, w stosownym momencie, w połączeniu z gestem, w nawiązaniu do słów poprzednika. Ale przecież taka chwila to nie byle co. W takiej chwili spełnia się nasze marzenie o adekwatności słów i rzeczy, o doskonałej konstelacji, objawionej nagle pośród codziennego chaosu. Ślad tego zachował się pewnie w dziejach idei kairos - która przeszła bardzo długą i ciekawą drogę od Protagorasa i pitagorejczyków do teologii chrześcijańskiej.

Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, przeł. I. Krońska, K. Leśniak, W. Olszewski przy współpr. B. Kupisa, Warszawa 1984; M. J. Siemek, W kręgu filozofów, Warszawa 1984; Z. Kubiak, Literatura Greków i Rzymian, Warszawa 1999.

MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ, ur. 1948, tłumaczka, eseistka.

2003 SIW Znak, Piotr Poniedziałek
Wykonanie baz danych oraz obsługa techniczna Verbanet s.c.