70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Issouf Sanogo/AFP/East News

Problemy z empatią

Krytykować empatię to tak, jakby rozpowiadać, że się jest przeciw małym kotkom. Intuicyjnie czujemy, że empatia jest czymś dobrym. Potwierdzają to zresztą liczne badania. Ale czy wystarczy ona, by – jak chcieliby niektórzy – rozwiązać wszystkie problemy świata?

Była jesień 2017 r., na Wanda Metropolitano Atletico rozgrywało derbowy mecz z Realem Madryt. Real był akurat w natarciu. Sergio Ramos właśnie zanurkował do piłki i zdołał oddać strzał głową z bliskiej odległości, ale w tym samym momencie w jego nos trafiła noga obrońcy Atletico Lucasa Hernandeza. Ramos padł na murawę i zwijał się z bólu, a ja spokojnie wpatrywałem się w telewizyjne zbliżenie na jego zakrwawioną twarz i beznamiętnie oglądałem powtórki całego – zapewne bolesnego – zdarzenia. Nie czułem żadnego współczucia, nawet się nie wzdrygnąłem. Zresztą, na pewno nie ja jeden tak zareagowałem. Pod nagraniem tej sytuacji dostępnym w serwisie Youtube roi się od pełnych satysfakcji komentarzy: „wspaniale!”, „zasłużył sobie”, „dobra robota”, „dzięki Bogu!” – dodał ktoś nawet.

Można pomyśleć, że musimy być wszyscy psychopatami, skoro cieszy nas – a przynajmniej nie martwi – widok człowieka z rozbitym nosem, ale prawda jest nieco bardziej złożona. W 2010 r. Grit Hein z uniwersytetu w Zurychu i współpracownicy opisali w czasopiśmie „Neuron” ciekawy eksperyment. Chcieli zbadać, co się dzieje w głowach kibiców drużyny piłkarskiej, gdy obserwują, jak innym osobom zadawany jest ból. Okazało się, że gdy badacze razili prądem osoby noszące koszulki tego samego klubu, któremu kibicowały osoby badane, w ich mózgach aktywowały się ośrodki związane z empatią. Gdy jednak osoby badane obserwowały cierpienie kibiców drużyny rywali, aktywowały się u nich inne obszary mózgu: związane z odczuwaniem przyjemności. Ten efekt występował wyłącznie u mężczyzn – kobiety współczuły cierpiącym niezależnie od ich piłkarskich sympatii.

Nie jestem – ostrożnie rzecz ujmując – miłośnikiem Realu Madryt, zapewne to samo można powiedzieć o autorach przytoczonych komentarzy. Być może gdybym zobaczył wykrzywioną z bólu twarz tego samego Sergio Ramosa przystrojonego w czerwoną koszulkę reprezentacji Hiszpanii, z którą od lat sympatyzuję, współczułbym mu szczerze. Być może zapomniałbym nawet, że w niedawnym finale Ligi Mistrzów celowo doprowadził do kontuzji Mohameda Salaha, największej gwiazdy Liverpoolu. Nie piszę jednak tego wszystkiego tylko po to, żeby dać świadectwo swoim piłkarskim sympatiom. Ta historia przede wszystkim dobrze obrazuje kilka podstawowych problemów, jakie mamy z empatią.

Klej społeczny

Empatia znajduje się w centrum wielu naukowych dyskusji. W tradycji Zachodu jako pierwsi zwrócili na nią uwagę Adam Smith i David Hume. Wprawdzie pisali oni raczej o współczuciu lub sympatii, ale mieli na myśli to, co dzisiaj obejmuje (pochodzący z początku XX w.) termin empatii.

Smith i Hume zauważyli m.in., że ludzie łatwo zarażają się emocjami (a w czasach szkockiego oświecenia nie istniał jeszcze Real Madryt). Jeśli cierpisz na duszy lub ciele, zacznę dzielić z tobą twój ból i przygnębienie, a gdy będziesz śmiał się do rozpuku, mnie samemu trudno będzie opanować śmiech. Podkreślali również, że ma to doniosłe konsekwencje. Gdy przeżywamy z kimś jego ból, to trudniej nam wyrządzić mu jakieś świństwo – kopanie leżącego nie jest czymś, co większości ludzi przychodzi naturalnie. To jednak nie wszystko – jak twierdził Hume, empatia działa niczym kompas moralny, wyznaczając kierunek właściwych działań. Wskazuje dobro i zło. Dlatego rozum nie tylko jest, ale i powinien być „niewolnikiem namiętności”

Filozofowie społeczni i polityczni podkreślali, że empatia jest naszym „klejem społecznym” – buduje więzi, które łączą wiele jednostek w skoordynowane i współpracujące grupy.

Tę intuicję mógł uchwycić już Arystoteles, gdy w Polityce zwracał uwagę na naszą głęboko społeczną naturę – człowiek to takie zwierzę, zauważył, które musi żyć w „państwie”; samodzielność jest cechą bogów i potworów. Są nawet teolodzy, którzy w tych naszych posklejanych empatią społecznych więziach upatrują „Bożego obrazu”, ponieważ także Trójca Święta ma społeczną naturę. Ale jeśli to prawda, to nie tylko my zostaliśmy stworzeni na boskie podobieństwo – wszystkie zwierzęta żyjące w stadach tworzą jakiś rodzaj więzi. Przynajmniej część z tych więzi opiera się na empatii.

Zauważenie tego biologom zaznajomionym z pracami Karola Darwina nie przyszło łatwo, choć jeszcze pod koniec XIX w. Piotr Kropotkin pisał o „pomocy wzajemnej” jako najważniejszej sile działającej w ożywionej przyrodzie. W świecie opisanym przez Darwina na pozór królują rywalizacja i okrucieństwo – empatia czy życzliwość mogą się wydawać przejawem słabości. Nie jest to jednak prawdziwy – a przynajmniej nie pełny – obraz przyrody. Według Kropotkina przyroda, gdy tylko ma okazję, unika konkurencji – przekonuje o tym fakt, że najbardziej rozwinięte gatunki to te, u których wyłoniła się współpraca i altruizm. Wielu biologom Kropotkin otworzył oczy: dostrzegli wreszcie, że produktem ewolucji może być wrodzona skłonność do współpracy i pomagania innym, ponieważ altruistom żyje się w stadzie łatwiej niż członkom tych grup społecznych, które agresja i rywalizacja zżerają od środka.

Mechanizmy współpracy i altruizmu teoretycznie nie muszą zostać nasmarowane empatią, by działały dla dobra praktykujących je osobników oraz ich genów. Mogą opierać się na chłodnej kalkulacji albo zostać „sztywno” zaprogramowane przez dobór naturalny, zwłaszcza gdy altruista poświęca się dla swoich krewnych (którzy współdzielą z nim część genów). Jednak empatia na pewno wszystko ułatwia. Dlatego nie powinno nas dziwić, że dziś odnajdujemy najmocniejsze dowody na obecność empatii u gatunków, u których występuje także koordynacja i współpraca – np. wilków, delfinów czy szympansów.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter