70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Lepiej dać się zabić, niż zabić kogoś

Wszystkie wielkie religie i szkoły duchowe dążą do zharmonizowania tego, co się jawi jako praca wewnętrzna nad rozwojem świadomości wyznawców, z pracą zewnętrzną np. na rzecz społeczności czy świata. Ale wszystkie one podkreślają, że zaczynać trzeba od siebie, od pracy z własnym sercem i umysłem.

Dominika Kozłowska: We współczesnej krytyce zachodniej cywilizacji wciąż powraca słowo „antropocentryzm”. Nawet papież Franciszek ostro komentuje tę tendencję: „Nieodpowiednia prezentacja antropologii chrześcijańskiej doprowadziła do promocji błędnego przekonania na temat relacji człowieka ze światem”. Czy zgadza się Pan z tą diagnozą? Na czym polega to błędne przekonanie?

Wojciech Eichelberger: Brawa dla papieża! Utrwalone przez wieki rozumienie biblijnego zdania: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”, sprawiło, że ludzie zachowują się wobec świata przyrody, zwierząt, a także wobec siebie nawzajem jak despoci. Despota nie liczy się z nikim i niczym, egzekwuje władzę bez żadnych skrupułów. Od zarania chrześcijaństwo było chyba najbardziej antropocentryczną z religii – chrześcijanie uznali siebie za „koronę stworzenia”. W różnym stopniu czynią to wszystkie znaczące religie i Kościoły. Nie byłoby to groźne, gdyby stanowiło jedynie przejaw religijnego marketingu rywalizujących ze sobą o dostęp do niebiańskiej klamki. Niestety, ludzie w to uwierzyli.

Istnieją jednak również pozareligijne, biologiczne przesłanki antropocentryzmu. Niewątpliwie za sprawą swych możliwości intelektualnych, poznawczych i motorycznych człowiek dominuje nad innymi gatunkami. Lecz zamiast czynić z tego powód do większej odpowiedzialności i troski o stworzony przez Boga świat, używamy naszej przewagi, by go niszczyć. Słowem, przewróciło nam się w głowach. Antropocentryzm stał się ideologią panreligijnego, gatunkowego egoizmu. Tak silnego, że choć dziedziczony kulturowo, wydaje się wpisany w nasze DNA. Zapomnieliśmy już, że powodowani arogancją i wielkościowym urojeniem, straciliśmy rajską świadomość jedności z duchowym źródłem stworzenia i że tym samym skazaliśmy się na obsesyjne utożsamianie się z naszą cielesną formą. Wtedy też poczucie jedności i harmonii ze światem zastąpiliśmy – generowanym przez samotność i lęk przed rozpadem ciała – przymusem posiadania, zawłaszczania i kontroli.

Jeżeli sobie tego nie uświadomimy, grozi nam zniszczenie naszej planety jednoznaczne ze zbiorowym samobójstwem, a za to na pewno nie idzie się do nieba. Lecz my dalej – wbrew wszystkiemu – trwamy w naszej antropocentrycznej uzurpacji i pozwalamy sobie na bezrozumną i bezduszną eksploatację przyrody w imię tworzenia pozorów indywidualnego i zbiorowego bezpieczeństwa. Myślę, że takie lub podobne myślenie jest sprzeczne z pełnymi troski słowami papieża.

Bo czas dostrzec, że nasza gatunkowa wyjątkowość polega na czymś zupełnie innym niż antropocentryzm: na tym, że jako jedyny gatunek na tej ziemi potrafimy sobie uświadomić, iż indywidualny i gatunkowy egoizm jest kardynalnym błędem i groźną iluzją, która indywidualne życie oddziela od jednoczącej wszystko duchowej matrycy istnienia, czyli – w narracji chrześcijańskiej – od Stwórcy.

Czyż nie to właśnie jest zasadniczym przekazem proroków wszystkich religii? Patrząc w ten sposób, widzimy, że religia nie istnieje, by utwierdzać nas w iluzji antropocentryzmu, lecz byśmy porzucali wszelki egoizm i odzyskiwali zapomniane cnoty pokory, współodczuwania i komunii.

Przez tysiąclecia fałszywe poczucie wyższości napędzało rozwój cywilizacji. Ale dzisiaj coraz powszechniej stawiamy pytanie, czy ścieżka, którą podążamy, faktycznie jest rozwojem czy upadkiem. Bierze się ono z narastających objawów cywilizacyjnego kryzysu. Wygląda na to, że fizyczne i duchowe przetrwanie ludzkiego gatunku w zasadniczy sposób zależy od tego, czy uznamy swój błąd, poważnie potraktujemy sygnały ostrzegawcze, a potem szybko i solidarnie zabierzemy się za naprawianie szkód.

 

Jaki kryzys Pan widzi na horyzoncie?

Ten kryzys nie pojawia się na horyzoncie. Jest tu i teraz, dzieje się wszędzie: wokół nas i w nas. W naszych domach, w naszych sercach i umysłach, w naszych relacjach z przyrodą i z innymi ludźmi. Ma wiele twarzy: ekonomiczną, ekologiczną, socjologiczną, polityczną, obyczajową, aksjologiczną, a przede wszystkim duchową, czyli tożsamościową. Obecnie doświadczamy groźnych przejawów powszechnego kryzysu duchowości i tożsamości, czyli kryzysu wiary. Globalizacja, rozwój społeczności mulitkulturowych i wielorasowych, wielkie migracje, zanikające zasoby energii, wody, powietrza i żywności stanowią ogromne wyzwanie dla wszelkiej wiary w transcendencję i dla wynikających z niej postulatów: pokory, wybaczania, miłości, jedności i dzielenia się z potrzebującymi. Wiele wskazuje na to, że nasza wiara łatwo załamuje się pod wpływem trudnych, wyjątkowych okoliczności. Masowo ulegamy egoistycznej regresji, odwołując się do tożsamości powierzchownych, tymczasowych i dzielących, czyli stawiających nas w opozycji do innych. Są to z reguły tożsamości związane z potrzebą przynależności do jakiejś zdefiniowanej – mniejszej lub większej – gromady. Tak więc przybieramy tożsamości: narodowe, etniczne, rasowe, religijne, światopoglądowe, generacyjne, i traktujemy je ze śmiertelną powagą. A przecież najważniejsze, odwieczne zadanie religii i Kościołów to uświadamianie ludziom, że żadna z tych tożsamości nie określa człowieka w jego istocie. Ta ich misja jest dziś szczególnie ważna i pilna. Ale by ją wypełnić, religie, Kościoły, ich hierarchie i funkcjonariusze nie mogą z innymi Kościołami rywalizować i nimi gardzić. W przeciwnym razie misja i przekaz będą nadal niespójne i niewiarygodne. Nie można głosić, że wszyscy ludzie są dziećmi jednego Boga, jednocześnie twierdząc, że tylko ci, którzy należą do „naszej” religii, mają potwierdzone boskie pochodzenie i obietnicę zbawienia. To nie przypadek, że wszelkie podboje religijne i przymusowe konwersje zawsze kończą się tragicznym niepowodzeniem i powodują morze krzywd, śmierci i cierpienia. Czyż nie czas zrozumieć, że od momentu wygnania z raju jesteśmy powołani do tego, by w końcu rozpoznać jedność – jednego Boga – w całej różnorodności istnienia? — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata