70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Album / East News

Oko jest częścią umysłu

Wszystko, co widzimy, dociera do nas za pośrednictwem oka, a ono z kolei, bez względu na to, czy mówimy o nim z perspektywy psychologa czy embriologa, stanowiąc część mózgu, jest ściśle uwikłane w jego niezgłębioną aktywność. Tym samym natura każdemu człowiekowi jawi się w wyjątkowej i niepowtarzalnej perspektywie.

Rozpocznijmy od przesłuchania świadków. Celem usprawiedliwienia wyroku uchylającego wartości estetyczne ich czasów wezwano dwie osoby. Pierwszą jest pracowity biograf Giorgio Vasari, którego Żywotom najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów zawdzięczamy połowę faktów oraz większość zmyśleń składających się na obiegową opinię na temat artystów epoki renesansu. Drugą – André Malraux, młodszy od Vasariego o cztery stulecia autor Psychologii sztuki, stanowiącej doskonałe streszczenie spornych wartości neomistycznego, nowoczesnego podejścia do sztuki.

Pisząc o Masacciu, genialnym inicjatorze nurtu naturalistycznego w sztuce zachodniej, Vasari oznajmia: „Dzieła wykonane przed nim można nazwać tylko obrazami. W porównaniu z nimi prace Masaccia są żywe, prawdziwe i naturalne”[1].

Z kolei Malraux, obwołując Maneta twórcą nurtu nowoczesnego w sztuce, pyta: „Czymże więc stał się obraz, skoro jego istota nie polega już ani na naśladowaniu, ani na przekształcaniu?”. Po czym odpowiada: „Po prostu obrazem”.

Zdumiewająca koincydencja: „tylko obraz” Vasariego oraz „po prostu obraz” Malraux. Zastanawia również, że choć dla obydwu zwrot ten oznacza to samo, to jednemu służy za wyraz dezaprobaty, a dla drugiego jest wyrazem uznania.

O co tak naprawdę chodziło Vasariemu? Mianowicie o to, że dzieła Masaccia oraz inne, powstałe pod jego wpływem, uformowawszy główny nurt sztuki renesansowej, były prawdziwym odbiciem świata zewnętrznego, w przeciwieństwie do ikon, mozaik czy fresków epok wcześniejszych, stanowiących szablony malarskie o formach niezdeterminowanych przez rzeczywistość. Ponieważ były niezależne od natury, nazwał je „tylko obrazami”, na wzór metafizyki scholastycznej, o której mógłby powiedzieć, że jest „tylko myśleniem”, jako że tworzyła system oparty na spekulacjach, w zupełnym oderwaniu od doświadczenia. W opinii Vasariego malarstwo średniowieczne pociągało za sobą brak weryfikowalnego punktu odniesienia. Prawomocność malarstwa renesansowego oparta była dla odmiany na tym, że każda jego cząstka miała swój odpowiednik w rzeczywistości.

A co z Malraux? O co mu tak naprawdę chodzi, gdy przeciwstawia „prosty obraz” Maneta dziełom epok wcześniejszych? Otóż dokładnie o to samo. W jego ujęciu sztuka przedstawiająca, odnosząc się do rzeczy i zjawisk istniejących poza ramą obrazu i dostępnych doświadczeniu, nosi brzemię treści płynących z zewnątrz oraz ucieka się do kopiowania. Manet uniezależnił sztukę od świata. „Sztuka współczesna – pisze Malraux – wyzwoliła obraz, który na mocy tego zwycięskiego aktu podlega odtąd tylko swoim własnym prawom”. Nie musi on już zawdzięczać swojej wiarygodności występującym w naturze odpowiednikom. Jego sens – o ile znaczenie samo dla siebie może być w ogóle określone tym mianem – zawiera się całkowicie w nim samym. Nowoczesne postrzeganie sztuki, tj. postrzeganie jej jako „frapującego zestawienia barw i linii”, jest dla Malraux niczym „otwarcie magicznego okna na inny świat (…), który jest nie do pogodzenia ze światem rzeczywistym”. Malraux hołubił malarstwo współczesne dokładnie z tego samego powodu, dla którego Vasari gardził sztuką średniowieczną.

Zestawienie ze sobą tych dwóch autorów potwierdza, że nie chodzi tu o odmienne sądy estetyczne czy definicje sztuki, lecz raczej o odrębne sądy wartościujące w odniesieniu do rzeczywistości. Wyraźny rozdźwięk pomiędzy estetykami doby renesansu i nowoczesności świadczy o tym, że podział ten sięga bardzo głęboko.

Odpowiedź na pytanie, czy Vasari lub Malraux mogli w ogóle w sposób uzasadniony mówić o „tylko obrazie”, zostawimy na później. Póki co możemy stwierdzić, że gdy ten drugi wspomina, iż przedstawianie świata zewnętrznego nie ma nic wspólnego ze sztuką, to wyraża tym samym sposób myślenia swojej generacji. „Tworzenie dzieła sztuki jest na tyle niesamowitym przedsięwzięciem – powiada Clive Bell – że nie ma tu miejsca na rozrywki polegające na poszukiwaniu podobieństw”. Laurence Binyon już w 1911 r. pisał z zadowoleniem: „Teoria mówiąca, że sztuka polega przede wszystkim na naśladownictwie i reprezentacji, straciła uznanie w oczach człowieka myślącego”. Z kolei Albert C. Barnes przypomina nam, że tylko malarze „niezdolni do doskonalenia środków wyrazu plastycznego uciekają się do wzbudzania emocji poprzez sportretowanie obiektów czy sytuacji, które już same w sobie przykuwają uwagę (…). Tego rodzaju urok, mimo że jest istotny dla określania powszechnych upodobań, z punktu widzenia plastyki i estetyki jest pozbawiony znaczenia”. Wreszcie, jak podkreślał Sheldon Cheney: „Nie sposób powstrzymać się od stwierdzenia, że moderniści wyrzekli się Arystotelesowskiej zasady sztuki jako naśladownictwa”.

Tego rodzaju podejście budzi poważne problemy, ponieważ ledwie powierzchowny rzut oka na historię sztuki dowodzi niezaprzeczalnie, że głównym jej zajęciem było naśladowanie natury, poszukiwanie podobieństw, portretowanie obiektów czy sytuacji, czyli jednym słowem: reprezentacja. Istnieją trzy sposoby na rozwiązanie sprzeczności pomiędzy materiałem dowodowym, którym dysponujemy, a powyższymi deklaracjami. Zgodnie z pierwszym, reprezentacja była w sztuce zawsze elementem przygodnym, ustępstwem na rzecz państwa, społeczeństwa czy Kościoła. Sztuka współczesna różni się więc od sztuki czasów minionych nie co do istoty, lecz stopniem czystości. Wyrazicielemi tego poglądu byli Roger Fry oraz większość późniejszych formalistów. Sposób drugi polega na uznaniu, że reprezentacja była zasadniczo funkcją sztuki przeszłości, natomiast sztuka nowoczesna dzięki porzuceniu odsyłaczy tworzy całkowicie nową i odmienną jakość. Taki płynie wniosek z dzieł europejskich krytyków w stylu Ortegi y Gasseta czy Malraux, którzy mówiąc z uznaniem o elementach znaczących w dawnych stylach, uważają jednocześnie sztukę nowoczesną za uwolnioną spod kurateli związanych z nimi wartości. Taki jest również punkt widzenia drobnomieszczaństwa (estetyka rodzi dziwaczne mariaże!), które odrzuca sztukę współczesną, uważając ją za przewlekłą i mało zabawną hucpę.

Sposób trzeci sugeruje, że sztuka współczesna ostatecznie wcale nie porzuciła naśladowania natury oraz że w jej najbardziej przekonujących ujęciach reprezentacja wcale nie jest zbędnym obciążeniem, lecz warunkiem koniecznym. Niniejszy esej zmierza ku usankcjonowaniu tego właśnie stanowiska. Postaram się wykazać, że reprezentacja jest zasadniczą funkcją estetyczną dla każdego rodzaju twórczości oraz że estetyka formalistów, powstała dla wspomożenia nurtu abstrakcjonistycznego, oparta była głównie na niezrozumieniu i niedocenieniu sztuki, w której to obronie miała występować. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter