70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Warburg Institute Archive, London/AKG/East News

Laboratorium obrazu

Warto spojrzeć na Warburga od trochę innej strony niż jak na wybitnego badacza – zwłaszcza że w formule atlasu, nad którym prace przerwała przedwczesna śmierć autora, ta inna strona dochodzi do głosu być może równie silnie co biografia niemieckiego akademika, znawcy włoskiego renesansu.

Amburghese di cuore, ebreo di sangue, d’anima florentino

(z serca hamburczyk, z krwi Żyd, duszą florentczyk)

Aby Warburg o sobie

za: Gertrude Bing, Rivista storica italiana. 71, 1960, s. 113

Większość z nas wciąż czeka na ukazanie się w języku polskim jednego z wielkich dzieł światowej literatury i humanistyki. W wielu wypadkach chodzi o dzieła często otoczone aurą tajemnicy lub fascynacji, która została im przydana bądź to w momencie publikacji, bądź też przez historię ich recepcji. Czarne zeszyty Heideggera mogą posłużyć za najnowszy przykład, ale ilu z nas wyczekuje polskiego wydania Infinite Jest Wallace’a, niektórzy może wciąż mają nadzieję na krytyczne wydanie późnych „hymnów” Hölderlina, a na losach polskich edycji seminariów Jacques’a Lacana, Glas Jacques’a Derridy czy Anti-Oedipus Deleuze’a i Guattariego zależy także tym, którzy teksty te przeczytali wiele lat temu, w jakimkolwiek języku byli w stanie to zrobić. Kto miał jednak tę rzadką okazję pracować nad przygotowaniem polskiej edycji jednego z tego rodzaju dzieł, ten lub ta wie, że nic nie może się równać owej przyjemności – połączenia pracy tłumacza z przeglądaniem różnych edycji tego samego tekstu, zgłębianiem historii jego recepcji, nierzadko też poprawiania wcześniejszych, fragmentarycznych przekładów i komentarzy w rodzimym języku. Dlatego też nie tylko słowa uznania, ale i szczerej zazdrości należą się Pawłowi Brożyńskiemu i Małgorzacie Jędrzejczyk za przygotowanie pierwszego polskiego wydania Atlasu obrazów Mnemosyne Aby’ego Warburga, jednej z tych książek, do których wielokrotnie się nawiązuje (czerpiąc pojęcia, których Warburg używał do teoretycznego opracowania zebranego w atlasie materiału, lub odnosząc się do samej idei przedstawiania historii kultury za pomocą zestawiania obrazów z różnych epok i stylów), ale z którymi tylko niewielu miało rzeczywisty kontakt. Do mało którego dzieła opis ten pasuje bardziej niż do legendarnego już prawie atlasu obrazów Warburga. Przez niego samego nazywany „historią o duchach dla zupełnie dorosłych” lub określany jako zbiór obrazów „do badań nad funkcją uprzednio ukształtowanych antycznych wartości wyrazu w przedstawieniach życia w poruszeniu w sztuce europejskiego renesansu” (trzeba przyznać, że nie był, niestety, wybitnym stylistą), a przez jego bliską współpracowniczkę Gertrudę Bing jako „atlas postaci ukazujący historię wizualnej ekspresji w obszarze Morza Śródziemnego”, zbiór 63 zdjęć przedstawiających zestawione na czarnych płótnach reprodukcje i fotografie starożytnych oraz renesansowych dzieł sztuki (architektury, rzeźby i malarstwa) razem z mapami, wycinkami z współczesnej Warburgowi prasy, reprodukcjami dzieł sztuki z innych okresów europejskiej kultury etc. pozostał niedokończonym dziełem życia niemieckiego historyka sztuki, które dopiero od parunastu lat jest dostępne nie tylko garstce specjalistów odwiedzających Instytut Warburga w Londynie. Wydany po raz pierwszy (w wersji innej niż ta, która stanowiła podstawę polskiej edycji) w latach 90., a w wersji krytycznej dopiero w roku 2000 Atlas obrazów Mnemosyne ukazuje się w przekładach na języki obce dopiero od 1998 r. (pierwsze wydanie włoskie), tak więc w wypadku tego dzieła polskie tłumaczenie nie ukazuje się szczególnie późno w stosunku do innych wydań obcojęzycznych.

W rzeczy samej jednak, historia dzieła Warburga, stworzonej przez niego Biblioteki Nauk o Kulturze i samego życia tego „hamburczyka z serca, Żyda z krwi, florentczyka duszy”, jak o sobie pisał, jest historią na tyle skomplikowaną, że bez odpowiedniego wprowadzenia w tematykę czytelnik lub czytelniczka mogliby się łatwo pogubić w jej zawiłościach. Na szczęście polskie wydanie atlasu zostało poprzedzone bardzo dobrym wstępem pióra Pawła Brożyńskiego, który nie tylko skrupulatnie zdaje sprawę z historii kolejnych edycji atlasu, ale także zarysowuje kolejne etapy recepcji myśli Warburga, szkicując również jej sytuację w Polsce (nie szczędząc przy tym krytycznych uwag o wtórności i nieoryginalności tej recepcji). Dodatkowo czytelnik i czytelniczka polskiego wydania znajdą dołączony słownik najważniejszych pojęć budujących intelektualne zaplecze przygotowywanego przez Warburga atlasu, co jest o tyle istotne, że niektórzy ze znawców jego myśli uważają Atlas Mnemosyne za podsumowanie całej jego wcześniejszej twórczości. Na tym zresztą nie koniec – w polskim wydaniu znajdziemy wiele elementów, których próżno szukać chociażby w edycjach niemieckich, jak np. list Fritza Saxla do wydawnictwa B.G. Teubner, które miało pierwotnie wydawać dzieła Warburga. Zresztą lista elementów dodanych przez redaktorów polskiego wydania jest dłuższa (wnikliwe czytelniczki wyśledzą je m.in. w niektórych opisach reprodukcji zamieszczonych na tablicach atlasu). O ile autor tej recenzji nie jest w stanie kompetentnie ocenić poziomu merytorycznego wstępu Brożyńskiego, o tyle może jednak podkreślić, że dzięki niemu oraz pozostałym elementom, o które wzbogacono polskie wydanie, czytelnik lub czytelniczka nabierają odpowiedniej świadomości, z jak trudnym w odbiorze, ale jednocześnie fascynującym dziełem mają do czynienia. Można by jedynie życzyć sobie, by dołączony do wstępu słownik pojęć był trochę bardziej rozbudowany i nie ograniczał się wyłącznie do – jak zaznaczają to jego autorzy – przedstawiania ich propozycji translatorycznych w stosunku do istniejących już w języku polskim (oraz w innych językach europejskich) przekładów tych terminów. Zwłaszcza że Brożyński we wstępie oferuje bardzo ciekawą interpretację zarówno pojęcia „atlas”, jak i „mnemosyne”. Nie zmienia to natomiast faktu, że tłumacze i redaktorzy polskiego wydania wywiązali się ze stojącego przed nimi zadania w sposób niezwykle profesjonalny, zdając konsekwentnie sprawę ze swoich decyzji i ingerencji.

 

*

Czym jednak jest sam Atlas… i kim był jego autor? Abraham Moritz Warburg, znany szerzej jako Aby Warburg, żyjący w latach 1866–1929 wybitny niemiecki znawca renesansu i założyciel wyjątkowej instytucji, jaką do dziś jest Instytut Warburga (powstały w roku 1933 w Hamburgu w wyniku przekształcenia wspomnianej już Biblioteki, wkrótce po swoim powstaniu przeniesiony do Londynu), nie jest żadną miarą autorem w Polsce nieznanym. W języku polskim ukazał się zbiór jego tekstów Narodziny Wenus i inne szkice, Warburgowi poświęcone były numery „Przeglądu Kulturoznawczego” oraz „Kontekstów”, pisał o nim m.in. Wojciech Bałus. Warto może spojrzeć na Warburga od trochę innej strony niż jak na wybitnego badacza – zwłaszcza że w formule atlasu, nad którym prace przerwała przedwczesna śmierć autora, ta inna strona dochodzi do głosu być może równie silnie co biografia niemieckiego akademika, znawcy włoskiego renesansu, której to karierze, jakkolwiek by na to spojrzeć, Warburg poświęcił i tak wiele, rezygnując (jako najstarszy syn) z życia spadkobiercy rodzinnej fortuny hamburskich bankierów. Przywołajmy może jedną scenę z jego biografii – jest rok 1923, Warburg przebywa od jakiegoś już czasu w klinice Ludwiga Binswangera w Kreuzlingen, leczony na powracające zaburzenia psychiczne, na które cierpi od roku 1918. Choroba na parę lat przerwała prace nad budowaniem biblioteki i realizacją projektu „Mnemosyne”, planowanej przez Warburga historii europejskiej kultury. Warburg proponuje Binswangerowi, że jako dowód poprawy swojego stanu wygłosi dla pacjentów i pracowników szpitala wykład – nie da się bowiem ukryć, że swoją hospitalizację bardzo źle znosił, nie tylko z racji faktu, że nie mógł pracować. Wykład nie miał dotyczyć jednak, jak można by się spodziewać, włoskiego renesansu, lecz rytuałów plemion Ameryki Północnej, z którymi Warburg miał styczność podczas swojej wyprawy w roku 1895. Najprawdopodobniej to właśnie wówczas (gdy miał niecałe 30 lat), przebywając wśród plemion Pueblo i Navaho, ostatecznie porzucił kształtującą się wówczas w Niemczech dyscyplinę historii sztuki i powziął zamiar stworzenia nie nauki o dziełach kultury, lecz czegoś innego – nauki o „formułach patosu”, „mechanizmach kształtowania stylu” czy o „dalszym życiu” tychże form i stylów w kulturze, nauki, dla której ostatecznie nie znalazł odpowiedniej nazwy (bo trudno za taką uznać używane przez niego określenia w rodzaju „historia kultury”, „psychologia ludzkiej ekspresji” czy „historia psyche”). Ta „bezimienna nauka” o obrazach stała się później inspiracją dla wielu badaczy łączących historię sztuki z antropologią i psychologią (jak np. Ernst Gombrich, autor pierwszej intelektualnej biografii Warburga, czy Hans Belting lub Georges Didi-Huberman). Sam Warburg rozumiał swój projekt właśnie jako pewną ideę nauki o kulturze (której, jak podkreślają tłumacze Atlasu…, nie można utożsamiać z dzisiejszym rozumieniem kulturoznawstwa), nawiązując zresztą niejednokrotnie chociażby do Nietzscheańskiej filozofii sztuki, dopatrującej się w antycznej sztuce dynamiki dwóch różnych żywiołów, naukowo-teoretyczno-matematycznego i nieświadomo-orgiastycznego. Giorgio Agamben, autor jednego z najwcześniejszych komentarzy do dzieła Warburga, podkreśla, że był on szczególnie zainteresowany pracami włoskiego badacza Tito Vignoliego, kładącego nacisk na łączenie w badaniu sztuki podejścia antropologicznego, etnologicznego, mitologicznego, psychologicznego, a nawet biologicznego. Podobną perspektywę należałoby przyjąć w odniesieniu do Atlasu… Warburga. Brożyński przytacza we wstępie prawdopodobne źródła inspiracji dla idei zestawiania ze sobą na jednej tablicy różnych obrazów, z którą to metodą Warburg eksperymentował przez wiele lat (i która była za jego czasów możliwa dzięki rozwojowi fotografii, gdyż ta w istoty sposób zrewolucjonizowała historię sztuki). Wskazuje zresztą, co szczególnie ciekawe, błędne diagnozy inspiracji Warburga (surrealiści, montaż filmowy etc.). Dodajmy do tego właśnie ideę pewnej nauki o człowieku jako istocie wyrażającej siebie w obrazach i z tymi obrazami się konfrontującej, a uzyskamy przynajmniej wstępne rozpoznanie sytuacji, w której znajdujemy się jako czytelnicy (a raczej odbiorcy) Atlasu… Być może właściwym kontekstem dla recepcji idei Warburga byłaby właśnie historia nauk humanistycznych XX w., od Maussa, Dumézila, Spitzera i Benveniste’a przez koncepcję zbiorowej pamięci Maurice’a Halbwachsa, dalej przez archeologię humanistyki dokonaną przez Foucaulta aż po współczesną antropologię sztuki i literatury?

 

*

W jednej z najciekawszych propozycji przemyślenia samej idei humanistyki opublikowanych w ostatnich latach Arkadiusz Żychliński sugeruje, by spojrzeć na literaturę jako na pewnego rodzaju „laboratorium antropofikcji”, antropogenetyczne urządzenie, które w równym stopniu jest przez człowieka stwarzane, co człowieka stwarza. Być może tak właśnie powinniśmy spojrzeć na wydany po polsku Atlas obrazów Mnemosyne? Te 63 tablice obleczone czarnym płótnem, opatrzone tytułami i prezentujące mniej lub bardziej systematycznie ułożone reprodukcje i fotografie dzieł sztuki to nie tylko skarbnica inspiracji dla osób badających historię europejskiej kultury i sztukę renesansu. To przede wszystkim realizacja pewnej filozofii kultury i człowieka, która śledzi „dalsze życie” antycznych „formuł patosu” w późnośredniowiecznej i renesansowej sztuce europejskiej (wyrosłej już na gruncie chrześcijaństwa) w kontekście społecznych, kulturowych i politycznych zmian, przyglądając się, jak „uprzednio ukształtowane wartości wyrazu” odnoszą się jednocześnie do historycznych przemian i pewnych antropologicznych stałych. I jak w naszym kontakcie z obrazem konfrontujemy się jednocześnie z historią kultury i kulturą jako pewnym aspektem gatunku ludzkiego. W tym sensie Atlas obrazów Mnemosyne to nic innego jak pewne laboratorium obrazu.

Sam Warburg nie ukrywał zresztą tego, że formuła atlasu jest o tyle istotna dla jego projektu badania kultury i pamięci, o ile każdorazowy kontakt z takim lub innym zestawieniem obrazów jest w stanie wywołać nowe skojarzenia i wrażenia u potencjalnego odbiorcy.

Z tego też względu do końca eksperymentował nie tylko z doborem samego materiału do atlasu, ale także sposobami jego prezentacji (podpisy lub ich brak, komentarze lub ich brak, ustawienie reprodukcji itd.). I nie chodziło przy tym o ułożenie danego „dzieła” w kontekście, lecz o kontakt z odpowiednim wyrazem, formułą ekspresji, stylem itd.

Dalsze życie Atlasu obrazów Mnemosyne to w dużym stopniu efekt właśnie tak, a nie inaczej sformułowanej nauki o obrazach. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że polskie wydanie atlasu przyczyni się do wzmożenia intensywności tego życia i będzie miało za swój efekt pogłębione badania nad dorobkiem i ideami Warburga, a także do czerpania inspiracji jego specyficzną, zawartą raczej w obrazach niż w słowie filozofią kultury i człowieka. Wysoki poziom polskiego wydania Atlasu obrazów Mnemosyne daje nadzieję, że właśnie z takim efektem będziemy mieli do czynienia.

_

Aby Warburg

Atlas obrazów Mnemosyne

tłum. Paweł Brożyński, Małgorzata Jędrzejczyk,

Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2015, s. 196

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter