Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
 Rocznik 2001
 Rocznik 2002
styczeń, nr 560
luty, nr 561
marzec, nr 562
 Księga gości
 Fundacja


Znak, nr 3/2002 (562)
CZŁOWIEK W RUCHU
 

Krystyna Kwaśniewska



"opisać ruch idąc"
(Charles Mauron)

   Istnieje co najmniej kilka dróg, którymi podążają piszący o Ryszardzie Kapuścińskim. Jedni chcą widzieć w nim niezwykłego podróżnika, odkrywcę znanych-nieznanych lądów. Inni analizują wraz z nim najbardziej dotkliwe plagi współczesnego świata. Są i tacy, dla których pierwszy impuls stanowią strony doskonałej prozy - ci poszukują miejsca dla autora Hebanu w panteonie twórców literatury pięknej. Wszystkim należy przyznać rację, gdyż Kapuściński niejedno ma oblicze. Ja jednak, wystrzegając się utartych ścieżek, spróbuję wytyczyć jeszcze jeden szlak - ku odkryciu poprzez książki tego reportażysty człowieka w jego wewnętrznym, duchowym ruchu.


"Moim lasem są ludzie"
   
   W jednym z fragmentów Lapidariów pojawia się wyznanie:
   Mając do wyboru piękny i pusty las albo małą, zatłoczoną kawiarenkę - wybieram kawiarenkę. Może dlatego, że dla mnie muzyką inspirującą jest ludzka mowa, a nie szum strumyka czy drzew. Moim lasem są ludzie.
   Wspólnym mianownikiem różnorakich refleksji Kapuścińskiego jest człowiek. We wszystkich, nawet skrajnych przejawach swej natury gatunek homo sapiens fascynuje, a fascynacja ta stanowi motywację namiętnych prób zrozumienia, za które warto zapłacić każdą cenę.
   Nie może być korespondentem wojennym ten, kto boi się muchy tse-tse, czarnej kobry, słonia, picia wody z rzek i strumieni, jedzenia tortu z pieczonych mrówek, kto drży na myśl o amebie i chorobach wenerycznych, o tym, że będzie okradziony i pobity, kto odkłada dolary, żeby w kraju wybudować domek, kto nie umie spać w afrykańskiej lepiance i kto gardzi ludźmi, o których pisze (WF).
   W takim ujęciu dziennikarstwo przestaje być wyłącznie zawodem, zyskuje wymiar etyczny, staje się misją moralną. "Reporter to postawa życiowa, to charakter" (L), to pośrednik między swojskim, znanym, a obcym, nieznanym i dlatego często niszczonym, odrzucanym lub lekceważonym. Od dociekliwości i ofiarności pośrednika zależy powodzenie misji, której celem jest ukazanie człowiekowi jego własnej twarzy.
    Temu właśnie celowi służyć ma poznawanie rzeczywistości. Kapuściński śledzi ją, używając bardzo charakterystycznych dla siebie środków. Tworzy obraz całości, łącząc plan ogólny z detalem. Konsekwentnie posługuje się prostym, porządkującym schematem, zawierającym dwa, ewentualnie trzy elementy: obserwację - (analizę) - interpretację. Często wyraźnie można odróżnić poszczególne etapy:
   - obserwacja: "W czasie rozmowy ze Szwajcarem zjawia się pokusa, żeby powiedzieć mu - mój drogi, cóż ty wiesz o życiu! Żyjesz jak lord, wszystko masz, nikogo się nie boisz...";
   - analiza: "W takiej chwili z jednej strony odczuwamy wobec Szwajcara zazdrość, ale z drugiej - rekompensujący tę zazdrość przypływ dziwnej satysfakcji, że to my właśnie - nie on! - dotarliśmy do prawdy życia, że posmakowaliśmy jego gorzkiej istoty i zgłębili jego tragiczną tajemnicę";
   - interpretacja: "Ten rodzaj filozofii zakłada, że życie jest piekłem i że takie sytuacje, jak spokój, dobrobyt, zadowolenie, są z natury rzadkie, przypadkowe i nietrwałe. I ten tylko wie, co znaczy życie prawdziwe, kto cierpi, przegrywa, doznaje krzywdy, zmierza od klęski do klęski" (L).
   Taki wzorzec rejestracji i deszyfracji natury człowieka oraz tworzonej przez niego rzeczywistości wynika właśnie z misji reportera - tłumacza kultur, komentatora zachowań ludzkich. Wolfgang Iser nazwał człowieka "zwierzęciem interpretującym". Biorąc pod uwagę definicję Kapuścińskiego, można by uznać dziennikarzy za chlubę własnego gatunku.
   Kontrast ogół-szczegół prowokuje z kolei pytanie o możliwość poznania i zrozumienia Drugiego oraz jego rzeczywistości. Autor Szachinszacha daje wiele planów ogólnych: panoramę narodu, rasy, ludzkości. Tym jednak, co liczy się naprawdę, jest detal:
   Operatorzy nadużywają planów ogólnych. W ten sposób gubią szczegóły. A przecież poprzez szczegół można pokazać wszystko. W kropli jest cały wszechświat. Szczególne jest nam bliższe niż ogólne, łatwiej nawiązujemy z nim kontakt. Brakuje mi zbliżeń ludzi, którzy idą w pochodzie. Brakuje mi rozmów. Ten człowiek, który idzie w pochodzie, ileż jest w nim nadziei! On idzie, bo na coś liczy (Sz).
   Wyeksponować należy zarówno jednostkę, jak i otaczające ją najbliżej przedmioty. Pozornie błahe obserwacje mogą odsłonić istotę sprawy - definicję faszyzmu można wyprowadzić z opisu wyczyszczonych butów, a o polityce można mówić z perspektywy map wiszących w gabinetach polityków.
   Te dwa sposoby zbliżają nas do wielopoziomowego sposobu myślenia Kapuścińskiego o człowieku. Tak więc jednostka jest, po pierwsze, przedstawicielem gatunku i dlatego da się wysnuć pewne ogólne wnioski dotyczące natury homo sapiens. Ważne staje się zarówno rejestrowanie stanu liczebnego lub przyrostu populacji, jak i pewnych uogólnionych cech lub zachowań. Globalne obserwacje pozwalają wyróżnić podziały: człowiek Wschodu - człowiek Zachodu, homo informaticus - poor man, wreszcie: biały - czarny. Problemy rasy i rasizmu szczególnie nurtują pisarza, wyznawcę tezy o braterstwie ludzi.
   Gatunek stanowi najniższe piętro piramidy obserwacyjnej. O stopień wyżej sytuują się: naród, plemię, grupa etniczna i wyznaniowa. U Kapuścińskiego Rosjanie pojawiają się obok szyitów i fedainów, Japończycy obok Gruzinów, Ormian, Baszkirów czy Greków, Amerykanie obok plemion afrykańskich: Langi, Acholi, Kakwa, Bari, Togo, Busoga czy Nandi. Nie chodzi tylko o wyliczankę dziwnych, egzotycznych nazw, ale o to, by poznać miano, którym naród sam siebie ochrzcił, jego symboliczne Imię. Bo dopóki je pamiętamy, naród istnieje w swej odrębności kulturowej, mentalnej, w swym bogactwie duchowym. Dekalog Kapuścińskiego jest jasny i bezkompromisowy: nigdy nie zapominaj Imienia żadnego narodu, jeśli nie chcesz zubożyć sam siebie jako reportera i człowieka. Zawsze szanuj wolę najmniejszej nawet grupy, jeśli nazywa siebie własnym Imieniem - bo to znaczy, że szuka swej tożsamości. Nigdy nie czyń z Imienia pretekstu do mordu i gwałcenia praw innych. Piętnuj nacjonalizm. Piętnuj fanatyzm.
   Gatunek, plemię - sprawy ważne. Niczym są jednak, jeśli nie wdrapiemy się na szczyt piramidy, by zobaczyć jednostkę. Zasada detalu głosi przecież, iż każde konkretne istnienie jest fenomenem, bez którego narodowi czy rasie brak racji bytu. Stąd też katalogi nazwisk ludzi wybitnych i dostrzeżonych w tłumie, artystów i pucybutów, bogaczy i nędzarzy. Pamiętaj imię jednostki - ono wybiera ją z masy jako istnienie autonomiczne i niepowtarzalne. To właśnie pragnienie zrozumienia przez szczegół sprawiło, że cesarz Hajle Sellasje oraz szach Iranu stali się pretekstem do powstania książek, a Tania z Workuty i stary Indianin na meksykańskiej pustyni odkryci zostali jako ci, którzy posiedli mądrość ("Ojcze - odezwałem się w końcu - tu nie ma żadnej rzeki. - Stary milczał. - Synu - odparł po chwili - ja jestem rzeką i nie mogę się przepłynąć", WF).
   U Kapuścińskiego obserwator bywa również obserwowany - przez samego siebie. W Lapidariach znajdujemy pewien epizod, który przytrafił się pisarzowi podczas zwiedzania Oksfordu. Nie zobaczył nic z całego rzadkiej urody kompleksu architektonicznego, nie usłyszał nic z wyczerpujących objaśnień profesora - wszystko przesłoniło mu nagie udo odpoczywającej na trawniku turystki. Jeden ruch nogi kobiecej przekreślił wysiłek i geniusz twórców oraz ideologów, podważył prymat metafizyki. W tej sytuacji Kapuściński wyznaje za Terencjuszem: "Homo sum, humani nihil alienum a me esse puto".


"Boli, ale trzeba ruszać"
   
   Teraz dopiero możemy dookreślić tę fascynację: jeszcze bardziej intryguje Kapuścińskiego człowiek w ruchu. Nie przypadkiem szczególnym uznaniem pisarza cieszą się koczownicy; wspomina, jak przemierzał z nimi pustynię i bez jednego słowa poczuł, że oto spotkał swych braci. Pochwała kultur koczowniczych jest pochwałą wolności, kreatywności aktywizowanej w skrajnych warunkach i dlatego najbardziej wartościowej. W innym miejscu wyznaje:
   Najbardziej fascynujące są momenty irracjonalne w historii. Bunty, wybuchy zbiorowych emocji, szał zniszczenia, erupcje samozagłady. Ich zaskakujące przyczyny. Często - błahość powodu. Nagłe wyzwolenie potężnych energii. I jak wszystko wraca w stare łożysko, jak nurt staje się powolny, a przez płytką wodę znowu prześwituje piaszczyste dno (L).
   Owocem zafrapowania ruchem ku zagładzie stały się książki: Cesarz i Szachinszach oraz liczne reportaże opisujące narodziny Trzeciego Świata. Człowiek wzniecający rewolucję to również człowiek w ruchu.
   W tym momencie dochodzimy do punktu bardzo istotnego: do miejsca styku ruchu fizycznego i poruszenia duchowego, czyli wewnętrznego jednostki. Granica ta jest bardzo płynna. Ruch fizyczny może stać się ruchem myśli i odwrotnie - aktywność umysłowa dynamizuje, zmusza do poszukiwań:
   Podróż to owocne przeżywanie świata, zgłębianie jego tajemnic i prawd, szukanie odpowiedzi na pytania, które on stawia. Tak pojmowane podróżowanie jest refleksją, jest filozofowaniem (L).
   Bezruch ciała to świadectwo bierności umysłu:
   Wszędzie, wszędzie ten sam widok ludzi siedzących bez ruchu, całymi godzinami, na starych krzesłach, na kawałkach desek, na plastikowych skrzynkach, w cieniu topoli i mangowców, opartych o ściany slumsów, o płoty i framugi okien, niezależnie od pory dnia i roku, od tego, czy świeci słońce, czy pada deszcz, ludzi osowiałych i nijakich, jakby w stanie chronicznej drzemki, właściwie nic nie robiących, tkwiących tak bez potrzeby i celu, a także (można przyjąć) pogrążonych w myślowym odrętwieniu (I).
   Skoro "podróżowanie jest filozofowaniem", spodziewamy się, iż ruch stanowi kategorię filozoficzną, a nawet wartość etyczną. Rzeczywiście, u Kapuścińskiego możemy mówić o filozofii i etyce ruchu. Sama kategoria ruchu jest ciekawa i niejednolita, składa się z pomniejszych podkategorii. Gdyby brać pod uwagę cechę natężenia, dałoby się wyrysować oś, na której punktem zero byłaby bierność, czyli zatrzymanie ruchu. Pośrodku osi sytuowałby się ruch, zaś strzałka zmierzałaby w kierunku pośpiechu. Można tu przytoczyć całą gamę określeń związanych z poszczególnymi hasłami, łatwo też zorientować się, iż mają one wyraźne nasycenie etyczne. "Bierność", "stagnacja", "obojętność", "pasywność", "myślowa drzemka", "bezruch", "oglądanie" przeciwstawione są "ruchowi", który z kolei rozbija się na dwa rodzaje: ruch w głąb ("podróż", "zrozumienie", "rozmyślanie") oraz ruch obok ("pośpiech", "chaos", "tempo", "zadyszka", "szybkość", "powierzchowność").
   Już na tej podstawie można podjąć próbę zarysowania modelu filozoficzno-etycznego wypracowanego przez Kapuścińskiego. Przypomina on schemat budowy atomu, złożonego z dodatniego jądra oraz ujemnie naładowanych elektronów. Dodatnim jądrem nazwijmy kategorię ruchu w głąb, zaś bierność oraz ruch obok przyjmą rolę ujemnych elektronów.
   Model ten można opisać za pomocą dwóch opozycji: "bierność - ruch" oraz "ruch obok - ruch w głąb". Pierwsza z nich, podstawowa, zakłada, iż stagnacja jest zawsze negatywna i głęboko destruktywna, jedyną szansę zmiany stanu stanowi zaś poruszenie. Bierność i ruch rozpatruje pisarz w ścisłym połączeniu z pojęciami zła i dobra: "Odkrywanie dobra zakłada aktywność, wymaga od nas wysiłku, postawy czynnej, zaangażowania. Bierność zwiększa naszą podatność na zło" (L).
   Pasywność samozawiniona to cecha bogaczy-pasożytów, współczesnego homo informaticus, nowego typu człowieka. Pożywką umysłową homo informaticus są strony Internetu, banki danych, multimedia. Natłok informacyjny, możliwość uczestniczenia w wydarzeniach na całym świecie w charakterze biernego widza wytwarzają postawę gapia, która nie wymaga aktywnego poszukiwania, ponoszenia odpowiedzialności i ryzyka współudziału. Oglądanie należy do sfery bierności, charakteryzuje się nacechowaniem zdecydowanie negatywnym. I o ile "podróżowanie jest filozofowaniem", o tyle turystyka, przedkładająca postawę gapia nad zrozumienie, spłyca i pustoszy wrażliwość współczesnego człowieka.
   Istnieje jednak także pasywność narzucona. To stagnacja fizyczna i marazm umysłowy wszystkich niewolników totalitaryzmów, ofiar dyktatur, wszystkich głodujących i umierających z pragnienia na pustyniach i w sawannach Afryki, na stepach Azji i w krajach Ameryki Łacińskiej: "siedzących bez ruchu", "opartych o ściany slumsów", "osowiałych i nijakich", "tkwiących bez potrzeby i celu". Ich ciała są zatrute głodem, lecz jeszcze gorsza trucizna paraliżuje ich umysły i serca: poczucie odrzucenia, skazania, zbędności własnego istnienia. "Tkwiący bez potrzeby i celu", najgłębiej zakażeni biernością są oglądani na ekranach telewizorów przez równie znieruchomiałego homo informaticus. W ten sposób tworzy się kamienny krąg wzajemnej obojętności.
   Przejście od bierności do ruchu wymaga wysiłku, koncentracji wszelkich władz duchowych i fizycznych. Wysiłek taki należy jednak podejmować za wszelką cenę, gdyż stanowi on element walki o przetrwanie człowieczeństwa: "Myśl, która nie musi przebijać się z największym wysiłkiem, traci spoistość, twardość diamentu, wiotczeje i usycha" (L). Nawet jeśli w grę wchodzi słabość chorego ciała, Kapuściński powtarza za doktorem: "Boli, ale trzeba ruszać" (L). Słowa te brzmią w ustach pisarza jak metafora i w istocie są metaforą spełniającą się na wielu planach jego życia.
   Poruszanie się stanowi esencję życia, podstawę komunikacji międzyludzkiej - to pozytywne jądro filozofii autora Wojny futbolowej. Pisząc o koczownikach, daje taką definicję: "Dla nich życie oznaczało ruch, pokonywanie przestrzeni, zatrzymani w jednym miejscu usychali i ginęli" (WF). Człowiek zatrzymany w ruchu fizycznym, a przede wszystkim - umysłowym, usycha i ginie, ponieważ istnienie jest podróżą. Ma ona jeden określony kierunek: w głąb, do wnętrza, ku poznaniu najgłębszej metafizyki bytu. Choć w podróży ograniczeni jesteśmy barierami naszych możliwości i nakazów etycznych, to ruch w głąb powinien się odbywać do końca:
   Człowiek jest sam dla siebie pewną strukturą granic. Nosi ją w sobie. Ciągle odczuwa jej nieustępliwą, nieubłaganą obecność. Myśli - już dalej nie powinienem. Albo - już nie mogę ani kroku. Życie - to poruszanie się wewnątrz tej struktury, aż dojdzie się do granicy ostatniej i ostatecznej - do śmierci (L).
   Tego, iż nie każdy ruch jest jednak wartością pozytywną, dowodzi druga opozycja. Spróbujmy zdefiniować ruch obok. Po pierwsze: to pośpiech, powierzchowna percepcja świata, pogoń za sensacją wbrew poznaniu. Zawsze w biegu, jedni obok drugich, w rzeczywistości nie odczytywanej, lecz przeglądanej jak ilustrowany magazyn, tracimy współudział w najgłębszym misterium bytu. Nie zgłębiając tajemnicy istnienia Innych, spłycamy samych siebie, nasz wewnętrzny nurt wysycha. Produktem ruchu jest budowanie, produktem zawrotnego tempa - destrukcja.
   Metro: pospieszne mijanie się ludzi. Twarze zamknięte, nieczytelne. Obojętne przepływanie obok siebie milionów ludzkich losów, myśli, uczuć - niewidoczna, a najważniejsza materia świata (L).
   Na przeciwnym biegunie, lecz wciąż w obrębie tej samej negatywnej kategorii, sytuuje się także inny rodzaj "ruchu obok" - ruch prowadzący do zniszczenia, zamiast do zrozumienia: celowe, aktywne zło, które owocuje chaosem. Tak właśnie postrzega Kapuściński wojny, działania ludzi upojonych władzą: cesarza Hajle Sellasje, szacha Iranu, afrykańskich "warlordów", dyktatorów, tyranów, morderców na tronach, a także mnie i ciebie, jeśli na nasz, nawet bardzo ograniczony sposób, zapragniemy stłumić przejawy wolności, zamknąć usta chcącym mówić, skrępować, zabronić, zlikwidować. A gdy już każdy oddech będzie pod kontrolą - spokojnie napawać się władzą, czyli łudzić się, że fikcja stanie się prawdą. Jednak kto wyzwala aktywne zło, ten nie zazna spokoju, skazany na poruszanie się obok spoczynku.
   Ciekawą czy wręcz porywającą rzeczą staje się w takim systemie wartości rewolucja. Wieloletnie obserwacje podpowiadają pisarzowi pewien schemat. Wybucha ona jako zbiorowe wyrwanie się ze stagnacji, stając się wtedy pozytywnym aktem przełamania bierności na rzecz ruchu. Szybko jednak okazuje się, iż każde zabójstwo wyzwala destruktywną dynamikę zła, która niszczy samych rewolucjonistów. Moment, gdy rewolucja staje się wojną, to przejście od ruchu do chaosu. Chaos zaś pociąga za sobą dezorientację i bezradność. Szybko znajdują się ci, którzy umieją to wykorzystać, aktywizując zło dążące do wytłumienia. "Wszystko wraca w stare łożysko, (...) nurt staje się powolny, a przez płytką wodę znowu prześwituje piaszczyste dno". Igraszki z diabłem nie wróżą niczego dobrego człowiekowi w ruchu.
   
   
"Izmael płynie dalej"
   
   O każdej drodze lubię myśleć, że jest ona drogą bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, że z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego, drewnianego Pińska, można opłynąć cały świat (L).
   Pińsk to niewielkie miasto portowe na Białorusi, położone przy ujściu Piny do Prypeci. W 1932 roku, kiedy przyszedł tam na świat Ryszard Kapuściński, już od 12 lat leżało w granicach Drugiej Rzeczypospolitej. Taki stan rzeczy miał trwać do 1939 roku. Data i miejsce urodzenia pisarza wskazują na fakt, że jako siedmioletni Polak z kresów stanął on oko w oko z zawieruchą wojenną, Armią Czerwoną, strachem i głodem. W tym wieku nie mógł jeszcze wiedzieć, czym jest wielka polityka, totalitaryzm, nacjonalizm i terror, które za kilkadziesiąt lat będzie piętnował na każdej stronie swych książek. Jednak nawet siedmiolatek zmuszony spać w ubraniu (bo w każdej chwili trzeba być gotowym do ucieczki), nieustannie głodny, stojący całą noc w kolejce po landrynki (w końcu dostaje do wylizania puszkę po cukierkach), doświadczając tego wszystkiego, zdaje sobie sprawę, że nie tak powinien być urządzony świat.
   Pińsk i czasy wojny nie dały przyszłemu podróżnikowi żadnych perspektyw, żadnej możliwości rozwoju intelektualnego. Dały mu gorzkie doświadczenie nieszczęścia i upokorzenia. W Lapidariach Kapuściński wspomina, że zimą w czasie wojny nie miał butów: kosztowały 400 złotych, czyli o 400 za dużo jak na możliwości rodziców. Musiał więc, głodny i spłakany dziesięcioletni chłopiec, sprzedać 400 kostek mydła po złotówce, aby zarobić na drewniaki. Mało kogo w tych czasach stać było na luksus mydła, więc handel ciągnął się bez końca. Wreszcie buty zostały spłacone.
   Jednakże skoro lata okupacji nie rozwijały niczego poza instynktem przetrwania, skąd u dziecka o pustym żołądku myśl, iż z jego miasteczka można dotrzeć łódką do wszystkich oceanów? W Kapuścińskim pasja ruchu kiełkowała bardzo wcześnie i okazała się czymś znacznie trwalszym niż chłopięce marzenie, okazała się życiową próbą zrozumienia, dlaczego ludzie krzywdzą się nawzajem, dlaczego dzielimy się na głodnych i sytych, ofiary i katów. Oto pierwsze oznaki "charakteru reportera". Mały chłopiec, obserwujący pociągi podczas codziennej drogi do szkoły, przyswajał sobie skomplikowaną prawdę, że istnienie jest podróżą w światy dalekie i nieznane - niezależnie od tego, czy leżą na drugiej półkuli, czy też ukryte są w stojącym obok człowieku.
   Dwadzieścia lat później reporter Ryszard Kapuściński rozpocznie swoje wieloletnie podróże po Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji. Jego życie stanie się symbolem "ruchu absolutnego":
   Walizkę zapakować - rozpakować, zapakować - rozpakować, zapakować, maszyna do pisania (Hermes Baby), paszport (SA 323273), bilet, lotnisko, schodki, samolot, zapiąć pasy, start, odpiąć pasy, lot, kołysanie, słońce, gwiazdy, kosmos, biodra spacerujących stewardess, sen, chmury, spadające obroty silników, zapiąć pasy, zniżanie, kołowanie, lądowanie, ziemia, odpiąć pasy, schodki, lotnisko, książeczka szczepień, wiza, cło, taksówka, ulice, domy, ludzie, hotel, klucz, pokój, duszno, pragnienie, inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie, życie (WF).
   Setki tysięcy kilometrów dróg morskich, powietrznych i lądowych na przestrzeni pięciu kontynentów wyznaczają mapę życia pisarza, a upływ czasu w tym wypadku należy mierzyć raczej w milach niż w latach.
   Pamiętajmy jednak, że aby ruch nie stał się "turystyką", musi przyjąć kierunek w głąb. Pamiętajmy też, iż "reporter to postawa życiowa" - to, dodajmy, misja "tłumacza". Obie te zasady autor Hebanu traktuje jako swój dekalog. Nieustannie wyczytujemy je z tekstów jego reportaży. Lapidaria przynoszą świadectwo empatii, która dociera do granic poznania, będących jednocześnie granicami życia i śmierci. Jeśli zastanawiamy się, co reporter powinien uczynić, by zrozumieć Innego, Kapuściński nie waha się podpowiedzieć - to, na co stać człowieka:
   Identyfikacja jest fundamentalnym warunkiem mojej pracy. Muszę żyć wśród ludzi, jadać z nimi i głodować z nimi. Chciałbym być częścią tego świata, który opisuję, muszę się w nim zanurzyć i zapomnieć o innej rzeczywistości. Gdy jestem w Afryce, to nie piszę listów i nie telefonuję do domu. Inny świat znika. W przeciwnym przypadku byłbym outsiderem. Potrzebuję przynajmniej chwilowego złudzenia, że świat, w którym w tej chwili jestem - jest jedyny. Czasami wykracza to poza złudzenie. Czasami byłem pewien, że przeżywam swój ostatni świat, że stąd droga prowadzi już tylko do nieba (L).
   Ruchliwość podróżnika z Pińska jest więc ruchliwością ciała i myśli - to drugie objawia się wyraźnie w jego technice pisarskiej. Poetyka fragmentu ukształtowała takie książki jak: Lapidaria, Szachinszach, Cesarz; fotografie, notatki, nagrania magnetofonowe, cytaty lektur stanowią podstawową ich materię. W połączeniu z formą - sekwencjami krótkich zdań lub, przeciwnie, nagromadzonymi określeniami, wyliczeniami, dają wrażenie dynamiki, szybkości. Są momenty, gdy jakaś siła odśrodkowa rozsadza te teksty od wewnątrz:
   Skąd wezmę ci benzyny, powiedział Nelson, poślij do Lubango, jak poślę, człowieku, kiedy nie mam się czym ruszyć, świetlna seria przeleciała nad nami, potem druga, trzecia, Nelson, odezwał się ten, który trzymał drzwiczki samochodu tak, jakby nie chciał nas puścić, mówię ci, jest źle, wytłuką nas jak kurczaki i znowu blisko jeden granat... (WF).
   Inną charakterystyczną oznakę nieustannego wewnętrznego poruszenia Kapuścińskiego stanowi wygląd jego pokoi hotelowych, w których, do czego pisarz przyznaje się z dumą, panuje nieprzeciętny bałagan:
   (...) cały zastany porządek rozsypuje się i przepada, wszystkie rzeczy nabierają życia, zaczynają przenosić się z miejsca na miejsce, wchodzić w coraz to nowe układy i związki, robi się ciasno i barokowo, a tym samym bardziej życzliwie i swojsko. Można odetchnąć i rozluźnić się wewnętrznie (Sz; podkr. K.K.).
   Niestety efektem ubocznym trybu życia człowieka w ruchu są "inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie", czyli ogromna pokusa bierności, zrzucenia z siebie odpowiedzialności bycia reporterem. Kapuściński potrzebuje ruchu jak powietrza, a jednak, co sam wspomina w Wojnie futbolowej, kilkakrotnie podjął próbę zmierzenia się z pasywnością "biurka". Ów mebel - nieco demoniczny, choć opisany z dużym poczuciem humoru - w ujęciu pisarza staje się symbolem znieruchomienia, trwania w potrzasku, przedmiotem namiętnej, nieskrywanej nienawiści ("Nie cierpię biurek!" - WF). Można przypuszczać, że w koszmarach Kapuścińskiego to właśnie potworne biurko porywa i pożera królewny, a on, nowy Don Kichot, dzielnie rozprawia się z tym stokroć gorszym wcieleniem wiatraków.
   Perypetie związane z karierą "biurkową" w przypadku korespondenta PAP-u zawsze znajdowały jedno rozwiązanie: odsunąć krzesło, wstać i ruszyć w dalszą drogę. Ziemia jest okrągła, wyruszając z Pińska, można opłynąć ją całą i wrócić na to samo miejsce. Wtedy należy opłynąć ją jeszcze raz, a potem setki, tysiące razy. Przeświadczenie, że wszystko znamy, to tylko nasze złudzenie. Zawsze pozostanie coś do zrozumienia, gdyż zarówno rzeka świata, jak i nasze wewnętrzne rzeki są płynącą wodą Heraklita.
   Czytam Moby Dicka Hermana Melville’a (...). Bohater książki, marynarz imieniem Izmael, płynie przez ocean. Razem z załogą statku ściga groźnego i nieuchwytnego wieloryba, który w końcu wychyli się z głębiny i zada im miażdżący cios. W pewnym momencie słyszy, jak kapitan, straszny, nieubłagany Ahab, wydaje komendę: - Ster na burtę! Dalej naokoło świata! - i wtedy Izmael myśli: "Naokoło świata! Jest coś w tych słowach, co może wzbudzić uczucie dumy; wszelako dokądże wiedzie taka podróż? Wiedzie ona poprzez niezliczone niebezpieczeństwa właśnie do tego samego punktu, z któregośmy wyruszyli; tam, gdzie ci, których w bezpieczności pozostawiliśmy za sobą, byli i tak przez cały czas pierwsi przed nami". (...) A jednak Izmael płynie dalej (WF).
   
   "Muszę pojechać do Afryki", powiedziałam (jak sądzę, nie ja jedyna) po przeczytaniu ostatniej strony Hebanu. Moją "Afryką" jest zaś sam Kapuściński, podróż w głąb niego - odkrywaniem nowych lądów. Właśnie tak: czytając Kapuścińskiego, uczymy się nieświadomie, przyswajamy sobie pasję ruchu, chcemy żyć jak reporterzy. Stajemy się, jeśli nie ludźmi w ruchu, to na pewno tymi, którzy zawsze już będą chcieli wyruszyć. Oto jeden z owych szczególnych przypadków, gdy druk ożywa, "świat przedstawiony" przekracza sam siebie i oddziałuje, zmienia rzeczywistość. Odbiorca kontynuuje ruch tekstu, który odzwierciedla ruchliwość autora.

KRYSTYNA KWAŚNIEWSKA, ur. 1977, studentka filologii polskiej UJ, publikowała w "Ruchu Literackim".

   2002 SIW Znak, Piotr Poniedziałek