70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. DeAgostini/Getty

Krainy Pseudonauki

Żyjemy na gruzach obalonego imperium. Nauka, która od stuleci śniła sen o potędze, okazała się nagle niewielką enklawą pośrodku rozległych krain kierowanych obcymi jej motywacjami i rządzonych niezrozumiałymi prawami.

Jeżeli czytasz te słowa, to wcale nie znaczy, że trafiłeś do Biblioteki. Znacznie bardziej prawdopodobne, że ktoś te karty wyniósł, skopiował, być może przepisał po swojemu, a ty, czytelniku, jesteś mieszkańcem jednej z Zewnętrznych Krain.

Może nawet, jeżeli minęło dostatecznie dużo czasu, nie ma już żadnych Zewnętrznych Krain i nie ma Biblioteki. Może wszystko pochłonął chaos, a gmach, który był moim domem, zawalił się pod ciężarem zgromadzonej w nim wiedzy tak, jak wcześniej upadło zbudowane wokół niego Imperium.

Niewykluczone też, że Biblioteki nie ma już nawet teraz, kiedy to piszę. Może my, żyjący i pracujący w tej prastarej świątyni Nauki, wciąż jeszcze wyobrażamy sobie jej istnienie, podtrzymując w swych fantazjach agonię świata, który dawno już odszedł w zapomnienie, pogrążając się w odmętach chaosu.

Biblioteka

Nie wiem, czy Biblioteka naprawdę leży w centrum świata. Faktem jest, że nie potrafię o niej myśleć inaczej. To od jej siedmiu bram rozchodziły się niegdyś wszystkie drogi, w zaciszu jej gabinetów pisano prawa, na jej przepastnych regałach gromadzono wiedzę zdobytą na terenie całego Imperium.

Od razu przyznaję, że gromadzenie jest tu eufemizmem, za którym kryją się także praktyki niegodne. Przez setki lat najsmakowitsze owoce Biblioteki pochodziły również z drzew zatrutych. Naszą wiedzę zasilały nieetyczne eksperymenty na ludziach i zwierzętach, skarby rabowane w podporządkowanych ekonomicznie koloniach albo wyniki badań prowadzonych wyłącznie dla zysku. Często milczeliśmy lub zbyt cicho wspominaliśmy o tym, co nie było opłacalne. To, co o nas opowiadają, jest prawdą. Biblioteka, która przechowuje wszystko, zna więcej przypadków podłości uczonych niż najbardziej fanatyczni Prorocy Pseudonauki. Są tacy, którzy twierdzą, że Imperium upadło między innymi dlatego, że zbyt wolno i niechętnie mierzyliśmy się z własnym trudnym dziedzictwem.

Na mojej mapie przedstawiam Bibliotekę jako pusty w środku heksagon o umownych proporcjach, bo choć spędziłem tu całe życie, nie znam ani jej wewnętrznej struktury, ani dokładnych rozmiarów. Ci, którzy jak Jorge Luis Borges czy Umberto Eco podjęli próby nakreślenia wewnętrznej mapy Biblioteki, czynili to zawsze w sposób symboliczny. Wiadomo, że podzielona jest na nieprzeliczone obszary zwane specjalizacjami. Być może jest ich wręcz tak wiele jak zamieszkujących ją uczonych, co ostatecznie każdego z nas czyniłoby pozbawioną okien i drzwi monadą. Wraz z rozwojem Imperium i przyrostem zgromadzonej w Bibliotece wiedzy nasze domeny oddalały się od siebie, wytwarzając odrębne języki. Dziś zamieszkujący różne specjalizacje niewiele mają sobie do powiedzenia, nawet jeżeli jakimś cudem spotkają się w przepastnym labiryncie Biblioteki. Prorocy Pseudonauki skrupulatnie wykorzystali to przemieszanie języków, wskazując je jako niezawodny znak panujących w łonie Biblioteki sprzeczności, anarchii i upadku. Może mieli w tym nieco racji?

Krainy wokół Biblioteki wyobrażam sobie jako kolejne pierścienie, coraz odleglejsze od ducha Nauki i coraz bardziej podporządkowane władzy Proroków i mocy chaosu. Wiem, że jest to wyobrażenie naiwne, a świat nie ma zapewne kształtu strzeleckiej tarczy czy Dantejskiego kosmosu, w którego centrum znajduje się to, co najważniejsze. Ale są przecież różne mapy. Niektóre mają nam umożliwić precyzyjne dotarcie do oznaczonego miejsca. Inne – lepsze zrozumienie świata bez ruszania się z fotela. Głoszę wyższość tych drugich. Nie dlatego, że zamknięty w swym gabinecie, gardzę podróżami. Przeciwnie – rozumiem ich konieczność, jeżeli chcemy ratować to, co jeszcze pozostało z naszego dziedzictwa. Jednak mądrą wyprawę musi poprzedzać zrozumienie.

Kraina Ciekawych

Tuż za murami Biblioteki rozciągają się ziemie jeszcze niedawno bezpośrednio podległe jej władzy. Gdybym miał w swoim gabinecie okno, mógłbym z niego oglądać właśnie Krainę Ciekawych – obszar zamieszkiwany niegdyś przez nauczycieli, popularyzatorów nauki i uczniów. Bo ciekawi to uczniowie. Nie tylko ci, którzy – nieco pod przymusem – spędzają całe dnie zamknięci w szkole. To także wszyscy ci, którzy z własnej wiedzy sięgają po Naukę lub – niestety, częściej – po to, co Nauką im się wydaje.

To właśnie utrata Krainy Ciekawych boli mnie najbardziej, bo odcięła nas zupełnie od zewnętrznego świata, pozostawiając Zewnętrzne Krainy na pastwę Pseudonauki. Kraina Ciekawych służyła bowiem wychowywaniu tych, którzy krzewili Naukę, żyjąc poza murami Biblioteki. Dziś to dawne lenno Biblioteki rozpadło się na dziesiątki pozornie niepowiązanych dominiów i składa się z takich obszarów jak Medycyna Alternatywna, Zjawiska Paranormalne czy Przeszłość Fantastyczna.

W jaki sposób utraciliśmy swe włości? Wyjaśnia to dobrze historia Przeszłości Fantastycznej. To kraina, której mieszkańcy wierzą, że piramidy zostały zbudowane przez kosmitów, a tysiące lat temu światem władało starożytne Imperium Lechitów. Przeszłość Fantastyczna to ziemia zamieszkiwana przez rozgorączkowanych czytelników Ericha von Dänikena i poszukiwaczy skarbów tropiących tajemną broń Hitlera.

Pseudonaukowa rewolucja zaczęła się tam, jak zresztą wszędzie, od uprowadzenia ciekawości – tej najważniejszej cnoty ucznia i uczonego. Pseudonauka dokonała tego, podsuwając poszukującym wiedzy rozwiązania bardziej atrakcyjne, prostsze, a zarazem lepiej wyjaśniające ich codzienność.

Autorzy barwnych opowieści o cudownej przeszłości wypowiadali się też z apodyktyczną pewnością, której zawsze brak uczonym. Tam gdzie naukowa historia mogła zaproponować najwyżej trzy sprzeczne, fragmentaryczne warianty oparte na drobiazgowej rekonstrukcji nielicznych dostępnych źródeł i znalezisk archeologicznych, Przeszłość Fantastyczna wkraczała z pełną barwnych szczegółów opowieścią o pradawnych ludach i ich wspaniałych przygodach. Co ważne, większość tych fantastycznych eposów miała swoją wyraźną puentę w teraźniejszości, dostarczając gotowych wyjaśnień całkiem współczesnych problemów.

Trudno przecenić znaczenie, jakie dla przygotowania triumfu Przeszłości Fantastycznej nad historią miały państwa narodowe i popkultura. Silne poczucie narodowej tożsamości zachęcało, a wręcz zmuszało do poszukiwania jej korzeni coraz głębiej. Im większą i bardziej starożytną przeszłość narodu proponowali fantaści, tym lepiej trafiali we współczesne kompleksy i potrzeby wielkości, tym poczytniejsze też stawały się ich książki. Z kolei hollywoodzkie filmy o poszukiwaczach Arki Przymierza, pradawnych spiskach i starożytnych świątyniach pełnych pułapek przedstawiały obraz dziejów, który docierał do milionów widzów na całym świecie, kształtując także to, jak odbierali później przekaz Nauki.

Republiki Rewolucji i Królestwa Konformizmu

Na północ od krainy ciekawych rozciągają się Republiki Rewolucji, na południe zaś – Królestwa Konformizmu. Zwykle postrzegamy te dwie krainy jako całkowite przeciwieństwa. Siłą sprawczą i naczelną zasadą organizującą życie Republik jest bunt i związane z nim pragnienie zmiany. Zamieszkują je ludzie zawsze gotowi do działania i walki w imię zmiany. Jedną z Republik Rewolucji jest np. ta zorganizowana wokół sprzeciwu wobec GMO, inną – państwo pochłonięte walką z energią atomową, jeszcze inną – ruch antyszczepionkowy. Choć to oczywiście obraz nieco stereotypowy, typowego mieszkańca Republik porównałbym do nastolatka, który wierzy, że bunt i sprzeciw są wartościami samymi w sobie, że zawsze są autentyczne i potrzebne, że skoro ktoś ma odwagę, by sprzeciwić się, wyjść na ulicę, protestować, to przecież nie może się mylić.

Antyszczepionkowcy czy traktujący GMO jako pogwałcenie praw natury rozpoczynają – zapewne nie zawsze niesłusznie – od wizji świata kontrolowanego przez potężne międzynarodowe korporacje. Dalej jednak ich rozumowanie traci znamiona naukowości.

Jeżeli producenci genetycznie modyfikowanej kukurydzy albo szczepionek kierują się chęcią zysku, twierdzą buntownicy z Republik, to ich produkty z całą pewnością są skażone niecnymi intencjami twórców. Jednak czy gdyby udowodniono, że Newton sformułował prawo ciążenia ze ślepej żądzy sławy i niskiej potrzeby zysku, czyniłoby to grawitację mniej rzeczywistą? W nauce liczą się dowody, a nie motywacje.

Choć nie sposób zanegować, że niecne intencje mogą prowadzić do ukrywania dowodów i fałszowania wyników, to zakładanie z góry, że zysk wyklucza Naukę, wiedzie prostą drogą do spiskowej filozofii dziejów, a więc aż na Najdalsze Rubieże.

Mieszkańcy Królestw Konformizmu wydają się wyznawać zasady całkiem przeciwne. Kieruje nimi pragnienie zachowania status quo, wiązanego z poczuciem bezpieczeństwa i tradycją, lecz także najzwyczajniej w świecie z wygodą. Królestwa są wszak obszarem urodzajnym, zamożnym i ogólnie dość przyjemnym miejscem do życia. Na mapie Królestw wskazać można chociażby ziemię zwalczających teorię ewolucji czy terytorium rządzone przez negujących wpływ człowieka na globalne ocieplenie. To typowy przykład pseudonaukowej wiary opartej na pragnieniu zachowania przyjemnego status quo i niedopuszczaniu do siebie konsekwencji utrzymywania obecnego porządku świata. Mieszkańcy Królestw przypominają nieco schorowanego palacza, który odmawia przyjęcia do wiadomości konsekwencji swego nałogu, zamiast koncernów tytoniowych winiąc „głupich lekarzy, którzy wtrącają się w jego prywatne sprawy”. Dla odrzucenia apokaliptycznych wizji kreślonych przez Naukę mieszkańcy Królestw zawsze przywołują status quo. „Jeżeli jest tak źle, to czemu jest tak dobrze?” „Gdyby tak łatwo było wymrzeć, już byśmy dawno wymarli”. „Jakoś lato w tym roku było wyjątkowo zimne i deszczowe”. Itd.

Mieszkańcy Republik przekonani są, że prowadzą zuchwałą walkę z gnuśnymi Królestwami, podczas gdy mieszkańcy Królestw wierzą, że bronią cywilizacji przeciw zakusom zbuntowanych Republik. Obydwie frakcje twierdzą, że Nauka stoi po ich stronie. Bądź dlatego że walczą z niedoskonałym status quo, bądź też dlatego że jest ono potwierdzeniem słuszności ich działań. Z punktu widzenia Biblioteki, który oczywiście nie jest ani jedyny, ani nieomylny, sytuacja przedstawia się jednak nieco inaczej. Obydwie frakcje twierdzą że służą prawdzie i sprzyjają Nauce, w rzeczywistości natomiast toczą swą wojnę w interesie Proroków Pseudonauki i często z ich podszeptów. Oczywiście Nauka nie zna odpowiedzi ostatecznych i nie możemy przesądzić, że któreś z Republik lub Królestw okaże się ostatecznie mieć racje. Ważne, by pamiętać, że zaliczenie poszczególnych krain w poczet buntowników lub obrońców status quo nie odbywa się na podstawie głoszonych przez nich tez, lecz w oparciu o kierującą nimi logikę, którą starałem się nakreślić powyżej.

Ziemie Proroków

Za granicami Republik i Królestw rozciągają się Ziemie Proroków. To tutaj mieszkają i władają ci, którzy Pseudonaukę uczynili swym rzemiosłem, a nawet wynieśli do rangi sztuki. Prorocy zarabiają na swym kunszcie, proponując cudowne diety i lecząc nowotwory witaminą C. Niektórzy swoje oratorskie talenty wymieniają nie na złoto, lecz na władzę, jak np. politycy budujący kapitał na tropieniu wszechogarniającego spisku.

Prorocy otaczają się kultem. To jeden z dość skutecznych sposobów odróżnienia Nauki i Pseudonauki. W Bibliotece szanujemy Arystotelesa, Newtona czy Feynmana, ale każdy adept nie musi na pamięć uczyć się ich pism, a w gabinetach nie wiszą ich portrety. A przynajmniej nie obowiązkowo. Wiedza naukowa była otwarta dla wszystkich, choć nie zawsze zrozumiała. Prorocy twierdzą, że dysponują wiedzą sekretną, ukrywaną przez lekarzy, klimatologów albo historyków. Proponowana przez nich wiedza jest elitarna, zamknięta, wyróżniająca, choć zarazem zwykle bardzo prosta do zrozumienia.

Oczywiście Prorocy nigdy nie głoszą swej Pseudonaukowej ewangelii wprost. Mogą szargać opinię naukowców albo naukowych instytucji, lecz nigdy samej Nauki. W ich natchnionych kazaniach to Biblioteka jawi się zawsze jako źródło wszelkiego zepsucia. „Zamieszkujący ją Uczeni są chciwi – powiadają Prorocy – zagarnęli dla siebie lek na raka, prawdę o historii czy zamachach, by sprzedawać wam pigułki przedłużające agonię, historyczne bajeczki i polityczne brednie utrzymujące was w poddaństwie”.

Prorocy obalili Imperium pod sztandarami jego odbudowy. Uderzyli w Naukę, podpierając się jej autorytetem. Mowa Proroków jest zawsze zniekształconym językiem Nauki. Pełna jest określeń, które brzmią naukowo, czasem nawet odwołań do naukowej literatury. Potrzeba naprawdę uważnej obserwacji, a nierzadko specjalizacji w danej dziedzinie, by pseudonaukowy bełkot odróżnić od rzetelnej wiedzy.

Dawniej problem ten rozwiązywała delegacja kompetencji oparta na zaufaniu. Ci, którzy nie mieli kompetencji w zakresie, dajmy na to, fizyki, ufali tym, za których wiedzę na tym polu ręczyła Biblioteka. Fizycy, z kolei, za pośrednictwem systemu instytucji i certyfikatów pozwalali rozstrzygać swoje wątpliwości spoza własnej specjalizacji biologom, historykom albo socjologom. Oczywiście zaufanie to nie ślepa wiara. Zaufanie właściwe dla Nauki opierało się, a przynajmniej powinno opierać, na transparentności, gotowości do rewizji uzyskanych wyników, przyznania się do błędów i nieustannego udoskonalania posiadanej wiedzy. Niektórzy powiadają nawet, że zaufanie, łączące wszystkich Uczonych i cały świat w jeden współrozumiejący organizm, to tajemne imię samej Nauki; jej najgłębsza tożsamość, bardziej podstawowa od faktów, dowodów i badań. Dlatego właśnie zaufanie było pierwszą wartością, w którą uderzyli Prorocy.

Chaos Najdalszych Rubieży

Są wśród nas tacy, którzy wierzą, że ziemie Proroków wyznaczają okrąg świata najodleglejszy od Biblioteki. Ja osobiście uważam, że za nimi rozciąga się jeszcze coś gorszego – obszar zamieszkany przez siły starsze niż Nauka i Pseudonauka, siły potężniejsze nawet od natchnionych kazań Proroków.

Najdalsze Rubieże to mroczna domena szaleństwa rodem z najgorszych koszmarów H.P. Lovecrafta. To tutaj spotykają się płaska Ziemia, najohydniejsze antysemickie fantazje, opowieści o kontroli umysłów, toksyczności fluoryzacji i czyhającym na każdym kroku niebezpieczeństwie…

Choć wydaje się, że tych majaków nie łączy na pozór żadna wspólna nić, scalającym je wątkiem jest w istocie wyobrażenie wszechogarniającego spisku. Weźmy chociażby przykład płaskiej Ziemi. Na pozór wydaje się, że wiara w ten lub inny kształt planety nie wpływa na nasze codzienne życie. „Niech sobie wierzą, w co chcą. I tak korzystają z dobrodziejstw GPS i satelitów meteorologicznych” – powiadali moi koledzy, gdy pierwszy raz usłyszeli o internetowych forach płaskoziemców. Nic bardziej mylnego! Jeżeli uwierzysz, że Ziemia jest płaska jak talerz, musisz wcześniej czy później zadać sobie pytanie: jak to możliwe, że nigdy o tym nie słyszałem? Dlaczego nieprawdy uczyli mnie w szkole? Kto broni dostępu do krawędzi świata? A gdy już uwierzysz, że istnieją na świecie siły dość potężne, by dokonać manipulacji o tej skali, jest tylko kwestią czasu, kiedy dotrze do ciebie, że wszystko może okazać się wytworem spisku. To właśnie chaos, który wypiera zaufanie, stanowiące podstawę ładu organizującego nasz świat.

Biblioteka była osią świata, której moc utrzymywała chaos z dala od cywilizowanego kosmosu. Wraz z upadkiem jej potęgi chaos powrócił do naszego świata, nawiedzając najpierw senne koszmary, później opowieści snute nocami przy ogniskach, wreszcie – jawę i codzienność zamieszkujących najdalej od Biblioteki. Jeżeli nic się nie zmieni, chaos wkrótce opanuje umysły polityków i biznesplany przedsiębiorców, a potem wkroczy na karty szkolnych podręczników. Zajmie kolejne pierścienie świata, zbliżając się do jego centrum, by ostatecznie pochłonąć także Bibliotekę, która stanie się wówczas Antybiblioteką – mrocznym labiryntem, groteskową karykaturą samej siebie.

A może to już się stało?

Życie po końcu świata

Żyjemy na gruzach obalonego imperium. nauka, która od stuleci śniła spokojnie swój sen o potędze, okazała się nagle niewielką, mało znaczącą enklawą pośrodku rozległych krain kierowanych obcymi jej motywacjami i rządzonych niezrozumiałymi prawami.

Jak każde upadłe imperium Nauka cierpi na ból fantomowy po utracie dawnych kolonii, które podporządkowywała sobie nie miłością i zrozumieniem, jak wierzyliśmy w Bibliotece, lecz przemocą opartą na arogancji, poczuciu wyższości i kastowych różnicach. Wcale nie zależało nam na tym, by wszyscy rozumieli Naukę. Wystarczyło, że bali się jej, pozostawali jej posłuszni, a nade wszystko – że wielbili ją. Kult wiedzy niepostrzeżenie przemienił się w religię, opartą nie na zaufaniu, lecz na ślepej wierze. Doskonale rozwinięta technologia stała się nieodróżnialna od magii. Sami utorowaliśmy drogę fanatykom i chaosowi, który podąża ich śladem.

Lubimy sobie wyobrażać, ze Imperium obalili jacyś barbarzyńcy, którym chętnie przypisujemy najgorsze cechy – ignorancję, pogardę dla wiedzy, uległość wobec brutalnych satrapów, a także pychę związaną z przeświadczeniem o własnych umiejętnościach. Prawda jest taka, że nie ma i nigdy nie było żadnych barbarzyńców. Imperium zawaliło się pod ciężarem swej potęgi.

Zalążkiem upadku Nauki stała się jej własna doskonałość, przede wszystkim rozwój specjalizacji, który umożliwił podbój coraz nowych terytoriów.

Mieszkańcy Zewnętrznych Krain – ci, których nazywamy barbarzyńcami – to po prostu dawni obywatele Imperium, tacy sami jak my, a może nawet byli uczniowie czy nawet mieszkańcy Biblioteki.

Niegdysiejsze kolonie Nauki, wyzwolone spod jarzma Biblioteki, napędza do działania nie tylko skrupulatna budowa własnych minipaństewek, często o całkiem nieprawdopodobnych ustrojach, lecz także nienawiść wobec dawnego Imperium. Jest ona o tyle ważna, że pozwala łączyć siły tym, którzy w innym wypadku skoczyliby sobie do gardeł. Język upadłego Imperium kulturowo i administracyjnie jednoczy dawne kolonie, czyniąc różne pseudonaukowe twierdzenia kompatybilnymi.

Po wzniesionych przez imperialnych budowniczych drogach można się błyskawicznie poruszać od Fantastycznej Przeszłości do antysemityzmu i spiskowej wizji dziejów albo od zainteresowania medycyną alternatywną przez antyszczepionkową gorączkę aż do wiary w wielką zmowę Big Pharmy. Mam tu na myśli zarówno drogi w sensie materialnym, jak i te całkiem niewidzialne. Za sprawą Nauki świat stał się znacznie mniejszy niż dawniej. Oplotła go ciasna sieć autostrad i infostrad, umożliwiających błyskawiczny przepływ ludzi i idei. Ale sprawiliśmy także, że świat stał się bardziej demokratyczny. Podstawowa znajomość dziejów czy praw fizyki, jaką za pośrednictwem szkoły zapewniliśmy wszystkim, stworzyła język, którym potem przemówili Prorocy. Emancypacyjne pragnienie oddania głosu tym, którzy byli go pozbawieni, tak ważne dla nauk humanistycznych i społecznych, przybliżyło nas nieco do utopii społeczeństwa egalitarnego. Ale czy byliśmy gotowi na jego nadejście? Czy swojego autorytetu i kapłańskiego niemal monopolu na opisywanie rzeczywistości nie budowaliśmy przypadkiem na nierówności podobnej do tych, jakie zwalczaliśmy w polityce i ekonomii?

To chyba najmroczniejsza prawda ujawniana przez mapę, którą właśnie skończyłem kreślić. Droga do Pseudonauki wiedzie przez Naukę. Ścieżka wiodąca ku otchłaniom chaosu bierze swój początek w Bibliotece.

Jak niewiele dzieli spełnione marzenie od koszmaru!


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter