70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Wojciech Nekanda Trepka/Agencja Gazeta

Kilka powszechnych tajemnic

Nie da się prawdziwie opowiedzieć uczniom ostatniego i najgorszego rozdziału historii Żydów w Polsce, pilnując kompulsywnie „dobrego imienia Polski” i powtarzając odwieczny „zestaw z drzewkiem” – czyli opowieść o tym, że pomimo kary śmierci, która groziła za pomoc Żydom, Polacy ich ratowali, za co otrzymali najwięcej wśród narodów Europy (6,5 tys.) drzewek Sprawiedliwych w Yad Vaschem.

W marcu 2016 r. zakończył się szeroko zakrojony projekt Antysemityzm nie jest poglądem, którego zadaniem była analiza podręczników szkolnych pod względem tego, jak podchodzą do tematów żydowskich, czy w sposobie opisu widoczny jest antysemityzm (bezpośrednio lub pośrednio), jakich narzędzi z humanistyki się używa, by antysemityzm objaśnić, etc. Projekt zorganizowało Żydowskie Stowarzyszenie Czulent z Krakowa. Na zakończenie wydano książkę Antysemityzm nie jest poglądem. Podręcznik dla edukatorów i edukatorek[1] i dwa zeszyty do zajęć praktycznych. To prawdziwy skarb. Oprócz teoretycznych analiz znaleźć tu można także scenariusze zajęć i warsztatów antydyskryminacyjnych (np. przeciw antysemityzmowi, poszerzających wrażliwość i wiedzę).

W ramach projektu przeczytano 172 podręczniki do historii, polskiego, WOS-u i innych przedmiotów, według dobranych haseł. Następnie zespół przeanalizował ogromną ilość materiałów. Co wynika z pracy przy tym projekcie? Spróbuję podsumować.

Muszę zastrzec, że nie spodziewałam się w podręcznikach szkolnych otwartego, tradycyjnego antysemityzmu. I nie było go tam. Spodziewałam się powielania stereotypów, defensywnej postawy w kontekście Zagłady i polonocentryzmu. Było gorzej. Zacznę chronologicznie. Od I w. n.e., od kraju nazywanego w podręcznikach Palestyną (powinno się raczej nazywać go Judeą).

 

Ewangelie w Torze i bogobójstwo Żydów

Otóż w polskiej szkole (i podejrzewam, że tylko w niej) Ewangelia znów jest traktowana jako źródło czysto historyczne. Znów, ponieważ była nim przez całe średniowiecze do wieku XVIII i dopiero oświecenie oraz rozwój nauki historii spowodowały, że przestano ją tak postrzegać. To nie znaczy, że nie ma wartości historycznej, zwłaszcza zinterpretowana przez historyków, archeologów, biblistów, kulturoznawców etc. Ale do edukacji w Polsce powróciła nie w sieci interpretacji, tylko po prostu jako źródło wiedzy historycznej.

Dobrze więc, może uczniowie dowiadują się czegoś o starożytnych Żydach? Może czegoś o judaizmie, np., kim był / jest Mesjasz w judaizmie, jakie były odłamy judaizmu lub jakie problemy powstawały między Żydami a Rzymianami zajmującymi wtedy Judeę? Niekoniecznie, czasem tym kwestiom poświęcone jest zaledwie jedno zdanie. Dzieci jednak dowiedzą się na pewno, że Żydzi zabili Jezusa. Czasami kontekst historyczny jest naszkicowany, lecz często nie. Jeśli dziecko jakimś przypadkiem nie dowiedziało się na katechezie, że to Żydzi zabili Chrystusa, teraz dowie się tego z podręcznika do historii, w majestacie nauki. Przykładów znajdziemy mnóstwo. Często treść ma wymowę najbardziej katechetyczną, jak tutaj:

„Arcykapłani żydowscy ze Świątyni w Jerozolimie potraktowali Jezusa jak niebezpiecznego odstępcę i bluźniercę próbującego odwieść Żydów od prawdziwej wiary w Jahwe. Z ich poduszczenia rzymski prokurator Judei, Poncjusz Piłat, skazał go na śmierć. Jezus został ukrzyżowany na wzgórzu pod Jerozolimą, dzień przed żydowskim świętem Paschy. (…) W ciągu stu lat od ukrzyżowania Jezusa jego słowa i czyny zostały spisane w Ewangeliach (gr.– Dobra Nowina), z których cztery – wraz z dziejami apostołów, listami apostolskimi i Apokalipsą św. Jana (wizją dotyczącą powtórnego przyjścia Jezusa na końcu czasów) – zostały dołączone do Tory i innych świętych ksiąg żydowskich. Tak powstało Pismo Święte – święta księga chrześcijan. (…) Trzeba też zauważyć, że nowa religia pojawiła się w czasach kryzysu kultów pogańskich. Koncepcja bogów greckich, niedoskonałych i skrojonych na ludzką miarę, wydawała się mniej wiarygodna od biblijnej wizji wszechmogącego Boga – absolutnego dobra i stwórcy świata. Nie bez znaczenia była również silna emocjonalna więź między człowiekiem a kochającym bezwarunkowo Bogiem, nieistniejąca w religiach pogańskich. Wiara chrześcijańska zaczyna się od indywidualnej deklaracji, podjętej w sercu i umyśle wyznawcy, a nie od publicznego rytuału”.

Cztery ewangelie dołączone do Tory – na taką wiadomość każdy rabin powinien paść rażony gromem! Nie obił mi się o uszy kryzys kultów pogańskich (były to religie politeistyczne, nie kulty). Mieszko I także nie z powodu kryzysu kultu Swarożyca przyjął chrześcijaństwo. W praktyce Bóg chrześcijan nie kocha bezwarunkowo, choć miłość jest założeniem, teologiczną formułą. Wstępny zbiór warunków, które stawia wyznawcom, zawarty jest w Dekalogu. Chrześcijaństwo ma ponad 2000 lat, teologowie mieli i mają rożne koncepcje. Może nie wybaczyć grzechów, może skazać na potępienie. Słyszałam również, że chrześcijanie włączają do swojej wspólnoty małe dzieci, chrzczone, zanim mogą podjąć decyzję w umyśle i sercu, i że odbywa się to w publicznym rytuale chrztu.

Cóż, jałowe to uwagi. Faktem jest, że podręczniki do historii cofają się do prawzoru antysemickich wyobrażeń, do wizerunku Żydów jako bogobójców, którzy odtrącili idee i osobę prawdziwego Mesjasza. Nieważne, czy autorzy piszą, że sprawili to „Żydzi” czy „kapłani żydowscy”, czy też „przywódcy żydowscy” – uczeń i tak dostaje informację , że to „Żydzi” doprowadzili do zabicia Boga. Ta treść, notabene, jest podawana w postaci przedsoborowej.

Ostatnią rzeczą, której można przypisać cele edukacyjne, jest pełne błędów historycznych i kulturoznawczych streszczanie ewangelii w tradycyjnym antyjudaistycznym duchu. Wyjątków jest niedużo: M. Markiewicz, O. Pytlińska, A. Wyroda, Historia i społeczeństwo. Swojskość i obcość, gdzie autorzy dają rzetelny historyczny opis tego, jak chrześcijaństwo we wczesnym średniowieczu separowało i piętnowało Żydów (s. 32); oraz T. Małkowski, J. Rześniowiecki, Historia. Multipodręcznik dla klasy 1 gimnazjum, gdzie autorzy próbują zaznaczyć, że przekaz religijny, aczkolwiek osadzony w historii, nie jest tym samym co przekaz historyczny.

 

Mniejszości etniczne i narodowe

Jeśli chodzi o mniejszości etniczne i narodowe, to pierwsza zasada, której trzymają się niemal wszyscy autorzy podręczników, brzmi: nie oddać obcym ani przecinka w narracji na temat polskiej historii, zwłaszcza wtedy kiedy rzecz dotyczy ich samych.

Główna sprawa to jednak to, że przedstawiciele mniejszości nie mogą nie być widziani jako obcy w narracji podręcznikowej, bo jest ona nacjonalistyczna z tendencją do uznawania, że połączenie polskości z katolicyzmem jest jedyną godną pochwały formą bycia Polakiem.

Autorzy prawdopodobnie nie potrafią zdjąć nacjonalistycznych okularów, nie wiedzą nawet, że je noszą. Nacjonalizm jest dla nich postawą oczywistą, niedyskutowalną i wydaje się, że nie mają nawet świadomości, iż w ogóle jakąś postawę przyjmują. Polonocentryzm w tej sytuacji jest „naturalny”, wszak o innych mówi się tylko z własnego punktu widzenia, a z jakiegoż by innego? W jednym z podręczników dziadek rozmawia z dziećmi o mniejszościach narodowych II RP językiem jak poniżej:

„– Tatarzy? Żyli wśród nas od czasów Jagiełły. W czasie wojen zawsze wiernie walczyli w obronie Rzeczypospolitej. Dziś pozostało ich może kilkuset. Warto wspomnieć też o ludziach takich jak Jan Wedel czy Kazimierz Ludwik Schiele, którzy choć byli z pochodzenia Niemcami, w chwili próby stanęli po naszej stronie, angażując się w działalność konspiracyjną. W ich zakładach gromadzono broń dla AK, ukrywano Żydów, zatrudniano też ludzi zagrożonych wywózką.

– Czyli nawet przedstawiciele innych nacji walczyli o Polskę.

– Nie zawsze ‒ pokręcił głową dziadek. – Bywali i tacy, którzy korzystając z naszego nieszczęścia, poszli na służbę do okupantów i współpracowali z nazistami oraz komunistami… To trudne problemy, często postawy ludzi wynikały z ich doświadczeń życiowych lub ideologii, w którą wierzyli[2] (wyróżnienia moje – BK)”.

Podstawowa kategoria, którą posługują się autorzy, to kategoria swoi–obcy, nasze–ich. Nasza strona, nasze nieszczęście, nasza ojczyzna, oczywiście, a nie ich. Tatarzy „wiernie walczyli” w obronie Rzeczypospolitej, tak jakby Tatarzy, obywatele polscy od pokoleń, nie mieli prawa do poczucia przynależności, ale byli zobowiązani do wierności jak giermkowie prawdziwych etnicznie polskich rycerzy. Bo tak jest, mniejszości bardziej musiały się starać i mało im to pomagało. Wedel i Schiele, choć, zaznacza dziadek, byli z pochodzenia Niemcami, stanęli po naszej stronie. Nie ma takiej możliwości, żeby była to ich własna strona. „Nawet” przedstawiciele innych nacji, powiada wnuk, który już załapał, jak się mówi, walczyli o Polskę. Mniejszości ujmuje się przedmiotowo i widoczne są tylko w relacji do Polski i polskości. Zaangażowanie w interes Polski, definiowany nacjonalistycznie, staje się probierzem i miarą moralności mniejszości.

Jakie jest więc kryterium przynależności do Polski i Polaków? Cóż, krew i ziemia, skoro nie wybór i nie poczucie przynależności zainteresowanych. W dalszym przebiegu rozmowy z wypowiedzi dziadka wynika, że Polacy byli przeciwnikami zarówno nazistów, jak i komunistów, co jest dziadkową pieśnią księżycową, ale dziadek ma głos prawomocny, obiektywny, bo polski, i w końcu mówi nawet z kolonialną łaskawością, że były to problemy trudne, a nawet wynikały z doświadczeń tych ludzi. Tylko nie wiemy z jakich.

Ton tego podręcznika współgra z określeniami dotyczącymi mniejszości narodowych z innych podręczników.

„Mniejszości narodowe stanowią mieszkańcy kraju utożsamiający się z innym narodem, który ma własne państwo, np. Niemcy, Ukraińcy, Białorusini, Żydzi”[3].

„SŁOWNICZEK

Mniejszość etniczna – grupa ludności, która odróżnia się od pozostałych mieszkańców kraju językiem, kulturą lub tradycją. Nie utożsamia się z narodem żyjącym we własnym państwie”[4].

„Polacy stanowili prawie dwie trzecie jej [II RP] ludności. Resztę tworzyli Ukraińcy, Żydzi, Białorusini, Niemcy i inni. W okresie międzywojennym Rzeczpospolita była więc państwem wielonarodowym. Zamieszkujące ją narody, zwłaszcza Ukraińcy i Niemcy, pragnęły żyć we własnych państwach. Takie dążenie kilku milionów ludzi bardzo osłabiało Polskę”[5].

A jednak, być może, to własna polityka mniejszościowa, pełna przemocy i dyskryminacji, osłabiała Polskę? Z rzadka i z zastrzeżeniami pojawia się taka uwaga.

Nie zawsze też członkowie mniejszości narodowych utożsamiają się z państwem narodu, z którego pochodzą, zresztą, w jaki sposób przed wojną miałoby to dotyczyć Żydów, Ukraińców, Białorusinów? Nie mieli swoich państw. Jeśli pierwszy opis odnosi się do czasów współczesnych, to należałoby dodać, jak bardzo nieliczne są te mniejszości w dzisiejszej Polsce, która w zasadzie jest krajem homogenicznym. Poza tym członkowie mniejszości dość często pochodzą ze związków mieszanych i niekoniecznie mają jednoznaczną tożsamość narodową.

Nawet – a może zwłaszcza – tak prostej możliwości autorzy chyba nie biorą pod uwagę. Za ich ujęciem stoi wykluczające przekonanie, że tożsamość narodowa jest niepodzielna i prosta. Albo się jest Żydem, albo Polakiem, albo Ukraińcem, albo się mówi po polsku, albo po ukraińsku. A co jeśli oboma tymi językami? – to dla piszących podręczniki niewyobrażalne…

Nadal więc Julian Tuwim ze swoim poczuciem, że jest i Żydem, i Polakiem, pozostaje w świetle treści edukacyjnych roku 2016 ekscentrycznym filutem lub uzurpatorem, nosicielem skandalicznej wieloznaczności, jak nazwałby to nie mniej podejrzany Zygmunt Bauman. Inaczej mówiąc – mniejszości są ujmowane jako rodzaj piątej kolumny, potencjalni zdrajcy, element wiecznie obcy. Z tego rodzaju poczucia wyniknęło ostatnie wypędzenie Żydów, jakie miało miejsce w Europie, w Polsce, w roku 1968, kiedy to Władysław Gomułka nazwał polskich Żydów piątą kolumną i tak ich potraktował.

 

Antysemityzm – nie, nie da się tego opisać

Przejdźmy więc do antysemityzmu, który był głównym celem tych badań. Oto próba opisu, czym jest antysemityzm:

„Negatywną postawą jest także antysemityzm, czyli wrogie nastawienie w stosunku do osób pochodzenia żydowskiego. Źródeł antysemityzmu należy doszukiwać się w czynnikach religijnych (mówimy wtedy o antyjudaizmie) oraz w przesłankach etnicznych i ekonomicznych. Postawa ta była dość rozpowszechniona w Europie przed II wojną światową, kiedy w wielu krajach działały partie polityczne otwarcie głoszące hasła antysemickie. Za apogeum antysemityzmu należy uznać okres II wojny światowej i działalność III Rzeszy (…). Obecnie antysemityzm jest potępiany przez państwa, a także przez kościół Katolicki, mimo to rozwija się wśród ludności arabskiej i muzułmańskiej, co jest spowodowane głównie konfliktem izraelsko-palestyńskim”[6].

Tekst jest symptomatyczny w swoim dziecięco niewinnym tłumaczeniu antysemityzmu za pomocą antysemickich uprzedzeń. O co chodzi z antyjudaizmem, czy to w końcu nie Żydzi zabili Jezusa? Przecież zabili, podręczników własne słowa. Przyczyny etniczne to pseudonim obcości pochodzenia i obyczajów, a ekonomiczne to pseudonim wyobrażeń na temat bogactwa Żydów. Trudno mówić o Zagładzie jako o apogeum antysemityzmu – była ludobójstwem, efektem długotrwałego narastania antyjudaizmu i antysemityzmu w krajach Europy.

Opis antysemityzmu z podręcznika nie oburzy i nie poruszy, bo nie ma w nim żadnych emocji. I choć antysemityzm chrześcijański jest wytworem Kościoła, to okazuje się, że to Kościół właśnie go potępia.

Może zresztą potępia, ale raczej nie w Polsce, gdzie, jeśli już to czyni, to często z obawy przed reakcją z zewnątrz, a nie z przekonania. Mimo to antysemityzm – podobnie jak inne grzechy – został oddelegowany do krajów arabskich. (Nie twierdzę, że go tam nie ma, chodzi mi o przesuwanie problemów z własnego podwórka na jak najdalsze).

A jednak najbardziej powalające wrażenie zrobił na mnie kolejny komentarz znanego już dziadka (babcie nie komentują historii). Dzieci mają ułożyć chronologicznie zdjęcia z ich własnej ulicy i dziadek pomaga porządkować obrazy i fakty:

„– Przygotowujemy z Magdą stronę internetową dotyczącą naszej ulicy. Nauczyciel dał nam całą płytę starych zdjęć, zrobiłem odbitki, żeby było łatwiej, ale trochę się w tym gubimy. Chcielibyśmy ułożyć je mniej więcej chronologicznie (…).

– To są domy po drugiej stronie ulicy, tam były warsztaty i sklepiki, należące głównie do Żydów – wyjaśnił staruszek. – Zbudowano je na miejscu bazaru.

– A to zdjęcie z czasów okupacji (…). Wszystkie witryny zabite były deskami. Na murach widać było jakieś nalepione obwieszczenia.

– Żydów wysiedlono do getta, a potem wymordowano – powiedział dziadek cicho – a Polacy żyli w nędzy i nie dostawali pozwoleń na otwarcie tych sklepów. Zresztą i z towarami był kłopot”[7].

Żydów zamknięto w getcie, powiada dziadek, a potem wymordowano. Mówi to cicho, kto wie, może to oznaka wrażliwości. Niemniej wzmianka o śmierci Żydów stanowi kontekst dla stwierdzenia, że Polacy i tak żyli w nędzy. Zestawianie obok siebie – bez głębszego oddechu – faktu wymordowania Żydów i kłopotów Polaków ze sklepikami i warsztatami, które przejęli po nich, to okazanie wrażliwości godnej krokodyla. Prawda natomiast jest taka, że Polacy bez problemów, administracyjnych czy moralnych, użytkowali to, co przejęli po Żydach.

Po dawnemu asymilowanie się Żydów jest postrzegane jako rozwiązanie problemów, ale za jego przebieg odpowiadają tylko Żydzi:

„W Galicji Żydzi stali się też właścicielami pewnej liczby majątków ziemskich. Choć nie była to liczba znacząca, jednak zjawisko to niepokoiło część Polaków. Zwłaszcza że Żydzi słabo asymilowali się z polskością. Był jednak dostrzegalny proces zbliżania się niektórych rodzin żydowskich do kultury polskiej”[8].

Inaczej mówiąc, Polacy mogli być słusznie zaniepokojeni, że Żydzi kupują majątki, ponieważ Żydzi „słabo się asymilowali z polskością”. Ale co to znaczy? Nie umieli mówić po polsku? Nie znali literatury, którą sąsiedzi mieli w małym palcu? Nie byli katolikami? A może wystarczyło, że byli Żydami? Bo – napisano o tym tomy – problemem był antysemityzm, a nie jego ofiary. Niewypowiedziane założenie, że polska ziemia nie może należeć do Żydów, było oczywiste. W końcu nikomu nie przeszkadzało, jeśli Polak, który kupował majątek, okazywał się nieokrzesanym brutalem. Z tekstu wynika, że obowiązkiem Żydów było zbliżanie się do polskości (czyli czego?), a pominięty zostaje fakt, że polska kultura była pełna pogardy, lekceważenia i uprzedzeń wobec Żydów.

Ci sami autorzy ujmują to jednak z drugiej strony, choć nieświadomie. Tym razem Żydzi się asymilowali i kształcili. I cóż? „Awans społeczny i bogacenie się Żydów oraz ich duży napływ do wolnych zawodów (lekarze, adwokaci), w których stawali się konkurencją, powodował w krajach europejskich, a także w USA, rozwój antysemityzmu”[9].

Z jednej strony Żydzi budzą niepokój, bo się nie asymilują, z drugiej – budzą antysemityzm, bo się asymilują, wchodzą w tkankę społeczną. Jak napisał o asymilacji Żydów Zygmunt Bauman: im szybciej biegli, tym szybciej meta się oddalała[10]. A Jean Paul Sartre w klasycznym tekście[11] z 1944 r., stwierdził, wyjaśniając pewne mechanizmy antysemityzmu, że napływ Bretończyków do zawodu lekarza czy adwokata nie wywołuje we Francji fali antybretonizmu, ale napływ Żydów „wywołuje” antysemityzm. Co jest tu błędem? Słowo „wywołuje”. To nie fakt napływu Żydów wywołuje antysemityzm, to fakt istnienia antysemickich uprzedzeń powoduje antysemicką reakcję na pojawianie się Żydów tam, gdzie ich wcześniej nie było. Tekst Sartre’a – 1944 r. – polski podręcznik – 2014. Czuje się tu jakąś okrągłą rocznicę.

Tu konieczna dygresja: autorzy podręczników w znakomitej większości nie mają narzędzi do interpretacji tego, co opisują, także dlatego że nie znają współczesnej humanistyki. Akurat prace na temat tego, jaka sieć uprzedzeń i mitów oplatała Żydów w społeczeństwach Europy przed Zagładą, są bardzo liczne i w znacznej części dostępne po polsku, żeby wymienić z klasyki Sartre’a, Hannah Arendt, książkę Joshuy Trachtenberga Diabeł i Żydzi czy z polskiej humanistyki antologię Przeciw antysemityzmowi lub Prześnioną rewolucję Andrzeja Ledera, wiele prac literaturoznawczych, w tym dzieła Marii Janion, czy wreszcie mój Antysemityzm. Niezamknięta historia – przystępne kompendium napisane z perspektywy kulturowej.

 

Zagłada, okupacja

Niezmiennym problemem występującym w tej tematyce jest wygładzony czy wręcz wyprasowany opis polskich postaw wobec Żydów w czasie Zagłady.

„Stałym elementem hitlerowskiej okupacji było prześladowanie i eksterminacja ludności żydowskiej (…). Zanik norm moralnych doprowadził do tego, że w pogromach brała udział ludność polska, litewska i ukraińska. Niemcy wykorzystywali dawne antagonizmy i inspirowali do takich działań. Od 1941 r. naziści wprowadzili karę śmierci dla Żydów opuszczających getto oraz osób udzielających im pomocy. Stosunek Polaków do hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej był zróżnicowany. Zdarzały się akty wrogości czy kolaboracji z okupantem (szmalcownictwo), co miało doprowadzić do wydania ukrywających się Żydów. Powszechna była obojętność, wynikająca z poczucia obcości. Duża grupa Polaków, szacowana na kilkaset tysięcy, w odruchu bezinteresownej pomocy starała się udzielać pomocy Żydom. Czynili to m.in. poprzez ukrywanie osób tej narodowości poza terenem getta. W ten sposób pomoc otrzymało od ok. 20 do 40 tys. osób[12] (wyróżnienia moje – BK)”.

„Zanik norm moralnych”, pisze autor, doprowadził do pogromów. Jednak skoro był to „zanik norm moralnych”, dlaczego dotyczył jedynie Żydów, dlaczego Polacy nie mordowali się nawzajem, nawet jeśli mieli zastarzałe konflikty, jakich na wsiach nie brakuje?

Ponieważ nie tyle był to zanik norm, ile gwarantowana bezkarność dla antysemityzmu, który był bardzo głęboki i szczególnie pogłębiony w latach 30. XX w. Niemcy niekoniecznie zawsze inspirowali pogromy. „Zdarzały” się akty wrogości, wydawanie, szmalcownictwo, piszą autorzy, ale słowo „zdarzać się” sugeruje, że coś się pojawia sporadycznie lub nie za często, nieregularnie. Prawdziwsze byłoby zdanie: „czasem się nie zdarzały”. Nawet „obojętność” – zostało to już zrewidowane w humanistyce – nie jest dobrą nazwą. Obojętni odwracają oczy, idą swoją drogą, nie pomagają – ale nie denuncjują. To nie obojętność przeważała, tylko szczucie, grabienie, donoszenie, ukrywanie za pieniądze i denuncjowanie, kiedy się skończyły, etc., etc. Nie wiem też, skąd kilkaset tysięcy Polaków w tym końcowym szacunku.

„W dniu 19 kwietnia 1943 roku przeciwko hitlerowcom wybuchło powstanie. Powstańcy żydowscy wykazali się nadzwyczajną odwagą i stawiali zbrojny opór do końca, kiedy to dzielnica żydowska, po barbarzyńskim ataku Niemców, przestała istnieć. Mieszkańcy getta otrzymywali pomoc od wspierających ich Polaków, mimo że za udzielanie pomocy Żydom groziła kara śmierci. Dzięki Polakom zostało uratowanych kilkadziesiąt tysięcy Żydów”[13].

Tyle samo powstania w tym opisie co zasługi Polaków. Jakby autorzy w jakimś narcystycznym i defensywnym jednocześnie przymusie nie mogli przez kilka zdań utrzymać uwagi na samym powstaniu. Kara śmierci groziła w Polsce za wiele rzeczy – za handel na czarnym rynku, za nielegalny ubój świni czy krowy, za konspirację, za posiadanie radia etc. Mieszkańcy getta nie dostawali pomocy, może poza jednostkowymi przypadkami, zazwyczaj kupowali ją, jeśli mieli za co, i nie była tania. Ci, którzy chcieli ukrywać Żydów, najbardziej bali się sąsiadów i szmalcowników, bo ci byli przyczyną denuncjacji prawie w 100%. Kilkadziesiąt tysięcy Żydów to dobrze brzmi, ale nie wiadomo, czy było to 20 tys. czy 90 tys. Najprawdopodobniej dużo mniej niż 20 tys. Być może ukryto więcej, ale znaczną cześć tych ukrytych wydano Gestapo.

W Polsce ogółem przeżyło 50 tys. Żydów, w tym większość w obozach i ukrywając się, co niekoniecznie znaczyło, że z pomocą Polaków. Jeśli się miało tzw. dobry wygląd, mówiło dobrze po polsku, miało środki lub pracę, pomoc nie była potrzebna i wielu Żydów zawdzięcza przeżycie takim okolicznościom. W Żegocie zresztą także byli aktywni Żydzi, np. Maurycy Orzech, Leon Feiner, Adolf Berman, zaangażowany był pisarz Adolf Rudnicki i wielu innych.

„Na czele powstania stał dowódca ŻOB Mordechaj Anielewicz. (…) Losu powstańców nie zmieniły podejmowane przez polskie organizacje zbrojne – Armia Krajowa i Gwardia Ludowa – próby przyjścia powstaniu z pomocą. Przyczyniły się one jednak do umożliwienia grupie powstańców wydostania się z getta i wstąpienia do oddziałów partyzanckich”[14].

AK i GL nie podjęły znaczących prób pomocy. AK nie miała intencji zmiany losu powstania w gettcie, pomoc Żydom nie byłaby popularna w jej szeregach. Resztki oddziałów ŻOB wyprowadził z getta osobiście „Kazik” – Symcha Rotem, Żyd, warszawiak, który zmusił kanalarzy do zaprowadzenia go do getta, mówiąc, że jest z AK i że idzie po ludzi z AK, którzy pomagali w getcie. Tu leży źródło mitu o polskiej pomocy, której nie było. (Patrz np. film Rotem Agnieszki Arnold z 2013 r. i Anki Grupińskiej Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego, Warszawa 2000, rozmowa z „Kazikiem” Symchą Rotemem, s. 261).

Jak pisze Enzo Traverso: „Przez całe lato 1943 roku, zaraz po zmiażdżeniu getta warszawskiego, polski narodowy ruch oporu – związana z londyńskim rządem na uchodźstwie Armia Krajowa – miał do dyspozycji 25 000 karabinów, 6 000 pistoletów i kilkadziesiąt tysięcy granatów ręcznych. Dostarczył ŻOB jedynie dziesięć pistoletów. Polscy partyzanci nigdy nie podjęli prób zakłócenia deportacji czy sabotażu linii kolejowej, którą docierały transporty do Treblinki. Akcjom solidarnościowym nie sprzyjał również obraz Żydów jako obcych, skutek długiej historii separacji i antysemityzmu. Żydzi to nie Polacy, więc ich segregacja to nie niemożliwe do przyjęcia działania dyskryminacyjne. Nie podjęto żadnych działań dających się choćby porównać ze strajkiem generalnym, jaki w proteście przeciw eksterminacji Żydów podjęli robotnicy w Amsterdamie. Getto warszawskie płonęło, a życie w »aryjskim« sektorze stolicy toczyło się dalej”[15].

 

***

Nie da się prawdziwie opowiedzieć uczniom ostatniego i najgorszego rozdziału historii Żydów w Polsce, pilnując kompulsywnie „dobrego imienia Polski” i powtarzając odwieczny „zestaw z drzewkiem” – czyli opowieść o tym, że pomimo kary śmierci, która groziła za pomoc Żydom, tylko w Polsce (nie tylko) Polacy ratowali Żydów, za co otrzymali najwięcej wśród narodów Europy (6,5 tys.) drzewek Sprawiedliwych w Yad Vashem.

Liczba 6,5 tys. jest liczbą prawdziwą, ale gdyby było dwa i cztery, i dziesięć razy więcej, to i tak nadal znaczyłoby, że w pomoc Żydom było zaangażowanych, licząc bardzo hojnie, ok. 0,5% z 1% polskiej populacji. Nie ma się czym chwalić, zwłaszcza że Sprawiedliwi nie byli delegatami społeczeństwa, najczęściej widziano w nich zdrajców narodu, wyrzutków, „żydowskie ciotki” i „wujków”, a wszystkie te określenia były wyrokiem.

 

***

Rama nacjonalistycznej polskiej narracji może ująć historię Żydów w Polsce w postaci czytanki, która de facto opowiada o tym, jak naród polski sam sobie wkłada laur na głowę. Za liczne zasługi: od „gościny” do „ratowania”, od Esterki do Sendlerowej. Niestety, albo ta rama, albo prawda. Nie da się jej opowiedzieć bez rzetelnego opisu, czym jest antysemityzm. Najsmutniejsze jest to, że wielu autorów ma bardzo często jak najlepsze intencje i zwalcza antysemityzm – tylko że przy użyciu antysemickich kalek i stereotypów. Polacy nie mają łatwości rozpoznawania opresji i dyskryminacji, ponieważ ani polska tradycja, ani praktyczne wychowanie, ani edukacja nie uczą i nie kultywują postawy wzajemnego szacunku oraz wrażliwości nawet na problemy rodaków. Co dopiero zaś obcych! Upokarzający sposób symbolizowania wydaje się neutralny i kraj zalewają wizerunki Żyda z pieniążkiem, które pochodzą z samego piekła antysemickiego stereotypu. Przepis na skuteczność owego Żyda vel Żydka mówi, że należy go czasem powiesić do góry nogami, żeby oddał gospodarzom domu, co się im należy. Większość użytkowników Żyda nie widzi w tym niczego niestosownego. Z pojęcia przemocy symbolicznej mogą się tylko śmiać. W szkole na pewno ich na to nie uczulano.

Wielką i niezbadaną tajemnicę w podręcznikach szkolnych stanowi samo pojęcie i historia antysemityzmu. Opisane wielokrotnie w pracach dużych i małych, skomplikowanych i prostych. Przykłady wszystkich negatywnych zjawisk, takich jak antysemityzm, rasizm czy mizoginia odnoszą się do innych krajów, nigdy do Polski[16]. Wobec tego oczywiście autorzy nie widzą i nie reagują na to, jak bardzo antysemityzm zakorzeniony jest w polskim katolicyzmie, a przez niego w kulturze, w myśleniu, w języku. Wszystkie te podstawowe problemy nie zostały poruszone w podręcznikach.

Krytyczne myślenie nie wchodzi w grę.

I są efekty…

_

[1] Antysemityzm nie jest poglądem. Podręcznik dla edukatorów i edukatorek, red. A. Makówka-Kwapisiewicz, Kraków 2016. W środku teksty Zjawisko antysemityzmu w Polsce na podstawie badań Anny Makówki-Kwapisiewicz, Kultura i społeczeństwo w podręcznikach szkolnych Aliny Całej, bardzo ciekawa analiza podręczników do literatury i innych przedmiotów humanistycznych (zbieżna z moją analizą podręczników do historii). Świetne teksty psycholożek Anny Lipowskiej-Teutsch o narodowym narcyzmie i jego skutkach oraz Beaty Zadumińskiej o mowie nienawiści. Niezwykle istotny tekst socjologiczny Anny Zawadzkiej Kultywujemy polskość. O antysemityzmie w przestrzeni publicznej, i wreszcie rzadkość, prawnicze ujęcie mowy nienawiści. Plus scenariusze warsztatów i zajęć przeciwko antysemityzmowi. Oraz Podręcznik dla edukatorów i edukatorek przedszkolnych i wczesnoszkolnych i Zeszyt ćwiczeń. Wydanie non profit.

[2] M. Wesołowska-Starnawska, A. Pilipiuk, W. Starnawski, Bliżej świata. Wiedza o społeczeństwie. Podręcznik dla gimnazjum, Warszawa 2009, s. 233 (Wydawnictwo Szkolne PWN).

[3] B. Olszewska, W. Surdyk-Fertsch, My i historia. Historia i społeczeństwo. Klasa 4, Warszawa 2011, s. 28 (Wydawnictwo Szkolne PWN).

[4] W. Kalwat. M. Lis, Klucz do historii. Podręcznik do historii i społeczeństwa dla szkoły podstawowej. Klasa 4, Warszawa 2012, s. 67 (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne).

[5] T. Małkowski, Historia i społeczeństwo. Multipodręcznik dla klasy 6 szkoły podstawowej, Gdańsk, 2014, s. 87 (Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe).

[6] A. Janicki, J. Kięczkowska, M. Metz, W centrum uwagi. Wiedza o społeczeństwie. Podręcznik do wiedzy o społeczeństwie dla liceum ogólnokształcącego i technikum. Zakres rozszerzony. Część 1, Warszawa 2013, s. 82 (Nowa Era).

[7] M. Wesołowska-Starnawska, A. Pilipiuk, W. Starnawski, Bliżej świata. Wiedza o społeczeństwie. Podręcznik do gimnazjum, Warszawa 2009, s. 233 (Wydawnictwo Szkolner PWN).

[8] M. Ustrzycki, J. Ustrzycki, Ciekawi świata. Część 2. Wiek XIX. Podręcznik dla szkół ponadgimnazjalnych. Zakres rozszerzony, Gdynia 2014, s. 235 (Operon).

[9] Tamże, s. 54.

[10] Por. Z. Bauman, Nowoczesność i Zagłada, Warszawa 1991, s. 122.

[11] J.P. Sartre, Rozważania nad kwestią żydowską, tłum. J. Lisowski, Łódź 1992, s. 18.

[12] B. Burda, B. Halczak, M. Szymczak, Odkrywamy na nowo. Historia. Część pierwsza. Historia najnowsza. Podręcznik dla szkół ponadgimnazjalnych, Gdynia 2013, s. 186–187 (Operon).

[13] R. Lolo, A. Pieńkowska, Historia wokół nas. Podręcznik do historii i społeczeństwa dla szkoły podstawowej. Klasa 6, Warszawa 2014, s. 171 (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne).

[14] Z.T. Kozłowska, I. Unger, S. Ząjąc, Historia. Poznajemy przeszłość. Dzieje najnowsze. Szkoła ponadgimnazjalna, zakres podstawowy, Toruń 2012, s. 141 (SOP Oświatowiec).

[15] E. Traverso, Dług – powstanie w getcie warszawskim (rozdział z Understanding the Nazi Genocide. Marxism after Auschwitz, Pluto Press, 1999), tłum. P.M. Bartolik, http://www.kampaniapalestyna.pl/index.php/2010/02/09/dlugpowstanie-w-getcie-warszawskim/ (dostęp: 5 maja 2016).

[16] W jednym z podręczników dotyczących rodziny autor napisał, że wychowanie dziewczynek w Polsce powinno być równościowe, i dał przykład taty, który razem z córką zajmuje się samochodem – dziewczynkę dopuścił do odkurzania tapicerki. Autor nie kpił, bo tak to rozumiał. Przykładem złego traktowania kobiet zawsze są kraje arabskie, nie ma żadnych realnych danych polskich.

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata