70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Adam Walanus

Jesteśmy religijni z natury

Dorośli zgadzali się, że zegarek może do czegoś służyć, ale według nich tygrys nie istnieje „po coś”. U dzieci było inaczej: upierały się, że wszystko – przedmioty, zwierzęta, zjawiska naturalne – zostało stworzone w jakimś celu.

Krzysztof Kornas: Znana jest anegdota o tym, jak pewnego razu podczas obrad Ame­rykańskiej Akademii Religii pod­jęto próbę ustalenia definicji religii. Nie trzeba było długo czekać, żeby w wyniku konfliktów połowa uczestników spotkania w gniewie wyszła z sali. Pan koncentruje się na mechanizmach poznawczych umożliwiających istnienie religij­ności, a nie na definiowaniu pojęć. Co doprowadziło Pana do takiego podejścia?

Paul Bloom: Ogólnie rzecz biorąc, jestem prze­ciwnikiem nadmiernego sku­piania się na definicjach. Moim zdaniem postęp w nauce doko­nuje się inaczej. Zazwyczaj roz­poczynamy pracę, mając ramowy zarys tematu, którym się zajmu­jemy, analizujemy go, a następnie – poprzez badania – zbliżamy się do jego lepszego zrozumienia. To lepsze pojmowanie pojawia się jednak jako rezultat badań, nie stanowi punktu wyjścia. Gdy zajmujemy się analizą pewnych aspektów gramatycznych języka polskiego czy angielskiego, nie rozpoczynamy od rozważań nad tym, że pojęcie „język” może obej­mować także komunikację wśród zwierząt, sygnalizację świetlną czy muzykę. Podobnie jest w przy­padku religii.

 

Skąd u Pana zainteresowanie badaniami nad religijnością?

Cóż, z religią wiąże się wiele fascy­nujących zagadnień. Można się inte­resować jej wymiarem społecznym (rytuałami i ich znaczeniem dla wspólnoty), z pewnością ciekawe jest też metafizyczne pytanie o to, co w różnych doktrynach jest praw­dziwe, a co nie. Mnie zawsze zajmo­wało, skąd w naszych głowach biorą się religijne wierzenia. Do pewnego stopnia ważne było tu moje osobiste doświadczenie. Myślę, że często badamy to, czego nam brakuje. Mimo iż zajmuję się uniwersalną atrakcyjnością religii, przyznam, że nigdy mnie ona nie pociągała. Otaczałem się jednak ludźmi wie­rzącymi. Gdy byłem nastolatkiem, spotykałem wielu ortodoksyjnych Żydów z grupy Chabad-Lubawicz, którzy byli przekonani, że niedługo nastanie koniec świata. Fascynuje mnie, jak można w coś takiego wie­rzyć. Jak można wierzyć w życie po śmierci, w cuda, w istnienie wszech­wiedzącego Boga? Być może jako jedna z niewielu osób, którym te wierzenia nie przychodzą natu­ralnie, mocno zainteresowałem się tym, dlaczego inni ludzie czują do nich pociąg.

 

Starał się Pan zrozumieć, co takiego w ludzkim umyśle umożliwia dochodzenie do wniosków sprzecznych z Pana naturalistycznym spojrzeniem na świat?

Przeczą one nie tylko mojej natu­ralistycznej perspektywie, lecz także – w pewnym sensie – zdro­wemu rozsądkowi. Trawa jest zie­lona, a upuszczone przedmioty spadają na ziemię – to oczywiste prawdy na temat świata. Osobną, ciekawą kwestią jest, jak do tej wiedzy dochodzimy. Ale nawet jeśli ktoś jest żarliwie wierzący, musi przyjmować, że idee Boga czy cudów nie są dla wszystkich oczywiste. Również ludzie reli­gijni mówią, że konieczny do ich uznania jest tzw. skok wiary. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata