70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Dobranoc, dzienniczku”

Diariusz Janki Goldstein wpisuje się w kategorię dzienników młodych dziewcząt, która charakteryzuje się silnym nastawieniem na diagnozowanie własnego „ja” piszącej, analizowaniem osobistych doświadczeń, „rozpamiętywaniem samej siebie” oraz występowaniem rozważań na temat czynności tworzenia dziennika.

Nie jest zbiegiem okoliczności to, że w ubiegłym roku właśnie Żydowskie Muzeum Galicja wydało dziennik Janki Goldstein. Siedziba muzeum znajduje się bowiem w budynkach, w których niegdyś mieścił się Zakład Artystyczno-Ślusarski jej ojca Juliana Goldsteina, postaci prominentnej nie tylko dla społeczności żydowskiej w przedwojennym Krakowie. O istnieniu dziennika muzeum dowiedziało się od Ewy Czekaj, która została spadkobierczynią diariusza, prowadziła kwerendy archiwalne dotyczące losów rodziny Goldsteinów i Schellerów (Silberlingów) oraz postanowiła go wydać drukiem. Historia czarnego zeszytu, opowiedziana przez Ewę Czekaj we wprowadzeniu do wydania, jest fascynującym przykładem na to, że najwspanialsze odkrycia niejednokrotnie są dziełem przypadku.

Dziennikowe zapiski Janki Goldstein pomieszczone w ocalałym zeszycie obejmują okres od marca 1940 r. do maja 1942 r., a kończy je pojedyncza i urwana relacja z sierpnia 1942 r. (po „wysiedleniach” czerwcowych do Bełżca) o dramatycznej wymowie. Pierwszy wpis z niepełnym zdaniem i numerem strony 238 wskazuje na to, że notatki są kontynuacją poprzednich – wiadomo, że Janka prowadziła je od trzech lat i zeszytów było kilka, a ten, który przetrwał, jest ostatnim ze wszystkich powstałych. Diarystka tworzyła dziennik od 17. do 22. roku życia, zatem uratowany zeszyt jest dziś nie tyle świadectwem życia młodej Żydówki w czasie wojny, ile przede wszystkim wyimkiem z jej pamiętnika z okresu dojrzewania. Lektura wszystkich brulionów pozwoliłaby zapewne na prześledzenie poszczególnych etapów dorastania dziewczyny oraz kształtowania się jej codziennej praktyki prowadzenia osobistej narracji, ale wydany obszerny fragment i tak jest dla nas cennym źródłem wiedzy o jej życiu osobistym, zwłaszcza o relacjach międzyludzkich, przyjaźniach oraz pierwszym miłosnym uniesieniu. Wiadomo, że równolegle do osobistych zapisków Janka prowadziła wraz ze swoją przyjaciółką Heleną Diczek pamiętnik „Nasze życie w getcie krakowskim”, w którym dziewczęta opisywały realia funkcjonowania w getcie i okupowanym mieście. O losach tego pamiętnika jednak nic nie wiadomo, zapewne zaginął, a byłby bez wątpienia ważnym uzupełnieniem dziennika intymnego oraz przykładem na niemal niewystępujące diariusze podwójne.

Zaznaczyć trzeba, że diariusz Janki Goldstein wpisuje się w zaproponowaną przez francuskiego badacza Philippe’a Lejeune’a kategorię dzienników młodych dziewcząt, która charakteryzuje się silnym nastawieniem na diagnozowanie własnego „ja” piszącej, analizowaniem osobistych doświadczeń, „rozpamiętywaniem samej siebie” oraz występowaniem rozważań na temat czynności tworzenia dziennika. W zapiskach Janki znajdziemy wiele fragmentów poświęconych praktyce pisarskiej oraz zwrotów do dziennika jako jedynego powiernika: „Tak dawno nie pisałam, aż mi wstyd! Ale wtedy gdy mi jest ciężko na duszy, to cię biorę, dzienniczku, a pióro samo leci po papierze” (s. 83). Przede wszystkim zaś natrafimy na jedno z typowych dla gatunku wyznań, które udowadnia, że Janka wraca do własnych zwierzeń oraz ujawnia cele tworzenia osobistych notatek: „Wyjęłam poprzedni zeszyt i zaczęłam czytać. (…) Już trzeci rok piszę pamiętnik. (…) To są obecne moje refleksy, bo czytając, wydawało mi się to wszystko takie dalekie. (…) Przekonałam się, że pisanie dziennika przynosi mi nie tylko ulgę w ciężkich chwilach, ale i uczy mnie wiele. Przede wszystkim zaś poznaję samą siebie” (s. 121). Niewątpliwie jest to rodzaj bardzo intymnego diariusza – Janka ma do niego silnie emocjonalny stosunek i utrwala w nim najskrytsze przemyślenia, marzenia, rozterki z jej świata wewnętrznego. Często narzeka na brak prywatności (szczególnie po przeprowadzce do getta), co tłumaczy liczne sformułowania świadczące o nagłym przerwaniu czynności pisania lub ukrywaniu się z dziennikiem, zwłaszcza przed matką, która uważała tę czynność za marnowanie czasu i okazała brak szacunku dla prywatności prawie dorosłej córki, gdy przeczytała zeszyt bez zezwolenia. Zresztą relacje między matką a córką nie były najlepsze w porównaniu do stosunku dziewczyny wobec wysoko postawionego ojca, gwarantującego akceptację i poczucie bezpieczeństwa, ale ten wątek zasługuje na osobną analizę.

Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że dziennik Janki może nieco wypaczać obraz wojny i funkcjonowania Żydów w getcie ze względu na swój skrajnie intymistyczny charakter. Autorka niewiele miejsca poświęca opisowi spraw codziennych, chyba że są to sytuacje nietypowe lub prowokujące do narzekania (a tego diarystka nie unika). Informacje na temat panującego wokół terroru, szczególnie w stosunku do społeczności żydowskiej, są szczątkowe, a poświęcanie uwagi wyłącznie relacjom towarzysko-miłosnym może sugerować niedojrzałość dziewczyny. Niekiedy zdaje się, że Janka wykazuje ignorancję wobec powszedniości, zachowuje się egocentrycznie i jest przewrażliwiona na swoim punkcie (zwłaszcza stanu zdrowia), chętnie wykorzystuje szacowną pozycję swojej rodziny i protekcję ojca, wiceprezesa Judenratu – wszystko to może wzbudzać irytację, a nawet znużenie i zniecierpliwienie czytelnicze. Nie należy jednak wpadać w pułapkę, ponieważ Janka w kilku miejscach zdradza, że dziennik nie jest miejscem do rozpamiętywania tego, co tragiczne, lecz ma za zadanie przynosić wytchnienie: „Te przykre wspomnienia zostaną mi do końca życia w pamięci, więc po co umieszczać je na piśmie” (s. 260); „Ale opisać to wszystko, co przeszłam od pierwszego czerwca… nie!, to jest ponad moje siły. Co minęło, już nie wróci, więc lepiej zapomnieć o tym” (s. 332).

Dziewczyna poświęca wiele uwagi relacjonowaniu związków koleżeńskich – dzięki temu dowiadujemy się o istnieniu dużej grupy rówieśników i sposobach na spędzanie wspólnie czasu. Większość wspomnianych osób prawdopodobnie nie przeżyła Holokaustu, dlatego pod tym względem dziennik jest wartościowym dokumentem. Diarystkę zajmuje jednak głównie Heinz Dressler, młody urzędnik Judenratu, w którym kocha się bez opamiętania, a który zdaje się wykorzystywać to nieuczciwie, zwodząc ją i nie traktując poważnie. Od pewnego momentu Janka wręcz obsesyjnie i kompulsywnie powraca do tematu Heinza, jej zachowanie wskazuje na totalne owładnięcie myśli i ciała namiętnością do chłopaka. Lektura tych fragmentów nie jest łatwa także ze względu na świadomość, że zarówno autorka beztrosko eksplorująca pierwsze miłosne oszołomienie, jak i jej najbliżsi zajmujący się swoimi problemami znajdowali się w przededniu nadciągającego dramatu, z którego nie mogli nawet zdawać sobie sprawy.

_

Janka Goldstein

Dziennik

transkrypcja dziennika, kwerendy archiwalne: Ewa Czekaj, opracowanie: Katarzyna Zimmerer, Ewa Czekaj, Żydowskie Muzeum Galicja, Kraków 2018, s. 349


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter