70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures

Jak cię widzą, tak cię ubiorą

Kostium w filmie to pułapka, która czyha na każdego, kto nie ma świadomości, jakie informacje niesie strój oraz w jakie szufladki wkłada bohaterów.

Praca kostiumografa wciąż pozostaje jedną z najbardziej niedocenianych. Ubrać się przecież każdy potrafi – mówią sceptycy niewidzący sensu w tym, by do filmu, którego akcja dzieje się współcześnie, zatrudniać ludzi dobierających garderobę bohaterom. Sens łatwiej odnaleźć przy produkcjach historycznych, jako że funkcją stroju (tak samo jak scenografii) jest określenie czasu akcji. O pomyłkę w tej kwestii wyjątkowo łatwo, więc nieodzowna jest współpraca z konsultantami historycznymi, zajmującymi się daną epoką. Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, że wiedza, z którego dokładnie okresu pochodzi dany bibelot czy ornament, załatwia sprawę. Kostiumografia jest częścią gramatyki filmu, która rozwija się nieustannie, tak jak choćby efekty specjalne czy zdjęcia, na które wpływa fakt używania coraz mniejszych kamer. Na kostiumografię oddziałuje wiedza z obszaru psychologii człowieka, umożliwiająca lepsze rozumienie, odczytywanie i interpretowanie wysyłanych sygnałów. Strój jest bez wątpienia jednym z najważniejszych. Współczesna kostiumografia koncentruje się więc przede wszystkim na rozwoju psychologicznym postaci za pomocą stroju.

Szata umacnia

O tym, jak kostium wpływa na interpretację postaci, często mówią wcielający się w nie aktorzy. Sebastian Fabijański, który w debiucie Michała Otłowskiego Jeziorak (2014) zagrał policjanta, wspomina, że odkąd przywdział uniform, otoczenie zaczęło traktować go inaczej. „Wcześniej nikt się mną specjalnie nie przejmował. Byłem nowicjuszem, prawie nieznanym, więc niespecjalnie zwracano na mnie uwagę. Sytuacja zmieniła się, kiedy zacząłem przechadzać się w mundurze. Ludzie nagle poważnieli, nabierali do mnie szacunku. Już nie byłem niewidzialny”.

Poziom rozpoznawalności aktora nie jest najbardziej istotny – podobnym wrażeniem dzieli się Justin Theroux podczas dnia prasowego serialu HBO Pozostawieni (2014–2017), w którym zagrał główną rolę próbującego poukładać sobie życie gliniarza. „Kiedy w przerwie wychodziłem w mundurze do baru z kanapkami, ludzie natychmiast się spinali, zaczynali się pilnować, zachowywali się nienaturalnie. Dotąd, kiedy pojawiałem się tam jako Justin Theroux, od razu się wygłupiali, próbowali zwrócić na siebie moją uwagę, zagadywali i nawiązywali kontakt. Kiedy byłem w mundurze, takie zachowania nie występowały”.

W stereotypach

Na różnicę w kształtowaniu charakteru bohaterki poprzez strój zwraca także uwagę Katarzyna Herman. Aktorka zagrała w będących rozwinięciem Moralności pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej Paniach Dulskich Filipa Bajona. Na ekranie nosiła zwiewne suknie, wzbogacone dodatkami, które widzowi uzmysławiają przede wszystkim estetyczny gust jej postaci i zainteresowanie modą. „Na sam widok tego, co przygotowali dla mnie kostiumografowie, aż się uśmiechnęłam. Która aktorka nie lubi być na planie ubrana w kostium z epoki?! Szybko jednak okazało się, że suknie i dodatki ważą na tyle dużo, że zupełnie zmienił się mój sposób poruszania się – zwłaszcza chód. Zrobienie kroku wymagało ode mnie nienaturalnego wyprostowania się, co przekładało się na to, że wyglądałam na wyniosłą i zarozumiałą. Dzięki temu zrozumiałam, dlaczego kobietom z przeszłości przypisujemy takie cechy jak zadzieranie nosa”.

Stereotypizacja to zresztą jedna z największych pułapek przygotowanego stroju, który kategoryzuje bohaterów ze względu na płeć, status społeczny, wiek, a nawet rasę. O tym, dlaczego odbiorcy filmów i seriali, ale także ich twórcy nie zawsze chcą się postarać, by te pułapki omijać, mówi Martyna Harland, psycholog Uniwersytetu SWPS: „Ludzie są skąpcami poznawczymi. Nie jesteśmy w stanie przetwarzać wszystkich bodźców ze świata odbieranych przez nasz mózg. Z powodu ekonomii stosujemy uproszczenia we wnioskowaniu. Inaczej nasz mózg by zwariował. Widok samego stroju wpływa na to, jak odbieramy daną osobę. Wykorzystujemy w tej sytuacji heurystykę zakotwiczenia. Informacja o wyglądzie – jak np. krótka spódnica – odgrywa rolę punktu wyjścia do następnych ocen tej osoby. A stąd już niedaleka droga do stereotypów i schematycznego myślenia”.

W sukurs idzie jej Joan Bergin, kostiumografka serialu historycznego Wikingowie (2013–), która zwraca uwagę, że w tego typu produkcjach pozytywny bohater jest zawsze lepiej ubrany niż sam król. „W życiu to byłoby niedopuszczalne, ale w kinie i telewizji w taki właśnie sposób zwykło się określać osobę dobrą, czyli poprzez wyposażanie jej we wrażliwość estetyczną, a także pewien romantyzm – przecież dobrze skrojony strój świadczy także o romantycznych tęsknotach”. Zaraz potem wyraża ubolewanie, że nacisk na realizm w takich produkcjach jak Wikingowie wciąż wymaga od niej pracy na naturalnych materiałach, czyli tych pozyskiwanych ze zwierząt. Na planie pod Dublinem napotykamy wiele szali i okryć z lisów, fretek i innych zwierząt futerkowych, których życia nadal nie chroni międzynarodowe prawo.

Strój rasowy

O ile przypisywanie charakteru postaci poprzez strój, a także kategoryzowanie przez niego kobiet i mężczyzn, nastolatków i seniorów, ubogich i zamożnych jest dość oczywiste, o tyle korelacja między strojem a rasą może zastanawiać. Piotr Dobry, krytyk filmowy zajmujący się kinem afroamerykańskim, związany na co dzień z Dziennik.pl, jest zdania, że taka korelacja występuje i jest nie tylko wyraźna, ale często mocno dyskusyjna. „Szczególnie zachodnim filmowcom rzadko kiedy udaje się uniknąć krzywdzącego stereotypu. Dobry przykład to niedawna Wonder Woman (2017) Patty Jenkins, skądinąd wspaniały film w aspekcie emancypacji kobiecej, jednak rażący typowo hollywoodzkim, postkolonialnym paternalizmem w nakreśleniu (również dosłownym – przez kostiumografów) pomagierów bohaterki. Są to postaci bez mała karykaturalne: usłużny Turek w fezie, Szkot w kilcie, rdzenny Amerykanin wyposażony w atrybuty trapera. I to wszystko na froncie I wojny światowej!”․

Z podobnym problemem zmagają się nie tylko duże produkcje kinowe nastawione na masowego widza, a więc też najczęściej posiłkujące się uproszczeniami, ale też seriale o zacięciu artystycznym czy kino gatunkowe. Dobry mówi: „Ta kostiumowa tendencyjność uwidacznia się w amerykańskich thrillerach i serialach kryminalnych. Jeśli Afroamerykanin nie występuje jako umundurowany gliniarz lub nie jest Denzelem Washingtonem w doskonale skrojonym płaszczu, to zazwyczaj przemyka ubrany w luźne hiphopowe ciuchy, czapki z daszkiem odwrócone do tyłu, złote łańcuchy i inne wyróżniki tego typu. Nie twierdzę, że ten stereotyp nie ma zakorzenienia w rzeczywistości, ale w kinie powiela się go na tyle często, że zdążył obrosnąć pejoratywnym skojarzeniem »czarny – getto«”. Bardzo jaskrawy przykład to hit Netfliksa Bright (2017) z Willem Smithem, gdzie ciekawy, choć dość kontrowersyjny koncept „Orc is the New Black” został strywializowany do tego stopnia, że skoro jesteśmy w świecie, gdzie już nie czarni i Latynosi są pogardzaną mniejszością, lecz orkowie, to zepchniętych na margines społeczny orków twórcy postanowili ubrać jak… czarnych i Latynosów z przedmieść: meksykańskie koszule w kratę, szerokie spodnie, bandany. Czyli dokładnie tak, jak wyobrażają sobie kryminalistów. Gangsterowi ze świata fantasy przeniesionemu do świata realnego automatycznie przypisuje się strój charakterystyczny dla biedoty afroamerykańskiej. To nic innego jak umacnianie stereotypu.

Wystrojona emancypacja

Bunt kostiumografów wobec takiego stanu prowadzi w stronę opowieści o superbohaterach, których stroje, choć silnie zindywidualizowane, nie dają się sklasyfikować pod względem płci, wieku, zamożności ani rasy. Jeśli Bruce Wayne wystrojony jest jak typowy biały arystokrata, to jego Batman nosi wdzianko, które go od tego wizerunku odrywa. Jeśli Peter Parker ubiera się jak stereotypowy kujon, to jego Spider-Man jest pewnym przekroczeniem norm – czerwony lateks, podobnie jak u Supermana, narusza granice między tym, co męskie i żeńskie, nie wpisuje superbohatera w archetyp męskości, nie ma nic wspólnego z maczyzmem ani patriarchatem. Kostiumografka Stephanie Maslansky zwraca uwagę, że w uniwersum superbohaterów ubiór czyni wszystkich równymi. „Strój jest furtką, przepustką do emancypacji. Nikt tu nie jest biały czy czarny, nikt nie jest muzułmaninem ani ateistą, mężczyzną ani kobietą. W kostiumie pozostaje się po prostu superbohaterem, czyli znajduje się ponad podziałami. W serialu The Defenders, w którym spotykają się Jessica Jones, Luke Cage, Iron Fist i kilku innych bohaterów, szczególnie się to uwidacznia. Przy projektowaniu kostiumów musieliśmy z jednej strony każdą z tych postaci zindywidualizować, a z drugiej – pilnować, by strój nie szufladkował nikogo”.

Myślenie o kostiumie jako o elemencie emancypacji towarzyszy twórcom właściwie od początków kinematografii, a niektórzy z nich uczynili z niego swój znak rozpoznawczy. Wystarczy wspomnieć Pedro Almodóvara, który kobiety ubiera zazwyczaj w jaskrawe czerwone stroje i stawia je na ciemnym tle, pokazując, że jego bohaterki są krewkie, pełne werwy, silne, niezależne i same o sobie stanowią. Podobną metodę obrał Xavier Dolan, w którego filmach poza wieloma kostiumowymi cytatami (Kanadyjczyk sam projektuje kostiumy, a jego filmy wypełniają nawiązania do Śmierci w Wenecji Viscontiego, Śniadania u Tiffany’ego Edwardsa czy filmów Almodóvara) psychologia postaci rozwija się właśnie poprzez strój. Kiedy bohaterowie Wyśnionych miłości  (2010), gej i jego przyjaciółka, zakochują się w chłopcu o cherubinowej urodzie, rozpoczyna się prawdziwy pokaz mody – dzięki kostiumom przeistaczają się w kogoś, kto mógłby zwrócić uwagę wybranka, stąd dziewczyna raz jest wyluzowaną fanką trampek, a chłopak elegantem w modnych lakierkach. Gdy przychodzi kryzys, strój pokrywa się z kolorami otoczenia – niknie na tle ścian, a jego faktura miesza się z fakturą przedmiotów. Dopiero kiedy następuje wyzwolenie, a bohaterowie otrząsają się po zawodzie miłosnym, strój znów symbolizuje siłę i wolę walki: biała koszulka chłopaka zestawia się z czarną zasłoną, czerwona kreacja dziewczyny przebija się na granatowym tle ściany, a złote dodatki przykuwają wzrok bardziej niż złote loki umiłowanego chłopca.

Emancypacja poprzez kostium to także stały motyw kina futurologicznego, w którym obowiązujące dziś podziały na płeć, rasę i wiek nie istnieją. W pracy nad kostiumami w Człowieku z magicznym pudełkiem (2017) Bodo Koksa, którego akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, namysł nad tym, co zmieni się w modzie w niedługim czasie, doprowadził Katarzynę Adamczyk do oryginalnej koncepcji. „Kostium przyszłości, który zaproponowałam, ociera się pozornie o banał. To nie są kostiumy z kosmosu, uniformy z lateksu itp. To miszmasz kulturowy oparty na przypadku”. Ważne są widoczność, zauważalność i samookreślenie. Moda jest spersonalizowana, każdy może wyglądać inaczej, nie obowiązują żadne normy. Ludzie się przebierają, żeby zaistnieć. Stąd ta różnorodność. Relatywizm płciowy jest naturalny, dlatego wielu mężczyzn ma kostiumy kobiece i na odwrót. Główna bohaterka Goria, która jest osobą dobrze zorientowaną w rzeczywistości, kreuje swój wizerunek mniej przypadkowo. Poszukuje mężczyzny z krwi i kości, jest seksowna, jej kostiumy są wykonane ręcznie. To rarytas w jej świecie. Tylko kostiumy agentów to zabawa uniformem – jedynie garnitury przez ostatnie 50 lat się nie zmieniły, więc jest szansa, że nadal pozostaną obowiązującym strojem męskim.

Krytycy do szycia!

Karolina Stankiewicz, krytyczka filmowa związana z kanałem Zoom TV, podkreśla, że kostiumy w Człowieku z magicznym pudełkiem to najbardziej futurologiczny element filmu. Zwraca też uwagę na to, jak trudno uniknąć stroju, który nie będzie zwracał uwagi widza na czas i miejsce akcji filmu. „Kostiumowa zabawa doprowadza twórców do tego, by strój stał się kamuflażem, nie pozwalał widzowi domyślić się, gdzie i kiedy są bohaterowie”. Ta koncepcja stała się podstawą serialu NBC Tacy jesteśmy (2016–), w którym kostiumy zostały dobrane w taki sposób, aby namieszać widzowi w głowie. Początkowo trudno stwierdzić, w którym roku rozgrywa się akcja – przecież moda lubi się powtarzać! Kostiumografowie musieli się nieźle nagłówkować, by tę świadomość przekuć w tak spełnione dzieło jak ten serial.

Stankiewicz zwraca także uwagę na fakt mizernej edukacji kostiumograficznej w Polsce, co nie tylko nie pozwala nam należycie docenić pracy kostiumografów, ale też ogranicza nasze zdolności czytania komunikatów, które za pomocą strojów wysyłają nam bohaterowie. „Moje patrzenie na film jako dzieło zmieniło się kompletnie, odkąd w moim życiu pojawiła się maszyna do szycia. Nie oceniam ubrań wyłącznie w kategoriach estetycznych, teraz stanowią pewną łamigłówką. Zaczęłam doceniać wkład pracy włożony w powstanie kostiumów, zastanawiam się nad tym, jak wygląda jego wykrój, z jakich form powstał. Chcę lepiej zrozumieć koncepcję świata przedstawionego”. Wspomniane stroje, które w Człowieku z magicznym pudełkiem nosiła Goria grana przez Olgę Bołądź, rzucały się w oczy, choć takie ubrania w prawdziwym życiu okazałyby się na pewno kompletnie niepraktyczne. Na ekranie były bardzo efektowne i doskonale spełniły swoją funkcję wyróżnika dla bohaterki bez podkreślania jej płci, statusu, wieku czy seksualności, tylko jako element żywy. Stankiewicz dodaje, że edukacja krawiecka przydałaby się wszystkim, którzy uprawiają zawody krytyczno-filmowe. Trudno się z nią nie zgodzić – brak omówień w tym obszarze mówi sam za siebie.

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter