70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Jung/Ullstein/Getty

Jacob Taubes i Berlin 1968

Zdjęcia z organizowanych przez Jacoba Taubesa wykładów Herberta Marcusego stały się ikonami ruchu studenckiego. Sprawiają wrażenie, że oto tutaj urzeczywistnia się to, co Chrystus nazywał „Królestwem Bożym”, a Marks „społeczeństwem bezklasowym”. Przynajmniej na poziomie uniwersytetu i na skraju wzburzonego miasta wydawała się panować radykalna równość.

Jacob Taubes (1923–1987) to autor książki Zachodnia eschatologia, która jest przedstawieniem i analizą eschatologicznego myślenia, począwszy od Biblii po Kierkegaarda i Marksa. Ten żydowski myśliciel i filozof religii do dzisiaj pozostaje jednak w Niemczech postacią kontrowersyjną. Wielu uważa go za szarlatana, inni jednak zachwycają się nim, gdyż wykładami czy rozmowami zainspirował ich do własnej pracy i refleksji. Obecnie to przede wszystkim młodzi badacze czytają jego teksty w USA i w Izraelu, w Polsce i we Włoszech, w Anglii i we Francji. Pisma te albo powstały we wszystkich tych językach, albo zostały na nie przetłumaczone. Po polsku wydano również tom zatytułowany Apokalipsa i polityka zawierający wiele z jego najważniejszych tekstów. Rok 1968 był także dla Taubesa rokiem szczególnie ważnym, gdyż odgrywał on rolę swego rodzaju impresario ówczesnej rewolty.

Radykalny żydowski myśliciel

Taubes pochodził z rodziny osiadłej w Czernelicy, w sztetlu (jak w języku jidysz nazywano te miasteczka zamieszkane w większości przez ludność żydowską), w tej części Galicji, która w 1919 r. przypadła Polsce, a która dzisiaj należy do Ukrainy. Chodzi o część Europy o szczególnej historycznej intensywności, nieustannie dzieloną na fragmenty przesuwane między państwami przy stołach konferencyjnych polityków i w głównych kwaterach dowodzących. Tylko przez jedno stulecie, od roku 1917, region ten sześć razy zmienił państwową przynależność. Timothy Snyder zalicza to jedynie historycznie jednorodne terytorium do ziem skrwawionych, gdzie naziści i Sowieci zamordowali 14 mln ludzi. Zarazem jest to jednak także kraj jidysz, dzisiaj wprawdzie bez tego języka i w dużym stopniu również bez Żydów.

Rodzina Taubesa, która przeniosła się do Wiednia, zarówno ze strony matki, jak i ojca, była głęboko zakorzeniona w kulturze żydowskiej Europy Wschodniej i przez pokolenia wydawała rabinów, którzy za swoje zadanie uważali pielęgnowanie tradycyjnych nauk oraz stosowanie nowych metod badań historycznych i filologicznych. Rodzina przeniknięta była również wspomnieniami o mistycznym ruchu chasydzkim i działalności cadyków oraz rabinów sprawiających cuda; z wieloma z nich była spokrewniona. Ci charyzmatycy, rezydujący na dworach i tworzący prawdziwe dynastie, jako cudotwórcy i ekstatyczni pośrednicy między ludźmi a Bogiem, przyciągali do siebie wielkie tłumy, od XVIII w. odnawiali i przekształcali od wewnątrz pobożne kręgi judaizmu Europy Wschodniej. Taubes studiował w Zurychu i Bazylei, następnie w Jewish Theological Seminary na Manhattanie, a po pobycie w Jerozolimie, Princeton, Harvardzie i Nowym Jorku w 1962 r. znalazł się na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, gdzie z jego przybyciem wiązano wielkie nadzieje. Powierzono mu stworzoną właśnie Katedrę Judaistyki i Socjologii Religii i aż do śmierci był także dyrektorem w Instytucie Hermeneutyki na Wydziale Filozofii. Rok wcześniej mur ostatecznie podzielił Berlin, a konflikt, który nieustannie groził wybuchem, gdy np. uprowadzono kogoś z jednej czy drugiej strony albo gdy na Checkpoint Charlie stawały naprzeciw siebie amerykańskie i radzieckie czołgi, przekształcił się w zimną wojnę. Z tego powodu Berlin przestał być w centrum światowych wydarzeń, stracił pozycję miasta frontowego i pod tym względem zaczął należeć raczej do peryferii.

Życie wśród sprawców

Dla Taubesa, ze względu na doświadczenia bycia ofiarą narodowego socjalizmu, Republika Federalna Niemiec była czymś zupełnie obcym. Wprawdzie on sam przetrwał Shoah bez zewnętrznych obrażeń w Szwajcarii, gdyż jego ojciec został wezwany jako rabin do Zurychu w roku 1936. Jednak wielu jego polskich krewnych zamordowano w obozach. On sam tego uniknął i przeżył, lecz stał się człowiekiem wykorzenionym i obarczonym klątwą życia na obczyźnie – wszędzie, z wyjątkiem Niemiec. Aż do wczesnych lat 60. XX w. Niemcy jako miejsce dla niego nie istniały, nie chciał podróżować do tego kraju. Postawa ta ulegała stopniowo zmianie, gdy powołano go na stanowisko profesora do Berlina (co prawda, był to znajdujący się pod amerykańskim patronatem Berlin Zachodni). Dopiero jednak w roku 1965 ostatecznie zdecydował się na opuszczenie Nowego Jorku, gdzie od 1957 r. wykładał na Uniwersytecie Columbia, i na zaprzestanie cosemetralnych podróży międzykontynentalnych.

Jego postawa była często niemoralna, co szokowało wielu. Nie chodzi tylko o to, że był prawdziwym womanizer i mogło się zdarzyć, że podczas rozmowy ze studentem otwarcie flirtował z jego dziewczyną albo że podczas większego spotkania nagle przepadał z jakąś kobietą.

Nie było w tym nic nadzwyczajnego, takie były wówczas czasy. Taubes jednak także w sprawach uniwersyteckich i politycznych często zawodził przyjaciół, kolegów, studentów. Nie można było na nim polegać. Lubił dyskutować również z kolegami z prawej strony sceny politycznej, o ile ci byli odpowiednio inteligentni.

Myślę, że to zachowanie można rozumieć jako postapokaliptyczne, jako reakcję na Shoah, czego sam Taubes wcale nawet nie musiał być świadomy. Dlaczego jednak nie stawiać radykalnych pytań? Czy w kraju, który wydał na świat najstraszniejsze zbrodnie, Żyd miałby zachowywać się zawsze niczym wzorowy obywatel? Dlaczego nie miałby zostać nihilistą, jak w wystarczającym stopniu ukazuje to zresztą historia religii w przypadkach ekstremalnych? Zgodnie z tym, czego uczą religie, zbawienie jest przecież możliwe przez grzechy. Jeśli Żydzi chcieli być publicznie widoczni w Republice Federalnej Niemiec, to musieli wykazywać się wręcz hipermoralnością. Tego zobowiązania nie wyrażano oczywiście expressis verbis, lecz w konsensusie milczenia i dystansu. Od lat 60. Żydzi byli publicznym sumieniem Niemiec Zachodnich. W Niemczech Wschodnich w mniejszym lub większym stopniu całkiem zniknęli z życia publicznego, nie licząc członków małych grup religijnych. Ci, którzy w ogóle zdecydowali się na powrót, byli gorliwymi komunistami i marzyli o budowie lepszych Niemiec.

Taubes nie miał o tym jednak pojęcia. Z pewnością wydarzenia za żelazną kurtyną nie były mu obojętne, ale nie miał do nich dostępu. Nie znamy jego reakcji na protesty w Polsce w marcu 1968 r. Wydaje się, że dopiero 10 lat później w polu jego widzenia pojawił się Berlin Wschodni, do którego sam nigdy się nie udał ze względu na paniczny strach przed drobiazgową kontrolą graniczną. W długim liście do odpowiedzialnego za naukę członka berlińskiego Senatu wypowiedział się na temat planów założenia Instytutu Studiów Zaawansowanych (Institute of Advanced Study), dzisiejszego Berliner Wissenschaftskolleg. Uważał, że ważne byłoby rozjaśnienie tej kwestii po przeprowadzeniu wspólnych prac badawczych na uniwersytetach Berlina, także Berlina Wschodniego. Przy tej okazji zauważa: „Berlin jawi się jako stolica XX w. w tym sensie, że w mieście tym namacalnie widoczne stały się ogólnoświatowe konflikty pomiędzy Wschodem a Zachodem” (20 listopada 1978). Dlatego też należałoby znaleźć dla tego projektu siedzibę w pobliżu granicy przecinającej miasto, ewentualnie nawet dom bezpośrednio przy Checkpoint Charlie, najsłynniejszym przejściu granicznym podzielonego Berlina na Friedrichstrasse.

Berlin i Wolny Uniwersytet

Witold Gombrowicz, polski pisarz żyjący na emigracji w Argentynie, przybył do Berlina prawie w tym samym czasie co Taubes, pięć lat przed majem 1968 r. On i austriacka pisarka Ingeborg Bachmann byli pierwszymi stypendystami Fundacji Forda i włączyli się w prace Zachodnioberlińskiej Akademii Sztuk. Obydwoje dziwili się pustkom panującym w mieście (faktycznie, aż do upadku muru nawet w samym centrum były liczne puste przestrzenie), a Gombrowicz zdziwił się również jego idyllicznością i wszędzie manifestowaną uprzejmością. Porównywał miasto do Lady Makbet, która ze względu na własne okropne zbrodnie nieustannie myła ręce. Berlin jawił mu się więc jako miasto lśniące czystością.

Na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie Taubes znalazł się także ze względu na swoją drugą żonę, filozofkę Margheritę von Brentano. Była ona złożoną osobowością, intelektualistką i atrakcyjną kobietą. Wywodziła się z arcykatolickiej, arystokratycznej rodziny i w 1948 r. obroniła pracę doktorską napisaną u Heideggera, co w oczach Taubesa niczym nie umniejszało jej uroku, wprost przeciwnie. Jako pierwsza wiceprezydentka Wolnego Uniwersytetu była idolką feministycznych studentek, jako socjalistka wzorem dla jednej strony, a wyobrażeniem wroga dla strony przeciwnej. Nawet magazyn „Der Spiegel” latem 1970 r. poświęcił jej artykuł pt. Okropna bratanica (Margherita von Brentano była bowiem bratanicą Heinricha von Brentano, ministra spraw zagranicznych w rządzie Adenauera), w którym opisano również jej małżeństwo z Taubesem zawarte 20 grudnia 1967 r.

Wolny Uniwersytet to Berkeley Europy”, protesty to „kulturowa rewolucja od dołu”, jak pisze Taubes do Lynne Belaief, filozofki, którą poznał w Nowym Jorku. Wśród niemieckich uniwersytetów Wolny Uniwersytet w Berlinie od początku odgrywał rolę szczególną. Założony w 1947 r., sytuował się nie tylko w opozycji do „nie-wolnego”, gdyż stalinistycznego, uniwersytetu w Berlin-Mitte (dzisiejszy Uniwersytet Humboldtów), lecz był uniwersytetem w znacznym stopniu powstałym dzięki inicjatywie studentów i z poparciem amerykańskich sił okupacyjnych, a jego siedziba znajdowała się w dzielnicy Dahlem, w sektorze amerykańskim. Był Stanami Zjednoczonymi w Niemczech (US in Germany), i to w najznakomitszy sposób: w zniszczonej stolicy, z młodymi Niemcami, w pełni podzielającymi wartości amerykańskie. Wielu niemieckich profesorów przez długi czas unikało Wolnego Uniwersytetu i nie przyjmowało wystosowanych powołań. Wykładało tam również wielu reemigrantów, choć nie wszyscy mieli tak lewicowe poglądy jak Taubes.

Początki

Rok 1968 rozpoczął się w Berlinie w 1965, a z całą mocą w 1966 r. wraz z protestami przeciwko wojnie w Wietnamie, ale także przeciwko przymusowej eksmatrykulacji oraz zakazowi udostępniania pomieszczeń uniwersyteckich mówcom, którym rektorat był niechętny. W kolejnych miesiącach walka o reformę studiów okazała się walką o reformę sposobu życia, gdy jej rozmiar ujawnił dążenie do, mówiąc wprost, „rewolucji”. Miała ona być tylko rewoltą, lecz jest zasięg zmienił świat.

10 grudnia 1966 r. na skraju berlińskiego śródmieścia miała miejsce demonstracja przeciwko wojnie w Wietnamie. Jej uczestników, którzy, nie trzymając się ustalonej drogi, przeszli na Kurfürstendamm (główną ulicę zachodniej części Berlina), zaatakowała i pobiła policja. W kolejną sobotę, 17 grudnia, doszło do nowych protestów i wówczas także interweniowały służby porządkowe, atakując również obserwatorów, a nawet spacerowiczów i turystów przybyłych do Berlina przed Bożym Narodzeniem. Taubes był uczestnikiem tych wydarzeń i został uderzony w żebra. Osobiste doświadczenie przemocy zradykalizowało go. Do urzędującego burmistrza, polityka wywodzącego się z SPD, wystosował list otwarty, w którym ostrzegał i wzywał, pisząc, że „w kraju, gdzie jeszcze niedawno ci, co nosili mundury i dopuszczali się najgorszych zbrodni, tym bardziej należy uważać, aby stosować proporcjonalne środki. Wrzaski, aresztowania, rękoczyny wobec jedynie dyskutujących, młodych studentów budzą zbyt straszne wspomnienia”.

Na Wolnym Uniwersytecie sytuacja szybko się zaostrzała. 19 kwietnia 1967 r. podczas walnego zgromadzenia studentów w budynku Henry’ego Forda (głównego budynku Uniwersytetu) doszło do strajku okupacyjnego. Rektor wyraźnie zakazał jego przeprowadzania. Wezwana policja zaczęła wynosić studentów z holu budynku, a zgromadzenie rozwiązało się w sposób pokojowy. Incydent ten miał jednak swój epilog, gdy na początku maja ponownie odbyło się walne zebranie studentów.

Taubes, który dopiero co wrócił z podróży do USA, pojawia się tu po raz pierwszy jako obrońca sprawy studentów. W swojej mowie wskazuje na podwójny kontekst studenckich protestów: kontekst filozofii niemieckiej (uwaga Kanta o samozawinionej niedojrzałości) i kontekst walki na uniwersytetach amerykańskich, która przeniosła się do Berlina.

Punkty kulminacyjne

Inni wspominają, że taubes i brentano rozpoczęli wspieranie studentów dopiero po wydarzeniach z 2 czerwca 1967 r. Faktem jest w każdym razie, że ta noc zmieniła wszystko. Podczas protestów przeciwko państwowej wizycie szacha Iranu i jego żony zaatakowano bowiem, nie tylko ze skrajną bezwzględnością, ale z prawdziwą nienawiścią, protestujących studentów, a jeden z nich, Benno Ohnesorg, został zastrzelony. Szefowie policji i rządzący politycy chcieli zatuszować to wydarzenie. Następnego dnia, w zdominowanej wówczas przez prawicowe wydawnictwo Axela Springera prasie berlińskiej, ukazała się nawet informacja, że to student zabił policjanta. Studenci zamanifestowali swoją żałobę i wściekłość, a w całym mieście zapanował stan wyjątkowy. Gdy tydzień później przewożono trumnę w konwoju samochodowym do Hanoweru, z którego Benno Ohnesorg pochodził, tysiące ludzi zgromadziło się wzdłuż przejazdu aż do zachodnioberlińskiej granicy i nawet wschodnioniemieccy pogranicznicy pozwolili przejechać konwojowi bez kontroli i zwykle wymaganych opłat.

W tym samym czasie Berlin był także świadkiem procesu przeciwko członkom tzw. Kommune I, która nie tylko założyła pierwszą w Niemczech wspólnotę mieszkającą pod jednym dachem, lecz także żyła w symbiozie z piętnującymi ją mediami. Jej członkowie przeczuwali to, co dzisiaj wszyscy wiemy: połączenie seksu i polityki czyni sławnym. W maju w 1967 r. w wydawanych przez siebie ulotkach wielokrotnie wzywali oni do podpaleń w domach handlowych[1]. Do dzisiaj nie jest jasne, czy cel tych wezwań był tylko satyryczny czy też nie. W każdym razie autorów ulotek aresztowano i wytoczono im proces. Ich adwokat do sporządzenia opinii mających wspierać linię obrony pozyskał profesorów Wolnego Uniwersytetu. Zaliczał się do nich także Taubes.

W swojej opinii (opublikowanej jesienią 1967 r. w miesięczniku „Merkur”) Taubes argumentował, że obciążające teksty zawierające wezwania do podpaleń to „dokumenty surrealistyczne”. Ich autorzy, wszyscy wywodzący się z rodzin burżuazyjnych, chcieli wystąpić jako prowokatorzy uprawiający „grę słów”. „Systematyczne zniszczenie zmierza tu tylko do skandalu. Oczywiste jest, że pierwszym »obowiązkiem« tego typu grup pozostaje prowokowanie skandali”. Swoją argumentację Taubes podpiera słowami André Bretona: „Najprostszy czyn surrealizmu polega na tym, aby wyjść na ulicę z rewolwerami w rękach i nie mierząc, na chybił trafił, bez żadnych zahamowań, strzelać do przechodniów”. Taubesowi najwyraźniej podobał się ten radical chic oskarżonych studentów i ich otoczenia.

W lipcu na Wolnym Uniwersytecie doszło do paru wielkich wystąpień niemiecko-amerykańskiego filozofa Herberta Marcusego, ucznia Heideggera, radykalnego marksisty, jednego z niewielu profesorów poszuku jących powiązania pomiędzy teorią a praktyką. Był gwiazdą studentów, gdyż mówił o represywnej tolerancji i o tym, że myślenie utopijne może rozsadzić wszelkie granice: „Na sile myślenia i na głupocie miłości polega wywrotowy sprzeciw wobec zastanej formy życia”.

Marcuse jawił się jako reinkarnacja niezmiernie cenionych przez Taubesa gnostyków.

Również dlatego Taubes, znając go osobiście bardzo dobrze od poł. lat 50., zaprosił go do Berlina jako profesora wizytującego.

10 lipca 1967 r. w Auditorium Maximum w obecności 2,5 tys. studentów Marcuse prowadził wieczór dyskusyjny pt. Koniec utopii. Dzień później, przy 3 tys. słuchaczy, mówił na temat problemu przemocy w proteście. 12 lipca odbyła się dyskusja panelowa pod szyldem Moralność i polityka w społeczeństwie dobrobytu, którą Taubes moderował i wprowadził dłuższym przemówieniem. Z Marcusem dyskutowali profesorowie, jeden asystent i dwóch najwybitniejszych studentów. W ostatni dzień jego wystąpień miała miejsce dyskusja: Wietnam – Trzeci Świat i sprzeciw w metropoliach, tym razem tylko między gościem i studentami.

Zdjęcia z tych wydarzeń stały się ikonami ruchu studenckiego. Ukazują podium otoczone ze wszystkich stron przez studentów – z góry i z dołu. Sprawiają wrażenie, że oto tutaj urzeczywistnia się to, co Chrystus nazywał „Królestwem Bożym”, a Marks „społeczeństwem bezklasowym”. Przynajmniej na poziomie uniwersytetu i na skraju wzburzonego miasta wydawała się panować radykalna równość, również pomiędzy kobietami i mężczyznami, co wówczas nie było wcale czymś oczywistym. Na zdjęciach można dostrzec wiele studentek. W tych nastrojowych chwilach, lub, może lepiej, chwilach zatopionych w sobie, przy bliższym przyjrzeniu się widać jednak także głęboką melancholię: wszyscy patrzą gdzieś w dal, w pustkę. Wydaje się, że podczas najbardziej intensywnej fazy protestów pojawiła się próżnia: czy studenci i ich protektorzy wiedzieli, jak osiągnąć to, czego tak bardzo pragnęli?

Studenci chcieli powołać do życia „krytyczny uniwersytet”, co oznaczało rezygnację z dotychczasowego sposobu nauczania i zastąpienie go dyskusjami pomiędzy uczącymi a pobierającymi nauki. Urzeczywistnianie tej idei rozpoczęto w semestrze zimowym 1967/1968, co wywołało (jak już wcześniej tzw. recenzje z seminarium) ostre protesty ze strony profesorów. Péter Szondi zareagował na protesty napisaniem opinii wspierającej studentów. Jednak na pytanie, co sam sądzi o „krytycznym uniwersytecie”, miał odpowiadać: „Wiele. Dlatego sam go tworzę”.

Koniec

Rok 1968 rozpoczął się w Berlinie wielkim kongresem poświęconym wojnie w Wietnamie (luty 1968). Wielu mieszkańców Berlina Zachodniego reagowało na niego z całkowitym brakiem zrozumienia, gdyż w wojskach amerykańskich upatrywano jedyną siłę chroniącą miasto przed Związkiem Radzieckiem. Złość skupiała na sobie przede wszystkim postać Rudiego Dutschke, jednego z intelektualnych liderów studentów i utalentowanego mówcy. Regularnie podżegano przeciwko niemu albo przeciwko temu, co fałszywie mu przypisywano.

W Wielki Czwartek, 11 kwietnia 1968 r., tydzień po zamordowaniu Martina Luthera Kinga w USA i po podpaleniu przez komórkę RAF (Rote Armee Fraktion) jednego z domów handlowych we Franfurcie, Dutschke został postrzelony na ulicy. Sprawcą okazał się bawarski robotnik, którego szybko ujęto i osądzono. Po drugim zabitym (jak w tym momencie przyjmowano) studencie na ulicach Berlina w okresie krótszym niż rok wściekłość skierowała się przede wszystkim przeciwko wydawnictwu Axela Springera. Podczas Świąt Wielkanocnych dochodziło do poważnych rozruchów w Berlinie Zachodnim i Republice Federalnej Niemiec. Po tych wydarzeniach rewolta w dużej mierze straciła swój beztroski, niewinny charakter.

Ciężko ranny Dutschke przeżył jednak zamach. Marcuse, który po pobycie w Paryżu był ponownie w Berlinie, odwiedził go w szpitalu i rozmawiał z nim na temat paryskiego Maja. Potwierdzono przy tym aktualność planów czynionych jeszcze wiosną, aby Dutschke wyjechał do USA i studiował u Marcusego na kalifornijskim Uniwersytecie San Diego (UCSD). Ponownie pewną rolę odgrywał tu Taubes, który po obu stronach Atlantyku czuł się jak u siebie w domu. Doszło do krótkiej wymiany listów pomiędzy nim a Dutschkem, które zachowały się w spuściźnie po Taubesie.

Zastanawiano się w nich, czy ubiegać się o stypendium w Niemieckiej Akademickiej Centrali Zagranicznej (Deutscher Akademischer Auslandsdienst). Taubes, który wyrażał radość, że Dutschke dochodzi do zdrowia, uważał, że uzyskanie takiego stypendium z pewnością nie będzie łatwe. Pisał: „nawet playboy gubernator Reagan wie, kim jest Rudi Dutschke” (15 maja 1968). Dutschke dziękował  odpowiadał: „tak, istnieję, mniej lub bardziej realnie. Proces permanentnej rewolucji, możliwość jej rozwijania jest korzystniejsza i bardziej konieczna niż sytuacja i potrzeby jednostki” (bez daty). Pisał także o pierwszych trudnościach ze strony ambasady amerykańskiej. W odpowiedzi Taubes proponował przemyśleć jeszcze, czy UCSD jest faktycznie właściwym miejscem, czy ewentualnie nie lepszym byłby Harvard, gdzie „znajduje się archiwum Trockiego” (1 lipca 1968). Dutschke uważa, że warto to wziąć pod uwagę, „gdyż także Marcuse mówił o tym, że na początku przyszłego roku pojedzie do Bostonu” (2 lipca 1968). Jednak wszystkie te plany spaliły na panewce. Dutschke od 1969 r. mieszkał w Anglii, a rok po zwycięstwie torysów przeniósł się do Danii, gdzie w Boże Narodzenie 1979 r. zmarł w wyniku powikłań będących skutkiem zamachu.

Taubes kroczył w Berlinie własnymi drogami, co było dla niego bardzo trudne ze względu na właśnie rozpoczynające się dziesięciolecie zastoju. Na początku tego okresu Taubes pisze do zaprzyjaźnionego pisarza i wydawcy we Włoszech: „Czuję, że pod presją opinii publicznej lewicowa inteligencja w coraz większym stopniu traci na substancji, odczuwam ten ubytek w sobie samym i nie mogę już przed samym sobą taić, że nowa humilitas[2], która niesie z sobą powtórzenie konstelacji narodników, wytworzyła przerażające zawężenie perspektywy” (list do Roberto Calasso, 1 sierpnia 1969).

 

Tłumaczył Piotr Napiwodzki

 

[1] Warto zauważyć, że wezwania do podpaleń pojawiły się po tragicznych wydarzeniach w Brukseli. W maju 1967 r. doszło tam do pożaru domu towarowego „À l’innovation”, w którym zginęło ponad 300 osób (przyp. tłum.).

[2] „Nowa pokora” prowadzi według Taubesa do niezdolności zajęcia jasnego stanowiska i w związku z tym do niekończących się dyskusji i tworzenia nowych ugrupowań. Taubes upatruje w tym podobieństwo do XIX-wiecznej Rosji i ówczesnych ruchów rewolucyjnych. Te historyczne analogie są dla niego przewidywalne i dlatego mówi o „zawężeniu perspektyw” (przyp. tłum.).

 

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter