70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Inny model życia

Na przekład Anty-Edypa przyszło nam czekać 45 lat. Czas ten dłużył się zwłaszcza w ostatnim okresie, bo polską premierę odkładano z roku na rok. Można było odnieść wrażenie, że nigdy do niej nie dojdzie – przyznam szczerze, że przestałem nad tym specjalnie ubolewać.

Uznałem, że wszyscy, którzy chcieli książkę przeczytać, już to zrobili – w oryginale lub po angielsku. Co prawda, jej lektura bywa dość wymagająca, ale z pomocą przewodników (np. Iana Buchanana lub Briana Massumiego), które wprowadzają w kontekst jej powstania, ogólną tematykę i zagadnienia poszczególnych rozdziałów, staje się bardziej przystępna.

Kto był więc ciekawy krytyki – bo jest to książka polemiczna – jaką Deleuze i Guattari wystosowali przeciwko psychoanalizie oraz marksizmowi i strukturalizmowi, z pewnością miał już wcześniej okazję się z nią zapoznać. Grono zainteresowanych jest ograniczone, więc wydawało się, że właściwy moment na publikację tej książki już minął.

Była to jednak mylna diagnoza. Anty-Edyp jest dziś potrzebny. Nie tyle ze względu na spory z francuskiej sceny intelektualnej przełomu lat 60. i 70. XX w., ile z powodu nawiedzających nas znów widm przeszłości – przede wszystkim nacjonalizmu i ksenofobii. Przypomnijmy, że w 1977 r. w przedmowie do angielskiego wydania książki Michel Foucault napisał, że jej najważniejszym przeciwnikiem jest faszyzm – nie historyczny w wydaniu Hitlera czy Mussoliniego, ale ten „w nas wszystkich, w naszych głowach, (…) który zmusza nas, abyśmy kochali władzę i pożądali właśnie tego, co nad nami panuje i co poddaje nas wyzyskowi” (tłum. E. Charkiewicz).

Bohater Anty-Edypa, schizofrenik (odróżniony przez autorów od psychiatrycznej jednostki chorobowej, wymagającej leczenia klinicznego), nie potrafi pokochać władzy, nie poddaje się jej urokowi, wymyka się jej mechanizmom. To przeciwieństwo Edypa (typowego przypadku neurozy), którego Freud obrał za psychoanalityczny paradygmat, by – jak sugerują autorzy – okiełznać rewolucyjny charakter odkrycia energii libidynalnej. Zamiast więc wyzwalać, psychoanaliza ustrukturyzowała pragnienie na wzór ustanowiony przez tradycyjną rodzinę. Edyp stał się fundamentem porządku społecznego, wyznaczonego przez ojcowski zakaz (rzecz dobrze znana z eseju Totem i tabu). Schizofrenik zaś odmawia uznania tego porządku i nie chce zgodzić się, by bogactwo seksualności i życia społecznego podporządkować narzuconemu szablonowi. „Schizol – czytamy w książce – (…) nie przystaje do kodu społecznego lub pokrywa się z nim ściśle tylko po to, by uczynić z niego parodię”. Cechuje go nadzwyczajna płynność: potrafi przechodzić z jednego kodu w drugi lub zakłócać je wszystkie, rozstrajając powszechnie uznawany porządek.

Nie sądzę, by opisany przez Deleuze’a i Guattariego schizofrenik powinien być uznany za wyłączny model życia, ale jego obecność stanowi konieczny warunek, który zabezpiecza nas przed społeczną uniformizacją.

Propozycje autorów Anty-Edypa to też istotna przeciwwaga dla wyobraźni politycznej zdominowanej przez język teologii politycznej, a w polskim kontekście przez idee mesjańskie. Świat Deleuze’a i Guattariego jest absolutnie immanentny. O ile w obrębie teorii kultury wyzbycie się transcendencji uznać by można za coś zubażającego, o tyle w kontekście politycznym oznacza ono przede wszystkim myślenie i działanie oparte na modelu równości i współpracy, a nie na podziałach i hierarchii. Immanencja to w zamyśle autorów również odpowiedź na nadrzędną i transcendentną figurę ojca.

 

_

Félix Guattari, Gilles Deleuze

Anty-Edyp. Kapitalizm i schizofrenia

tłum. Tomasz Kaszubski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017, s. 480

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata