SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
-
styczeń, nr 536
-
luty, nr 537
-
marzec, nr 538
-
kwiecień, nr 539
-
maj, nr 540
-
czerwiec, nr 541
-
lipiec, nr 542
-
sierpień, nr 543
Fundacja
Księga gości
Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej
księgi gości.
Dziękujemy!
|
 |
TA PRAWDZIWA
Agnieszka Holland
|
Dość wcześnie przeżyłam rozczarowanie solidarnością euforyczną. Lata 1966-1971 spędziłam na studiach w Pradze. Wczesną wiosną 68 wybuchła Praska Wiosna, która bardzo szybko przerodziła się w radosne święto wspólnoty. W sierpniu przyszła inwazja wojsk Układu Warszawskiego: sowieckie czołgi na ulicach, bezładna strzelanina, młodzież w euforii, zakrwawione sztandary narodowe i totalnie zagubieni sowieccy żołnierze w obszarpanych mundurach. Nie wiedzieli, gdzie są i po co przyjechali, zapasy jedzenia nie dotarły do nich, nie mieli nic w ustach od kilku dni i nigdy nie zapomnę ich twarzy, kiedy przyglądali się nam, na ulicach, zjednoczonym i natchnionym. Na Vaclavskym Namesti stały budki z pieczonymi kiełbaskami. Wszyscy Czesi kupowali te kiełbaski i jedli je, ostentacyjnie cmokając na oczach wygłodniałych okupantów. Tłuszcz kapał po brodach. Inwazja zatrzymała też duży transport brzoskwiń z Bułgarii. Kupowaliśmy je za bezcen i też jedliśmy, żeby pognębić tamtych. Solidarność oporu utrzymała się jeszcze przez kilka miesięcy. Bodajże w styczniu student Jan Palach dokonał samospalenia na znak protestu przeciwko zdradzie ideałów Wiosny. Na jego pogrzeb przyszły tłumy. W Pradze zapanowała wspólnota żałoby, wszyscy czuli się solidarni z bohaterskim chłopcem. Jeden z jego rówieśników, który potraktował ten nakaz solidarności zbyt poważnie, uważając, że żaden z postulatów Palacha nie został spełniony, miesiąc później poszedł w jego ślady. Na jego pogrzebie nie było już nikogo, nikt nie chciał już o nim słuchać, w ciągu miesiąca, który dzielił te dwa wydarzenia, ludzie rozeszli się do swych nisz, zasklepili w osobności, wspólnota się skończyła. Rzadko widziałam samotność większą od samotności późniejszych czeskich opozycjonistów - Havla i tych kilku dziesiątek innych. Ludzie ignorowali ich i pogardzali nimi, mieli im za złe, że stawiają im przed oczami Wysoki Wzór. To czeskie doświadczenie niejako mnie immunizowało. Uświadomiłam sobie, że solidarność niewiele jest warta bez wierności i że ruchy społeczne czy narodowe są kapryśne: to, co najpiękniejsze i najbardziej pozytywne, w zmienionych okolicznościach przybiera łatwo znak ujemny. Mimo to uległam euforii w czasie mszy na Błoniach w Krakowie podczas pierwszej wizyty Papieża w Polsce. Pomogła mi jego charyzmatyczna osobowość, ale przede wszystkim nastrój: pamiętam, jak ściśnięci ludzie, pragnący być jak najbliżej Ojca Świętego, przepuszczali grupki słowackich pielgrzymów ("To Słowacy, niech oni Go zobaczą, oni Go nie mają na co dzień..."). Wydawało się, że mieszanka narodowej i religijnej wspólnoty przemienia się w coś naprawdę uniwersalnego, że chrześcijańskie zasady powracają do swych źródeł, stają się żywe. Potem przyszedł Gdańsk, strajki, narodziny "Solidarności". Przez parę miesięcy Słowo i Ruch były tożsame. Parę miesięcy to całkiem dużo. Dostatecznie dużo, by zostać w Historii jako coś nowego, co może gdzieś, kiedyś zaowocować. Dla mnie "Solidarność" jako ruch społeczno-polityczny, związek czy raczej quasi-partia stała się uzurpatorem w momencie, kiedy odebrała logo "Solidarności" "Gazecie Wyborczej". Od tego czasu zsuwa się po równi pochyłej. Uzurpacja jest tu właściwym słowem. Nie wierzę więc tak bardzo w Solidarność przez "S" na dłuższą metę. Solidarność grup interesu, solidarność strachu, solidarność przeciętności - to tak. Co nie znaczy, że te euforyczne momenty, kiedy ludzie otwierają się na drugich, kiedy akceptują ich w całej odmienności, kiedy przeżywają głęboko poczucie wspólnoty i współodczuwania, są bezsensownymi epizodami w naszym rozwoju duchowym. Na pewno nie. Tyle że tylko ci najlepsi i najdojrzalsi są w stanie przemienić to doświadczenie w postawę życiową. Solidarność jako pojęcie jest więc dla mnie dalej bardzo istotna. Ale nie solidarność rodzinna, grupowa, kastowa, klasowa, narodowa, przeciwko komuś. Taka wywołuje we mnie od czasu do czasu sentymentalne refleksy wzruszenia, ale nie uważam jej za Tę Prawdziwą.
AGNIESZKA HOLLAND, reżyserka i scenarzystka. Za udział w Praskiej Wiośnie osadzona w więzieniu przez komunistyczne władze Czechosłowacji. Ostatnio zrealizowała film Trzeci cud.
|