70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Maciej Moskwa/Nur Photo/Getty

Somalia: państwo, którego nie ma

Do końca lat 80. Somalia była jednym z najbezpieczniejszych miejsc w Afryce. Nie zawdzięczała tego jednak służbom państwowym, lecz wyłącznie umowie społecznej, która utrzymywała zamieszkujące ją klany w ryzach.

Gdyby kategorię „długość funkcjonowania bez rządu” zamieścić w Księdze rekordów Guinnessa, leżąca w Rogu Afryki Somalia byłaby w niej klasą sama dla siebie. Choć przypomina swym kształtem cyfrę siedem – znany w wielu kulturach symbol całości i dopełnienia – to zawarte w niej sensy zdają się mieć w tym miejscu wyłącznie ironiczny wydźwięk. Somalia opisywana jest przeważnie przez pryzmat katastrofy humanitarnej, wojny domowej i rozpadu państwa w latach 90. XX w. Wydarzenia te stały się zresztą motywem dla wielu ekranizacji kinowych: m.in. opowieści o nieudanej interwencji międzynarodowej ONZ Helikopter w ogniu (2001) czy też o dramacie człowieka, którego statek przechwytują piraci – Kapitan Phillips (2013). Tymczasem, wbrew konfliktom i katastrofie państwa, społeczeństwo somalijskie trwa, korzystając z „by-passów” w postaci systemu klanowego i diaspory.

Powszechna wiedza na temat Somalii umiejscawia ją w najlepszym razie „gdzieś w Afryce” i łączy z typowymi dla tego regionu problemami. To nie dziwi, gdyż państwo zajmuje ostatnie lokaty w rozmaitych zestawieniach społeczno-ekonomicznych, a w wielu nie jest w ogóle klasyfikowane z powodu braku wiarygodnych danych. Dość powiedzieć, iż wieloletni konflikt obniżył średnią oczekiwaną długość życia do poziomu notowanego w średniowiecznej Europie  (ok. 50 lat)[1]. Jednak polityczne mapy świata i starania społeczności międzynarodowej (m.in. ONZ i Unii Afrykańskiej) utrwalają pogląd mówiący o zasadności podtrzymywania Somalii w niezmienionym, zbliżonym do siódemki kształcie. Dominująca narracja (także filmowa) koncentruje się głównie na spektakularnych skutkach kryzysu państwa i ujmuje go w kategoriach anomalii. Nawet jeśli populacja tego kraju jest wyjątkowo jednolita pod względem etnicznym (Somalijczycy stanowią 85% mieszkańców kraju) i religijnym (dominuje sunnicki islam), historia Somalii to przede wszystkim opowieść o Somalijczykach – ich rywalizacji o ograniczone zasoby i życiu, w którym państwo nie odgrywało żadnej albo jedynie niewiele znaczącą rolę.

Ze względu na strategiczne położenie Róg Afryki od zawsze (a zwłaszcza po otwarciu Kanału Sueskiego w 1869 r.) przyciągał zainteresowanie mocarstw. Był to naturalny kierunek ekspansji Arabów, a od XIX w. Brytyjczyków, Włochów i Francuzów, chcących zrównoważyć wpływy w regionie. Kolonizatorzy odcisnęli tam swoje piętno, ustanawiając Somali Brytyjskie (dzisiejszy Somaliland), Somali Francuskie (Dżibuti) oraz Somali Włoskie (południowe wybrzeże). W 1960 r. od momentu połączenia Somali Brytyjskiego i Włoskiego rozpoczyna się postkolonialna historia Somalii, która dla wielu była i pozostanie jedynie mitem. Co więcej, dla libertarian przykład Somalii stanowi empiryczne potwierdzenie, że społeczeństwo bezpaństwowe może funkcjonować.

Państwo z patchworku
Współczesna Somalia to patchwork złożony z różnobarwnych administracji i układów klanowych. Oficjalnie posiada ona jednak ujednoliconą symbolikę, w tym flagę, którą wzorowano nawet na fladze ONZ[2]. Biała pięcioramienna gwiazda rozpostarta na niebieskim tle symbolizuje pięć etnicznych ziem somalijskich. I tu zaczyna się problem, gdyż w granicach niepodległej Somalii znalazła się tylko część z nich. Poza Somalilandem i Somali Włoskim Somalijczycy zamieszkiwali także teren Dżibuti, Etiopię (Ogaden) oraz północno-wschodnią część Kenii, nad którymi powiewały inne flagi. Obrona gwieździstego symbolu była więc naturalną pokusą, a okazała się także uwerturą do katastrofy. Niebieskie tło somalijskiej flagi nawiązuje do roli ONZ w procesie przeobrażenia Somalii z terytorium powierniczego w niepodległe państwo. Organizacja wysłała tam na początku lat 90. dwie misje pokojowe, trzymając także w Zgromadzeniu Ogólnym „puste krzesło” dla swojego teoretycznego członka (1992–2000). Rozpad państwa po 1991 r. nie wytworzył próżni. W nieuznawanym na arenie międzynarodowej Somalilandzie używa się flagi, która zrywa ze zjednoczeniową tradycją[3]. W obrębie Somalii powstało jeszcze kilka samozwańczych republik i autonomii, które wyrażały lokalną potrzebę walki z anarchią, m.in. Jubaland na południu, Puntland na północnym wschodzie czy Galmudug w środkowej części. Większość z nich uznała finalnie zwierzchność władz w Mogadiszu. Inaczej Al-Szabaab (subklany Hawiye), tj. radykalna organizacja dżihadystów, która umocniła się na południu Somalii od 2009 r., po opuszczeniu tych terenów przez wojska etiopskie. W ostatnich latach zasłynęli oni m.in. krwawymi zamachami w Kenii. Al-Szabaab walczy o ustanowienie kalifatu, lecz salafizm napotyka w Somalii poważnego konkurenta w postaci układów klanowych, z czego swego czasu doskonale zdawał sobie sprawę Osama bin Laden, omijając ją szerokim łukiem.

Na wodach przybrzeżnych Somalii jeszcze do niedawna szalała bandera piracka. Wokół tego problemu narosło wiele mitów. Pierwsi piraci byli w rzeczywistości rybakami, którzy musieli bronić somalijskich łowisk przed obcymi jednostkami rybackimi. Z biegiem czasu przeszli do natarcia. Dostrzegając w piractwie lukratywny biznes, zwiększyli zasięg działania. W latach 2008–2014 odnotowano ok. 550 ataków piratów z Somalii, jednak w ostatnim czasie międzynarodowe operacje morskie drastycznie ograniczyły ich liczbę. W marcu 2017 r. piraci znów przypomnieli o sobie, uprowadzając tankowiec Aris 13. Choć obecnie to przemyt ludzi jest bardziej dochodowy dla somalijskiego półświatka, incydent ten przypomina o konieczności kontynuacji misji antypirackich prowadzonych przez UE i NATO. Na terytorium Somalii powiewają także sztandary wielu organizacji pozarządowych sektora humanitarnego, które znajdują w niej pole do działania. W 2007 r. misję cywilno-wojskową rozlokowała tam również Unia Afrykańska, która konsekwentnie opowiada się za niepodzielnością Somalii.

Lata wojny domowej sprawiły, że co najmniej milion Somalijczyków tworzy diasporę (w Europie głównie na Wyspach Brytyjskich i w Szwecji), a większość z nich posiada status uchodźcy.

O Somalijczykach mówi się zatem, że to bodaj najbardziej zglobalizowana nacja.

Bez względu na odległości diaspora (nawet 14% ogółu populacji) ma duży wpływ na funkcjonowanie Somalii. Pieniądze przesyłane z zagranicy odpowiadają nawet ¼ PKB Somalii (dane z 2015 r.), będąc głównym gwarantem przetrwania dla wielu pobratymców. Diaspora występuje także w roli największego inwestora i kluczowego uczestnika polityki. Z jej inicjatywy utworzone zostało m.in. HornAfrik – pierwsze radio w systemie FM nadające z Mogadiszu. Politycy wracający z emigracji grają pierwsze skrzypce w Somalilandzie i Puntlandzie. Członkowie diaspory weszli także w skład zaprzysiężonego w 2012 r. Federalnego Rządu Somalii, który zakończył ośmioletni okres rządów tymczasowych. Nominalnie niepodległa i zjednoczona Somalia razi zatem paletą barw i kontrastów, które zacierają biało-błękitną estetykę.

Klany, sądy i wielbłądy

W miejsce typowej dla Afryki wieloetniczności Somalijczycy wytworzyli bardzo skomplikowany i rozbudowany system rodów. Rodowód jest dla nich wszystkim. Dzielą się na sześć głównych klanów. Cztery z nich mają pochodzić od mitycznego praprzodka wszystkich Somalijczyków (Samaale), tj. Darod (głównie Puntland), Dir (Dżibuti, Somaliland), Hawiye (okolice Mogadiszu), Isaaq (Somaliland), które posługują się ogólnie przyjętym językiem somalijskim (af-maxaa). Prowadzili oni od zawsze koczowniczy tryb życia, który odróżniał ich od pozostałych dwóch rodów z południa: Digil oraz Rahanweyn. Ci parali się rolnictwem i pasterstwem, mówiąc także innym językiem (af-maay). Somalijska tożsamość jest jednak wielopoziomowa. Rody dzielą się na klany, a klany na jeszcze mniejsze jednostki rodzinne, tworząc genealogiczne drzewa. Dla przykładu: ród Isaaq składa się co najmniej z trzech klanów. Co więcej, nawet jeśli rodowód określany jest zawsze po matce, Somalijczycy dopuszczają pewną dowolność w ustalaniu genealogii rodzinnej, co jeszcze bardziej komplikuje strukturę społeczną. Być może dlatego tradycyjne pozdrowienie zawiera w sobie pytanie o rodowód („Jaki jest twój klan?”).

Wobec braku państwa i niewytworzenia pisma życie Somalijczyków toczyło się pod dyktando autochtonicznego prawa zwyczajowego (xeer[4]). Choć kodeks ten może się różnić w zależności od klanów, jego podstawowe zasady regulują najważniejsze aspekty życia, m.in. prawo własności i kwestie małżeńskie (np. prawo lewiratu, czyli poślubienia wdowy przez brata jej zmarłego męża). Kluczową funkcję pełni w nim jednak obowiązek solidarnego zadośćuczynienia (diya) za szkody wyrządzone członkom innego klanu (głównie majątkowe). System materialnej rekompensaty doprecyzowuje także układ klanowy o kilkusetosobową grupę płatników diya, do której należą wyłącznie mężczyźni. Przykładowo, w przypadku umyślnego zabójstwa rodzinie ofiary należy się zadośćuczynienie w postaci stu samic wielbłąda. Wobec braku rekompensaty ród poszkodowanego może zgotować rodzinie sprawcy krwawą wendetę. W sądach tego typu wymiar kary ma jednak znaczenie drugorzędne, do rzadkości należą także grzywny. Powództwo należy wyłącznie do ofiary lub jej rodziny, a wyrok orzeka sędzia (oday) wybrany staranie spośród starszyzny rodowej. Jest on przypisany od urodzenia każdemu Somalijczykowi. W takim systemie obowiązek resocjalizacji spoczywa na barkach najbliższych, a nie państwa.

Choć prawo, polityka i religia muszą być oddzielone, osoby publiczne są oczywiście zobowiązane do świecenia przykładem. W innym przypadku grozi im utrata stanowiska i zapłata grzywny, która jest dwukrotnie wyższa od standardowej opłaty. W praktyce prawo xeer sublimuje zjawisko konfliktów, choć oczywiście nigdy w pełni nie eliminowało przemocy. Somalijczycy wytworzyli zatem system rządów prawa bez udziału państwa, a nawet wbrew jego interesom[5]. Zresztą prawo zwyczajowe kłóci się z nowożytnym modelem państwa, sprzeciwiając się wszelkim formom opodatkowania. Jeszcze w XIX w., obserwując kolegialny i konsensualny system decydowania wśród Somalijczyków, brytyjski badacz Richard Burton nazwał ich rasą „zagorzałych republikanów”. Starszyzna klanowa była tolerowana przez kolonizatorów. Jej członków nominowali oni jednak według własnego uznania, co pozostawało w sprzeczności z somalijską tradycją ustalania wszystkiego na forum. Prawo zwyczajowe było także intensywniej zwalczane przez Włochów, co pośrednio tłumaczy anarchizację południa kraju po 1991 r. wobec relatywnego pokoju w Somalilandzie, gdzie xeer zachował się najlepiej.

Państwo samobójcze Barre’a

Wobec braku tradycji państwowych pierwszy rząd niepodległej Somalii szybko okazał się chimeryczny, a państwo zostało zawłaszczone przez klanowość[6]. Pod koniec października 1969 r. eksperyment z demokracją zakończył się bezkrwawym zamachem stanu i przejęciem władzy przez byłego funkcjonariusza Policia Africana Italiana Mohameda Siada Barre’a, który rządził i dzielił w Somalii do 1991 r.[7]. Jego państwo miało być budowane w oparciu o „naukowy socjalizm”, czyli kolaż marksizmu, leninizmu, maoizmu, Koranu, a nawet myśli Mussoliniego. Znacjonalizowano wszystko z wyjątkiem plantacji bananów. Początkowo jego rządy cieszyły się nawet poparciem społeczeństwa, a kampania alfabetyzacji Somalijczyków, podjęta z inicjatywy radzieckiego dyplomaty, tylko umocniła jego legitymację. Barre w 1974 r. wprowadził także Somalię do Ligii Państw Arabskich, licząc na płynący z niej strumień petrodolarów. W tym samym roku zawarł układ o współpracy z ZSRR. Sowieci nalegali m.in. na zrzucenie mundurów, utworzenie partii (Somalijska Rewolucyjna Partia Socjalistyczna) i politbiura, co też Barre posłusznie wykonał.

Niestety, państwo w wydaniu Barre’a od początku zdradzało tendencje samobójcze, a prezydent zaczął tracić grunt pod nogami pod koniec lat 70. XX w.[8] Wtedy też porzucił socjalistyczne mrzonki, ustanawiając „klanklaturę” własnego rodu (Darod) i klanu Marehan. Obce tradycji somalijskiej państwo zaczęło wówczas przypominać prywatny folwark prezydenta, który zwykł powtarzać, iż jedynie broń może pozbawić go władzy. Jeszcze lewicujący Barre wypowiedział dwie wojny. Pierwszą – przeciwko xeer i partiom, które były zawalidrogą dla jego wizji państwa. Kilkanaście lat później decyzja o rugowaniu klanowego zwyczaju przyczyni się do wybuchu chaosu wewnętrznego na pełną skalę. Drugą wojną Barre był konflikt przeciwko sąsiadom, wywołany w pogoni za „Wielką Somalią”. Korzystając z osłabienia Etiopii, postanowił oderwać Ogaden i francuski skrawek Somalilandu (1977–1978). Wojnę z Mengistu Haile Mariamem przegrał z kretesem, a porażka miała także konsekwencje ideologiczne, zmuszając go do zbliżenia z USA (Etiopię wsparły wówczas ZSRR i Kuba), które porzuciły go zresztą kilka lat później po tym, jak rozkazał bombardować Somaliland, nie oszczędzając kolumn uchodźców (1988–1989). Osamotniony reżim odpowiedział wówczas wzmożeniem represji wobec opozycji (w tym rodu Isaaq, który Barre uznał wcześniej za głównego winowajcę klęski z Etiopią), co jeszcze bardziej ją skonsolidowało. Choć sam prezydent nie lubił opływać w bogactwa, jego rodzinne klany zdążyły także niemal unicestwić lokalną faunę i florę. Zdumiewa fakt, iż do końca lat 80. Somalia była jednym z najbezpieczniejszych miejsc w Afryce. Nie zawdzięczała tego jednak służbom państwowym, lecz wyłącznie umowie społecznej, która utrzymywała zamieszkujące je klany w ryzach[9].

W 1986 r. Siad Barre został ciężko ranny w wypadku samochodowym (zapadł nawet w śpiączkę), co nie przeszkodziło mu skutecznie ubiegać się o reelekcję na kolejnych siedem lat. Słabnące zdrowie (nałogowy palacz) i utrata resztek wiarygodności skłoniły go do ustępstw (wybory wielopartyjne), a finalnie wymusiły ucieczkę w kierunku Kenii. Zmarł w 1995 r. w wieku 74 lat w Nigerii, gdzie też ewakuowano wcześniej całą jego partię. Rok później walki między klanami pochłonęły samozwańczego sukcesora Barre’a, gen. Mohameda Faraha Aideeda, za którego głowę Amerykanie chcieli słono zapłacić. Fiasko interwencji z helikopterem w tle w 1993 r. miało zresztą szersze implikacje, obniżając tolerancję USA na ponoszenie ofiar w misjach pokojowych rozlokowanych „gdzieś” i przeciwko „nie wiadomo komu”.

Somalia 2.0?

Pomimo starań ONZ oraz państw afrykańskich przez ostatnie kilkanaście lat rząd Somalii miał wymiar wyłącznie symboliczny, a jego kontrola nie wychodziła poza opłotki Mogadiszu. To paradoksalnie Etiopczycy, których Barre nienawidził tak bardzo, zainstalowali w nim Tymczasowy Rząd Federalny (2007 r.) –  po trzech latach jego funkcjonowania na emigracji. Wówczas wypracowano polityczną „formułę „4.5”, która dzieli stanowiska państwowe według klucza klanowego (cztery) oraz pięciu grup mniejszościowych. Jednak interwencja chrześcijan z Etiopii doprowadziła do radykalizacji islamu i umocnienia Unii Trybunałów Islamskich, których nie można było już dalej lekceważyć. Po wycofaniu wojsk etiopskich w 2009 r. prezydentem został umiarkowany islamista, były przywódca Unii Sharif Sheikh Ahmed (Hawiye). Dla swoich dalekich kuzynów z Al-Shabaab był on zbyt umiarkowany. Wspólny wysiłek rządu, wojsk Unii Afrykańskiej oraz Kenii pozwolił jednak osłabić wpływy dżihadystów.

Choć sytuacja w kraju nadal nie jest stabilna, nowy prezydent Mohamed Abdullahi Mohamed (klan Darod), znany także jako „Farmajo” (formaggio to po włosku ser), cieszy się dużą popularnością, wprowadza podstawowe reformy i – wbrew temu, co sugeruje jego pseudonim – nie ograniczają się one do sektora przemysłu spożywczego. Jego wybór w lutym 2017 r. był zresztą niespodzianką, gdyż to klan Hawiye od lat monopolizował ten urząd (najpierw Ahmed, później Hassan Sheikh Mohamud). „Farmajo” wzorce i finanse czerpie z Zachodu, co nie dziwi, bo jest jednocześnie obywatelem USA. Podczas swojego zaprzysiężenia wypowiedział wojnę dżihadystom. Głównym wyzwaniem prezydenta jest jednak przekonanie podmiotów federacji (w tym separatystycznego Somalilandu) do współpracy oraz walka ze zjawiskiem korupcji. Nie licząc względów bezpieczeństwa, organizacja wyborów w ufortyfikowanym hangarze na terenie lotniska miała ukrócić proceder przekupywania elektorów (według organizacji pozarządowych z Somalii kandydaci oferowali nawet od 50 do 100 tys. dolarów za jeden głos). Społeczności międzynarodowej marzy się zatem przeprowadzenie prawdziwie demokratycznych wyborów bezpośrednich, które zastąpią ten osobliwy rodzaj „aukcji” wyborczej autoryzowanej przez ONZ[10].

Odbudowa Somalii nie byłaby możliwa bez pomocy międzynarodowej. To dzięki niej lotnisko w Mogadiszu spełnia dziś międzynarodowe standardy (i funkcje wyborcze)[11]. Największymi dobroczyńcami są tradycyjnie Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania (ponad 800 mln dolarów przez dwa ostatnie lata), a w Londynie cyklicznie organizowane są konferencje pomocowe. Somalia zaczyna już nawet kusić inwestorów zagranicznych, a wśród nich zupełnie nowych graczy. Wyjątkowo widoczni są Turcy, którzy właśnie odbudowali lotnisko i „posprzątali” Mogadiszu. Przez pięć ostatnich lat Turcja przekazała pomoc w wysokości ok. 400 mln dolarów, a obroty handlowe wzrosły do poziomu 72 mln dolarów. Sam Recep Tayyip Erdogan, jeszcze w roli premiera, odwiedził Somalię w 2011 r. jako pierwszy od 19 lat lider spoza Afryki. Zresztą serca Somalijczyków zaskarbił on sobie dodatkowo, zabierając ze sobą żonę i rezygnując z kamizelki kuloodpornej w trakcie spotkań.

Turcja kusi Somalię m.in. stałym zastrzykiem gotówki do budżetu oraz budową nowego gmachu parlamentu. Podobieństwo religijne i czysta karta sprawiają, że turecki styl odpowiada Somalijczykom bardziej niż zachodnie agencje pomocowe – pomijając Al-Shabaab, dla której nic poza kalifatem się nie liczy.

Przed Somalią pojawiła się również perspektywa dodatkowych wpływów do budżetu. Po odkryciu obiecujących złóż ropy i gazu w Afryce Wschodniej norwescy sejsmolodzy zawarli już umowę na eksplorację somalijskiego wybrzeża. Stabilizacja Rogu Afryki leży dziś – jak nigdy dotąd – w strategicznym interesie mocarstw, zarówno starych, jak i tych wschodzących. W rejonie Zatoki Adeńskiej niezmiennie zaangażowana jest marynarka wojenna wielu państw. Unia Afrykańska utrzymuje tam swoją największą misję pokojową African Union Mission to Somalia (ponad 20 tys. personelu). Chińska Republika Ludowa całkiem niedawno otworzyła swoją pierwszą bazę wojskową w Dżibuti, w którym obecni są także zwalczający somalijski dżihad Amerykanie. Zainteresowanie całym Rogiem Afryki zwiększają także poważny kryzys humanitarny i wojna domowa w Jemenie, po przeciwnej stronie Zatoki Adeńskiej, w której miała swój udział Al-Shabaab.

Choć Somalia wciąż uczy się oddychać i trudno wyobrazić sobie jej samodzielne funkcjonowanie, pomimo dekad wojny domowej była przecież wiodącym eksporterem bydła w Afryce Wschodniej, a pasterstwo jest tu na znacznie wyższym poziomie niż w sąsiedniej Etiopii. Usługi telekomunikacyjne rozwijają się w szalonym tempie. Umożliwiają one prowadzenie biznesów, przyczyniając się pośrednio także do obniżenia zjawiska przestępczości. Hormuud Telecom – największy operator telefonii komórkowej – wprowadził usługę mobilnych przelewów bezgotówkowych (SAAD), która oddala ryzyko rabunku. W opinii samych Somalijczyków to właśnie firmy obsługujące transfery pieniężne z zagranicy oraz telefonia komórkowa pozwoliły im przetrwać. Kolejne próby odwracania dramatycznych losów Somalii mają swojego cichego bohatera – zwykłe rodziny, które znienawidziły reżim Barre’a i nauczyły się żyć poza strukturami państwa. Czy nowa Somalia nie będzie dla nich przeszkodą?

[1] Więcej na temat wojny domowej w Somalii zob. np. w: R. Łoś, J. Regina-Zacharski, Współczesne konflikty zbrojne, Warszawa 2010, s. 147–172.

[2] Przyjęto ją w 1954 r., gdy Somalia była jeszcze terytorium powierniczym.

[3] W 1991 r. 3 mln Somalijczyków ogłosiło niepodległość, tworząc de facto niepodległy, lecz nieuznawany międzynarodowo Somaliland z własną administracją, armią, a nawet walutą. Akt ten miał zresztą swój precedens, gdyż Somaliland był niepodległy przez kilka dni w 1960 r.

[4] Według pisowni alternatywnej także shir.

[5] W Somalii, obok prawa zwyczajowego, od 2009 r. obowiązuje także szariat (sprawy cywilne).

[6] Państwopodobnymi strukturami na terenie Somalii były niegdyś sułtanaty, ale nawet one opierały się na podziałach klanowych.

[7] Pierwszy prezydent republiki Abdirashid Ali Shermarke zginął w walkach frakcyjnych.

[8] Zob. więcej Mohamed Haji Ingiriis, The Suicidal State in Somalia. The Rise and Fall of the Siad Barre Regime, 1969–1991, Lanham–London 2016.

[9] K. Menkhaus, Somalia, State Collapse and the Threat of Terrorism, Oxford–Nowy Jork, 2004, s. 32–33.

[10] Prezydent wybierany jest obecnie przez deputowanych (275 posłów oraz 54 senatorów), posłów wybiera ponad 14 tys. delegatów skupionych w 275 kolegiach elektorskich, które tworzone są według „formuły 4.5”; senatorzy reprezentują podmioty federacji.

[11] W 2012 r. wybory prezydenckie odbyły się w akademii policyjnej, w 2007 r. w Kenii, zaś trzy lata wcześniej w Dżibuti.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter