70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gnom

To nie Zacheusz jest prawdziwym bohaterem tej osobliwej baśni. Ma ona raczej bohatera zbiorowego, a są nim właśnie ci wszyscy, którzy „spijają każde słowo z ust Cynobra”, którzy w nieszczęsnym karle, upośledzonym fizycznie i duchowo, zaczynają widzieć geniusza i opatrznościowego męża stanu.

Gnom – to jest właśnie temat moich dumań godny!

Gnom tupiący nogami, to znowu pogodny,

Gnom liczący wytrwale komy i procenty,

Gnom swą misją dziejową ogromnie przejęty,

Gnom – gospodarz wspaniały, Gnom – narodu ociec,

Gnom – mąż stanu, Gnom – mędrzec, trudno zresztą dociec

ogromu zasług tego niezwykłego męża…

Janusz Szpotański, Gnomiada

 

Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna w Polsce czytuje się rzadko. A szkoda. W jego opowieściach da się bowiem znaleźć wizje prawdziwie profetyczne. Proroków zaś warto czasem posłuchać. Mylą się często w szczegółach, ale istotę rzeczy widzą niekiedy ostrzej i wyraźniej niż potomni, a to właśnie dlatego że widzą ją jeszcze nieobciążoną zacierającymi kontur detalami. Kto wie: może to, co nazywamy „jasnowidzeniem”, to całkiem po prostu dar jasnego widzenia swojej współczesności, w której już się zaczyna destylować „diable eliksiry”, mające zatruć przyszłość – Heinrich Heine nie bez kozery nazwał jego prozę „krzykiem przerażenia w dwudziestu tomach”.

 

Epopeja obłąkania

Historia Zacheuszka cynobrem zwanego zaczyna się źle. oto w pewnym baśniowo idyllicznym księstewku rodzi się dziecko wyjątkowo pokraczne: zamiast pleców ma „harbuzowatą narośl”, a tuż pod piersią wyrastają mu „nóżki cienkie jak leszczynowe patyki”. Wśród „gęstwiny czarnych zmierzwionych włosów” da się dostrzec „długi spiczasty nos” i „parę czarnych błyszczących oczek”. Wszystko to sprawia, że chłopczyk wygląda niczym „rozcięta na dwoje rzodkiew” albo – przez „starcze rysy pomarszczonej twarzy” – korzeń mandragory. A „zamiast mówić, mruczy tylko i miauczy jak kot”. Gdy dorośnie, „z krótkim tułowiem i wysokimi pajęczymi nóżkami” będzie „przypominał nadziane na widelec jabłko, w którym wyrzezano gębę maszkary”. Wyrażającą na dodatek wieczne niezadowolenie ze świata. Pewnie dlatego gęba owa przeszywa jego mieszkańców „spojrzeniami pełnymi furii” i przemawia do nich „szorstkim, niskim i ochrypłym głosem”.

Nad nędzą malca ulituje się wróżka Rosabelverda i chcąc wynagrodzić go „za wszystko, czego mu macocha natura odmówiła”, wyposaży go w zdumiewający dar: „cokolwiek w jego obecności ktoś inny mądrze pomyśli, zrobi czy też powie, na jego pójdzie rachunek, w towarzystwie osób wykształconych, mądrych i dowcipnych sam również uchodzić będzie za wykształconego, mądrego i dowcipnego i w ogóle wszędzie uważać go będą za najdoskonalszego przedstawiciela gatunku, z którym znalazł się w konflikcie”. Doszedłszy do wieku młodzieńczego, Zacheusz przybywa do stolicy księstwa, Kerepes, gdzie wkrótce zaczynają się dziać rzeczy nad wyraz dziwne. Oto w wytwornym towarzystwie natchniony poeta odczytuje swój najnowszy utwór, który wywołuje entuzjazm publiczności. Ta jednak oklaskuje nie prawdziwego autora, lecz… Zacheusza. Podobny los spotyka sławnego skrzypka Sbiokkę, a nawet… miejscową śpiewaczkę operową. Potem Zacheusz rozpoczyna karierę polityczną. Udaje mu się uzyskać stanowisko tajnego referenta w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. O posadę tę ubiega się równocześnie niejaki referendarz Pulcher, więc trzeba przeprowadzić stosowny konkurs. Celujące odpowiedzi konkurenta przypisane zostają Cynobrowi, który rywalizację wygrywa. Wkrótce, po wyeliminowaniu kolejnych przeciwników, choć formalnie państewkiem rządzi książę Barsanuf, Zacheusz staje się postacią wszechwładną, która „może przeforsować wszystko, co zechce”. I – rzecz jasna – bożkiem tłumu: „Wszyscy (…) spijali każde słowo z ust Cynobra, który od czasu do czasu skrzeczał parę niezrozumiałych wyrazów, przyjmowanych za każdym razem przez całe towarzystwo głębokim »och«, pełnym najwyższego podziwu”.

Hoffmann wyraźnie starał się zniechęcić interpretatorów do nazbyt swawolnej egzegezy czy budowania pochopnych analogii. W przedmowie do Księżniczki Brambilli wyznaje: „Bajka: Zacheuszek, Cynobrem zwany (…) jest jedynie rozwinięciem pewnego całkowicie luźnego i oderwanego, żartobliwego pomysłu. Autor zdumiał się więc niemało, natknąwszy się na recenzję, w której ów żart, lekko rzucony ku powszechnemu uweseleniu, został w sposób wielce poważny a uroczysty przeanalizowany”. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter