70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Futurologia czy futureligia?

Nikt nie może mieć pewności, że Bóg-AI będzie życzliwy nawet swoim najtroskliwszym akuszerom. Możemy natomiast oczekiwać, że kiedy dzięki sztucznej inteligencji kolejne nadludzkie możliwości techniczne znajdą się w zasięgu człowieka, dysponować nimi będą mogli nieliczni.

Wyobrażenia o przyszłości, przynajmniej te najbardziej medialne, zostały w ostatnich dekadach zdominowane przez wizje na wskroś religijne. Futurologia coraz częściej staje się futureligią. Prognozy nt. rozwoju nauki i techniki przejmują funkcje wyznań, zarządzając emocjami i dostarczając odpowiedzi na pytania, które do niedawna religie skutecznie monopolizowały. Obiecują zapanowanie nad śmiercią, uniezależnienie umysłu od ciała, uzdrowienie zniszczonego przez człowieka środowiska czy też zwiększanie możliwości rozumu ludzkiego aż do sięgnięcia pułapu inteligencji boskiej. Pojęcia, które do niedawna były w użyciu wyłącznie w ujęciu konfesyjnym – np.: bóg / Bóg, transcendencja, cześć, wiara – zaczynają zadomawiać się w nowym, naturalistycznym kontekście, zyskując często w jego ramach nowe znaczenia. I choć mogłoby się wydawać, że owe powiązania religii z techniką są zjawiskiem nowym, to wiele przykładów religijnych motywacji stojących za innowacjami technicznymi można jednak znaleźć w historii całego ubiegłego tysiąclecia.

 

Technoreligia, religiotechnika
W 1997 r. amerykański historyk techniki David F. Noble opublikował książkę pod znamiennym tytułem Religia techniki. Tym mianem określa on marzenia o innych światach, do których mają nas zaprowadzić innowacje techniczne, połączone z nadzieją na przywrócenie człowiekowi utraconego wraz z upadkiem pierwszych ludzi Bożego obrazu-podobieństwa – pierwotnej rajskiej doskonałości i bliskości Bogu. Marzenia te zbyt często zaślepiają nas, twierdzi Noble, obietnicami przyszłości, przez co nie dostrzegamy problemów istniejących tu i teraz.

W ujęciu Noble’a religijność nie stoi w opozycji do racjonalności charakterystycznej dla nauki i techniki. Wprost przeciwnie: w świecie zachodnim technika od dawna miałaby stanowić przedsięwzięcie zasadniczo religijne. Nie tylko metaforycznie (w sensie mocy technicznych wywołujących podobne uczucia jak domniemana potęga istot boskich), lecz także dosłownie – pod względem długiej koewolucji techniki i chrześcijaństwa. Rola chrześcijaństwa jest tutaj kluczowa, ponieważ – jak pisze Noble – „(…) tylko chrześcijaństwo zatarło rozróżnienie i przerzuciło most między tym, co ludzkie, a tym, co boskie. Tylko tutaj zbawienie zaczęło oznaczać przywrócenie ludzkości do jej pierwotnego stanu podobieństwa Bogu. (…) W swojej zdecydowanie innoświatowej reinterpretacji starotestamentowego proroctwa, na co dawno już zwrócił uwagę wielki socjolog religii Max Weber, chrześcijański trynitarianizm w istocie ożywił rzymski politeizm, tym razem dając ludziom miejsce w boskim panteonie. »Inkarnacja Boga dała ludziom szansę na znaczące uczestniczenie w Bogu«, zauważył Weber (…)”[1].

W I tysiącleciu chrześcijańskie elity pogardzały jeszcze tzw. sztukami użytecznymi, jak nazywano wtedy to, co dziś określamy mianem techniki. Według Augustyna „(…) technika istniała tylko dla ludzkości w stanie upadku… (…) oznaczała wręcz negację transcendencji. Transcendencję, odzyskanie utraconej doskonałości, można było osiągnąć wyłącznie dzięki łasce samego Boga”[2]. Nie jest do końca jasne, dlaczego stopniowo zaczęto jednak uważać technikę za narzędzie odkupienia, odzyskania doskonałości i przygotowania się na nadchodzące zbawienie, a nawet przybliżania jego nadejścia. Jak wyjaśnia Noble: „Doczesne środki przetrwania zostały przekierowane w stronę innoświatowego celu zbawienia. Właśnie dlatego narodzenie się zachodniej techniki jako siły historycznej i pojawienie się religii techniki to dwie strony tego samego zjawiska”[3].

Być może – jak twierdzi historyk Lynn White – jedną z innowacji, która stała za nowym nastawieniem do techniki, było wprowadzenie w imperium Franków ciężkiego pługa, co radykalnie odmieniło relację między człowiekiem a naturą. Kiedyś człowiek był częścią świata przyrody – teraz został jej panem i wyzyskiwaczem. Niezwykle ważna była także rola benedyktynów, dla których sztuki praktyczne i wysiłek fizyczny stanowiły istotne elementy pobożności monastycznej. Według Noble’a „to właśnie ta nadrzędna motywacja duchowa zainspirowała tak bezprecedensową wydajność”[4], a „benedyktyni ostatecznie przekuli swoje religijne oddanie sztukom użytecznym w średniowieczną rewolucję przemysłową…”[5].

Zmianę myślenia o technice filozoficznie przypieczętował w IX w. Jan Szkot Eriugena, w którego dziełach „pojęcie obrazu‐ podobieństwa po raz pierwszy objęło znaczeniowo także cielesność”, uznaną za „niezbędny korelat rozumu i ducha. Skoro duch wymagał cielesności, w tym nowym ujęciu cielesność została uduchowiona, a materia połączona z tym, co transcendentne”[6]. Ernst Benz, historyk, twierdzi, że stało się to jedną z głównych motywacji stojących za rozwojem techniki. Według niego „twórcy nowożytnej techniki mieli poczucie, że uzasadnienie najdalej idących celów ich wysiłków można znaleźć w takim właśnie myśleniu o człowieku jako imago Dei[7], którego powołaniem jest współdziałanie z Bogiem „w ustanowieniu jego Królestwa i (…) w dzieleniu Bożego panowania nad ziemią”[8].
— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter