70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Andrzej Rybczyński/PAP

Za wysoki na ten świat

Karpeles nakreślił wielowymiarowy portret postaci „nadludzkich wymiarów”: bohatera, który zwyczajną i tragiczną rzeczywistość postrzegał po malarsku. Swoim małym siostrzeńcom lubił się chwalić, że jest „największym malarzem w Paryżu”: w ten sposób żartował ze swojego wzrostu. Mierzył ponad dwa metry i wyróżniał się w każdym środowisku.

Ta biografia narodziła się z pasji oraz szczęśliwych zbiegów okoliczności. W 2008 r. kalifornijski malarz Eric Karpeles wydał malarski przewodnik po W poszukiwaniu straconego czasu. Znając jego zainteresowania, przyjaciel podarował mu francuski tomik odczytów o Prouście. Nazwisko polskiego autora było Karpelesowi nieznane. A jednak zbiorek wykładów, które Józef Czapski wygłaszał z pamięci dla współwięźniów w sowieckim obozie, okazał się olśnieniem. Po kilku latach intensywnych badań Karpeles ukończył biografię Czapskiego: pierwszą, jaka kiedykolwiek powstała. Książkę wydało prestiżowe amerykańskie wydawnictwo The New York Review of Books, obecnie ukazuje się wersja polska, niedługo planowany jest przekład francuski.

Podtytuł „biografia malarza” zdradza, jaki kierunek nadał swoim poszukiwaniom Karpeles. Czapski był świadkiem XX w., a jego doświadczeniem można by obdzielić kilka wybitnych postaci. On sam uważał się przede wszystkim za malarza czy też raczej pokornego adepta, który raz po raz ustawiał białe miseczki na szarym tle, próbując przekazać prawdę pierwszego wrażenia. Życie Czapskiego nie przypominało jednak losów jego mistrza Cézanne’a, który w swoim domu w Aix-en-Provence zmagał się z rozrzuconymi po stole jabłkami i widokiem Mont Sainte-Victoire. Karpeles nakreślił wielowymiarowy portret postaci „nadludzkich wymiarów”: bohatera, który zwyczajną i tragiczną rzeczywistość postrzegał po malarsku. Swoim małym siostrzeńcom lubił się chwalić, że jest „największym malarzem w Paryżu”: w ten sposób żartował ze swojego wzrostu. Mierzył ponad dwa metry i wyróżniał się w każdym środowisku.

*

Europa w rodzinie – tytuł książki siostry Józefa Marii Czapskiej doskonale oddaje złożone koligacje ich rodziny. Jak pisał Konstanty Jeleński, „Austriacy są tu patriotami czeskimi, niemieccy protestanci wiernie służą Rosji, polscy Czapscy są lojalnymi poddanymi caratu, dopóki nie nawróci ich na patriotyzm córka udzielnego książątka Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego”. Austriacka matka Czapskiego hrabina von Thun und Hohenstein zmarła przy ósmym porodzie, kiedy Józio miał zaledwie sześć lat. Zdążyła jednak wpoić dzieciom przywiązanie do katolicyzmu i polski patriotyzm. Tym samym oddawała hołd rodzinie męża hr. Jerzego Hutten-Czapskiego (który jednak, wychowany zagranicą, języka polskiego nauczył się dopiero w latach studenckich). W 1918 r., z dwiema siostrami i przyjacielem Antonim Marylskim, Józef Czapski zawiązał w Petersburgu religijną wspólnotę. Ale w rewolucyjnej Rosji trudno było żyć według ewangelii i pacyfistycznych reguł Tołstoja. Czapski wrócił do Polski i zapisał się na warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Kiedy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, wstąpił do armii, ale od razu zaznaczył, że nie jest w stanie odbezpieczyć karabinu. Wyrozumiały przełożony wysłał go do Rosji, gdzie miał zdobyć wieści o losach pięciu zaginionych oficerów. Wówczas Czapski dotarł do samej Jeleny Stasowej i dowiedział się, że Polacy zostali rozstrzelani. Dwadzieścia lat później ponownie poszukiwał śladów towarzyszy: więźniów obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Jego misja skończyła się fiaskiem. Z II Korpusem Czapski przeszedł szlak bojowy przez Bliski Wschód do Włoch. Po wojnie został prawą ręką Jerzego Giedroycia, dyplomatą i emisariuszem paryskiej „Kultury”. Jego szkice, zebrane w tomach Patrząc i Czytając należą do klasyki polskiej eseistyki. Czapski dożył upadku Związku Radzieckiego i ujawnienia przez rosyjskie władze prawdy o Katyniu. Pod koniec życia z zaskoczeniem dowiedział się także, dzięki czyjej interwencji nie podzielił losu ponad 20 tys. ofiar tej straszliwej zbrodni.

Czapski stracił nieomal wszystkie przedwojenne obrazy. W obozie w Griazowcu, w notatniku, z pamięci kompilował miniaturowy katalog swoich dzieł zaginionych. Historia i poczucie moralnego obowiązku nieraz odrywały go od malarstwa. Potrzeba sporo szlachetnego egoizmu, aby w samotności rejestrować olśnienia czy „piłować” martwe natury. Czapski świętował godziny intensywnej pracy i smucił się w okresach pustych, kiedy wzrok miał przyćmiony, albo zabrakło sprzężenia między ręką a okiem. Jak pokazuje Karpeles, jego malarskie powołanie nie było oparte na ambicji, potrzebie uznania czy technicznego mistrzostwa. Dopiero po siedemdziesiątce znalazł poważnego marszanda, a jego obrazy zaczęły się sprzedawać. Kiedy jednak uznana galeria zaproponowała mu, aby dziesięciokrotnie podwyższył ceny, sędziwy artysta odmówił – nie chciał zdawać się na łaskę rynku.

Malarskim wyzwaniem dla Czapskiego było nawiązanie połączenia pomiędzy ręką a okiem, przekazanie na papierze i płótnie choćby cząstki swojego wzruszenia.

„Przeżyciem” dla Czapskiego mogła być czyjaś przygarbiona sylwetka w korytarzu metra albo pomarańczowa kurtka na tle szarej lamperii. Takie wrażenia inspirowały błyskawiczne rysunki, ale także zapiski. Prowadzony przez Czapskiego przez całe życie dziennik był obszarem rozmowy z samym sobą, przetrawiania codziennych doświadczeń. Obok zapisków w kilku językach pojawiają się szkice: czasami dopracowane, ujęte w ramkę, kiedy indziej tylko schematyczne, z dopisanymi i zaznaczonymi strzałką kolorami. Dziennik byłby też może podpórką dla pamięci, gdyby nie to, że pismo Czapskiego bywało nieczytelne nawet dla niego samego.

*

Eric Karpeles porwał się na zadanie nieomal niemożliwe: postanowił opowiedzieć o życiu artysty, który żył na wielu poziomach i w kilku językach. Tylko niewielki wyrywek z eseistycznego dorobku Czapskiego jest dostępny w języku innym niż polski. Z poważnych opracowań amerykański biograf miał do dyspozycji przełożony na francuski Portret Czapskiego Wojciecha Karpińskiego oraz monografię Murielle Werner-Gagnebin z 1974 r. Stał się jednak cud: Karpeles zaprzyjaźnił się z Wojciechem Karpińskim i młodym historykiem sztuki Mikołajem Nowak-Rogozińskim. Nie mógł trafić na lepszych i bardziej oddanych przewodników. Karpeles z zachwytem opisuje swoje „dochodzenie” do Czapskiego. Udało mu się spotkać z członkami jego rodziny (ze wzruszeniem słuchał nie tylko ich historii, ale też zauważał podobieństwo w sylwetkach i twarzach). Uporu i wytrwałości wymagało również dotarcie do obrazów Czapskiego. W Muzeum Polskim w Chicago zachował się Gołębnik z 1938 r. Pokazywany na Wystawie Światowej w Nowym Jorku w 1939 r. obraz nie zdążył wrócić do kraju. To jedno z nielicznych przedwojennych płócien, które się zachowały. Ale nawet w Muzeum Narodowym w Warszawie większość prac Czapskiego leżakuje w magazynach, a dostęp do nich można uzyskać za specjalnym pozwoleniem. Karpeles szczegółowo opisuje płótno za płótnem, jakby te nieraz nazbyt sumienne relacje miały nam uświadomić, jak trudno je naprawdę zobaczyć. W podobny sposób amerykański autor przedstawia również konserwatorów i kuratorów, ludzi, którzy wprowadzali go w świat Czapskiego. Można odnieść wrażenie, że Karpeles imituje „metodę” Czapskiego, który nieraz na ulicy znajdował „gotowe” portrety i zanim chwycił pędzel, próbował je zapisać słowami. Czapski nierzadko był rozczarowany wynikami swoich malarskich wysiłków: gotowy obraz zdawał mu się nieporadny, głuchy, nieskończenie odległy od intensywnej „wizji”. Jak pisał cytowany przez Karpelesa Konstanty Jeleński, „Metoda jego przypomina podejście fotografa, spacerującego po świecie z aparatem przewieszonym przez ramię. Nie czyha on na obraz; przeciwnie – taki czy inny wycinek rzeczywistości narzuca mu się nagle, przemieniając bierne spojrzenie w błyskawiczną wizję. Pstryk aparatu zastępuje notatka nagryzmolona w jednym z tych grubych zeszytów oprawnych w zgrzebne płótno, z którymi nigdy się nie rozstaje. Zapis migawki rozwinie on w ciemni pamięci, zanim go przekaże na płótno”.

Egzotycznym przeżyciem dla Karpelesa była wyprawa do Bydgoszczy: obraz Czapskiego w kolekcji prowincjonalnego muzeum jest jak ukryty skarb. Trzeba ubłagać kuratorów, aby go zobaczyć we właściwym oświetleniu. Oto Wystawa – blondynka w jaskrawej sukni zatrzymała się przed zagadkowym, monumentalnym płótnem Gustave’a Courbeta, przedstawiającym toaletę panny młodej albo ubieranie zmarłej do trumny. Czapski wierzył w malarskie następstwo pokoleń i długie trwanie kultury: uwielbiał podglądać ludzi kontemplujących obrazy. Malował też muzealnych strażników, gdy ci, znużeni, siedzą tyłem do arcydzieł, których bezpieczeństwo zostało im powierzone.

Szczególnie ważny dla Karpelesa musiał być Chłopak przed de Staëlem, jedno z pierwszych dzieł Czapskiego, jakie oglądał w oryginale. Czapski głęboko przeżywał losy Nicolasa de Staëla, malarza, który od czystej geometrycznej abstrakcji „wrócił” do widzialnej rzeczywistości: w jego późnych kompozycjach można wyróżnić zarysy budynków, linie krajobrazów, sylwetki ludzi. Poprzez tragiczną postać de Staëla (w 1955 r. popełnił samobójstwo, w wieku zaledwie 41 lat) Karpeles-malarz próbuje się pogodzić z Czapskim – malarzem i autorem esejów o sztuce pisanych „z paletą w ręku”. Sam Karpeles jest twórcą lirycznych abstrakcji. Tymczasem Czapski w eseju Abstrakcja za i przeciw zdecydowanie opowiedział się „przeciw” sztuce nieprzedstawiającej. Nawiązujące do chińskiej kaligrafii płótna Georges’a Mathieu polski malarz uważał za pretensjonalne, nie był w stanie się wzruszyć złożonymi „ze szmat” pracami Alberta Burriego, a pokryte ultramaryną powierzchnie Yves’a Kleina budziły w nim tylko irytację. Miałby ochotę im „urągać”. Ale jak dochodzi do wniosku sam Czapski, polemika pomiędzy abstrakcją a figuracją, w cieniu której upływało jego twórcze życie, należy do przeszłości, a nasza wrażliwość na kolor, formę i fakturę wyostrzyła się, bez względu na to, czy ich zestawienie ma przedstawiać coś konkretnego.

Siłą książki Karpelesa jest stopień, w jakim biograf identyfikuje się ze swoim bohaterem, w nim się przegląda. Lampa i umywalka to w gruncie rzeczy „autoportret bez głowy”. Czapski pokazał fragment swojego ciała – odbitego w lustrze, podczas szkicowania. Jak zauważył Karpeles, taki problem dobrze znają wysokie osoby: głowa nie mieści się w lustrze. Ale tematem obrazu Czapskiego został nie on sam, tylko jego szkicująca ręka. Z czułością pokazał też ułożone na półeczce przybory toaletowe: wzruszały go codzienne przedmioty, ich kształty, harmonijne układy i szczęśliwe zestawienia kolorów. Karpeles retorycznie dopytuje: czy można sobie wyobrazić coś bardziej abstrakcyjnego niż autoportret bez twarzy?

*

Józef Czapski chodził „po nieludzkiej ziemi” i wytrwale składał hołd widzialnemu światu. Po bitwie pod Ankoną pojechał oglądać freski Luki Signorellego w Loreto. Jak pisze Karpeles, „Jego wojenne zapiski często brzmią tak, jakby ich autor niezupełnie żył w tym samym miejscu i czasie co jego towarzysze z wojska. W jego umyśle przeszłość i teraźniejszość współistnieją na równych prawach. Między tym, co pisano, malowano, czego doświadczano czterysta lat wcześniej, a tym, czego doświadcza obecnie, różnica jest niewielka. W dzienniku z tego czasu pisze, że sztuka to doświadczenie życia; to kontemplacja, to wizja życia i, w gruncie rzeczy, zerwanie z czasem”.

_

Eric Karpeles

Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza

tłum. Marek Fedyszak

Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2019, s. 544


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter