70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Innego życia nie będzie?

Wielu teologów zajmuje się dzisiaj obroną doktryny w takiej formie, w jakiej funkcjonowała ona kilkadziesiąt lat temu. Jednak domaganie się, by ludzie wierzyli w coś, o czym wiedzą już, że wygląda inaczej, niż podaje im się do wierzenia, jest absurdalne. Trzeba raczej szukać takich metod na przekazanie ludziom istoty chrześcijaństwa, by byli w stanie w to uwierzyć.

Artur Madaliński: Jaki jest dla teologii pożytek z istnienia Kongregacji Nauki Wiary?

Ks. Eligiusz Piotrowski: Zasadnicza rola Kongregacji określona jest w specjalnym dokumencie – konstytucji apostolskiej Jana Pawła II Pastor bonus. Dokument ten mówi (art. 48–55), że „podstawową misją Kongregacji Nauki Wiary jest promowanie i obrona nauczania wiary i moralności w całym świecie katolickim”, co powinna czynić, „wspierając wszelkie badania, dzięki którym wzrastać będzie zrozumienie wiary”. Jeśli jednak zapytamy o to, czy Kongregacja promuje poszukiwanie nowych sposobów wyrażania prawd wiary, to będziemy musieli zapewne przyznać, że bywa z tym różnie… KNW jest, historycznie rzecz ujmując, kontynuatorką działań inkwizycji, powstałej w XIII w., przekształconej w wieku XVI w Świętą Kongregację Świętego Oficjum, powiązanej także ze specjalną komisją, zajmującą się analizą szeroko rozumianego rynku wydawniczego i umieszczaniem na Indeksie ksiąg zakazanych tych pozycji, których porządny chrześcijanin w żadnym wypadku czytać po prostu nie może.

Współczesna Kongregacja jest jednakże nieco inną instytucją, trudno bez gruntownych badań ocenić jednoznacznie jej rolę. Tym bardziej że działania tej dykasterii mocno zdeterminowane są poglądami teologicznymi jej kolejnych prefektów.

Jaka jest zatem, w tym kontekście, rola teologów? W jakiej relacji pozostają wobec KNW?

Zacznijmy od tego, że Kościół zbudowany jest w sposób niezwykle uporządkowany – podstawową jednostką strukturalną są diecezje kierowane przez biskupów, w łączności z papieżem jako biskupem Rzymu. Oczywiście diecezja to w Kościele nie tylko element podziału administracyjnego, ale przede wszystkim ludzie – duchowni i świeccy pełniący rozmaite funkcje. Kierujący nimi biskupi dla swoich działań duszpasterskich potrzebują przede wszystkim księży i katechetów. W diecezjalnej wspólnocie znajdują się jednak także teologowie. To, jak bardzo są niezbędni i czy na ich pracę jest – mówiąc kolokwialnie – zapotrzebowanie, zależy od odpowiedzi na pytanie o sposób przepowiadania wiary. Jeśli przyjmujemy założenie, że powinien być on niezmienny – nic nam po teologach. Jeśli uznajemy jednak, że forma głoszenia wiary potrzebuje zmiany – np. w obliczu konfrontacji z nauką, zarówno nowoczesną biblistyką, jak i dziedzinami pozateologicznymi – wówczas teologowie będą z pewnością bardziej potrzebni. Wiadomo przecież, że badania naukowe mają liczne i różnorakie punkty styczne z przekazem biblijnym – to problem stary jak nauka!

Jakieś przykłady takich punktów stycznych? Najczęściej słyszymy bowiem – sięgając po terminologię matematyczną – o prostych rozłącznych…

Jedną z takich kwestii jest z pewnością fundamentalny ciąg problemowy związany ze stworzeniem świata, ewolucją, pojawieniem się człowieka i grzechem pierworodnym.

Wedle kościelnego nauczania Bóg stworzył świat, ludzką parę – Adama i Ewę – i umieścił ją w raju. Wiemy doskonale, że to opowieść mityczna, podobna do wielu innych, które w czasach powstawania Biblii pojawiały się w innych religiach czy kulturach. Wydaje się, że jest to dzisiaj przekonanie powszechne, niemniej jednak wciąż w naukowej teologii pojawia się uparte wskazywanie na grzech popełniony przez Adama i Ewę. Mamy więc do czynienia z nieustannym przeplataniem porządku mitycznego z historycznym.

Teologowie potrzebni są właśnie w takich sytuacjach – by spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie, jak te porządki połączyć, by nieustannie podejmować refleksję, jak opowiadać wiarę w zmiennych – związanych z naturalnym postępem cywilizacyjnym – kontekstach.

Tak pojmowana misja teologów jawi się jako wysiłek w pewnym sensie translacyjny, w którym kluczowe staje się przekładanie porządku ponowoczesnych zmian kulturowych na tradycyjne repozytorium wiary.

Z pewnością tak pojmowana rola teologii domaga się odejścia od starych sposobów mówienia o wierze, które wyczerpały się wraz odejściem do lamusa pewnego modelu antropogenicznego. Taka teologia będzie więc stale przypominała, że nie sposób ciągle oglądać się wstecz i trwać w przekonaniu, że to, co dawniej tworzyło spójny system, w który ludzie wierzyli, działa także i dzisiaj. Nie ma już powrotu do systemu przyjmowanego bezdyskusyjnie i zapewniającego nam obecność zadowolonych ludzi w Kościele. Bo dzisiaj wielu z nich nie zgadza z nieaktualnymi teologicznymi modelami i nie chce w imię wiary rezygnować z osiągnięć nauki. Wróćmy jednak do ewolucji – wiadomo, że świat nie powstał w ciągu biblijnych sześciu dni, lecz jego rozwój trwa mniej więcej 13,4 mld lat; a 4,5 mld lat temu powstała Ziemia. To trwający do dzisiaj, opisywany przez nauki, proces ewolucyjny wszechświata, którego zwieńczeniem było pojawienie się człowieka. Kościół dzisiaj do tej koncepcji, generalnie rzecz biorąc, się przyznaje, a przełomem były tu słowa Jana Pawła II, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż tylko hipotezą. Furtkę dla takiego myślenia uchylił już nieco wcześniej, w 1950 r., Pius XII, który w encyklice Humani generis napisał, że ewolucjonizm można pogodzić z wiarą, ale pod warunkiem że doprowadziła ona – rzeczona ewolucja – do powstania Adama i Ewy. A więc papież otwiera się na teorię ewolucji, ale wyłącznie wtedy gdy spełnione są określone warunki teologiczne. Jest to więc otwarcie pozorne, ponieważ badania pokazują jednoznacznie, że ludzie pojawili się na Ziemi w różnym czasie i w różnych miejscach. Wyprowadzanie całej ludzkości od jednej pary nie znajduje potwierdzenia w żadnych poważnych pracach naukowych. Pierwsza, założycielska by tak rzec, para ludzi jest jednak niezbędna do nauczania o grzechu pierworodnym.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter