SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
-
styczeń, nr 536
-
luty, nr 537
-
marzec, nr 538
-
kwiecień, nr 539
-
maj, nr 540
-
czerwiec, nr 541
-
lipiec, nr 542
-
sierpień, nr 543
-
wrzesień, nr 544
Fundacja
Księga gości
Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej
księgi gości.
Dziękujemy!
|
 |
KATECHEZA W SZKOLE
GŁOSY CZYTELNIKÓW
|
 |
Przeczytałem właśnie dyskusję o katechezie i... ogarnęła mnie zazdrość. Czemu moje dzieci nie miały tyle szczęścia, żeby spotkać takich katechetów? Niestety - i redakcja "Znaku" powinna o tym wiedzieć - rzeczywistość wygląda trochę inaczej, niż ukazuje to wspomniana dyskusja (chodzi głównie o katechetów, nie o problemy, bo te są, moim zdaniem, przedstawione całkiem dobrze), a zwłaszcza wywiad z biskupem. Mieszkam w dużym mieście - moją córkę (lat 12) uczy już piąty katecheta (nie licząc zerówki). Ale jacy to są katecheci?! Kiedy Ania miała siedem lat, budziła się w nocy, bo... bała się piekła. Trzy lata później przynosiła z religii przerażające opowieści o żmii wychodzącej z serca dziecka niegodnie przyjmującego Komunię świętą. Albo o dziewczynce, która wpadła pod tramwaj. "Na szczęście - dodawała katechetka - wracała ona z kościoła, od spowiedzi". Jednym słowem: happy end. A dzisiaj? Mam wrażenie, że córka traktuje religię i sprawy wiary jako coś śmiertelnie nudnego. I to nie tylko wtedy, gdy mówi o nich katecheta czy ksiądz na kazaniu, ale i w domu, kiedy zaczynamy rozmawiać o Panu Bogu. I co z tym zrobić???
Leszek Krawczyk (Kraków)
Z przyjemnością przeczytałam redakcyjną dyskusję o katechezie. Jest szczera (bez dyplomatycznych uników) i z nerwem. Wśród uczestników są ludzie bardzo różnorodni, ale wszyscy "gorący" (co swoją drogą sprawia, że dyskusja nie jest bardzo reprezentatywna...). Chciałabym - jako matka licealistki - odnieść się do wypowiedzi o. Kosacza, który jest zwolennikiem "sprowadzenia Ewangelii do padołu". Chyba rozumiem jego intencje - przeciwstawić się świętoszkowatości - ale jego propozycja, żeby uczyć młodzież, że "Jezus jest zajebisty", to moim zdaniem przejaw "fajnowatości", która unieważnia ewangeliczny przekaz. Nie można przecież lekceważyć języka, bo to na ogół on nami mówi, a nie my nim. Słowo, które ma być superlatywą w odniesieniu do Jezusa, to superlatywa dość wątpliwa, odsyłająca w swym źródłosłowie do czynności nie kojarzącej się z miłością bliźniego. Autentyczność nie wyraża się jedynie walką ze świętoszkami - polega także na zgodności słów z intencją przekazu. Wanda Górecka (Warszawa)
Przeczytałem obydwa teksty. Są inne - mniej optymistyczne - niż entuzjastyczna ocena biskupów po 10 latach powrotu religii do szkół. Dla mnie, księdza (36 lat kapłaństwa, w tym wieloletnie katechizowanie w domach prywatnych, w filiach, w salkach przykościelnych, w parafii wiejskiej, w małym mieście i w większej dzielnicy dużego miasta oraz 7 lat katechizacji już w szkole), są to oceny intuicyjne, nie polegające na pewnych danych, mało precyzyjne i mało słuszne.
Po pierwsze: we wszystkich środowiskach, w których katechizowałem, uczęszczało prawie 95% dzieci i młodzieży. Zatem argument, że teraz, dzięki katechezie w szkole, mamy liczebnie więcej uczestników, jest dla mnie nieprawdziwy.
Po drugie: nie mogę się zgodzić z tym, że obecnie jest wyższy poziom nauczania, a dawniej był on niższy. Starałem się uczyć dobrze i z całych sił. Zawsze przeprowadziłem jakiś temat. A teraz słyszę od rodziców, że w mieście poziom religii się obniżył, bo katecheza polega na dyskusji, na podważaniu wszystkiego, na poddawaniu w wątpliwość wszelkich twierdzeń religijnych, na nieustannych pytaniach, a jednocześnie na odciąganiu księdza od tematu, tak że w rezultacie nie ma żadnego tematu, jest chaos...
Dalej: Ksiądz Prymas apelował na KUL-u (w sierpniu br.), abyśmy zajęli się młodzieżą, duszpasterstwem młodzieży (mówił to w związku z demolowaniem pociągów przez młodzież). Pytał: skąd ta młodzież się wzięła? M. in. z tego, że kazano nam skasować katechezę przy parafii. Dla mnie to był życiowy cios. Taki ładny dom katechetyczny, który trzeba opuścić, iść do szkoły, gdzie nie można zasłonić okien, nie można wyświetlać przezroczy tak jak w parafii itd. Pytam: w imię czego?
W imię jakich teologicznych uzasadnień należało 10 lat temu rozwiązać i skasować więź z Chrystusem przy parafii i pójść do szkoły? Przecież budowanie więzi z Chrystusem zawsze należało do czegoś istotnego w katechezie. A ostatnio w Dyrektorium Katechetycznym ostateczny cel katechezy został określony jako komunia z Jezusem (obok celu wcześniej sformułowanego podwójnego, którym jest doprowadzenie do dojrzałości w wierze). Trzeba się temu przyjrzeć. Jaka sytuacja była bliższa (bardziej sprzyjająca) realizacji tych celów: katecheza parafialna czy katecheza szkolna? Oto jest pytanie dla teoretyków (polecam najnowsze numery ,,Katechety", gdzie uczeni spierają się na temat: czy religia w szkole jest jeszcze czy nie jest katechezą? A przecież powinna być katechezą - chociaż w innych krajach niekiedy już nią nie jest... A może faktycznie religia w szkole ma być taką formą pośrednią wchodzącą w dialog z kulturą i z współczesnością poprzez rezygnację z swojej tożsamości).
Moje myśli wokół rocznicy powrotu religii do szkoły są takie: kazano mi zlikwidować katechezę parafialną i iść do szkoły. Nikt mnie nie pytał, jaka jest u nas sytuacja w parafii. Zostałem oceniony jako ten, który źle katechizował (bo teraz dopiero jest lepiej), podobnie: źle katechizowali katechetka i mój wikariusz (proszę im to powiedzieć, jestem ciekaw, jak się będą czuli...). Według tej samej oceny były u nas złe warunki, a tymczasem są one lepsze niż w szkole. Owszem, zbliżyliśmy się z nauczycielami, ale nadal tylko nieliczni współpracują przy okazji rekolekcji, a na obozy wakacyjne pod namioty też jadą wyłącznie ci, którzy i przedtem z nami jeździli. Natomiast widzę, że obecnie nie ma żadnego ciążenia ku parafii. W tej dziedzinie parafia pustoszeje.
Słyszę słusznie, że jakaś parafialna katecheza powinna być. Jasne, że tak. Ale mogła być przez cały czas ( i w szkole, i w parafii).
Według nowych teorii katechetycznych katecheza ma być krytyczna wobec świata (tak byliśmy uczeni za czasów śp. prof. Mieczysława Majewskiego na katechetyce na KUL-u). I taki jest kierunek Soboru Watykańskiego II. Czy w szkole może być katecheza krytyczna, czy potulna i grzeczna?... Przecież katecheza nie może być na usługach żadnej władzy. Musi być wolna. A teraz - zdaje się - katecheza szkolna kręci raz w lewo, raz w prawo albo nijako. Bo taka jest polska szkoła z jej nauczycielami - lewicowa i prawicowa, i reformowana.
Na wsi w ogóle jest jeszcze wiele innych tematów. Likwidacja małych szkół, gimnazja często poza parafiami. Kontakt parafii z dziećmi i młodzieżą na wsi coraz bardziej się kurczy.
38 procent ludzi żyje jeszcze na wsi. Niestety, tam szybciej pojawiają się negatywne zjawiska. I tak parafia staje się miejscem do obrzędów i sakramentów, a nie do nauczania. I to jest jej strata.
Ufam, że za sto lat może będzie lepiej - gdy nas nie będzie. Nam zafundowano zaskakujące rozwiązania nieewangeliczne.
Ks. Franciszek Kamecki
Uczyłam się religii na plebanii, w ósmej klasie "dopadła" mnie w szkole. Zdecydowanie się pogorszyło, zresztą wkrótce przestałam brać w niej udział. Od tego momentu w ogóle nie chodzę do kościoła. Mówi się o tym, że niektórzy chcą zrobić religię świecką - wręcz odwrotnie - to Kościół próbował zrobić religijną świeckość. Zupełny niewypał.
Joanna
Może przy kościele - "w zakamarkach Boga" - katecheza wyglądałaby dużo lepiej niż w szkole? Tego nie wiem, niemniej sprawą podstawową, bez względu na miejsce, jest to, że trzeba umieć rozmawiać - zwłaszcza z człowiekiem młodym. Tego księżom dziś często brakuje. A przecież mieli i dalej mają wspaniały wzór do naśladowania - księdza Józefa Tischnera.
Maciek Charachajczuk
(Tomaszów Lubelski)
Dobrze, że lekcje religii są w szkole, ponieważ przybliżają nam Boga i pomagają znaleźć odpowiedź na ważne pytania.
Kuba
|