SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
styczeń, nr 560
luty, nr 561
marzec, nr 562
kwiecień, nr 563
maj, nr 564
czerwiec, nr 565
Księga gości
Fundacja
|
 |
Nie jesteśmy pokoleniem
Ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Jarosław Gowin |
JAROSŁAW GOWIN: Socjologowie biją na alarm, że młode pokolenie Polaków unika zaangażowania w sprawy publiczne, zamyka się w tym, co Paweł Śpiewak nazwał "wolnością apolityczną". Reprezentujecie Państwo aktywną część swojego pokolenia. Część z Was związana jest z pismem "Polis", inna część - z Instytutem Dziedzictwa Narodowego, Grupą Windsor czy z duszpasterstwem akademickim. Czy Waszym zdaniem to, co piszą o Waszym pokoleniu socjologowie, jest prawdą?
MICHAŁ ŁUCZEWSKI: Nie można chyba mówić o pokoleniu jako całości. Jesteśmy bardzo różni: są wśród nas studenci, są ci, którzy zdecydowali się podjąć pracę i znaleźli ją, i jest wreszcie wielu bezrobotnych. Paweł Śpiewak, publikując w "Tygodniku Powszechnym" artykuł Pokolenie bez obywateli?, opatrzył tytuł znakiem zapytania. Ja obserwuję w moim środowisku bardzo silne poczucie obywatelskości. Wielu moich znajomych angażuje się w działalność instytucji samorządowych czy organizacji studenckich. Robią to nie dla kariery, ale z pobudek ideowych. Decyduje, mówiąc najogólniej, chęć czynienia dobra. Stąd tak częste angażowanie się w działalność charytatywną.
EWELINA BOGUSŁAWSKA: Moje doświadczenia są zupełnie inne. Mam do czynienia głównie ze studentami politologii, stosunków międzynarodowych, prawa - to ludzie, którzy przygotowują się do konstruktywnego uczestnictwa w życiu publicznym. Tymczasem, choć mają poglądy, nie angażują się w działania. Jeśli ktoś zapisuje się do młodzieżówek partyjnych, to tylko po to, by zrobić karierę. Publicznie się do tego nikt nie przyzna, ale wystarczy pójść do knajpy i szczerze porozmawiać...
BARTOSZ ZAWADA: Ja w swoim środowisku, czyli wśród studentów historii i socjologii UW, obserwuję bardzo silną polaryzację: jedni działają z pobudek altruistycznych, natomiast ci, którzy nastawiają się na karierę, często działają w sposób cyniczny. W tamtym roku na przykład sfałszowali wybory do samorządu studenckiego i wręcz się tym chełpili...
MONIKA KAZIMIERCZAK: To skrajny i przez to mylący przykład. Przecież nasze angażowanie się dla kariery może przynieść pożytek także innym. Jeżeli pracuję jako wolontariusz w Fundacji Helsińskiej i informacja o tym znajdzie się później w moich papierach, to i ja będę z tego miała pożytek, i ktoś inny, komu dzisiaj pomogę. To normalne i zdrowe. Dobrobyt społeczeństwa rośnie z indywidualnego dążenia do wzbogacenia się.
KAROLINA OPONOWICZ: Jeszcze parę lat temu nie wypadało się przyznać, że bezpłatna praktyka przyda się w CV. Można było mieć taką motywację, ale nie wypadało o niej mówić, by nie być posądzonym o cynizm. Teraz jest to już odczytywane jako przejaw "pragmatyzmu".
PAULINA BEDNARZ: Ale jeśli ludzie będą skutecznie przeciwdziałać korupcji, jeśli będą działać w organizacjach charytatywnych, to nie ma co skupiać się na motywacjach, tym bardziej, że one najczęściej pozostają nieuchwytne.
EWELINA BOGUSŁAWSKA: Dla mnie motywacja to jednak sprawa ważna. W moim środowisku o wiele częstsza jest motywacja zdobycia umiejętności czy przygotowania się do kariery niż na przykład dążenie do rozwoju osobowości.
PAULINA BEDNARZ: Na pewno grupa, która w ogóle chce się w coś angażować z pobudek altruistycznych, jest mniejszością. Być może dlatego, że wiele osób w moim wieku ma pewien kompleks braku uczestnictwa. Wszystko, co ważne, o czym będą pisać historycy i etycy, wydarzyło się poza nami. Ja miałam wtedy dwa, trzy lata i całe moje wspomnienia kombatanckie to jakaś kolejka po czekoladę czy jakiś czołg na ulicy... A jednocześnie jest w nas jakaś sfrustrowana energia, jakaś chęć czynienia dobra, która nie może sobie znaleźć ujścia.
KAROLINA OPONOWICZ: W pokoleniu ludzi starszych obserwuję głębokie poczucie odpowiedzialności za grupę, społeczeństwo, państwo. Pobudki młodych też są szlachetne, ale nie ma w nich takiego poczucia odpowiedzialności za całość. Nawet czyniąc dobro, jesteśmy skoncentrowani na sobie.
Polityka w zachęcającej pozie
Dla mnie charakterystyczne jest to, że tak często posługujecie się kategorią dobra, że jest ona dla Was tak istotna. Czy w polityce można czynić dobro?
MONIKA KAZIMIERCZAK: Wielu moich znajomych i ja również próbowaliśmy czynić dobro w polityce, angażując się w młodzieżówkach partyjnych. Wytrwała jedna osoba. Ja czmychnęłam po drugich sfałszowanych wyborach. Polityka kojarzy nam się z rozpychaniem się łokciami. Najlepiej odnajdują się w niej ci, którzy mają najgorsze motywacje.
ANNA MAZGAL: Elitaryzm i alienacja władzy są tak duże, że bardzo trudno przebić się przez tę barierę. Na ogół tego w ogóle nie próbujemy, bo polityka odpycha nas od siebie, a jeżeli nawet podejmujemy próbę, nie mamy szans się przebić. Problem polega też na tym, że nasza młodość diametralnie różni się od młodości naszych rodziców. Oni mogą nam dać jakieś szczegółowe wskazówki, ale nie są w stanie przekazać całościowego modelu. Pewne rzeczy musimy poznać na własnej skórze. A czasem kompletnie nie wiadomo, co robić: emigrować czy zostać, angażować się czy trzymać z boku...
RADOSŁAW DUDZIC: Równo sto lat temu Wojciech Weiss namalował obrazek, na którym widać postać leżącej na szezlongu w zachęcającej pozie kurtyzany. Podpis: Polityka. Zastanawiam się, czy w polityce w ogóle chodzi o dobro.
MICHAŁ ŁUCZEWSKI: Dobro można przecież czynić gdzie indziej: w organizacjach charytatywnych, dobrze wykonując własne obowiązki itp.
Nieważna przeszłość?
Czy podziały sprzed 1989 są dla Was istotne, czy też są to problemy Waszych rodziców?
PAULINA BEDNARZ: I tu także mocno się między sobą różnimy, ale najwięcej zależy chyba od tego, jak bardzo zaangażowani byli nasi rodzice.
RADOSŁAW DUDZIC: Ale nie ma ścisłego determinizmu - jeżeli rodzice byli zaangażowani, to my też, jeśli oni nie, to my również nie.
Dla mnie charakterystyczne jest to, że mówicie: "Jeśli rodzice byli zaangażowani" - nie dopowiadając, w co... Czyli gruncie rzeczy uważacie za samo przez się zrozumiałe, że prawdziwe zaangażowanie to zaangażowanie po stronie "Solidarności".
WSZYSCY: Tak.
ANNA MAZGAL: Stosunek do przeszłości rzutuje też na nasze sympatie polityczne: im większe znaczenie ktoś przywiązuje do doświadczenia "Solidarności" i stanu wojennego, tym bardziej prawicowe ma poglądy.
MAGDALENA GÓRAK: Jednak dawny podział, ten sprzed roku 1989, przemija. Dla mnie nie jest już ważny. Potępiam tych, którzy brali wtedy udział w życiu politycznym po stronie władzy, natomiast biorąc dzisiaj udział w wyborach, nie kieruję się przeszłością kandydatów, ale ich programem. Moralnie jest to dla mnie ważne, co robili w czasach komunizmu, ale pragmatycznie - istotne jest tylko to, co proponują teraz.
PAULINA BEDNARZ: Nie zgadzam się. Coraz bardziej się przekonuję, że to nie jest tak, że pragmatyzm sobie, a moralność sobie. To, co moralne, na dłuższą metę sprawdza się w życiu społecznym. Nie chcę przez to powiedzieć, że ten, kto przed rokiem 1989 postępował moralnie, postępuje moralnie i dzisiaj, a przy tym jest skuteczny politycznie i społecznie. Ale generalnie moralność "działa".
Demokracja i kapitalizm
MAGDALENA GÓRAK: W sumie jednak to, co się dzieje na scenie politycznej, jest dla nas czymś żenującym, niesmacznym, zniechęcającym
Do kogo kierujecie Wasze pretensje: do polityków czy do demokracji?
BARTOSZ ZAWADA: Demokracja zależy od użytku, jaki z niej robimy. Nie można negatywnych polskich doświadczeń z demokracją uogólniać.
ANNA MAZGAL: Zwłaszcza że dużo jeździmy po świecie i widzimy, że na Zachodzie demokracja się sprawdza.
PAULINA BEDNARZ: Ja też myślę, że nie ma rozczarowania demokracją, jest natomiast rozczarowanie polską wersją kapitalizmu. Tym, że jest to królestwo korupcji, a nie wolności. Dawniej święcie wierzyłam, że uczciwy człowiek może na wolnym rynku zdziałać cuda. Teraz wielu moich rówieśników, którzy próbowali i próbują prowadzić interesy, mówi, że jest naprawdę bardzo źle - nic nie wychodzi, przeszkodą są korupcja i biurokracja. Są nie tyle rozczarowani, ile skrajnie sfrustrowani. A do tego przepracowani. Nie mają nawet czasu, żeby o demokracji pomyśleć.
BARTOSZ ZAWADA: No właśnie, my patrzymy na sprawy społeczne z perspektywy ludzi znajdujących się w sytuacji dość uprzywilejowanej. Ale już nasi bezrobotni rówieśnicy mają mało powodów do entuzjazmowania się demokracją czy kapitalizmem.
Między Oksfordem a "blokersami"
Jesteście elitą swojego pokolenia: studentami najlepszego polskiego uniwersytetu. Powiedzcie szczerze: z kim czujecie silniejszą więź - z Waszymi rówieśnikami z Oksfordu czy Sorbony czy też z bezrobotnymi kolegami gdzieś z Otwocka?
MATYLDA NOWAK: Jesteśmy gdzieś pomiędzy. Z "blokersami" czy "dresiarzami" na pewno nie znajdziemy wspólnego języka, bo się ich boimy. W "Gazecie Wyborczej" ukazała się seria artykułów pt. Młodzi końca wieku. W jednym z nich ktoś wspominał swoich kolegów z podwórka, którzy nie dostali się na studia. Oni teraz wąchają klej, a on ma wrażenie, że jak na niego patrzą, to chcą mu rozwalić łeb. Z drugiej strony byłoby mi trudno znaleźć wspólny język z rówieśnikami z Oksfordu. Czuję silną barierę zbiorowych doświadczeń. Mam na przykład kuzynkę wychowaną za granicą i mimo że przyjeżdża do Polski kilka razy do roku, zupełnie nie potrafię znaleźć z nią wspólnego języka. "Co za rozpieszczony dzieciak - myślę - przecież ona w ogóle nie wie, co to PRL, nie doświadczyła zła historii". Tak jakbym ja doświadczyła...
KAROLINA OPONOWICZ: Bardzo ważna jest wspólnota doświadczeń. Anglikowi łatwiej jest dogadać się z Francuzem niż z Polakiem, bo w dzieciństwie oglądali te same bajki. Pokolenie, które teraz chodzi do podstawówki, będzie miało łatwiej niż my.
EWELINA BOGUSŁAWSKA: W kontaktach z rówieśnikami z Zachodu uświadamiam sobie pewną nierównowagę. Bo ja wiem o ich krajach czy kulturze sporo, a dla nich Polska to biała plama na mapie. Trudno mi się z tym pogodzić. A ta nierównowaga rodzi wśród nas kompleksy.
MONIKA KAZIMIERCZAK: Ja mam zupełnie odmienne doświadczenia. Podczas rozmaitych sesji z udziałem studentów zagranicznych przekonywałam się, że na temat filozofii polityki czy prawa mówimy dokładnie tym samym językiem.
EWELINA BOGUSŁAWSKA: A nie zetknęłaś się ze zdziwieniem z ich strony: "jesteś z Polski, skąd ty to wiesz?"
Jak być dumnym z Polski?
Z ludźmi z Zachodu z trudem, ale jakoś się dogadujecie - z "blokersami" nie. Czym więc jest według Was patriotyzm?
MICHAŁ ŁUCZEWSKI: Dla mnie to pojęcie brzmi niezbyt atrakcyjnie: za bardzo kojarzy się z wielkimi czynami, natomiast za mało ma wspólnego z naszym codziennym życiem. Wolałbym zastąpić je innymi, takimi jak przywiązanie do kraju, poczucie obywatelskości.
A czym w praktyce mają się one wyrażać?
MICHAŁ ŁUCZEWSKI: Choćby w tym, że choć mogę wyjechać, wybieram życie w biednej Polsce, gdzie żyją także moi koledzy-karierowicze, "blokersi" czy mało sympatyczni politycy. Mnie nie przeszkadza na przykład polska bieda, to, że pod wieloma względami stoimy cywilizacyjnie niżej od Zachodu. Widzę w tym nawet naszą szansę, bo dzięki doświadczeniu biedy więcej wiemy o życiu, łatwiej nam zrozumieć jego głębszy sens.
KAROLINA OPONOWICZ: Zdumiewa mnie to, co mówisz. Myślę, że generalnie my, młodzi, identyfikujemy się z polskością, bo nie mamy innego wyboru, co najwyżej czujemy nostalgię do konkretnych miejsc czy bywamy dumni z naszej polskości. Nie jest to jednak identyfikacja pozytywna, rzadko np. bywamy dumni z naszej polskości.
PAULINA BEDNARZ: Nie zgadzam się. Poza przywiązaniem do konkretnych miejsc i ludzi istnieje przywiązanie do polskości jako do idei abstrakcyjnej. Kiedy słyszę o Brzozowskim, że to światowej rangi filozof, a taki niedoceniony - czuję bunt: "jak to, niech sobie nie doceniają innych, ale Polaka trzeba docenić!". Kiedy obserwuję wpadki polityków polskich na arenie międzynarodowej, jestem zawstydzona. Kiedy czytam polską literaturę, identyfikuję się z nią bardziej niż z inną. I mam poczucie, że to coś wzniosłego i pięknego. Nie chcę się tego pozbyć.
MONIKA KAZIMIERCZAK: Mówienie o patriotyzmie jest teraz wstydliwe, bo obowiązuje retoryka spokojniejsza - i tak jest zresztą lepiej, bo to broni przed pustosłowiem. Ale w mojej szkole nie wypadało nie wiedzieć, kiedy dokładnie w Powstaniu Warszawskim upadła która dzielnica.
RADOSŁAW DUDZIC: Kiedyś człowiek ponad siedemdziesięcioparoletni, profesor fizyki, zadał mi pytanie, czy moje pokolenie byłoby w stanie zrobić powstanie. Odpowiedziałem, że to niemożliwe. Potem ochłonąłem, pomyślałem, porozmawiałem ze znajomi - i doszedłem do wniosku, że gdyby dziś pojawiła się taka konieczność, poszedłbym jednak walczyć. Pewnie razem z kolegami "blokersami", którzy nic nie wiedzą o Powstaniu Warszawskim. Ale wydaje mi się, że łatwiej nam o "patriotyzm wielkiego zrywu". Nie bardzo natomiast wiemy, czym patriotyzm miałby się przejawiać na co dzień.
MAGDALENA GÓRAK: A dla mnie pojęcie patriotyzmu jest irracjonalne. Przecież to nie moja zasługa, że w tym kraju urodzili się Chopin albo Mickiewicz. Patriotyzm jako duma z kraju jest mi obcy. Nie mogę być dumna z czegoś, czego nie zrobiłam. I nie przeszkadza mi to identyfikować się z Polską.
MATYLDA NOWAK: Poczucie dumy możemy czerpać z przeszłości. Dla mnie na przykład strasznie ważne jest to, że mój dziadek walczył podczas wojny. Jego rany to dla mnie zobowiązanie.
PAULINA BEDNARZ: Ta wypowiedź zmusza mnie do zastanowienia, bo moi przodkowie to wyłącznie chłopi pańszczyźniani, w dodatku z Galicji, więc wolę się nawet nie domyślać, co oni w XIX wieku robili... Dla mnie źródłem identyfikacji jest jednak wspólnota kultury narodowej. Gdy chodziłam do szkoły muzycznej, to chociaż wolałam Bacha, czułam się zobowiązana grać Chopina, bo Polak... To było może śmieszne, ale dzisiaj trwa to w formie poważniejszej. Chciałabym na przykład kontynuować studia za granicą, ale po to, żeby tu potem wrócić i zmieniać ten kraj wedle moich wyobrażeń, bronić tego, co w polskości ważne, postawić na swoim.
Dobro i zło w Kościele
Jak oceniacie wpływ Kościoła na życie polityczne w Polsce? Czy okazał się sprzymierzeńcem demokracji?
RADOSŁAW DUDZIC: Kiedy miałem 14 lat, akurat religia weszła do szkół i wraz z kolegami bardzo się buntowaliśmy przeciwko księdzu, który zupełnie nie miał u nas autorytetu. Na jednym z budowanych wtedy kościołów wymalowaliśmy nawet jakieś antykościelne hasło. Na szczęście kościół otynkowano. Ale zdania od tego czasu nie zmieniłem. W Kościele są bardzo mądrzy ludzie, natomiast jego oblicze kształtowane jest przez osoby nieodpowiednie. Choćby sprawa arcybiskupa Paetza...
MATYLDA NOWAK: Wszyscy księża, którzy prowadzili u mnie religię w szkole, mieli pełno cech odstręczających: byli antysemitami, mieli skłonność do dokładnego opisywania, na czym polega egzekucja przez powieszenie, a przy okazji niczego mnie nie nauczyli. Czary goryczy dopełniło ostatnio to, że w moim kościele parafialnym odbyło się spotkanie z Jerzym Robertem Nowakiem - panem, który nie lubi Żydów, nie lubi Władysława Bartoszewskiego, nie lubi Jacka Kuronia... A ksiądz siedział, słuchał i nie reagował na rzeczy ocierające się o moralny skandal.
PAULINA BEDNARZ: Moje własne doświadczenie mówi mi coś zupełnie innego: nie ma lepszego remedium na choroby demokracji jak Kościół katolicki, przy czym pod pojęciem "Kościół" kryje się nie tylko hierarchia, biskupi czy księża, ale Duch Święty i wspólnota wierzących. Badania CBOS-u potwierdzają, że ludzie zaangażowani religijnie prezentują postawy dla demokracji przynajmniej korzystne. A jeśli chodzi o sprawę poznańską czy o antysemityzm, to zadziwiające w Kościele nie jest wcale to, że zdarzają się w nim łotrostwa. Bo to jest wszędzie. Zadziwiające w Kościele jest to, że zdarzają się w nim święci - czyści jak łza, prawi moralnie, tacy, w których się można zapatrzyć. Nie zamykając oczu na to, co złe, skłonna jestem twierdzić, że zło to niekonsekwencja, margines. Rzadko jestem dumna z poczynań Episkopatu, ale z drugiej strony rzadko jestem też zażenowana. Mówienie o Polsce jako o państwie wyznaniowym to bzdura. Co prawda było kilka niezbyt szczęśliwych wypowiedzi i zachowań członków Episkopatu, ale to nie jest zagrożenie dla demokracji.
RADOSŁAW DUDZIC: Stało się jednak tak - niefortunnie - że Kościół na początku lat 90. całkowicie zaangażował się w walkę polityczną. Unia Europejska, wybory, eutanazja, aborcja - w każdej dyskusji jest Kościół. To upolitycznienie sprawia, że stracił w moich oczach autorytet.
PAULINA BEDNARZ: Należy odróżnić kwestię Unii Europejskiej od aborcji. To, że Kościół wypowiada się w kwestii eutanazji czy aborcji jest oczywiste i wynika z misji, jaką instytucja ta pełni w świecie. Kościół ma obowiązek nauczać w tych sprawach. Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską, mamy do czynienia nie tyle z aktem politycznym, co z gestem duszpasterskim Episkopatu, który ma koić lęki. Nie demonizowałabym tego.
BARTOSZ ZAWADA: Ale bagatelizujesz sprawę zgorszenia, jakie wywołują nawet pojedyncze przypadki zła czynionego przez księży. Bo nie chodzi tylko o samo zło, ale o to, że winni są chronieni przez biskupów.
MAGDALENA GÓRAK: Jeśli dochodzi w Kościele do zgorszeń, jego przedstawiciele powinni bić się w piersi i przepraszać. Tymczasem przedstawiają go jako chodzącą cnotę. I to bardzo źle mu służy, bo ludzie widzą drogie samochody przed plebanią, hipokryzję księży, homoseksualizm. Dlatego będą odchodzili od Kościoła. I jako katoliczka mówię to z bólem.
MONIKA KAZIMIERCZAK: Z niczego nie jestem tak dumna jak z tego, że jestem katoliczką. I uważam, że Kościół w Polsce sprzyja rozwojowi demokracji. Żadna inna organizacja nie uczy takiego zaangażowania na rzecz drugiego człowieka. Świetnie działają kościelne organizacje charytatywne, kulturalne, formacyjne... W ten sposób tworzy się społeczeństwo obywatelskie. Jeśli chodzi o zabieranie głosu w kwestiach publicznych, to Kościół ma do tego takie samo prawo jak na przykład Amnesty International czy Federacja na Rzecz Kobiet. Jest równoprawnym partnerem w każdej dyskusji, a biorąc pod uwagę liczbę członków, których reprezentuje - najbardziej uprawnionym do wyrażania opinii. Jeżeli chodzi o błędy i grzechy ludzi Kościoła, to dla mnie jako dla członka tej wspólnoty jest to osobista bolączka i wezwanie do pokuty. Ale jeśli ktoś bez przerwy będzie przypominał, co zrobił kiedyś mój brat, w końcu uderzę pięścią w stół i powiem: "Tak, to prawda, ale popatrzcie, kim mój brat jest teraz, jak bardzo się zmienił". Ostatnio olśniło mnie stwierdzenie amerykańskiego konserwatysty Vierecka, który powiedział, że antykatolicyzm współczesny jest antysemityzmem intelektualistów, że istnieje pewna intelektualna moda na antykatolicyzm. O polskim Kościele mówimy niemal wyłącznie w kontekście Radia Maryja. A czy ktoś dostrzega, jak bardzo Kościół pomaga ludziom, wspierając ich materialnie, intelektualnie i duchowo? Dlatego mnie samochody w parafiach nie rażą, bo one służą niesieniu pomocy potrzebującym.
MATYLDA NOWAK: A mnie rażą, bo za dużo w Kościele luksusowych samochodów, za dużo marmurów z Triestu, za dużo mówi się wiernym o potrzebach finansowych parafii, a za mało widzę pokory, za mało pomocy ubogim, za mało szacunku dla innych.
ANNA MAZGAL: Dla mnie to, co mówi Monika o działalności organizacji kościelnych, jest zaskoczeniem, przyznam, że się z tym sama nie zetknęłam. Ale być może jest tak, jak mówisz. Ci, którzy upolityczniają Kościół i reprezentują skrajne poglądy, są świetnie zorganizowani i mają dostęp do potężnych mediów. Tymczasem wokół dobra, które czyni Kościół, panuje cisza.
Słuchając Was, myślę, że może w ogóle na tym polega główny problem w Polsce, że za mało mówi się o dobru. Powiedzieliście wiele gorzkich rzeczy o Polsce, ale - powtórzę to, o czym już wspomniałem - jest dla mnie znamienne, że przy wszystkich dzielących Was różnicach (też bardzo interesujących!) łączy Was przywiązanie do słowa "dobro", pragnienie dobra w sobie i w świecie. Bardzo Wam dziękuję za udział w dyskusji.
PAULINA BEDNARZ, studentka V roku MISH UW.
EWELINA BOGUSŁAWSKA, studentka I roku MISH UW.
RADOSŁAW DUDZIC, student V roku chemii i II roku integracji europejskiej UW.
MAGDALENA GÓRAK, absolwentka filozofii UJ, studentka IV roku socjologii UW.
MONIKA KAZIMIERCZAK, studentka V roku w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.
MICHAŁ ŁUCZEWSKI, student IV roku MISH i III roku Collegium Invisibile UW.
ANNA MAZGAL, studentka hebraistyki UW.
MATYLDA NOWAK, studentka IV roku filozofii UW.
KAROLINA OPONOWICZ, studentka V roku socjologii UW.
BARTOSZ ZAWADA, student V roku historii i IV roku socjologii UW.
|