Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
- styczeń, nr 536
- luty, nr 537
- marzec, nr 538
- kwiecień, nr 539
- maj, nr 540
- czerwiec, nr 541

 Fundacja


Gdzie byliśmy? Gdzie jesteśmy? Dokąd idziemy?

Księga gości
Księga gości

Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej księgi gości.

    Dziękujemy!
ROZWAŻANIA
O ZAGŁADZIE

O. JEAN DUJARDIN


W obliczu Shoah, w obliczu tego, co Zagłada reprezentuje, przez dłuższy czas wahaliśmy się, bo wydawało nam się, że tylko milczenie było godne tego wydarzenia. Teraz zrozumieliśmy już, że trzeba mówić, bo jest to wydarzenie niepodobne do innych: ono jest znakiem. Ono dotyka nas ponad tymi faktami, które pozwala nam poznać. Dzisiaj, nabywszy dystansu, przeczuwamy, że sam opis okropności nie wystarcza, chociaż jest niezbędny. Na to, żeby zachować pamięć, trzeba odsłonić sens. Jednakże historyk się waha, jako że jego postępowanie, zastosowane do wydarzeń i do osób, zwykle ma na celu umiejscowienie, wyjaśnianie i najczęściej relatywizowanie. Tymczasem to wydarzenie, z którego tutaj ma zdawać sprawę, posiada wymiar, który rozsadza wszystkie zwyczajne kategorie analizy. W tym samym momencie, w którym historyk stwierdza nieadekwatność dostępnych mu narzędzi, zaczyna się obawiać, że pomyli metody: że wobec zbrodni zapomni o wymaganiach racjonalności historycznej na korzyść osądu moralnego; że wobec nieracjonalności faktów podsunie interpretację religijną. Historia nie zna diabła, a eschatologia nie mieści się w jej polu badawczym.
Ale z drugiej strony, przeczuwamy także, że ta obawa, to niebezpieczeństwo nie powinno nas doprowadzić do redukowania znaczenia Zagłady. Stające przed nami pytanie jest pytaniem dlaczego? Niełatwo zabrać się do tego pytania. Zbyt zuchwały jest to zamiar, bo jak powiedział Emil Fackenheim podczas niedawnego spotkania w Oksfordzie, jest to "pytanie bez odpowiedzi". I dalej: "Postawiłem następujące pytanie Raulowi Hilbergowi: »Długo i głęboko jak nikt inny zastanawiałeś się, jak oni to zrobili. Powiedz mi teraz, dlaczego oni to zrobili?« Hilberg, z gestem znużenia odpowiedział: »Zrobili to, bo chcieli to zrobić...«".
Opowiedziałem o tej rozmowie na spotkaniu amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego. Wczasie dyskusji, która się potem wywiązała, ktoś użył formuły: "Zrobili to, bo postanowili to zrobić". Sądzę, że Hilberg może uznać tę poprawkę, bo on nigdy nie rozgrzeszał ludzi z ponoszenia odpowiedzialności i nigdy nie powoływał się na tę wymówkę, że inicjatywa naszych czynów jest dla nas nieuchwytna. Hilberg wielokrotnie wyjaśniał, że w swoich długotrwałych zmaganiach z faktem Zagłady ograniczał się do małych pytań z obawy, że na wielkie pytania mógłby dać za małe odpowiedzi1.
W ten sposób ostrzeżeni, jak mamy się odważyć na próbę dania odpowiedzi na to pytanie? A przecież nie możemy zachować milczenia, bo mamy obowiązek przekazywania pamięci, bo to pytanie zwraca się do powszechnej świadomości i do każdego poszczególnego człowieka, dlatego, że ono objawia taką głębię i taką przewrotność zła, jakich do tej pory nie podejrzewano. Wreszcie to pytanie zwraca się do świadomości chrześcijańskiej dlatego, że to się odbyło w Europie "użyźnionej wiarą chrześcijańską"2.
Zaczątek odpowiedzi znajdujemy w samym znaczeniu, jakie naziści chcieli nadawać swoim działaniom. Do wykazania tego posiadamy cztery istotne źródła:
- Mein Kampf,
- Rozmowy z Hitlerem Hermanna Rauschninga,
- wypowiedzi Hitlera zebrane z rozkazu Martina Bormanna,
- Tajne rozmowy Himmlera.
Jednakże zanim przejdziemy do argumentacji, należy odpowiedzieć na pewien zarzut. Dlaczego w zespole dosyć niezgodnych tekstów hitlerowskich podkreślamy pewne ustępy, a nie inne? Odpowiedź jest prosta: właśnie te teksty zostały zastosowane prawie dosłownie. Tutaj, podobnie jak w dziedzinie polityki zagranicznej, istnieje ścisły związek pomiędzy myślą a działaniem. W dodatku, bez odwoływania się do tych tekstów, historyk zadający sobie pytanie "dlaczego?" staje wobec irracjonalności, chociaż jest zobowiązany do tego, żeby - w miarę możności - żadnego pytania nie pozostawić bez odpowiedzi.
Kilka przykładów dla uzasadnienia przyjętej metody. Z punktu widzenia historyka, wyjaśniającego przebieg wojny, tak wielka mobilizacja energii ludzkich i środków materialnych dla drobiazgowego zorganizowania przemieszczania kobiet, dzieci i starców w kierunku obozów śmierci - i to aż do lipca 1944 roku, kiedy armii niemieckiej, naciskanej ze wszystkich stron, straszliwie brakowało wszelkich środków - może się wydawać obłędna. Ale przestaje to być bezsensowne, kiedy się dosłownie przyjmie to, co Hitler powiedział wReichstagu w l939 roku, a jeszcze wyraźniej w swoim testamencie. Dla niego było jasne, że ta wojna nie jest klasyczną wojną, ponieważ głównym przeciwnikiem jest Żyd. Inny przykład: rabunek dóbr żydowskich można uważać za akt klasycznego rozboju, ale w takim razie dlaczego - za cenę znacznych wysiłków ludzkich i finansowych - starano się nadać "aryjski" charakter nawet nazwom tych przedsiębiorstw, które ukradziono Żydom? To jest znowu procedura bezsensowna, chyba że się zrozumie, że Hitler nawet w tej dziedzinie uważał Żyda za zło absolutne.
Biorąc to pod uwagę, wydaje się, że dzisiaj już można powiedzieć, iż Shoah nie mieści się jedynie w historii politycznej, gospodarczej, społecznej czy ideologicznej okresu hitlerowskiego, a patrząc szerzej na sprawę, w historii całej ludzkości; Shoah wpisuje się w jej historię etyczną i religijną, chociaż w sposób przerażająco negatywny. Takie uważne podejście, takie zrozumienie od wewnątrz wcale nie wyklucza ścisłości metody.
Kiedy próbowaliśmy "historycznie" odpowiedzieć na pytanie "dlaczego?", naszą uwagę zwróciły zwłaszcza dwa punkty:
- pokazać unikatowość Zagłady;
- Shoah jest skrajnym wyrazem antysemityzmu nazistowskiego.
Ale istnieje także nazistowskie antychrześcijaństwo. Niejednokrotnie jedno odróżnia się od drugiego, a nawet jedno przeciwstawia się drugiemu. Te dwa prześladowania mają odmienną naturę. Czy jednak między nimi zachodzi jakiś związek? I jaki to jest związek?
Przyczyny samego wydarzenia, tak samo jak odpowiedzialność za nie, są rozliczne. W naszych rozważaniach staramy się wymierzyć zasięg i głębię chrześcijańskiej odpowiedzialności za powstanie tego wydarzenia - Zagłady. Tej odpowiedzialności nie zamierzamy szukać i oceniać na poziomie instytucji i osób. Będziemy się raczej starali o jej ocenę na poziomie historii mentalności, bo to ona nasyca i kształtuje świadomość, najczęściej bez jej wiedzy. Wiemy, że to zjawisko jest trudne do wykrycia, ale dzisiaj właśnie ono nas bardziej obchodzi.

I. SPECYFICZNOŚĆ ZAGŁADY

A. Centralne miejsce w całej polityce Hitlera

Owej specyficzności nie należy szukać w porównywaniu, które mogłoby ustalić jakąś hierarchię cierpień poniesionych przez ofiary hitlerowskiego barbarzyństwa. Nie będziemy jej też ustalać na podstawie statystyki śmiertelnych ofiar. Można zrozumieć, a nawet trzeba to uznać, że ci, którzy tyle wycierpieli, starają się dokładnie poznać, kto zmarł, ilu ludzi zmarło i w jakich to się stało okolicznościach. Ale także trzeba powiedzieć, że takie poszukiwania nie prowadzą rzeczywiście do rozpoznania owej specyficzności. Nacisk położony na rachunkowość może nawet irytować, bo wygląda to na roszczenie sobie prawa do monopolu, a więc w konsekwencji może przynieść szkodę pamięci. Przypomnijmy przecież, że tylko Żydzi i Cyganie musieli patrzeć na systematyczne mordowanie swoich starców, kobiet i dzieci. Natomiast - jak doskonale pokazał Hilberg - specyficzności można szukać w pedantycznej, planowej i prawnej organizacji tej zbrodni. W naszej pracy nie pójdziemy drogą takich badań, chociaż ona z całą pewnością jest godna naszej uwagi.
Na naszej drodze będziemy się starali udowodnić, że dla przywódców hitlerowskich eksterminacja Żydów była w pewnym stopniu koniecznym krokiem wstępnym do wprowadzenia w czyn ideologii rasowej. Ten cel zajmował centralne miejsce w całej polityce Hitlera. Chcemy też przedstawić, z jakich to się stało przyczyn.


B. Spoisty program

Mówiło się o niespójności myśli nazistowskiej. Nie doceniało się jej. Podkreślano także irracjonalny charakter pragmatycznych środków zastosowanych przez führera i jego podwładnych. Chociaż w działaniu było wiele oportunizmu, chociaż w dziedzinie środków można znaleźć sprzeczności i wahania - myśl zawsze pozostaje bardzo spójna, niezależnie od oscylacji związanych z wprowadzaniem jej w czyn. Shoah jest wydarzeniem zupełnie niezrozumiałym, jeżeli się nie dostrzeże, że ona jest punktem istotnym, punktem centralnym myśli nazistowskiej, że ona nadaje jej spójność3.
Ta myśl staje przed nami w postaci przerażającego sylogizmu4. Ludzkość składa się z ras. To jest przesłanka rozumowania. To pierwsze stwierdzenie naziści przyjmują za naukowo dowiedzione. Twierdzenie drugie wiąże się z poprzednim i dla hitlerowców jest ono równie naukowe, nawet jeżeli jest bardziej perwersyjne: istnieje hierarchia ras, oparta nie tylko na kolorze skóry czy na rysach twarzy, ale także na ocenie ich systemów myślowych oraz ich moralnych i duchowych wartości. Wobec tego wniosek narzuca się sam i w sposób konieczny: skoro rasa aryjska jest pierwszą ze wszystkich ras, to na podstawie tego pierwszeństwa i zgodnie z selekcją, będącą prawem natury, któremu nawet ludziom nie wolno się sprzeciwiać, ta rasa ma prawo, a nawet obowiązek rozwijać się, narzucając innym rasom swoje panowanie, za pomocą wszelkich dostępnych środków. Dla hitlerowców ten wniosek jest równie naukowy jak obydwa poprzednie człony rozumowania. On wszystko wyjaśnia i usprawiedliwia; jest artykułem wiary.


C. Program rasowy: "zaludniać" i "wyludniać"

Rasowy program Hitlera wywodzi się z tego prostego i twardego rozumowania. Hermann Rauschning doskonale określił jego treść w wypowiedzi, którą przypisał Hitlerowi: "W ten sposób narzuca się nam obowiązek wyludniania, tak samo jak obowiązkiem naszym jest metodyczne popieranie wzrostu ludu niemieckiego"5.

Zaludniać
A więc zaludnianie i wyludnianie to są dwa skrzydła polityki rasowej. Pierwsze było mniej zauważalne ze względu na zniszczenia wojenne. Ale w długiej perspektywie czasowej ono jest istotniejsze od drugiego. Zatrzymajmy się na nim przez chwilę, żeby uwydatnić jego logikę.
Zaludniać to oczywiście znaczy popierać ilościowy i jakościowy rozwój rasy aryjskiej. Środkami do tego celu były: polityka małżeństw esesmanów, zachęcanie do wzrostu rozrodczości, tworzenie "stadnin" ludzkich dla selekcji rasowej, a także ten mniej znany epizod z czasów wojennych - porywanie dzieci, dokonywane na podstawie kryteriów rasowych6.
Ale z jakościowego punktu widzenia zaludnianie to także dostarczanie ludowi niemieckiemu edukacji rasowej7.
Zaludnianie staje się nawet głównym motywem polityki zagranicznej. Może się to wydawać zaskakujące, ale logicznie wszystko się doskonale zgadza. Kiedy Hitler chce całą wspólnotę niemiecką zgromadzić w jeden lud, kiedy w imię teorii przestrzeni życiowej postanawia poszerzyć terytoria zajmowane przez Niemców, to swoją politykę zagraniczną wpisuje nie tylko w niemiecką tradycję nacjonalizmu czy pangermanizmu, ale opiera ją na wyrobionej sobie koncepcji rasy aryjskiej i na jej prawie do dominacji. Polityka zagraniczna jest polityką rasową8.

Wyludniać
Lepiej znamy jednak drugie skrzydło tej polityki i tu właśnie spotykamy Zagładę. Ale, przy podejściu do niego, bylibyśmy w błędzie, gdybyśmy zapomnieli, że ono jest tylko konsekwencją zaludniania, to znaczy konsekwencją twierdzenia o prawie do pierwszeństwa, posiadanym przez rasę aryjską.
W tej polityce można rozróżnić trzy poziomy działania:

Podporządkowywać i redukować
Na pierwszym poziomie chodzi oto, żeby ujarzmiać i redukować te ludy, które uważa się za niższe, jeżeli są zbyt płodne. Każdemu podbijanemu ludowi Hitler zamierzał wyznaczyć rolę dostosowaną do miejsca, jakie rzekomo zajmował w hierarchii ras. A więc istniały ludy, które miały być podporządkowane i zredukowane. Rosjanie i Polacy należeli do tej kategorii. Oni byli uważani za podludzi. Prześladowaniom poddano ich najpierw na tej zasadzie, choć były i inne powody, żeby je zwalczać. Ta różnorodność motywów komplikuje analizę polityki, którą naziści prowadzili na wschodzie Europy9.
Niezależnie od tego, z rasistowskiego punktu widzenia wydaje się jasne, że celem było przekształcenie tych ludów jedynie w skupisko jednostek po to, żeby z nich zrobić niewolników niemieckich panów. W tym celu systematycznie wyniszczano wszystkie elity - tak polityczne jak gospodarcze, społeczne, intelektualne czy religijne - które umiałyby zorganizować opór czy przechować duszę narodu... Ta eliminacja bywała mniej lub bardziej systematyczna w zależności od napotykanego oporu. Czy byłaby się posunęła do unicestwienia, porównywalnego z tym, które dotknęło Żydów i Cyganów? Niektórzy hitlerowcy nosili się może z takimi zamiarami. W każdym razie, z całą pewnością chciano zmniejszyć liczbę mieszkańców. Ale w rzeczywistości celu tego nie osiągnięto.
Skądinąd trzeba zauważyć, że kobiety, dzieci czy starcy nie byli przedmiotami systematycznie zorganizowanych prześladowań, a nawet że dzieci polskie (jasnowłose i niebieskookie) porywano, żeby je "przerobić" na dzieci aryjskie, co może służyć za dowód, że ocena Słowian nie była u hitlerowców tak negatywna, jak sąd o Żydach i Cyganach. Pierwszym celem było przede wszystkim podporządkowanie, prawdopodobnie z jednoczesnym drakońskim zmniejszeniem liczby mieszkańców, w imię niemieckiej przestrzeni życiowej, chociaż nie uciekano się przy tym do polityki radykalnej eksterminacji.

Oczyścić
Naturalnie rasę aryjską trzeba było chronić, to znaczy strzec jej przed wszelkim niebezpieczeństwem degradacji i poniżenia, jakie by jej mogło zagrozić. Te działania przybrały najpierw postać symboliczną. Zaczęło się bowiem od palenia książek10, następnie kontynuowano je przez kontrolę informacji, organizowanie propagandy i przemianę wychowania, a mianowicie podręczników szkolnych. Dla zrozumienia, jakie znaczenie przypisywano wpływowi żydowskiemu, znamienny jest fakt, że z kręgu wykładowców Żydów usunięto już w samych początkach reżimu hitlerowskiego.
Intencje działań chroniących i oczyszczających wyjaśniają się przez określenie, jaka ma być nowa sztuka, nowa literatura: ich celem nie jest sama ochrona rasy aryjskiej, ale kształtowanie "Nowego Człowieka". Konsekwentnie naglące staje się dążenie do uzupełnienia oczyszczenia moralnego przez oczyszczenie fizyczne. Program eutanazji, oznaczony początkowo kryptonimem "T 4", dobrze pokazuje przejście od symbolu do rzeczywistości, a nawet ich utożsamienie. Tu zastosowano odwrotną kolejność, zgładzono najpierw dzieci niedorozwinięte, ludzi upośledzonych fizycznie i nieuleczalnie chorych, a dopiero z czasem chorych psychicznie, ludzi aspołecznych i ludzi z marginesu... Program był zorganizowany tak, by nie wydawał się wprowadzaniem w czyn zbiorowych morderstw11, bo przecież - i to jest godne uwagi - nie "zabijano", tylko usuwano istoty ludzkie uważane za "niepotrzebne" i takie, których istnienie zagrażało czystości rasy aryjskiej. Eutanazja i eugenika spotykają się. Czyż nie jest znaczące stwierdzenie, że już wtedy używa się gazu i krematoriów?

Unicestwiać
Trzeci poziom polityki wyludniania polegał na totalnej eliminacji tych grup ludzkich, które uznano za śmiertelne niebezpieczeństwo dla rasy aryjskiej. W tej kategorii mieścili się Żydzi i Cyganie. Ale, wbrew pozorom, przypadek Żydów trudno jest sprowadzić do problemu ściśle rasowego, w takim znaczeniu, w jakim się to wyrażenie normalnie pojmuje. Tutaj rysuje się specyficzność Zagłady.
Hitler jest przekonany, że Żydzi stanowią rasę, którą należy wyeliminować jako taką. A więc specyficzność Zagłady, w porównaniu ze zbrodnią popełnioną na Cyganach, nie pojawia się najpierw w specyfice czynu. Z tego punktu widzenia jedni i drudzy są - jeśli tak można powiedzieć - w jednakowej sytuacji, skoro jednych i drugich uważa się za "aspołecznych". Raczej jej specyficzność określają zarówno motywy zbrodni, które odsłaniają inny wymiar w wyborze kryteriów samej definicji rasy żydowskiej - jak i jej radykalność.

Wróćmy do całości hitlerowskiego dossier antysemickiego. W Niemczech, jak i w tej Europie, która miała być zbudowana, Żyd nie był dla nazistów przeciwnikiem politycznym, gospodarczym, społecznym ani kulturalnym, przynajmniej nie w taki sposób, jak Słowianie czy ludy latyńskie. Żydzi niemieccy byli na ogół zasymilowani, nieliczni i żyli w rozproszeniu.
Żydzi w Europie środkowej, mimo ich większej liczby także nie stanowili prawdziwego zagrożenia. Z punktu widzenia wojennej racjonalności, kiedy się pomyśli o użytych do Zagłady materialnych i ludzkich środkach oraz o czasie, jaki zajęła jej realizacja, była ona bezsensowna. Mimo tej oczywistości Hitler był przeświadczony, że Żydzi są jego głównym przeciwnikiem. Ponieważ w rzeczywistości wcale tak nie było, trzeba uznać, że było to niebezpieczeństwo urojone, co nie czyni go mniej niepokojącym ani mniej motywującym do działania. Skoro niebezpieczeństwo było irracjonalne, walka także stała się irracjonalna. Przeciwnik, którego nie można wyraźnie zidentyfikować, czai się wszędzie12.
Hitler posłużył się wszystkimi tradycyjnymi argumentami, które uznał za pożyteczne, żeby pozyskać zgodę wykonawców i bierność tłumów. Ale to nie wystarcza dla wytłumaczenia Zagłady. W całej historii antysemityzmu prawnego nigdy nie wymyślono i nie zrealizowano pod płaszczykiem systemu prawnego takiej systematycznej masakry kobiet, dzieci i starców, nie zostawiając im najmniejszej szansy przetrwania. Do tej pory prześladowania, nawet najgwałtowniejsze, zawsze miewały charakter sporadycznego wyskoku gorączki, mniej lub więcej kontrolowanej lub prowokowanej. Dlaczego więc chciano nie tylko zniszczyć ludzi fizycznie, ale w dodatku upodlić ich przez systematyczne odczłowieczanie i w jakiś sposób zgładzić nawet pamięć o nich? Te nowe fakty przesuwają granicę tradycyjnego antysemickiego wyjaśniania. W tej skrajnej woli zniszczenia wyczuwa się, że Hitler nie uważa rasy żydowskiej za taką, jak inne.


D. Shoah: antyetyka, antymonoteizm

Potwierdzenie tej hipotezy znajdujemy, jak się zdaje, w definicji kryteriów przynależności do rasy żydowskiej. Nie mają one nic wspólnego ze zwykłymi kryteriami. Prawa norymberskie głosiły, że za "pełnego Żyda" uważa się tego, który miał przynajmniej troje dziadków "rasowo żydowskich". Ale zarządzenia wykonawcze do tego prawa precyzowały, że dziadek był Żydem, jeżeli należał do religijnej wspólnoty żydowskiej. To religijne kryterium przynależności było jeszcze wyraźniejsze w drugim statucie dla Żydów, wydanym przez francuski rząd z Vichy. Niewątpliwie chodzi tu o określenie ustawowe, ale godne uwagi jest to, że zatrzymano się na kryterium religijnym. Czy dlatego, że było ono wygodne? Niektóre teksty wykazują, że wcale takie nie było. Jest to dziwne kryterium, które prowadzi do utożsamiania religii z rasą. A więc było się Żydem nie dlatego, że należało się do rasy żydowskiej - właściwie niemożliwej do jasnego zdefiniowania, jeżeli miało się trzymać wyglądu fizycznego - i to pomimo oficjalnych twierdzeń, że jest się Żydem dlatego, że należy się do ludu żydowskiego. Można było zostać uznanym za Żyda z powodu dziadka, którego winą było, że chodził do synagogi, a więc z powodu wiary innego człowieka13.

Skąd się wzięło to religijne kryterium?
Religię żydowską, utożsamianą z żydowską rasą, Hitler uważa za śmiertelne niebezpieczeństwo dla rasy aryjskiej z dwóch powodów, które często wyjaśniał swojemu otoczeniu. Pierwszy z nich należy do porządku etycznego. Judaizm wymyślił i zapoczątkował, szczególnie poprzez chrześcijaństwo, etykę absolutnego szacunku dla życia, jednakowej godności ludzkiej wobec Boga, etykę braterstwa ludzkiego. To judaizm wymyślił - Hitler to podkreśla, żeby tym mocniej potępić zasadę wszelkiego aktu moralnego: "Sumienie"14. Ta etyka jest odbierana jako zupełnie nie do pogodzenia z ideą hierarchii i dominacji ras, taką, jaką już opisaliśmy. A więc z tego punktu widzenia Shoah nie jest tylko aktem niemoralnym, ludobójstwem wśród innych ludobójstw, ona jest aktem zdecydowanie antyetycznym, którego celem ostatecznym jest wymazanie z pamięci ludzkości pewnej koncepcji człowieka czy świata, uosabianej przez lud żydowski.
Drugą, bardziej specyficznie religijną przyczyną jest podstawa tej etyki. Hitler wie, że judaizm wprowadził do historii ludzkości monoteizm, wprowadził do niej Boga, który wskutek swoich "wymagań moralnych" nie pozwala człowiekowi stawać się Mu równym. Ten nieustępliwy monoteizm nieustannie zwalczał każdą formę bałwochwalstwa. Bałwochwalstwo rasy nie może z nim współistnieć. A naziści pierwszeństwo rasy aryjskiej uważali za ustanowienie jakiejś nowej, świeckiej religii. Mamy prawo interpretować w ten sposób manifestacje partii nazistowskiej, jej organizację, werbowanie członków i obrzędy obowiązującej przysięgi. Wszystko przyczyniało się do organizowania prawdziwego kultu15. W realizacji swoich projektów dotyczących człowieka i w swojej wizji świata Hitler jest głęboko przeświadczony, że lud żydowski - z racji samego faktu jego istnienia i jego wymagań etycznych zakorzenionych w nieustępliwym kulcie jedynego Boga - jest jego głównym przeciwnikiem. Przeciwnikiem tym bardziej niebezpiecznym, że przetrwał całe wieki i że odrzuca wszelką asymilację. Judaizm, wskutek swego partykularyzmu, wskutek zaciekłej obrony swojej odrębności, jest przez Hitlera odbierany jako zło absolutne.
Toteż eksterminacja nabiera znaczenia "metahistorycznego" według wyrażenia Lucy S. Dawidowicz: "Wyjątkowy charakter Zagłady kryje się w fakcie, że »ostateczne rozwiązanie« problemu żydowskiego nie było tylko dodatkowym przedsięwzięciem antysemickim, ale programem metahistorycznym, pomyślanym w perspektywie eschatologicznej. Zagłada wchodzi w skład ideologii zbawienia, która wstąpienie do raju widziała w zaprowadzeniu piekła na ziemi"16.

Żyd, symbol zła absolutnego
A więc Żydzi mieli być zgładzeni nie za jakieś popełnione czyny, ale zracji samego ich życia, które miało wartość symbolu. W antysemityzmie hitlerowskim Żyd jest wcieleniem zła. Ten symbol wszystko tłumaczy, nadaje logikę i podstawę wszelkim innym argumentom antysemickim. Stąd usunięcie Żyda staje się zadaniem pierwszoplanowym. Może właśnie dlatego, że chodzi tu o symbol, Hitler przez jakiś czas mógł się zastanawiać nad rozwiązaniem problemu przez emigrację. Ale nie dajmy się zwieść temu wrażeniu. To nie miała być banalna emigracja, ona miała już być środkiem do zrealizowania eliminacji. Wyobraźmy sobie przesiedlenie Żydów na taką wyspę jak Madagaskar, ziemię zagubioną na Oceanie Indyjskim, którą łatwo można całkowicie odizolować. Ten symboliczny wymiar pozwala zrozumieć, że eksterminacja fizyczna pojawi się szybko jako rozwiązanie pewniejsze, zwłaszcza odkąd po inwazji na Rosję niebezpieczeństwo się zwiększa. A więc nieprawdą jest, kiedy się mówi, że to postawa wielkich mocarstw wobec idei emigracji, ich kunktatorstwo, a w końcu ich odmowa stały się przyczyną eksterminacji. Co najwyżej zachowanie tych mocarstw mogło się stać elementem sprzyjającym decyzji, posłużyć jej za pretekst. Trzeba zresztą zaznaczyć, że eksterminacja fizyczna jest już w zalążku obecna w pragnieniu eliminacji symbolicznej.
Bez tego wymiaru symbolu nie można zrozumieć mordowania kobiet, dzieci i starców. Ale zgodnie z tym znaczeniem, jakie dla Hitlera miało istnienie żydowskie, trzeba było zabijać dzieci, bo one były przyszłością, trzeba było zabijać albo sterylizować kobiety, bo to one dawały życie i tożsamość, trzeba też było zabijać starców, bo to w nich wciela się pamięć. Taka logika śmierci musiała doprowadzić do decyzji pozbawienia Żydów nawet grobów, do woli zatarcia wszelkich śladów ich istnienia.

Konflikt wybrania
Dla Hitlera ta walka miała doniosłość etyczną i religijną. Strasznie jest o tym pisać, ale on to wielokrotnie powtarzał, jeszcze przed samą śmiercią w swoim testamencie. Ostatecznym celem walki był triumf nowej rasy wybranej, triumf odniesiony nad ludem żydowskim, nad dawną rasą wybraną. Rauschning przypisuje Hitlerowi taką wypowiedź:

"Nie może być dwóch ludów wybranych. My jesteśmy ludem Boga. Te słowa decydują o wszystkim. Czy rozumiecie je raczej symbolicznie? Nie, to jest całkiem prosta rzeczywistość, która w ogóle nie podlega dyskusji. Zderzają się ze sobą dwa światy, człowiek Boga i człowiek Szatana. Żyd ośmiesza, urąga człowiekowi. On jest antyczłowiekiem. On musi pochodzić z innego szczepu niż istota ludzka. Przeciwstawiam aryjczykowi Żyda, a jeżeli jednemu daję imię człowieka, to drugiemu muszę dać imię inne od tego, którym obdarzam pierwszego. Oni są od siebie tak samo oddaleni jak gatunki zwierzęce od gatunku ludzkiego. To nie znaczy, żebym miał Żyda nazywać zwierzęciem, on jest o wiele bardziej oddalony od zwierzęcia aniżeli my, aryjczycy. To jest istota obca naturalnemu porządkowi, istota poza naturą (...). Żyd - tu Hitler aż się zająknął - to lekcja, której ciągle musimy się uczyć. Chodzi o to, żeby wytworzyć nowego człowieka: człowieka, który wie i czuje, że Bóg jest w nim"17.

Czy nie trzeba dojść aż do takiej granicy, aby zdać sobie sprawę z zaciekłości, jaką włożono w wykonanie programu eksterminacji i z jego prawie apokaliptycznego wymiaru?


E. Ta zbrodnia nie jest zbrodnią

Wydaje się, że poprzedzające zdania rzucają nowe światło na spór, który powstał na temat decyzji o eksterminacji pomiędzy historykami "intencjonalistycznymi" a historykami "funkcjonalistycznymi".
Teza funkcjonalistyczna, kładąc uzasadniony akcent na rolę wydarzeń w przebiegu programu, na odpowiedzialność trybów państwa hitlerowskiego i jego administracji, zanadto zaniedbuje symboliczny wymiar problemu. Tymczasem, jak zauważyliśmy, dla Hitlera ten wymiar jest pierwszorzędny. On może nie określa planu i intencji, ale jest ich źródłem.
Jest więc logiczne, że o tej sprawie mówi się tylko w sposób symboliczny, mową znaków. Ważne jest opisanie postępowania, żeby podkreślić jego spójność z całością projektu i wydobyć na światło ciągłość myślową. Lud żydowski jest oznaczany symbolicznie: "To trucizna, bakcyl, pijawka, truteń, robak". Mordowanie go nie jest unicestwianiem, to przeprowadzanie "wykorzeniania", "odwszania"18.
To słownictwo nie jest w całości pomysłem Hitlera. Dostarczyła mu go historia, ale z jaką zajadłością przejął je na własny rachunek! W tym samym duchu hitlerowcy bardzo szybko zaczną używać do eksterminacji komór gazowych, zamiast zabijać kulami, co powierzało się specjalistom. Jest również czymś normalnym, że w największym obozie zagłady, w Brzezince, używa się środka owadobójczego. Służy on skuteczności technicznej, jednocześnie jednak jest to środek wysoce symboliczny. Dla zatarcia pamięci o tych, którzy nie są ofiarami, tylko "zawadą", "zarazą", "zalążkami epidemii" - czyż może być coś bardziej skutecznego od całkowitego zniszczenia ogniem krematoriów?
Takie samo zastosowanie symboli możemy znaleźć w sformułowaniach decyzji dotyczących Żydów: specjalne traktowanie, operacja specjalna, przemieszczanie ludności, przewóz i deportacja, rozwiązanie kwestii żydowskiej i ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej. Na pozornie niewinny charakter tych formuł powołują się często "rewizjoniści", którzy chcą przeczyć istnieniu ludobójstwa. A przecież prawdziwe znaczenie tego języka nie ulega wątpliwości. Ileż tekstów wyjaśnia nam to, czego chcieli hitlerowcy!
W jakim celu systematycznie używało się tych z wszelką pewnością bardzo starannie dobranych wyrażeń? Jest jasne, że przede wszystkim miały one służyć do wprowadzenia ofiar w błąd, do jak najdłuższego ukrywania zamiarów oprawców, stosownie do dobrej strategii hitlerowskiej. W tym celu wszystkie szczeble organizacji nazistowskiej otrzymały bardzo starannie opracowane wytyczne. Żydzi nie powinni byli się domyślać, jaki los ich czekał. Należało unikać wszelkiej paniki i wszelkiego buntu. Nawet komory gazowe miały wyglądać jak łaźnie. Przewidziany efekt nie zawsze udawało się uzyskać, ale jednak ta metoda pozwalała zachować wątpliwości i aż do końca utrzymywać złudzenia. Kiedy się wie, że ma się umrzeć, człowiek czepia się nawet najsłabszej nadziei. Uleganie złudzeniom jest przecież tak naturalne i tak ludzkie.
Używanie tej mowy miało jeszcze inny cel: zachowanie tajemnicy wobec zewnętrznego świata. Można było myśleć, że tam również, mimo rozpowszechnionych informacji, uda się ukryć ciężar faktów, "zwalniając" jak gdyby organy informacji z obowiązku rzucania mocniejszego światła na to zagadnienie.
Ale czy ten język nie miał jeszcze innego celu? Czy tym rozkazodawcom i katom, którzy przejawiali oznaki braku wytrzymałości nerwowej i słabości moralnej w akcjach przeprowadzanych przez Einsatzgruppen nie służył on do jakiegoś zamaskowania przed nimi samymi zbrodniczości roboty, którą wykonywali? Używany język i systematycznie zorganizowane w obozach zagłady odczłowieczenie umożliwiały brak poczucia winy.

Oprawcy nie są winni
W ten sposób urzędnicy śmierci o sumieniach zaniepokojonych oczywistością zbrodni mogli zamykać oczy i trwać w pokoju. Procedura przystępowania do nazistowskiej partii, która zachęcała swych członków do wyrzekania się świadomości moralnej i do przerzucania odpowiedzialności na wyższy szczebel - dochodzi tutaj do szczytu. Trzeba dotrzeć aż tam, żeby zrozumieć to głębokie przylgnięcie katów do ich zadania, to milczenie, jakie następnie zachowali i wreszcie ten brak poczucia winy, tak wyraźnie zauważalny na procesach. Na przykład u Klausa Barbiego, który fotografowi towarzyszącemu mu w przelocie z Boliwii do Gujany powiedział: "Bilans mojego życia jest całkowicie pozytywny"19! Odpowiedzialni hitlerowcy z całym spokojem twierdzą, że gdyby mieli jeszcze raz zrobić to, co zrobili, postąpiliby tak samo. Procesy ukazują taką rzeczywistość: stoimy wobec dwóch odmiennych światów, ich świata i naszego. One nie tylko nie mogą się spotkać, ale muszą się ze sobą zderzyć. W tej sytuacji procesy są przemijającą fazą w walce, w której winny nie jest winnym, lecz jedynie bojownikiem, który chwilowo znalazł się w obozie zwyciężonych. Przewrót, osiągnięty przez "religijne" przylgnięcie do bałwochwalstwa hitlerowskiego, idzie tak daleko, że oprawcy wmawiali sobie, że nie zabijają, tylko dobrze służą ludzkości. Pamiętając o tym, odczytajmy testament Hitlera: "Dzisiaj wierzę, że działam w kierunku zamierzonym przez Wszechmocnego Stwórcę: zwalczając Żydów, walczę o sprawę Pana". To zdanie, z ludzkiego punktu widzenia szalone, nadaje spójność działaniu. Należałoby przebadać, jak oprawcy mogli się opowiadać za taką myślą20.
Przewrót i perwersja sumień mogły się posunąć tak daleko, że u wejścia do korytarza komory gazowej w Treblince wypisano po hebrajsku: "To jest brama, przez którą wchodzą sprawiedliwi".

***

A więc istotna specyficzność Zagłady tkwi w tym, co Shoah objawia:
- Nigdy dotąd nie osiągniętej przewrotności w dziedzinie motywów, bo zabijającemu zbrodniarzowi pozwala mówić sobie: "Moja zbrodnia nie jest zbrodnią, bo nie zabijam człowieka".
- Nigdy dotąd nie osiągniętej przewrotności w dziedzinie metod: użyciu wszystkich mechanizmów państwa prawa, administracji, biurokracji i techniki, które w dodatku pozwalają maskować zbrodniczy charakter tego zbiorowego morderstwa. To, co było bezprawiem, staje się prawem.
- Nigdy dotąd nie osiągniętej przewrotności w zakresie radykalności wykonania... Mężczyźni, kobiety, dzieci, starcy - wszyscy muszą zginąć po prostu dlatego, że się urodzili Żydami.
To jest walka "bałwochwalczej" ideologii z "monoteizmem etycznym". W tym znaczeniu naprawdę mamy do czynienia z wydarzeniem, które możemy nazwać "metahistorycznym".


dalszy ciąg ...

   1998-2000 Verbanet s.c.