70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Bridgeman/Photopower

Do czego są nam potrzebne anioły?

Problematyka „anielska” jest nie mniej złożona i bogata niż „diabelska”; anioł, jego istota i usytuowanie w teologii chrześcijańskiej nastręczają wręcz więcej pytań, wątpliwości i niejasności niż diabeł, poniekąd prosta antyteza Boga.

To, co się potocznie widzi jako anioła, jest skrzyżowaniem grubej baby z gęsią” – oznajmił kiedyś o. Jan Andrzej Kłoczowski OP[1]. Może nie jest aż tak źle; na popularnych obrazkach anioła często reprezentuje nie tyle „gruba baba”, ile raczej młoda osoba nieokreślonej płci, za to cudnej urody, przyodziana w powłóczystą białą szatę, z parą różowozłotych skrzydeł na plecach.

Tego rodzaju ikonograficzny archetyp, najbardziej chyba rozpowszechniony, jest bardzo sędziwy, znają go już mozaiki raweńskie z VI w., skąd przeniknął do malarstwa włoskiego. Weźmy choćby obrazy Fra Angelico lub freski pędzla Benozza Gozzoli we florenckim pałacu Medici-Riccardi: oglądamy na nich uskrzydlone chłopięta (?) w różnokolorowych giezłach, z aureolami w formie talerzy z trybowanej złotej blachy.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tej „ludowej” ikonografii anioła, gdyż, mimo całej swej naiwności – a może dzięki niej? – powie nam ona niemało ciekawych rzeczy o dość zagadkowej w istocie figurze, jaką jest w religii monoteistycznej anioł.

Uderza przede wszystkim nieokreśloność płciowa anioła. Młodzieniec to czy panna? – zadajemy sobie pytanie, patrząc na śliczną, gładką twarzyczkę okoloną złotymi puklami, na wiotką postać w białej lub błękitnej koszuli, tak luźnej i długiej, aby nasza ewentualna niezdrowa ciekawość co do kryjących się pod nią anatomicznych szczegółów na zawsze pozostała niezaspokojona. Tak więc – niejasność, wahanie.

Pod znakiem niejasności i wahań stoi cała historia, ontologia i fenomenologia anielska. Nieokreśloność płciowa aniołów jest poręcznym „emblematem” niepewności, chwiejności i fluktuacji, jakie w toku dziejów towarzyszyły zwłaszcza koncepcjom dotyczącym statusu ontologicznego anioła, jego funkcji i roli, jego usytuowania w teologii i antropologii, wreszcie filozoficznych implikacji wiary w anioły, implikacji ważnych – albo może już nieważnych? – również dla współczesnego człowieka. Skąd w religiach monoteistycznych wzięły się anioły? Czy wiara w nie nie podważa fundamentu monoteizmu? Czy ich rola pośredników między ludźmi a Bogiem nie stała się dla chrześcijanina zbędna, skoro w człowieczej osobie Jezusa Chrystusa sam Bóg zstąpił między ludzi, po Jego zaś śmierci krzyżowej człowiek zyskał całą rzeszę „pośredników” i orędowników swoich spraw u Najwyższego (święci pod przewodem Dziewicy Maryi)? Kiedy zostały stworzone – równocześnie z człowiekiem czy przed nim? Czy anioły to stworzenia cielesne czy duchowe, czy może jeszcze inne? I czy naprawdę „obiektywnie” istnieją, czy też są jedynie spersonifikowanymi projekcjami tęsknot i potrzeb ludzkiego ducha? Do czego właściwie potrzebne są nam anioły; czy w dzisiejszej epoce nie są one już aby czymś „przestarzałym”?

Mnóstwo pytań, wiele wątpliwości. Któż to je podpowiada? Zgiń, przepadnij, siło nieczysta! A jednak… Spróbujmy spokojnie rozważyć naszkicowane wyżej zagadnienia.

Anioł teologów

Najpierw więc – substancja i forma anioła. jak to było „na początku”? Początek wyobrażeń anielskich to bodaj Babilonia, Egipt; w religiach tych starożytnych cywilizacji istnieją całe zastępy „duchów”, bóstw niższej rangi, będących pośrednikami między człowiekiem a bogami najwyższymi, bytującymi gdzieś w odległych niebach i niezbyt interesującymi się marnymi ludzkimi sprawami. Owe istoty pośredniczące zaś aktywnie sprzyjały bądź szkodziły człowiekowi; wyobrażano je w kształtach ludzkich bądź zwierząt czworonożnych z ludzkimi twarzami – przeważnie uskrzydlone. Nazwa akadyjskich karibu etymologicznie związana jest z hebrajskimi cherubim; w Egipcie stojące parami skrzydlate postacie strzegły grobowców – całkiem jak cheruby strzegące Arki Przymierza („Cheruby miały skrzydła rozpostarte ku górze i zakrywały nimi przebłagalnię. Twarze miały zwrócone jeden ku drugiemu” – Wj 37, 7–9).

Wydaje się, że wszędzie w kulturach starożytnego Bliskiego Wschodu anioły – istoty boskie, obdarzone licznymi doskonałościami, służebnicy i posłańcy (por. hebr. mal’ach, gr. angelos) Najwyższego Bóstwa – były wyposażone w jakiś rodzaj cielesności. Bardzo znamiennie świadczy o tym choćby stara tradycja żydowska. Tajemniczy „Synowie Boga” z Rdz 6, 2 (po hebr. Bnej-ha-Elohim), którzy „widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony”, to najprawdopodobniej upadłe anioły; tak przynajmniej utrzymuje Księga Henocha, ważne pismo apokryficzne z ok. III w. przed Chr. Owi bnej-ha-Elohim spłodzili, jak wiemy, potomstwo gigantów z kobietami ziemskimi, co jest jasne także w świetle tekstów z Qumran, szeroko rozwijających spekulację angelologiczną. Albowiem według nich anioły to istoty quasi-cielesne, wyposażone w członki, skrzydła itd. (ba, nawet zdolne mnożyć się drogą płciową), odczuwające głód i pragnienie. Już w czasach nowożytnych spotykamy zaskakującą koncepcję aniołów jako „uduchowionych ludzi”, istot doskonałością nieskończenie przewyższających człowieka, ale żyjących jak on – w pałacach, żeniących się, mających potomstwo[2].

Jak wiemy, wyobrażenia na temat substancji, z jakiej uczynione są anioły, szły w kierunku stopniowej ich spirytualizacji.

Proces ten zakończył się (u Tomasza z Akwinu) wyzuciem anioła z wszelkiej cielesności i materialności i uczynieniem go czystym „duchem”; powrócimy do tej kwestii za chwilę. Tymczasem odnotujmy interesującą koncepcję „przejściową” między formą materialną, cielesną anioła a czysto duchową: jest to wyobrażenie anioła jako istoty „z ognia”. Wywodzi się ono zapewne z biblijnego serafina (seraf to po hebr. „palący”), stworzenia niewątpliwie silnie związanego z ogniem, dymem, rozżarzonymi węglami (por. Iz 6, 2–6). Naturę eteryczno-ognisto-świetlistą mają też anioły u Grzegorza z Nazjanzu, Jana z Damaszku, Bazylego Wielkiego, u Dantego Alighieri, a także w islamie. Ikonograficzną reprezentacją tej dość rzadkiej w tradycji chrześcijańskiej odmiany anioła jest tzw. czerwony anioł na łuku triumfalnym w kościele Santa Maria Maggiore, z V w.

Dla św. Augustyna substancjalna natura aniołów jest taka sama jak słońca i gwiazd. Koncepcje tego rodzaju tworzą wyraźną przesłankę do pojmowania anioła jako intelektu, substancji dysponującej nadto władzami wolitywnymi i afektywnymi. Stąd już krok tylko do wyobrażenia anioła jako czystego, wyzbytego wszelkiej materialności ducha. Ostatecznie w teologii zachodniej zapanowało ono bodaj za sprawą Ryszarda od św. Wiktora i św. Tomasza z Akwinu. Nie nastąpiło to prosto i gładko, lecz dopiero w wyniku długotrwałych i zaciekłych debat oraz wytężonej spekulacji. Jeszcze na soborze nicejskim w 787 r. przyznawano aniołom subtelne, eteryczne ciała, negując ich zupełną niematerialność – bodaj w myśl zasady Tertuliana, że „nic nie jest bezcielesne, chyba to, co nie istnieje” (nihil est incorporeum, nisi quod non est). Opory wynikały z tezy, iż absolutnie niematerialny jest tylko Bóg, czysty duch, nieznający żadnych ograniczeń; inne, stworzone byty, stosownie do stopnia zajmowanego w hierarchii ontologicznej, są coraz mniej duchowe, coraz bardziej cielesne.

Niejasności i wahania w kwestii ontologii anielskiej nie ustały bynajmniej z chwilą przyjęcia – generalnie – doktryny o całkowicie duchowej naturze aniołów. Spór toczył się nadal o sposób bliższego określenia ich natury. Czy anioły tworzą osobny ogólny gatunek bytów, czy też każdy z nich jest indywidualną, bezcielesną, wsobną „substancją gatunkową”? Tomasz skłaniał się do tego właśnie stanowiska (bodaj w duchu Pseudo-Dionizego), Bonawentura – do pierwszego. Problem, wbrew pozorom, nie był wcale błahy: przyjęcie stanowiska Bonawentury implikowało ściślejsze związki i podobieństwa między aniołami a ludźmi (również wszak stanowiącymi jeden gatunek), podczas gdy pogląd Akwinaty podkreślał istotową różnicę między nimi. Ostatecznie, jak wiemy, angelologia przyjęła raczej orientację Tomaszową.

Wydaje się, że jedną z istotnych konsekwencji poglądu o czysto duchowej naturze aniołów było wykształcenie się koncepcji dynamistycznej w tym względzie. Zgodnie z nią aniołowie to osobowe, inteligentne dynameis, „siły”, którymi Bóg posługuje się w dziele stworzenia; nadają one bytom formę, udzielają im ruchu i energii witalnej, porządkują je i zachowują w trwaniu. Taki – przyznajmy, że nader interesujący, choćby dlatego że współbrzmi z koncepcjami zupełnie nowoczesnymi, jak hipoteza „pól formotwórczych” Ruperta Sheldrake’a – pogląd na temat aniołów sformułował znany włoski filozof i polihistor Antonio Rosmini (1797–1855) w swym potężnym dziele Teosofia i dziś jeszcze godnym uwagi dla mnóstwa zawartych w nim oryginalnych myśli. Wyraźne są analogie między koncepcją Rosminiego a teoriami kabalistów, wedle których sefirot, „inteligencje” zwane m.in. kochot („siły, moce”), odpowiedzialne były za formowanie światów oraz bytów i wyposażanie ich w stosowne właściwości oraz władze. Są to jak gdyby causae secundae, którymi posługuje się Bóg; w tej funkcji odpowiadają one tzw. zasadom cielesnym (principi corporei), „inteligentnym” Rosminiego. Jakoż uważał on, że nie ma potrzeby, aby Bóg, prima causa, bezpośrednio interweniował w najdrobniejsze szczegóły skomplikowanych operacji demiurgicznych.

Gwoli zamknięcia tego panoramicznego przeglądu głównych zagadnień angelologii (w zasadzie chrześcijań skiej; żydowska, niezwykle bogata, wymagałaby osobnego potraktowania) powiedzmy jeszcze nieco o funkcji aniołów. Z grubsza biorąc, chrześcijaństwo po judaizmie odziedziczyło dwie: gloryfikacyjną i pośredniczącą. Głównym zadaniem aniołów w Biblii jest wysławianie chwały i wspaniałości Pana, a także pełnienie posług przy Jego tronie (robili to specjalni Aniołowie Tronu). Równie jednak ważne, a dla biednych śmiertelników bodaj nawet ważniejsze, są funkcje aniołów jako pośredników między niebem a ziemią, posłańców Boga, opiekunów powierzonych ich pieczy osób, kontrolerów światowego ładu (vide Księga Hioba; dlatego przedstawiano je jako wyposażone w wiele oczu). Anioły zanoszą błagania i modlitwy ludzi przed oblicze Pana, oznajmiają im Jego wolę, udzielają im nieco z mądrości i inteligencji boskiej, podtrzymują ich i prowadzą „pod górę” (czyli do Boga, według określenia św. Jana od Krzyża); kiedy trzeba, podpowiedzą właściwą decyzję w chwili wahania. (Czy anioł nie wyręcza tu aby Ducha Świętego?) Ongiś każda wspólnota religijna miała swego anioła; w Apokalipsie św. Jana anioły kierują biegiem dziejów, są wykonawcami kar, jakie spadną na ludzkość. Inne patronują rozmaitym charyzmatom (np. darowi proroctwa). Anioły mogą być wojskiem wspomagającym Chrystusa w walce ze złem, gdyby On tylko tego zechciał (Mt 26, 33). „Anioł z nieba” umacniał Go, gdy na Górze Oliwnej „pogrążony był w udręce” (Łk 22, 43).

A jaką rolę przypisuje aniołom współczesna, bardziej wysublimowana refleksja teologiczna i filozoficzna, a także artystyczna? I jak w ogóle je pojmuje?

Anioł artystów

Co najmniej od czasów Schellinga wielu wyznawców  ma koncepcja symboliczno-metaforyczna anioła. Zgodnie z nią anioły to po prostu suma „boskich potencji” ludzkiego ducha, entelechia człowieka, coś, co ma się doń tak jak motyl do poczwarki – nie zaś osoby ani substancje istniejące odeń niezależnie. Anioły to również moce ładu działającego w naturze, która bez nich byłaby genezyjskim tohu wa-bohu, „chaosem i zamętem”. Przesunięcie anioła ze sfery obiektywnej do sfery podmiotowej człowieka doprowadziło w końcu do utożsamienia go z mocami wyobraźni twórczej, artystycznej, z projekcjami ludzkich marzeń i najwzniośniejszych aspiracji. (Równolegle postępowała podobna metaforyzacja i psychologizacja postaci diabła). Takie pojmowanie anioła upowszechniło się w XVIII i XIX w., głównie za sprawą romantycznych literatów, jak Blake, Schelling czy Jean-Paul. Oznacza ono, rzecz jasna, zerwanie z klasyczną koncepcją teologiczną i pozostaje w związku z kryzysem tradycyjnych wyobrażeń religijnych poddanych presji świata maszyn i empirycznej nauki. Filozoficznych źródeł tego zjawiska doszukiwać się trzeba, co oczywiste, w atmosferze oświecenia i jeszcze dalej w czasie, bo w angielskim empiryzmie – u Bacona, Hobbesa i Locke’a. Na przykład Hobbes w Lewiatanie, odrzucając istnienie aniołów jako istot osobowych i posłańców Boga, przyjmuje ich byt jako nadnaturalnych kreacji wyobraźni ludzkiej, znaków, którymi Bóg zapowiada swoje działania.

Anioł współczesny

Na początku i w i połowie xx w. postać anioła jest już czymś tak abstrakcyjnym, że niemal się rozwiewa; species angelica zagrożona jest wymarciem. Czołowi teologowie bądź najzwyczajniej w świecie odmawiają mu (podobnie zresztą jak diabłu) jakiegokolwiek bytu, uważając go za przeżytek „ciemnych epok” i zabobon (Bultmann), bądź twierdzą, że o ile nawet aniołowie istnieją, o tyle niczego o nich powiedzieć się nie da, gdyż dostępne naszemu poznaniu są co najwyżej efekty ich działania w świecie i historii (Barth). Natomiast dla Ricoeura anioły nie są realnymi bytami osobowymi, lecz poetyckimi symbolami dobra obecnego w świecie, tak jak diabeł to symbol zła czynionego przez człowieka, który świadomie wybiera grzech.

Kończąc ten przegląd, wspomnijmy jeszcze o interesującej angelologii Karla Rahnera. Teolog ten – nawiązując bodaj do tradycyjnego biblijnego określenia jednej z hierarchii anielskich ( „księstwa i panowania”) – uważał, że anioły to byty osobowe pełniące ważne funkcje kosmiczne jako zasady organizujące świat materialny na rozmaitych poziomach uporządkowania. Anioły czuwają więc nad wewnętrzną dynamiką rozmaitych rejonów wszechświata, respektując ich autonomię, koordynując ich harmonijne współdziałanie. Widać tu, z jednej strony, podobieństwo do koncepcji kabalistycznych, z drugiej – do angelologii Rosminiego.

***

Przyznaję, że przygotowując się do pisania tego szkicu, przeżyłem niemałe zaskoczenie. Okazało się mianowicie, że – wbrew obiegowym mniemaniom – problematyka „anielska” jest nie mniej (ba, może nawet bardziej!) złożona i bogata niż „diabelska”; że anioł, jego istota i usytuowanie w teologii chrześcijańskiej nastręczają wręcz więcej pytań, wątpliwości i niejasności niż diabeł, poniekąd prosta antyteza Boga. Okazało się też, że piśmiennictwo angelologiczne wcale nie jest tak ubogie w stosunku do demonologicznego, jak się powszechnie uważa; również na temat anioła napisano wiele grubych i poważnych dzieł, a rozrzut opinii i koncepcji na jego temat był w ciągu wieków bodaj większy niż na temat diabła.

Ta wielka rozmaitość poglądów na temat aniołów wskazuje, moim zdaniem, na jakąś zasadniczą niepewność co do ich ontologii – zwłaszcza zaś co do sposobów ich istnienia i działania w świecie, a może również na wątpliwości w kwestii ich roli. Pytań jest tu mnóstwo. Ot, choćby zagadnienie wolnej woli aniołów: mają ją czy nie? Chyba mają, skoro niektóre wybrały zło i upadły, stając się złymi duchami. Ale jeśli Bóg stworzył je niemal doskonałymi (bo to przecież byty czysto duchowe, nieśmiertelne, wolne od grzechu pierworodnego, niepotrzebujące zbawienia [?], nieskrępowane czasem ani przestrzenią itd.), to na cóż im była wolna wola i skąd w nich ziarno zła? Zwłaszcza że – jak sądził św. Tomasz (za Bazylim, Augustynem, Dunsem Szkotem) – Bóg już w momencie stworzenia obdarzył je swą łaską…

Niejasność statusu anioła była bardzo wyraźna w początkach spekulacji chrześcijańskiej. Na przykład według Pseudo-Dionizego Chrystus jako człowiek był podporządkowany aniołom[3]. Według Grzegorza Wielkiego – przeciwnie; dla jednych myślicieli anioły są istotami doskonalszymi od człowiek, dla innych – na odwrót. Ba, kiedyś istniał nawet nurt spekulacji zwany „angelo-chrystologią”, zgodnie z którym Chrystus był jedynie „aniołem Pana” (angelos Kyriou), wielkim „posłańcem”! Czynna – aż do IV w. – sekta angelitów oddawała aniołom cześć niemal boską; wspomina o jej wyznawcach św. Paweł (Kol 2, 18).

Rozmyślając o tym, czym anioł jest dziś dla nas, i o jego miejscu we współczesnej teologii, trudno obronić się przed refleksją, że anioł jakby odrobinę się „przeżył”. Wywodzi się wszak z epok zamierzchłych i z religii, w których transcendentny Bóg Stwórca zamieszkiwał odległe niebo, toteż musiał korzystać z usług „łącznika” między sobą a światem ziemskim. (Pamiętamy, że tę funkcję już u Greków pełnił Hermes, także zwany angelos). Ale w chrześcijaństwie, z jego Bogiem poniekąd „łamiącym” swoją transcendencję przez zstąpienie pośród ludzi?

Również wzajemna relacja aniołów z Duchem Świętym chyba nie zawsze rysowała jasno, skoro Bazyli z Cezarei musiał podkreślić różnicę między nimi, pisząc, że ten drugi jest duchem „władczym”, anioły zaś to tylko duchy „służebne” („liturgiczne”). Postawmy brutalne pytanie: czy anioły są nam dziś – a jeśli tak, to do czego – potrzebne?

Chrześcijanin nie może mieć w tym względzie wątpliwości: Katechizm Kościoła Katolickiego (par. 5, I) jasno potwierdza tradycyjną naukę o aniołach, naukę, która jest obowiązującą prawdą wiary. Sęk w tym, że aniołowie są własnością wielu innych religii (np. w buddyzmie tybetańskim ji-dam pełni funkcje podobne do anielskich – opiekuje się adeptem i jest mu pomocą w medytacji; tę ostatnią funkcję przypisywał aniołowi Angelus Silesius), a więc problematyka z nimi związana domaga się szerszego i ogólniejszego potraktowania.

Jedno można rzec z całą pewnością: anioł, co najmniej w swej roli stróża i opiekuna człowieka, „trzyma się mocno” i nadal jest – dla wielu z nas – kimś żywym i ważnym.

Jako żołnierz, członek zastępów wojujących z tym Drugim, na razie chyba przegrywa, ustępuje pola. Miejmy nadzieję, że to tylko cofanie się taktyczne.

Historycznie, jako przedmiot refleksji teologicznej, anioł wydaje się pochodną skrzyżowania dwu wektorów spekulacji: 1) dociekań nad przejściem Jedni w wielość w akcie stworzenia, 2) idei gradacji bytów, o rodowodzie bodaj emanacjonistycznym. Stąd pośrednia ontologicznie pozycja anioła. Stąd również jego rola poniekąd zwierciadła, w którym przegląda się człowiek – nie taki, jaki jest, ale taki, jaki być może i powinien. Albowiem i on, człowiek, jest bytem pośrednim – z jednej strony uwikłanym w materię, cielesność, z drugiej – wyrywającym się ku duchowi.

W tej roli może nam jeszcze anioł oddać wielkie usługi, tym większe, że – jak uczy chrześcijańska teologia – kocha nas bezwarunkowo i nigdy nas nie opuszcza. Bo zdaje się, że i człowiek jest potrzebny aniołowi – jako byt konkretny, jednostkowy, niepowtarzalny, stający się przeto dla niego, bytu gatunkowego, wyrazistym indywidualnym „sensem”.

Tekst ukazał się po raz pierwszy w „Kontrapunkcie” (nr 19–20), dodatku do „Tygodnika Powszechnego”  z 1 marca 1998 r. Następnie przedrukowany został  w zbiorze esejów pt. Ścieżka nocy, Kraków 2001.


[1] Słowa te padły 27 maja 1997 r. podczas dyskusji panelowej nad książką Alfonsa di Noli pt. Diabeł; skrócony jej zapis wydrukowała „Rzeczpospolita” w numerze z 14 lipca tegoż roku.

[2] Por. E. Swedenborg, Om himmel och helvete, tłum. z łac. C.J.N. Manby, Sztokholm 1933;  wyd. polskie zob.: tenże, O Niebie i jego cudach również o Piekle według tego co słyszano i widziano, tłum. i red. D. Kielczyk, wprowadzenie B. Smoleń, Kraków 1993.

[3] Por. Pseudo-Dionizy Areopagita, Hierarchia niebiańska. Hierarchia kościelna, tłum. M. Dzielska, przedmowa T. Stępień, Kraków 1999 (4, 4).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata