70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Długowieczność starych trucizn

Wśród wielu wątków podjętych w adhortacji Gaudete et exsultate na szczególną uwagę zasługuje ostrzeżenie przed dwiema starymi herezjami: gnozą i pelagianizmem, które – zdaniem papieża – wciąż zachowują aktualność, zafałszowując to, czym jest chrześcijaństwo.

Jak powiedział francuski pisarz Léon Bloy, „istnieje tylko jeden smutek: nie być świętym”. Opinię tę zdaje się podzielać papież Franciszek, autor ogłoszonej wiosną tego roku adhortacji Gaudete et exsultate (Cieszcie się i radujcie), traktującej „o powszechnym powołaniu do świętości”. Świętość nie jest bowiem zastrzeżona tylko dla wybranych, których naśladowanie wydaje się czymś niemożliwym. Przeciwnie: papież mówi o „świętych z sąsiedztwa”, czyli tzw. zwykłych ludziach, których życie „może nie zawsze było doskonałe, ale [którzy] – nawet pośród niedoskonałości i upadków – szli naprzód i podobali się Panu”. Niekoniecznie dokonując przy tym czynów heroicznych, zawsze jednak „żyjąc z miłością [Boga i bliźniego] i dając świadectwo” w codzienności (dokument pełen jest konkretnych rad i wskazówek, mówi np. o konieczności unikania plotek, potrzebie znajdowania czasu na rozmowę z bliskimi czy wartości poczucia humoru).

Chrześcijańską drogą do świętości – powiada Franciszek – są ewangeliczne błogosławieństwa i troska okazywana drugiemu człowiekowi. „Bycie świętym nie oznacza oczu jaśniejących w domniemanej ekstazie”, a prawdziwa kontemplacja powinna owocować dostrzeganiem Boga w twarzach uchodźców, bezdomnych, uwięzionych i chorych, z którymi – w przypowieści o Sądzie Ostatecznym – utożsamia się Chrystus.

Papież doskonale zdaje sobie sprawę z mechanizmów obronnych, za pomocą których wielu chrześcijan, w tym i wykładowcy teologii katolickiej, próbuje osłabić radykalne przesłanie Ewangelii (twierdzą oni np., że Jezus – mówiąc o „jednym z braci moich najmniejszych” – miał na myśli wyłącznie swoich współwyznawców, ale nie pogan). Stąd prośba Franciszka, by „w obliczu siły tych wezwań Jezusa (…) przyjąć je i zaakceptować (…) sine glossa, bez komentarzy, elukubracji i wymówek odbierających im moc. Pan powiedział nam bardzo wyraźnie, że świętości nie można zrozumieć ani przeżywać, pomijając te Jego wymagania, ponieważ miłosierdzie jest »bijącym sercem Ewangelii«”.

Niezwykle aktualnie (przynajmniej w odniesieniu do Kościoła w Polsce) brzmi papieska sugestia, by katolicy – słusznie przejęci obroną niektórych przykazań – nie zapominali o przykazaniu VIII („Nie mów fałszywego świadectwa…”), a z bezwzględnym szacunkiem dla życia poczętego łączyli pamięć o świętości życia tych, „którzy już się urodzili i zmagają się z biedą, opuszczeniem [i] wykluczeniem”.

Wśród wielu wątków podjętych w adhortacji na szczególną uwagę zasługuje ostrzeżenie przed dwiema starymi herezjami: gnozą i pelagianizmem, które – zdaniem papieża – wciąż zachowują aktualność, zafałszowując to, czym jest chrześcijaństwo. Sprawa wydaje się poważna, skoro kilka tygodni wcześniej podobną przestrogę opublikowała Kongregacja Nauki Wiary (list Placuit Deo).

Neognozę charakteryzuje pogarda dla cielesności i związana z nią czysto wewnętrzna – tj. oderwana od tego, co zewnętrzne wobec własnej duszy (np. od troski o drugiego człowieka) – wizja zbawienia. A także „próba zredukowania nauczania Jezusa do zimnej i surowej logiki, która dąży do panowania nad wszystkim” (również nad Bogiem, neognoza lubi bowiem określać, gdzie „na pewno” Bóg jest nieobecny). Jak wyjaśnia teolog o. Kasper Kaproń: „Neognostyk nie rozumie, że Jezus zbawia nie tylko duszę, lecz także ciało, i to nie tylko przez intelektualne decyzje, ale przez konkretne relacje i zaangażowanie na rzecz bliźnich i stworzonego świata”.

Z kolei neopelagianizm głosi, iż zbawienie zależy od woli i czynów człowieka lub od stworzonych przezeń struktur (co może się przejawiać np. w „obsesji na punkcie prawa, uleganiu urokowi osiągnięć społecznych i politycznych, ostentacyjnej trosce o liturgię, doktrynę i prestiż Kościoła” etc.). Neopelagianie „w ostateczności liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy albo są niewzruszenie wierni pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych”.

Ślad obu tych herezji wyraźnie widać w wielu polemikach wymierzonych w papieża jako autora Amoris laetitia. Ale dostrzec go można także w praktyce duszpasterskiej wyolbrzymiającej znaczenie wiedzy religijnej i sprowadzającej chrześcijaństwo do moralności. A przecież, jak pisze o. Kaproń, „Chrystus nie ograniczył się jedynie do wskazywania nam drogi do spotkania z Bogiem, abyśmy doszli do zbawienia, wsłuchując się w Jego słowa i naśladując Jego przykład”, tak jakby chodziło o drugiego Sokratesa, a nie o Tego, który sam jest „drogą, prawdą i życiem” (por. J 14, 6).

Kontestowany przez część Kościoła papież wciąż próbuje nam to uświadomić.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter