Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
- styczeń, nr 536
- luty, nr 537
- marzec, nr 538
- kwiecień, nr 539
- maj, nr 540
- czerwiec, nr 541

 Fundacja


Gdzie byliśmy? Gdzie jesteśmy? Dokąd idziemy?

Księga gości
Księga gości

Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej księgi gości.

    Dziękujemy!
PROPAGANDA ANTYSEMICKA

ROZMOWA
Z PROFESOREM WACŁAWEM DŁUGOBORSKIM


STEFAN WILKANOWICZ: Trzeba zacząć od pytania podstawowego: skąd się wziął antysemityzm u Hitlera?

WACŁAW DŁUGOBORSKI: Decydujący wpływ miał pobyt Hitlera w Wiedniu, jeszcze przed I wojną światową. Zetknął się tu z ideologią antysemicką, którą głosili Leopold Ritter von Schoenerer i burmistrz Wiednia, dr Karl Lüger - a przede wszystkim z żydowskimi imigrantami z Galicji, którzy stanowili około dwóch trzecich 180-tysięcznej żydowskiej populacji tego miasta. Utrwalili oni u Hitlera stereotyp żyjącego na marginesie społeczeństwa, brudnego, ale zarazem przebiegłego, a przez to i pasożytniczego "Żyda ze Wschodu" (Ostjude); podobnie żydowscy profesorowie wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy zapoznając rzekome artystyczne zdolności Hitlera, utrwalili w nim stereotyp Żyda groźnego, wpływowego, "wroga narodu niemieckiego".
Przychodzi wojna, klęska Niemiec i legenda tak zwanego "ciosu w plecy" - że to niby armia niemiecka nie przegrała, tylko społeczeństwo zostało podburzone przez marksistów i Żydów, zatem ci są odpowiedzialni za przegraną. To utwierdzało, oczywiście, antysemityzm Hitlera.
Gdy rozpoczął on działalność polityczną i został szefem NSDAP, doszedł nowy element - instrumentalne wykorzystanie antysemityzmu w walce o władzę. Dla radykalnoprawicowych partii "koncepcja wroga" jest czymś naturalnym, one go potrzebują. Takim wrogiem stali się Żydzi. Była to dość łatwa manipulacja, bo społeczeństwo niemieckie po klęsce, w czasie kryzysu, inflacji i bezrobocia było głęboko sfrustrowane, potrzebowało jakiegoś wyjaśnienia przyczyn tego stanu rzeczy.
Propaganda antysemicka trafiała na podatny grunt, Żydzi w Niemczech odgrywali bowiem znaczącą rolę w bankowości, a także ich głównie dziełem była szybko postępująca po I wojnie światowej rozbudowa sieci domów towarowych. Łatwo więc było wywoływać wobec nich niechęć czy nawet nienawiść, oskarżając o lichwiarskie procenty oraz rujnowanie drobnych kupców i rzemieślników, nie wytrzymujących konkurencji z wielkimi domami towarowymi. Propaganda ta, połączona ze stereotypem "kapitału pasożytniczego" (handel, finanse), przeciwstawianego "kapitałowi twórczemu" (przemysł), trafiała też do części robotników, zwłaszcza pozbawionych pracy, a także do szeroko pojętego marginesu społecznego, obejmującego tych wszystkich, którym wstrząsy ekonomiczne i polityczne przyniosły degradację społeczną.
Propaganda antysemicka istniała w Niemczech także przed dojściem Hitlera do władzy, ale to on dokonał połączenia antysemityzmu ekonomicznego z rasistowskim, przejmując rasizm od niektórych jego ideologów z końca XIX i początku XX wieku. Traktowali oni Żydów jako rasę niższą od aryjskiej.
Propagandę tę cechowała ponadto charakterystyczna ambiwalencja - z jednej strony przedstawiano Żydów jako groźną dla Niemiec potęgę, która dąży także do panowania nad światem - tak jak to pokazywały osławione "protokoły mędrców Syjonu" - z drugiej zaś, jako pasożytów z marginesu społecznego. Brało się to stąd, że społeczność żydowska w Niemczech składała się z dwu różnych grup: Żydów zasymilowanych, wtopionych w niemieckie życie gospodarcze i odgrywających w nim ważną i twórczą rolę, oraz tak zwanych Ostjuden, imigrantów z Rosji i Ukrainy (po pogromach i bolszewickiej rewolucji), którzy rzeczywiście żyli na marginesie społeczeństwa - w Berlinie także i w sensie przestrzennym, w tak zwanej dzielnicy stodół (Scheunenviertel), znanej jako siedlisko biedoty, ale też żydowskich "pasożytów" i "podludzi".
Motyw ten wróci w czasie II wojny, kiedy rzekomą konieczność "pozbycia się" milionów Żydów na Wschodzie uzasadniano ich pasożytniczym trybem życia i zagrożeniem, jakie stanowić mieli dla innych, będąc rzekomo masowymi nosicielami wszy i tyfusu.

Ta ambiwalencja jest całkiem logiczna: gdy się kogoś chce zniszczyć, to najlepiej wywołać strach i wstręt. Bogaci Żydzi służyli do wywoływania strachu, biedni - wstrętu.

Tu może trzeba jeszcze dodać, że ci zasymilowani Żydzi z wielką niechęcią odnosili się do swoich pobratymców-imigrantów, oni bowiem ich kompromitowali. Przed I wojną także istniał w Niemczech antysemityzm, ale dominował jednak obraz Żyda zasymilowanego, kulturalnego, obywatela i nieraz niemieckiego patrioty. Na przykład w Wielkopolsce, na Pomorzu, na Górnym Śląsku Żydzi starali się uchodzić za niemieckich patriotów, deklarując przy tym nastawienie antypolskie. Nawet Gustaw Mahler, wybitny kompozytor austriacki żydowskiego pochodzenia - skądinąd daleki od niemieckiego czy austro-niemieckiego szowinizmu - wskazywał na przepaść, jaka jego, Europejczyka, człowieka kulturalnego, dzieli od jego rzekomych pobratymców ze Wschodu. Stąd rasizm uważał za bzdurę.

Wskazywaliśmy na przyczyny i cele antysemityzmu, przejdźmy do metod. Jakich używano w propagandzie, zwłaszcza w środkach przekazu?

Naziści od początku przywiązywali dużą wagę do metod ideologicznej propagandy. Obok głównej tuby propagandowej, dziennika "Völkischer Beobachter", istniało specjalne pismo, "Der Stürmer", poświęcone antysemityzmowi. Jego wydawca, Julius Streicher, należał do najbliższych współpracowników Hitlera, cieszył się jego dużym zaufaniem. Ukazywało się do końca III Rzeszy; Streicher popełnił samobójstwo w Norymberdze.
Hasła antysemickie propagowano podczas wieców - a hitlerowcy umieli je reżyserować - publikowano książki, broszury, ulotki i plakaty, szczególnie w okresach kampanii wyborczych. Szeroko stosowano metody wizualne, zwłaszcza karykatury.
Były one stałym elementem także i w "Stürmerze", ale dla tego pisma charakterystyczna była inna metoda, a mianowicie szeroka sieć korespondentów w całych Niemczech, którzy informowali redakcję o rzekomych przestępstwach Żydów czy o ich wrogości wobec Niemców. Zachęcano również czytelników do pisania listów i okazało się to skuteczne. Na początku pisali je rzeczywiści antysemici, ale z biegiem czasu stały się one metodą podlizywania się reżymowi, wspierania własnej kariery... Korespondencja ta obejmuje kilkadziesiąt tomów.

Pismo stwarzało w ten sposób wrażenie, że to całe niemieckie społeczeństwo jest antysemickie, że żydowskie niebezpieczeństwo jest czymś oczywistym... A reakcja była jedynie "głosem ludu". To bardzo wygodne z każdego punktu widzenia.

Oczywiście, o to chodziło. Po zdobyciu władzy przez Hitlera opanowano radio i sięgnięto po film. Sterowana przez Goebbelsa indoktrynacja społeczeństwa stała się wielką, zorganizowaną akcją. Antysemicka propaganda wyraźnie się nasiliła, wzywano na przykład do bojkotowania żydowskich sklepów. Dopiero przed olimpiadą 1936 roku następuje jej wyciszenie - chodziło o sprawienie wrażenia, że Niemcy są państwem cywilizowanym, państwem prawa. Do narodowej reprezentacji włączono nawet sportowców żydowskiego pochodzenia.
Zarazem jednak olimpiada przynosi nasilenie nazistowskiego kultu ciała - umięśnionego, posągowego, "aryjskiego" - prezentowanego w nadmiarze w obu olimpijskich filmach Leni Riefenstahl (także zresztą i w innych), a także w twórczości czołowego rzeźbiarza reżimu, Arno Breckera. Mocne, wspaniałe "germańskie" ciało narzucało się samo przez się jako przeciwieństwo ciał innych, "niższych" ras, w tym zwłaszcza Żydów, przedstawianych na karykaturach a także na celowo dobieranych zdjęciach jako cherlawi, plugawi "podludzie".
Po 1936 roku mamy znowu nasilenie tej propagandy, która w 1938 kulminuje w celowo wywołanej i odgórnie sterowanej akcji "spontanicznego" niszczenia żydowskich sklepów, a nawet mieszkań, bicia Żydów i palenia synagog - akcji zwanej "nocą kryształową". Obok zorganizowanych działań SA mamy wielką nagonkę w środkach przekazu, zwłaszcza po zabójstwie radcy ambasady niemieckiej w Paryżu przez jednego z żydowskich uciekinierów. Prasa wołała: "Patrzcie, jacy są Żydzi!", i udało się jej wywołać oburzenie Niemców.
Zaczynają się pojawiać filmy antysemickie, a także i skierowane przeciwko innym narodom, w miarę politycznego zapotrzebowania. Po zdobyciu Polski, dla propagandowego uzasadnienia obostrzeń i represji wobec jej mieszkańców, pojawia się antypolski film Heimkehr ("Powrót"), pokazujący rzekome bestialskie prześladowania Niemców w Polsce przed wybuchem wojny. W roku 1943 wchodzi na ekrany Jud Süss ("Słodki Żyd" - tu raczej w znaczeniu: fałszywy, przewrotny) oparty na rzeczywistym wydarzeniu, historii skazanego za nadużycia żydowskiego bankiera na dworze księcia wittenberskiego. W filmie ów Żyd jest wcieleniem zła: wkrada się w łaski panującego, otacza swoimi pobratymcami, spekuluje, gwałci chrześcijańskie dziewczyny, zamyka ludzi do lochów... Na koniec ponosi zasłużoną karę - jako typowy Żyd, oczywiście. Film ten pokazywano w Niemczech i we wszystkich okupowanych krajach (z wyjątkiem Polski), miał bardzo dobrą frekwencję i skutek osiągnął. A był to czas "ostatecznego rozwiązania".

Miał je więc usprawiedliwić?

Tak samo jak Heimkehr miał uzasadnić brutalną politykę wobec Polaków. Ale tu zwróćmy uwagę, że wtedy już praktycznie nie było Żydów w Niemczech, większość wysiedlono na Wschód do gett czy obozów zagłady. Propaganda hitlerowska kieruje się przeciwko Żydom amerykańskim i angielskim. Wtedy też powstaje dobrze nam znany stereotyp "żydokomuny". Kreml i Wall Street przedstawiane są jako dwa współpracujące ze sobą ośrodki żydostwa. Wylicza się Żydów z otoczenia Stalina, z angielskiego establishmentu oraz z grona doradców Roosevelta. Wszystko razem - to antyniemiecki spisek światowego żydostwa. I nie tylko antyniemiecki, także przeciwko światu, bo komunizm i marksizm to żydowski spisek mający zburzyć świat. Przecież Marks był Żydem - to bardzo ułatwiało taką propagandę. Wyszukiwano więc Żydów wśród członków partii komunistycznych w Niemczech i w innych krajach - co nie było trudne, bo rzeczywiście byli w nich dość liczni.
Takie były instrukcje Goebbelsa, starannie realizowane.

Czy także w okupowanej Polsce?

W wydawanej przez okupantów tak zwanej prasie "gadzinowej" funkcjonowała propaganda wzorowana na niemieckiej i skoordynowana z posunięciami wobec Żydów. I tak na przykład, przed tworzeniem gett i przesiedlaniem Żydów bardzo często pisze się o tym, że jakiś Żyd coś ukradł, na kogoś napadł itd. Pojawiły się także plakaty z napisami "Żyd-wesz-brud" czy "Żyd - twój wróg" i odpowiednimi rysunkami, uzasadniającymi rzekomą niemożliwość współżycia Polaków (czy tak zwanych Aryjczyków) z Żydami.
Trzeba tu brać pod uwagę, że w Polsce ogromna większość Żydów żyła we własnych środowiskach i że dominowali wśród nich ortodoksi, dla których jidysz był językiem ojczystym; nazywano ich pogardliwie "chałaciarzami". Większość Żydów trudniła się rzemiosłem i handlem czy pośrednictwem; dominowali nad tymi gałęziami gospodarki w wielu miasteczkach centralnej i wschodniej Polski, co siłą rzeczy prowadziło do antagonizmów między nimi a polską ludnością, zwłaszcza drobnomieszczaństwem i chłopami. W tych warunkach propaganda antysemicka - i ta przedwojenna, "narodoworadykalna", i ta okupacyjna, nazistowska - znajdowała w niektórych środowiskach społecznych podatny grunt. Tomasz Szarota przypomniał ostatnio, że w 1940 roku miały miejsce w Warszawie pogromy inspirowane przez Niemców, ale organizowane przez kilku członków przedwojennej "Falangi". Dali się oni wykorzystać nazistowskiej propagandzie. Niemcy bowiem te ekscesy filmowali, wykorzystując zdjęcia jako dowód, że społeczeństwo polskie jest wrogie Żydom, a zatem trzeba tych Żydów usunąć. Tragicznej wymowy dodaje tym zajściom fakt, że jednego z ich głównych organizatorów, Konrada Świetlickiego, Niemcy później aresztowali i rozstrzelali w Palmirach.
Tu warto dodać, że w Polsce Niemcy nie stworzyli partii faszystowskiej, choć chętni by się znaleźli, na przykład Bolesław Piasecki - na początku okupacji. W innych krajach takie partie istniały i współdziałały z Niemcami w propagandzie antysemickiej. Było to oczywiście bardzo wygodne dla okupantów - wychodziła ona nie od nich, ale od Belgów czy Francuzów...
Oczywiście, wykorzystywano także wątek antykomunistyczny, szerzono stereotyp żydokomuny.

Bardzo trudno ocenić skuteczność tej propagandy, ale jakiś wpływ musiała wywierać. Można przypuszczać, że w Polsce w pewnym stopniu przyczyniła się do powojennych pogromów.

Jak wykazały badania i dyskusje polskich historyków, zwłaszcza nad pogromem w Kielcach, oddziaływał tutaj cały splot przyczyn. Propaganda antysemicka łączyła się w czasie okupacji z eksterminacją Żydów, która z kolei stwarzała szanse na zdobycie pożydowskiego mienia, zajmowania opróżnionych mieszkań itp. Dotyczyło to zwłaszcza małych miast i miasteczek. Sądzę, że aktywny antysemityzm stanowił zjawisko marginalne, ale nie mogę tego udowodnić.

Niestety, margines nieraz wystarczy, aby stworzyć obraz całości. Wróćmy jednak do propagandy. Czy metody hitlerowskie miały jakieś odpowiedniki w innych krajach? Wobec Żydów czy też innych grup etnicznych lub religijnych?

Owszem, zwłaszcza w systemach totalitarnych, w których istnieje centralne sterowanie środkami przekazu. Antysemityzm w ZSRR propagowany był w bardzo podobny sposób. Charakterystyczna jest tu kampania "antysyjonistyczna". W Polsce po 1968 roku przycichła ona, ale rozwijała się w Związku Radzieckim w latach siedemdziesiątych, zarówno w prasie, jak poprzez książki demaskujące "spisek żydowski", spisek wszystkich Żydów na świecie i w państwie Izrael. Analogie są tu bardzo wyraźne, dotyczą jednak raczej tylko ideologicznych założeń propagandy i jej metod, a nie samej skierowanej przeciwko Żydom polityki. W III Rzeszy propaganda antysemicka miała usprawiedliwiać nie tylko szykanowanie Żydów czy zmuszanie ich do emigracji, ale później także eksterminację całego narodu. Sowiecka "antysyjonistyczna" propaganda (co prawda, z wyraźnymi akcentami antysemickimi) miała usprawiedliwiać "tylko" szykanowanie Żydów. W żadnym razie nie chodziło o ich eksterminację, z paroma wyjątkami - stalinowskiej akcji z końca lat czterdziestych zmierzającej do fizycznego unicestwienia najwybitniejszych twórców żydowskiej kultury w ZSRR, czy podobnej, przerwanej na szczęście wskutek śmierci dyktatora - skierowanej przeciwko "syjonistycznemu" spiskowi kremlowskich lekarzy. Brutalnym metodom walki ze światowym i rodzimym "żydostwem" nie towarzyszyło jednak jej nagłaśnianie w środkach masowego przekazu. Za czasów Breżniewa natomiast propaganda była bardzo ostra, chodziło bowiem o zdobycie wpływów na Bliskim Wschodzie - trzeba było popierać Arabów. Propaganda "uzasadnia" działania polityczne, podobnie jak w hitlerowskich Niemczech.
Tak samo w Polsce w 1968 roku "antysyjonizm" był elementem walki o władzę, "usprawiedliwiał" usuwanie Żydów z różnych stanowisk i zmuszanie ich do emigracji.
A zresztą, niezależnie od takich czy innych doraźnych potrzeb, system totalitarny potrzebuje co jakiś czas kampanii nienawiści.

Czy w dzisiejszej propagandzie antysemickiej, u nas czy w innych krajach, można zauważyć przejmowanie dawnych wzorów, na przykład ze "Stürmera"?

Gdy się przegląda wydawnictwa Bubla, ten nieszczęsny "humor żydowski", to pokrewieństwo wprost się narzuca... Na szczęście, jest to zjawisko marginalne. Wracając jeszcze do polskiego 1968 roku, trzeba odnotować, że ówczesna propaganda nie była wprost antysemicka, nie była rasistowska. W Związku Radzieckim natomiast wyraźnie nawiązywano w latach siedemdziesiątych do "Stürmera". Były także wypadki szczególnej inwencji - jak na przykład rysunek przedstawiający walczącego z Palestyńczykami w Libanie dowódcę izraelskiego oddziału, który trzyma w ręku plan oświęcimskiego obozu, co sugeruje, że Żydzi w takim obozie zamkną Palestyńczyków.

Czy ta propaganda nadal istnieje? Jakie przybiera formy, na przykład u Żyrynowskiego?

Żyrynowski nie jest jeszcze najgorszy - niektóre ugrupowania, bardziej od niego radykalne, w swojej propagandzie przejmują wprost wzory ze "Stürmera".

Dziękuję za rozmowę.

   1998-2000 Verbanet s.c.